Rita Tamašunienė z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) należy do tych polityków, którzy nie szukają wrogów i unikają ostrych wypowiedzi. Jej nominacja na stanowisko minister sprawiedliwości nie wzbudziła większych kontrowersji – poza środowiskami broniącymi praw osób LGBT i praw kobiet, ponieważ Tamašunienė nie ukrywa swojego konserwatywnego światopoglądu.
Polityczka podkreśla, że konserwatyzm wraca do mody w wielu krajach, dlatego nie ukrywa, iż nie będzie przedkładać projektów ustaw legalizujących związki partnerskie osób tej samej płci ani takich, które byłyby sprzeczne z programem jej partii.
Jednocześnie Tamašunienė zapowiada, że do końca 2026 r. zamierza uporządkować kwestie techniczne tak, aby w przypadku zobowiązania sądów powszechnych do rejestracji związków partnerskich Centrum Rejestrów mogło to faktycznie wdrożyć.
Nowa ministra sprawiedliwości zapowiada, że na razie nie podejmie szybkich decyzji dotyczących kierownictwa Litewskiej Służby Więziennej, z którym szczególnie nie zgadzał się poprzedni minister. Tamašunienė twierdzi, że poczeka na wyniki audytu wewnętrznego, a dopiero potem zdecyduje, jakie kroki podjąć.
Natomiast w sprawie nowego więzienia w Szawlach, którego przetarg na budowę został unieważniony przez sąd, minister wyraziła dość jednoznaczną opinię – przy malejącej liczbie skazanych w najbliższym czasie nie planuje się budowy nowej placówki penitencjarnej.
– Trybunał Konstytucyjny przyjął orzeczenie, w którym uznał, że brak możliwości rejestrowania związków partnerskich jest niezgodny z Konstytucją. Ponieważ Sejm zwleka z przyjęciem ustawy regulującej tę kwestię, Trybunał otworzył drogę do rejestrowania takich związków poprzez zwrócenie się do sądu powszechnego. Gdy sąd powszechny wydaje decyzję nakazującą zarejestrowanie związku partnerskiego osób tej samej płci, Centrum Rejestrów nie wykonuje tego orzeczenia, ponieważ nie ma technicznej możliwości wprowadzenia partnerstwa do rejestrów państwowych. Ponieważ wykonywanie wyroków sądów powinno być dla pani jako minister sprawiedliwości kwestią priorytetową, jakie kroki zostały podjęte, by Centrum Rejestrów mogło zbliżyć się do możliwości rejestrowania partnerstw?
– Rzeczywiście, są już prawomocne orzeczenia sądów w tej sprawie. Nie bez powodu poprzedni minister poprosił o odroczenie terminu utworzenia rejestru, ponieważ obecne rejestry nie mają takiej funkcjonalności – tak samo jak nie ma jeszcze ustawy, a więc i odpowiedniego podmiotu.
Obecnie tworzymy tę funkcjonalność, szukamy rozwiązań i prace w tym kierunku postępują całkiem dobrze. Uważamy, że warto przy istniejących rejestrach stworzyć dodatkowy moduł, być może pod inną nazwą, by nie wprowadzał w błąd, ale pozwalał na wykonanie orzeczeń sądowych, które już się uprawomocniły. Wiemy, że około 20 takich spraw jest w toku, a na podstawie dotychczasowych decyzji można przypuszczać, że także w pozostałych przypadkach zapadną podobne zobowiązania.
To wymaga zarówno środków finansowych, jak i czasu, ponieważ trzeba przeprowadzić przetarg publiczny i rozbudować system o nową funkcjonalność. Postaramy się jednak zrobić to jak najszybciej i planujemy zakończyć te prace w przyszłym roku.
– A w przyszłym roku – to kiedy dokładnie? Skoro plan już jest, to czy wyznaczono konkretny termin – miesiąc, kwartał?
– Planujemy to zrobić jak najszybciej, ale wszystko zależy od procedur przetargowych, ponieważ chodzi o dość dużą kwotę. Szukamy najbardziej optymalnego rozwiązania.
– Wspomniała pani o podjętych krokach. Kiedy teoretycznie, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, można się spodziewać wdrożenia tej nowej funkcjonalności w rejestrach?
– Myślę, że mogłoby to nastąpić do końca 2026 r. albo do końca trzeciego kwartału. Ale obawiam się teraz spekulować co do terminów, ponieważ to nowe zadanie. Przedstawiono mi je jako jedno z pierwszych po objęciu stanowiska. Czekaliśmy też na decyzję sądu w sprawie odroczenia terminu, o co wnioskowało poprzednie kierownictwo ministerstwa. Sąd takiej możliwości nie przyznał, dlatego podjęliśmy działania.
– Czy w projekcie przyszłorocznego budżetu przewidziano środki na ten cel?
– Tak, są przewidziane. Może nie w takiej wysokości, jakiej byśmy sobie życzyli, ale szukamy rozwiązań, jak rejestrować te umowy i jak zapewnić maksymalną funkcjonalność systemu. Zgódźmy się, że nie chodzi tu tylko o sam fakt rejestracji. Pojawiają się dalsze konsekwencje – związane z dziedziczeniem i innymi informacjami. Dlatego system musi być dostępny dla notariuszy i innych instytucji, musi istnieć odpowiednie powiązanie, by dane trafiały tam, gdzie są potrzebne. Nie może być tak, że rejestry nie będą w pełni użyteczne. Szukamy więc rozwiązań i przewidzieliśmy środki na przyszły rok.

– Co konkretnie pani zrobi, by wdrożyć orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego? Rozumiem, że może to być sprzeczne z pani światopoglądem lub z linią partii, ale to nie zwalnia pani – jako ministrę sprawiedliwości – z obowiązku zapewnienia nadrzędności prawa. Minął już miesiąc od objęcia stanowiska, więc zapewne miała pani czas to przemyśleć. Powinna pani dążyć do realizacji tego orzeczenia.
– Tak, możemy do tego dążyć i rozważać sprawę z różnych stron: czy chodzi nam o uregulowanie stosunków prawnych, gdy mówimy nie o ideologii, lecz o codziennym życiu? Ale ostatecznie każda ustawa jest decyzją parlamentu. Niezależnie od tego, czy nasze działania będą bardziej, czy mniej aktywne – ostateczny głos należy do Sejmu.
W Sejmie są już projekty ustawy o związkach bliskich relacji, poprawki do Kodeksu cywilnego oraz projekt ustawy o związkach cywilnych. Analizujemy je i zastanawiamy się, co jeszcze moglibyśmy przedłożyć parlamentowi. Moim zdaniem pożądana byłaby inicjatywa obecnego Sejmu lub grupy jego posłów. Wszyscy zostaliśmy wybrani przez obywateli i, umówmy się, dwie trzecie społeczeństwa sprzeciwia się takim ustawom.
– Wielu ludzi może być również przeciwnych płaceniu podatków, na przykład podatku od nieruchomości, ale Sejm go przyjął.
– Tak, ale w tamtym przypadku chodzi o dochody budżetu, natomiast tutaj mówimy o projekcie ustawy, który ma silny ładunek ideologiczny i wartościowy. Nie uważam, że powinniśmy dzielić społeczeństwo w tej kwestii – powinniśmy raczej szukać rozwiązań, które pozwolą zrealizować orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. I tym właśnie się zajmujemy.
Ale czy przedstawię projekt ustawy o partnerstwie, na który czeka społeczność LGBT – na pewno nie, bo jako partnerzy w rządzie bardzo jasno zadeklarowaliśmy, że to byłoby sprzeczne z naszym programem. To byłoby oszustwo wobec ludzi, którzy oczekują od nas innej polityki.
Wydaje mi się, że socjaldemokraci dostrzegają te ryzyka, dlatego do naszej umowy koalicyjnej dołączono odpowiedni aneks. Nie oznacza to jednak, że temat nie będzie dyskutowany ani że nie pojawią się inicjatywy w Sejmie.
Sama premier jako jedno z możliwych rozwiązań widzi to, że socjaldemokraci lub grupa posłów w Sejmie rozpatrzą odpowiedni projekt ustawy, przygotują nowy, jakościowo lepszy, albo wrócą do inicjatyw, które pojawiały się wcześniej. Posłowie, zwłaszcza wybierani w okręgach jednomandatowych, są naprawdę rozliczani przez swoich wyborców – w tej sprawie otrzymujemy wiele pytań i obaw: „Czy naprawdę zagłosujecie?”, „Czy uważacie, że to najważniejsza kwestia dla Litwy?”. Trzeba wziąć pod uwagę, że jedna część społeczeństwa dąży do wprowadzenia partnerstwa, ale druga stanowczo sprzeciwia się, by taka ustawa powstała w naszym kraju.

– Tak, rozumiem, że legalizacja związków partnerskich osób tej samej płci może być sprzeczna z przekonaniami części społeczeństwa, choć im samym nie szkodzi. Dlaczego więc pozwalamy, by część społeczeństwa sprzeciwiała się przyjmowaniu aktów prawnych, które pomogłyby jednej grupie ludzi i nie miałyby negatywnego wpływu na innych?
– Z nadania takiego statusu wynika wiele konsekwencji prawnych i uprawnień. Powiedzmy, że jeśli mówimy o rodzinie, to wiemy, jakie prawa i przywileje jej przysługują – obejmuje to dzieci, ich adopcję, opiekę i tak dalej. Dlatego właśnie pojawia się sprzeciw, by [związki jednopłciowe] nie były utożsamiane z rodziną tradycyjną, którą tworzą mężczyzna i kobieta, mający dzieci i wychowujący je w naturalnym środowisku, w tradycyjnej rodzinie.
Prawdopodobnie największe obawy wynikają właśnie z tego. Myślę, że sprzeciwu byłoby mniej, gdybyśmy poszukali innej formy regulacji, która nie utożsamiałaby [tych związków] z rodziną tradycyjną. Bo ludzie, którzy bezpośrednio czytają artykuł Konstytucji o rodzinie, widzą, co tam jest napisane. Ale Trybunał Konstytucyjny przedstawił własną interpretację, inne wyjaśnienie.
– Kiedy formowała pani swój zespół, pojawiła się krytyka dotycząca wyboru wiceminister Kristiny Zamarytė-Sakavičienė. Słyszałam, że odpowiedziała pani wtedy, iż nie można dyskryminować osoby ze względu na jej poglądy skupione na wzmacnianiu rodziny. Ale przecież w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie – w listopadzie 2022 r. Urząd Inspektora Etyki Dziennikarskiej uznał, że pani Sakavičienė w swoim artykule poniżyła społeczność LGBT. W istocie porównywała homoseksualizm do raka czy alkoholizmu, łączyła go z rozwiązłym stylem życia. A więc to nie ona była dyskryminowana, tylko sama dyskryminowała i poniżała innych ludzi, co zostało stwierdzone przez kompetentną instytucję, a mimo to została nagrodzona i mianowana na wysokie stanowisko.
– Cóż, na pewno nie została nagrodzona za ten artykuł. Nie znam szczegółów tej sprawy, ale przypuszczam, że był to dla niej pouczający przypadek. Z tego, co widziałam w jej wypowiedziach, sądzę, że swoje przekonania wyraża w sposób dość wyważony, bez zamiaru kogokolwiek obrazić czy poniżyć.
Jako prawniczka, delegowana przez Litewską Partię Chłopów i Zielonych, wiceminister bardzo jasno przedstawia argumenty prawne, jest dla nas dużym wsparciem i naprawdę nie mam do niej żadnych zastrzeżeń.
Staramy się właśnie szukać rozwiązań – również w kwestiach, o których rozmawiałyśmy wcześniej – a wiceminister aktywnie w tym uczestniczy. Poglądy są poglądami, a skład naszego Sejmu odzwierciedla wolę wyborców.
Trzeba przyznać, że obecny Sejm jest bardziej konserwatywny niż poprzedni. Kiedy w ministerstwie pracowała ministra z Partii Wolności ze swoim zespołem, również jej zadawano pytania o poglądy – czy przypadkiem wszystko nie pójdzie w jedną stronę. Pełniła funkcję ministry sprawiedliwości przez cztery lata i nie udało jej się zrealizować założeń swojego programu, na przykład przyjąć ustawy o partnerstwie czy innych, ponieważ w demokracji parlamentarnej ostateczny głos należy do parlamentu.
Co chcę przez to powiedzieć? Że poprzedni, bardzo liberalny zespół Ministerstwa Sprawiedliwości nie zdołał wdrożyć swoich liberalnych celów, choć konsekwentnie prowadził taką politykę – co było widoczne nawet w warstwie symbolicznej.
Ale polityka ma swoje sezony – one się zmieniają. Obecnie obserwujemy nawet globalny trend, w którym do władzy w wielu krajach powracają bardziej konserwatywni politycy. Trzeba to po prostu zrozumieć – taka jest polityka, a ja zdecydowanie się z nią utożsamiam. Byłoby dziwne, gdybym teraz zaczęła realizować program Partii Wolności.
– Nie krytykuję konserwatyzmu – to zupełnie naturalne, że ludzie mają różne poglądy. Interesuje mnie jedynie, czy nie prowadzi to do pomniejszania znaczenia jednej grupy społecznej, co w przeszłości robiła ta wiceminister. Wszyscy przecież rozumieją, że wzmacnianie rodziny jest czymś dobrym, bo rodzina stanowi kręgosłup społeczeństwa. Ale pytanie nie dotyczyło wzmacniania rodziny, tylko pomniejszania roli osób homoseksualnych.
– Bardzo się postaramy, żeby do tego nie dochodziło. Nie jestem uprzedzona wobec żadnego człowieka, nikogo nie poniżam ani nie obrażam. Takiej narracji na pewno nie było w pierwszym miesiącu mojej pracy. Staramy się działać rzeczowo, konstruktywnie i z szacunkiem wobec innych, przedstawiając argumenty, dlaczego pewnych rzeczy nie możemy zrobić.

– Czy będzie pani powstrzymywać wiceminister przed publicznym wyrażaniem opinii?
– Nie ma takiej potrzeby, wszystko u nas przebiega bardzo spokojnie i sprawnie.
– Kiedy poprzednim razem pracowała pani w rządzie Sauliusa Skvernelisa jako ministra spraw wewnętrznych, była pani jedyną kobietą w gabinecie ministrów. Teraz w rządzie Ingi Ruginienė jest już całkiem sporo kobiet. Czy widać jakąś różnicę? Może w stylu pracy lub komunikacji?
– Na razie trudno mi to porównać. Cały rząd spotyka się w środy, podczas narad i posiedzeń. Ponieważ pracuję krótko, nie mogę jeszcze tego ocenić. Ale chcę powiedzieć, że w poprzednim, męskim składzie rządu praca przebiegała bardzo konstruktywnie. Mam nadzieję, że i rząd w obecnym składzie będzie pracował podobnie, bo partie delegują ludzi, którzy potrafią podejmować decyzje i szukać rozwiązań w trudnych sytuacjach.
Uważam, że najważniejsze jest, by ludzie byli kompetentni, wykształceni i przychodzili z jasnym celem wykonania konkretnych zadań – dlatego kwestia płci jest tu mniej istotna niż nasze umiejętności realizacji powierzonych obowiązków.
– Co zamierza pani zrobić z Litewską Służbą Więzienną, z której kierownictwem ostro konfliktował były minister sprawiedliwości Rimantas Mockus? Planował on zwolnić szefa Służby Więziennej Mindaugasa Kairysa, ale ten uzyskał status sygnalisty, ponieważ sam przekazał organom ścigania informacje o wywieranej na niego presji. Z kolei były minister twierdził, że wykrył w służbie więziennej korupcyjne schematy, czemu kierownictwo zaprzeczało. Słowem – konflikt był ogromny. Prawdopodobnie próbowała pani ustalić jego przyczyny? Bo sytuacja wyglądała naprawdę niepokojąco.
– Kiedy objęłam stanowisko, zastałam dwie kary dyscyplinarne nałożone przez rząd na szefa Służby Więziennej – upomnienie i naganę. Zaskarżył je do sądu, a także uzyskał status sygnalisty. Nasz audyt prowadzi i jeszcze nie zakończył ostatniego badania dotyczącego pewnych nieprawidłowości w działalności tej instytucji. Ministerstwo również zwróciło się do Specjalnej Służby Śledczej z prośbą o wszczęcie dochodzenia, ale śledztwo nie zostało rozpoczęte. Podkreślono jednak, że ministerstwo, prowadząc postępowanie służbowe, może odpowiedzieć na wszystkie pytania, które pojawiły się we wniosku o wszczęcie dochodzenia.
Teraz poczekamy na zakończenie audytu, zobaczymy, co wewnętrzna kontrola powie o działalności tej służby, i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje – czy wszcząć postępowanie dyscyplinarne, czy nie, lub może sporządzić dla kierownika listę działań do wykonania. Bo z dokumentacji, na podstawie której nałożono kary, wynika, że nie wszystko wygląda dobrze i przejrzyście – widzimy pewne nieprawidłowości. (…) Chcę ocenić sytuację obiektywnie, nie mam żadnych uprzedzeń.

– Czy planowana jest budowa nowego więzienia w Szawlach, czy raczej nie? W czerwcu tego roku Litewski Sąd Apelacyjny zobowiązał Służbę Więzienną do unieważnienia przetargu na budowę nowego więzienia w rejonie szawelskim, uznając, że postępowanie nie było przejrzyste. Teraz czekamy jeszcze na wyrok Sądu Najwyższego. Niezależnie jednak od tego, jaką decyzję podejmie, chciałabym zapytać: czy, pani zdaniem, Litwie w ogóle potrzebne jest nowe więzienie, czy może ten projekt należy odłożyć i środki przeznaczyć na inne cele?
– Warunki w naszych zakładach karnych były wielokrotnie krytykowane przez organizacje międzynarodowe, dlatego rzeczywiście trzeba poprawić warunki życia osób osadzonych, a więzienie o typie celkowym pomogłoby także rozwiązać problemy wynikające z subkultury więziennej. Ale obecnie premier zobowiązała wszystkie ministerstwa do oceny projektów finansowych i inwestycyjnych oraz ich zasadności. Chcę podkreślić, że w przyszłorocznym budżecie nie przewidziano środków na budowę więzienia w Szawlach. Tym bardziej że nie zapadł jeszcze wyrok Sądu Najwyższego – nie wiemy, jaki będzie jego finał.
Właśnie odbyliśmy strategiczne spotkanie z Litewską Służbą Więzienną i widzimy możliwość wykorzystania funduszy norweskich do poprawy obecnej sytuacji oraz zaspokojenia potrzeb w istniejących zakładach karnych. Ogólnie liczba osób odbywających kary pozbawienia wolności maleje – kilka lat temu było ich 8–10 tys., a obecnie nieco ponad 4 tys.. Poza tym istnieją alternatywne środki ograniczenia wolności, takie jak dozór elektroniczny czy odbywanie kary w półotwartych ośrodkach. Oczywiście zależy to od decyzji sądów, ale tendencja jest właśnie taka. Dlatego to, czy naprawdę potrzebujemy nowego więzienia, pozostaje kwestią do rozważenia. Na razie w przyszłym roku spróbujemy rozwiązywać te problemy w inny sposób.
– Jak ogólnie ocenia pani funkcjonowanie systemu wykonywania kar na Litwie? Sama wspomniała pani o uwagach organizacji międzynarodowych – z ich powodu Litwa czasem musi wypłacać więźniom odszkodowania za złe warunki odbywania kary. W zakładach karnych nadal silna jest subkultura więzienna, resocjalizacja nie zawsze jest skuteczna, a byli więźniowie mają trudności z powrotem do społeczeństwa.
– Niedawno zapoznałam się ze wskaźnikami za trzy kwartały, które przedstawiono mi jako minister. Są one naprawdę optymistyczne – stosowane są środki resocjalizacyjne, maleje liczba osób powracających do więzień (tzw. recydywa), dobre wyniki przynosi stosowanie różnych form nadzoru, praca na wolności pod kontrolą i podobne rozwiązania.
Trzeba jednak podkreślić, że wynagrodzenie funkcjonariuszy Służby Probacyjnej jest najniższe spośród wszystkich służb mundurowych. Dlatego podejmę starania, by podnieść współczynniki płacowe tak, aby przynajmniej dorównały minimalnym poziomom obowiązującym w innych służbach.

– Chciałabym poprosić, by opowiedziała pani trochę o sobie. W przestrzeni publicznej jest pani postrzegana jako osoba spokojna, wyważona, unikająca skandali. A co lubi pani robić w wolnym czasie?
– Lubię śpiewać. Śpiewam w chórze w swojej miejscowości.
– A jaki to chór?
– To chór kościelny, ale śpiewamy bardzo różny repertuar. Nasza organistka i dyrygentka jest prawdziwą profesjonalistką. Uczestniczymy w życiu parafii, ale występujemy też poza kościołem. Uważam, że śpiewamy na wysokim poziomie – czterogłosowo. A dla mnie, jako osoby z wykształceniem muzycznym, to prawdziwe chwile relaksu: pójść na próbę, nauczyć się nowej partii. To dla mnie ciekawe i odprężające.
No i oczywiście zawsze jest coś do zrobienia wokół domu – mieszkamy na wsi, więc odpoczywamy z grabiami czy motyką w ręku. Praca fizyczna naprawdę pomaga rozładować napięcie. Lubię też spacery na świeżym powietrzu, pływanie, gdy jest okazja, i czytanie książek.
– Jest pani dobrą pływaczką?
– Tak. Nie pływam szybko, ale mogę pływać bardzo długo. Bardzo lubię kąpiele w jeziorze aż do jesieni. Niedaleko mojego miasteczka jest jezioro Karvys – to właśnie tam najczęściej pływam.
– Wspomniała pani, że lubi też czytać. Książki często coś mówią o człowieku – może zdradzi pani swoich ulubionych autorów? A może akurat teraz czyta pani coś szczególnego?
– Czytam bardzo różne książki, ale wśród moich ulubionych autorów wymieniłabym hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafóna. Bardzo lubię jego powieść Cień wiatru.
Po przeczytaniu jego książek trudno potem znaleźć coś równie wciągającego – wtedy zaczyna się okres, że czytam kilka książek naraz, bo ciągle szukam czegoś nowego i ciekawego.
Generalnie sięgam po bardzo różną literaturę – czasem po prostu po powieść „do poduszki”, żeby się odprężyć. Lubię też literaturę psychologiczną, a ponieważ jestem również pedagogiem, chętnie czytam książki o takiej tematyce.

– W oświadczeniu majątkowym pani rodziny podano, że wartość pani samochodu wynosi 35 tysięcy euro, podczas gdy pani mąż jeździ autem wartym 2,5 tysiąca euro. Skąd taka różnica?
– Samochód kupiłam na raty i spłacam go z własnej pensji, bo jako posłanka często jeżdżę do ludzi, na spotkania i do pracy. To samochód klasy średniej, w dobrym stanie technicznym – obecnie jeżdżę KIA. Natomiast mój mąż jest przywiązany do swojego starego Volvo – wozi w nim wszystko, co trzeba, i nie widzi potrzeby wymiany na nowsze, bo sam potrafi zadbać o jego stan techniczny. Jeśli jednak przyjdzie moment, że faktycznie zajdzie taka potrzeba (a ten moment się zbliża), to zapewne on również przesiądzie się na droższy, oficjalnie zadeklarowany samochód.
– Na Litwie są politycy, którym przeszkadza publiczne okazywanie poparcia dla Ukrainy poprzez wywieszanie ukraińskich flag. Ciągle coś im w nich nie pasuje. Były minister kultury Ignotas Adomavičius, który urzędował zaledwie tydzień, zdjął ukraińskie flagi w swoim resorcie; Pani klubowy kolega Ignas Vėgėlė też często porusza ten temat, podobnie jak koalicyjny partner Remigijus Žemaitaitis. Jakie jest Pani stanowisko w tej sprawie? Widzę zresztą, że w Pani gabinecie ukraińska flaga wisi.
– To jest stanowisko Litwy – w ten sposób pokazujemy, komu okazujemy nasze wsparcie. Te symbole wizualne właśnie to wyrażają.
Ale myślę też, że gdy pojawia się dużo symboli innych państw, ludzie naturalnie chcą widzieć obok również własne narodowe znaki. Stąd i pytania: dlaczego widzimy za mało naszej trójkolorowej flagi, Pogoni czy historycznej flagi.
Uważam więc, że taka dyskusja jest potrzebna. Jeśli wzmacnia nasze poczucie patriotyzmu i pokazuje potrzebę częstszego eksponowania narodowych symboli w przestrzeni publicznej – to może właśnie o to w tym chodzi. Taką tendencję widać zresztą również w innych krajach – w Polsce i gdzie indziej.









