Po decyzji socjaldemokratów i demokratów o dołączeniu Świtu Niemna do koalicji rządzącej na Litwie swoje obawy i przestrogi wyrazili nie tylko politycy litewscy, ale też zagraniczni, w tym przedstawiciele polskiego Senatu. Pomimo iż w polskich mediach nie udziela się dużej uwagi wyborom na Litwie, to głoszone przez Žemaitaitisa hasła, w odczuciu polskich polityków i badaczy, mogą stać się przynętą dla kremlowskiej propagandy.
Tuż po ogłoszeniu zamiarów formowania większości sejmowej ze Świtem Niemna, swoimi obawami na temat tego związku podzielił się wicemarszałek polskiego Senatu Michał Kamiński. W swoim poście na Facebooku napisał 9 listopada, że z „płonącą trwogą” przyjmuje zapowiedź wejścia do rządu Republiki Litewskiej „sił jawnie szowinistycznych i antysemickich”. Polityk we wpisie zaznaczył, że „antysemitów u tronu Witolda, u tronu Zygmunta Wielkiego wyjaśnić się nie da“. Nawiązując do szerszego kontekstu dodał, że „w dniach gdy w Europie znów widzimy pogromy, gdy Rosja jawnie wspiera wrogów Izraela, nie może być miejsca na antysemityzm“.
W tym samym dniu skład litewskiej koalicji potępił m.in. przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA Ben Cardin. Zaznaczył, że „Litwa jest bliskim sojusznikiem USA i ważnym partnerem w promowaniu wartości demokratycznych”, jednak w jego opinii, decyzja o utworzeniu koalicji z partią Žemaitaitisa „podważa podstawowe wartości, które łączą nasze narody”. Cardin podkreślił, iż „w czasach, gdy antysemityzm rośnie na całym świecie, udostępnianie platformy dla antysemickiej retoryki i nienawistnych działań jest nie tylko zdradą wspólnych ideałów demokratycznych, ale także fizycznym zagrożeniem dla bezpieczeństwa społeczności żydowskich i mniejszościowych”.

Decyzja partnerów koalicyjnych doczekała się też reakcji z Niemiec, gdzie socjaldemokrata Michael Roth, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Bundestagu, podkreślił, że koalicja litewskich socjaldemokratów ze Świtem Niemna jest niezgodna z wartościami lewicowymi i nawoływał litewskich kolegów, by się zastanowili, jeśli chcą pozostać w „rodzinie PSE (Europejskiej Partii Socjalistów)”.
Uwaga polskich mediów
- Ogólnie wybory na Litwie nie cieszyły się jakąś specjalną uwagą polskich mediów – w rozmowie z LRT.lt zauważa dr Aleksandra Kuczyńska-Zonik, badaczka Instytutu Europy Środkowej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Zauważa, że stało się tak głównie z powodu odbywających się w podobnym czasie wyborów w Mołdawii i Gruzji, które ze względu na szczególne napięcia polityczne i możliwą zmianę kierunku polityki krajowej przykuwały uwagę całej Europy.
- Oczywiście, najważniejsze media podawały informacje o wygranej socjaldemokratów i tak samo z pewną uwagą śledzona jest sytuacja tworzenia koalicji na Litwie. Niemniej jednak nie wskazałabym, że jest to jakiś gorący temat w Polsce. Poza tym, Litwa jest uważana za stabilny kraj, demokratyczny i tutaj takie duże zmiany, jak w Gruzji czy Mołdawii, raczej nie mogą nastąpić – tłumaczy analityk.

To, co jednak odbiło się pewnym, chociaż również nieszczególnie szerokim echem w polskiej przestrzeni informacyjnej to postać Remigijusa Žemaitaitisa.
- Była mowa o jego antysemickich wypowiedziach, o populistycznym charakterze samej osoby bądź partii oraz fakt, że jego partia zyskała aż tyle głosów, co może świadczyć rzeczywiście o niekorzystnym trendzie czy skręcie Litwy. Ale nie uznałabym, że jest to jakiś duży poważny problem w polskich mediach – zauważa pracowniczka naukowa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Polakom zależy na współpracy
Dla obywateli i polityków w Polsce najważniejszą kwestią w polityce sąsiedniego kraju wydaje się pozostawać kierunek polityki zagranicznej nowego rządu litewskiego.
- W Polsce jest najważniejsze, jaka będzie ta polityka zagraniczna, a tu właściwie nie będzie żadnej szczególnej zmiany. Wiemy, że socjaldemokraci już w kampanii wyborczej deklarowali kontynuację współpracy z Polską, wiemy, że projekty w kwestii bezpieczeństwa, skierowane na obecność niemieckiej brygady na Litwie będą kontynuowane i z polskiej perspektywy właśnie to jest najważniejsze – zauważa badaczka.

Kontrowersyjne wypowiedzi Žemaitaitisa, w opinii wielu analityków i działaczy politycznych, mogą jednak wpłynąć nie tylko na zły wizerunek Litwy na świecie, ale też stanowić pewne niebezpieczeństwo. Dr Kuczyńska-Zonik podkreśla tu potrzebę monitoringu nastrojów w społeczeństwie i głębszą analizę zjawiska.
- Jeżeli kilkanaście czy kilkadziesiąt procent wyborców głosuje na partię populistyczną, na lidera, który głosi hasła nienawiści czy propaguje pewne antysemickie treści, warto się zastanowić, z czego to wynika. Z jednej strony, wskazałabym na kwestie przedwyborcze. Podczas kampanii przedwyborczej pewne treści kontrowersyjne się zdarzają. Można potraktować wypowiedzi Žemaitaitisa jako element kampanii wyborczej, który miał na celu przyciągnięcie wyborców, zwrócenie na siebie uwagi, tym bardziej że jest to nowa partia na scenie politycznej Litwy – mówi ekspertka.
Zauważa też, że wysoki wynik w wyborach sejmowych świadczy o tym, że jest to pewna siła, z którą trzeba się liczyć, ponieważ odzwierciedla nastroje dość dużej grupy społeczeństwa - w dużej mierze niezadowolonej z sytuacji politycznej, która niekoniecznie chce głosować na partie o ustabilizowanej pozycji, które już wcześniej zasiadały w parlamencie.
- Myślę, że zdecydowanie nie należy bagatelizować sytuacji, ale zastanowić się nad przyczynami i być może rozwiązaniami, aby nie spowodowała większych konsekwencji, ponieważ często tego typu wyborcy są bardziej podatni na manipulacje, dezinformacje czy nawet zachowania protestacyjne – zauważa dr Kuczyńska-Zonik.

Analityk polityki krajów bałtyckich wątpi jednak, żeby nieprzewidywalne zachowania Świtu Niemna i jego lidera mogły jakkolwiek wpływać na relacje polsko-litewskie.
- Komentarze niektórych polityków europejskich na temat Žemaitaitisa są raczej wypowiedziami potępiającymi dyskurs litewski, natomiast niekoniecznie wiązałabym to z przyszłymi stosunkami polsko-litewskimi. Jest to raczej kwestia wewnętrzna Litwy. Oczywiście, wpłynie to częściowo na wizerunek Litwy na świecie, natomiast dla Polski najważniejsze jest utrzymanie dotychczasowego kursu Litwy w zakresie bezpieczeństwa, obrony, także pomocy w Ukrainie. Myślę, że tej koalicji, która się uformuje na Litwie, będzie też zależało, żeby kreować siebie jako stabilnego partnera w relacjach zewnętrznych – podkreśla badaczka.
Antysemityzm na fali
Pomimo iż na Litwie hasła antysemickie, które od dłuższego czasu głosi lider Świtu Niemna budzą zdziwienie i nie znajdują szczególnego zakotwiczenia w świadomości społecznej, to, jak zaznaczają analitycy, świetnie wpisują się w ogólne tendencje obserwowane w ostatnim czasie w całej Europie.
- Generalnie taka sytuacja nieprzewidywalna, trudna pod kątem geopolitycznym, stanowiąca zagrożenie dla bezpieczeństwa, ale też brak stabilizacji społeczno-ekonomicznej – mówimy tu o długofalowych konsekwencjach pandemii, ale też trwającej wojny w Ukrainie – wszystko to działa na wyborców, którzy odczuwają niepokój, w związku z tym trafiają do wyborców te hasła populistyczne. Często ci wyborcy są narażeni na dezinformację. Częściowo są to takie trendy, które widzimy też w innych państwach Europy. Natomiast nie postrzegałabym Litwy jako jakiś szczególny ewenement, ponieważ właśnie w różnych częściach Europy podobne trendy zauważamy – zwraca uwagę dr Kuczyńska-Zonik.

Potwierdza to też w rozmowie z LRT.lt prof. Joanna Dyduch, ekspertka od spraw Izraela i Bliskiego Wschodu na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.
- To, co dzieje się na Litwie, myślę, że w jakimś sensie, oczywiście nie w proporcjach 1:1, obserwujemy w innych częściach Europy, przede wszystkim w państwach UE. Można powiedzieć, że chodzi nie tylko o przestrzeń polityczną, ale też społeczno-polityczną krajów Unii Europejskiej – zauważa ekspertka.
W tej sytuacji, jak zaznacza, szczególnie ważny jest kontekst polski i litewski - ma szczególny wymiar ze względu na historię, zarówno tę najnowszą, ale też wielowiekowe dzieje obecności społeczności żydowskiej na terenach dzisiejszej Litwy i Polski.
- Z całą pewnością możemy powiedzieć, że dzieje się coś nowego, czego w dyskursie publicznym, ale też w takich szeroko rozumianych praktykach społecznych już nie obserwowaliśmy, ponieważ nie było przyzwolenia nie tylko politycznego mainstreamu, ale także społecznego na zachowania jawnie dyskryminacyjne, o charakterze antysemickim. Na pewno w Polsce, ale mogę sobie wyobrazić i z dużą pewnością powiedzieć, że również na Litwie – podkreśla.

Zapytana o powody takich nastrojów prof. Dyduch wyróżnia kilka kwestii. Jedną z nich jest obserwowane w ostatnim czasie zjawisko wrogości wobec elit, czyli narastający podział na zwykłych ludzi i skorumpowane elity.
- Te nastroje przekładają się na pewną dynamikę polityczną, również w kontekście kampanii wyborczych i późniejszych elekcji, wzrost nastrojów populistycznych. Ten populizm, w takim najbardziej klasycznym ujęciu, jest pewnego rodzaju zjawiskiem, które się zasadza przede wszystkim na negacji elit – zauważa.
Drugi mechanizm, który w opinii profesorki może mieć wpływ na obecność emocji i postaw ksenofobicznych, antysemityzmu, to jest konflikt toczący się na Bliskim Wschodzie, który od kilkunastu miesięcy jest w stanie bardzo wysokiego napięcia. Izrael, w odpowiedzi na okrutny atak Hamasu z 7 października 2023 r., od wielu miesięcy dokonuje ataków na wszystkie terytoria zarządzane przez organizacje terrorystyczne Hamas i Hezbollah. Napady na ciasnym terytorium Strefy Gazy doprowadziły do katastrofy humanitarnej.
- Już dziś możemy wskazać konkretne przykłady czy przypadki, kiedy te antyizraelskie postawy i hasła, które nie są tylko krytyką współczesnego, obecnego rządu Izraela, ale wykraczają znacznie dalej - są negacją samego państwa, czyli mają charakter antysyjonistyczny i tego typu hasła widzieliśmy, obserwowaliśmy wybrzmiewające w różnych krajach Europy, ale również w Polsce, co wcześniej się w zasadzie nie zdarzało – zauważa prof. Dyduch.

- No i oczywiście musimy pamiętać, że w tych wszystkich miejscach, jako gracze regionalnie są też obecni gracze globalni, w tym Rosja i Stany Zjednoczone. Ja bym powiedziała, że konflikt bliskowschodni jest katalizatorem określonych nastrojów, również o charakterze stricte polityczno-międzynarodowym, ale też społecznym - dodaje analityk.
Žemaitaitis – prezentem dla Kremla?
O tym, że zarówno zamieszanie polityczne na Litwie, jak też skandaliczne wypowiedzi Žemaitaitisa może wykorzystać kremlowska machina propagandowa, eksperci mówili jeszcze przed wyborami. Teraz natomiast, znajdując się w czołówce litewskich elit politycznych, słowa lidera Świtu Niemna mogą przyciągać szczególną uwagę Rosji.
- Myślę, że to nie jest wykluczone, tym bardziej, że rosyjska propaganda staje się bardziej elastyczna i odpowiadająca pewnym realiom krajowym. To nie jest już propaganda, którą obserwowaliśmy jeszcze kilka lat temu, gdzie rzeczywiście było widać konkretne hasła w stosunku do rządów krajowych, jak też antynatowskie, antyunijne. Dzisiaj ta propaganda rosyjska jest zniuansowana. Myślę, że warto zwrócić uwagę, że czasami takie hasła antysystemowe bywają rozprzestrzeniane przez polityków często nieświadomie, w związku z tym mogą oni być takimi „pożytecznymi idiotami”, tak to w literaturze się określa, czyli nieświadomie rozprzestrzeniają takie narracje, które służą Kremlowi, chociaż ci politycy niekoniecznie są bezpośrednio związani z Rosją – zauważa dr Aleksandra Kuczyńska-Zonik z KUL.

W opinii prof. Joanny Dyduch, podstawowym zagrożeniem jest to, że „narastająca retoryka, której istotą jest właśnie postawa ksenofobiczna i mająca źródła w narastającym populizmie, idzie ramię w ramię ze zjawiskami polegającymi na polaryzacji społecznej”.
- Czyli będziemy tracić, można powiedzieć, taką spójność i koherencję społeczną, która jest bardzo potrzebna. A społeczeństwo, które jest głęboko podzielone, to jest także społeczeństwo, wobec którego łatwo stosować różnego typu taktyki wykorzystywane w wojnie hybrydowej, o której często mówimy – zauważa naukowczyni.
Podkreśla, że duże niebezpieczeństwo stanowi też rozchwianie emocji związanych z postrzeganiem historii i z budowaniem własnej tożsamości w oparciu o historię.
- Nietrudno sobie wyobrazić, że można do poziomu czerwoności rozgrzać konsekwencje narracji rewizjonistycznych, bardzo głęboko zakorzenionych w historii, między np. Litwinami a Polakami, Polakami a Ukraińcami, Polakami a Niemcami i można wymieniać tutaj jeszcze mnóstwo innych przykładów – zauważa prof. Dyduch.

- Tak sobie myślę, że gdyby te zjawiska się nasilały, byłby to ogromny cios wobec demokracji liberalnej, która jest, można powiedzieć, w takim defensywnym momencie swojego istnienia i wydaje się, że tym, którym nie zależy na zachowaniu dobrej kondycji demokracji liberalnej, a więc demokracji opartej na pluralizmie, wzajemności, poszanowaniu określonych praw politycznych, upowszechnionych w sposób uniwersalny, to są właśnie nasi wschodni sąsiedzi, mam tutaj na myśli elity kremlowskie, które z tą demokracją liberalną są szczególnie niepogodzone – tłumaczy ekspertka.
Sąd Konstytucyjny uznał Žemaitaitisa za winnego złamania przysięgi i rażącego naruszenia Konstytucji w związku z jego publicznymi wypowiedziami na temat Żydów i Izraela. Po tej decyzji Žemaitaitis zrezygnował z członkostwa w Sejmie, aby uniknąć procesu impeachmentu i móc później startować w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. W sądzie w jego sprawie toczy się sprawa karna.
Polityk odrzuca oskarżenia o antysemityzm i twierdzi, że jego posty w mediach społecznościowych krytykowały Izrael, a nie wyrażały nienawiść do narodu żydowskiego.









