Naujienų srautas

Wiadomości2025.05.28 08:46

Duchowy opór w obozach sowieckich: jak wiara jednoczyła Polaków?

Biografie duchownych, którzy stali się ofiarami zbrodni katyńskiej, są w większości znane wyłącznie w ogólnych zarysach. Historycy zaznaczają, że wciąż nie jest dostępna pełna lista nazwisk księży zamordowanych w związku z decyzją katyńską. Luki w znacznym stopniu dotyczą osób przetrzymywanych na zachodniej Ukrainie i zachodniej Białorusi. Często nie jest znane miejsce stracenia oraz pochówku Polaków. 

Losy księży w obozach sowieckich bada dr hab., prof. Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy Danuta Jastrzębska-Golonka – pracowniczka Biura Badań Historycznych IPN. LRT.lt poleca rozmowę z ekspertką.

Pani bada aspekty życia religijnego w obozach sowieckich, analizując m.in. odnalezione pamiętniki polskich oficerów. Czy takich pamiętników jest dużo? W jaki sposób zostały odnalezione?

Materiały, które zostały odnalezione - to różnego rodzaju zapiski i dzienniki, odkryte, na przykład, w jamach katyńskich. Były ukryte wśród szczątków oficerów. Wyjmowano je z mundurów, cholewek butów i innych miejsc. Choć były w różnym stanie, pracownicy archiwum Robla odzyskiwali i przepisywali te materiały. Teksty pisane przez oficerów w obozach sowieckich zostały wydane w czterotomowym dokumentalnym wydaniu, przygotowanym przez Instytut Pamięci Narodowej pt. „Gdy nieme groby przemawiają”.

Badane zapiski często były bardzo faktograficzne. Jeńcy opisywali, gdzie jechali, wymieniali nazwiska innych pojmanych, ale najbardziej przejmujące są pełne emocji opisy własnych wrażeń. Niektóre zapiski przyjmują formę listów do rodziny. Na początku korespondencja nie była dozwolona, później dopuszczono wysyłanie listów raz w miesiącu. Sowietom było to wygodne, ponieważ w taki sposób otrzymywali adresy bliskich. Zdekonspirowane rodziny zostały później wywiezione na Wschód. Oficerowie o tym nie wiedzieli, choć niektórzy podejrzewali.

Jeńcy opisywali to, co się działo w obozach, jak też próby przeciwstawiania się władzom sowieckim. Nie dostosowywali się do zakazów - nie wolno było im się spotykać, organizować Msze św. czy inne nabożeństwa, ale Polacy i tak to robili. Narażając się na karcer i restrykcje ze strony władz sowieckich organizowali spotkania, kabarety, wspólnie obchodzili święta, choć były one zakazane.

Jak zatem sami księża oceniali pełnienie misji w tak trudnych warunkach?

Dla nich było to wyzwaniem. Zdawali sobie sprawę z tego, że są jedynym łącznikiem między oficerami a Bogiem. Dochodziło do sytuacji, gdy kapłani, choć mogli uciec udając, że nie są duchownymi, szli z żołnierzami do obozu. Wiedzieli, że będą im tam bardzo potrzebni. Mimo, że obowiązywał zakaz pełnienia posługi kościelnej, czyli też odmawiania modlitwy i udzielania sakramentu spowiedzi, kapłani czynili to, by pomóc jeńcom. Spowiadali w czasie spacerów. Jeżeli widać było, że któryś z kapelanów rozmawia z oficerem, oznaczało to, że trwa spowiedź.

Sowieci na takie działania już nie mieli wpływu. Niestety, wszyscy katyńscy duchowni zostali zamordowani przez Sowietów. Żaden z kapelanów przebywających w obozach nie przeżył.

Czym właściwie dla jeńców była modlitwa? Wiadomo, że wielu z nich, nawet ci, którzy byli ateistami, później stali się katolikami.

Jeńcy opisują swoją potrzebę wiary i nadziei. Nie wiedzieli, co ich spotka. Z powodu stresu mieli huśtawki nastrojów i w takiej sytuacji wiara okazywała się ogromnie pomocna. Księża dawali nadzieję. Wspólne nabożeństwa i msze, zwłaszcza, gdy dochodziło do zbiorowego śpiewu, sprawiały, że jeńcy zapominali o własnych dramatach i strachu. Pieśni religijne i patriotyczne dodawały potęgi ducha. Niesamowite było to, że katolicy przychodzili również na nabożeństwa prawosławne, a Żydzi brali udział w Mszach św. katolików. W tym momencie nie liczyła się konkretna religia, tylko wiara, Bóg, zjednoczenie i przekonanie, że siła boska jest potrzebna wszystkim oficerom.

Tymczasem kapłani sprawowali swoją posługę bez tradycyjnych utensyliów. Odebrano im szaty, stuły, wszelkie przedmioty obrządku liturgicznego. Sowieci myśleli, że tego wystarczy. Jednak kapłani z misją poradzili doskonale - wykorzystywali zwykłe kieliszki, szklanki, spodeczki. Z desek były zbijane ołtarze.

Msze św. odbywały się o godz. 3-4 w nocy, żeby Sowieci o niczym się nie dowiedzieli. Oficerowie bardzo starannie przygotowywali się do spotkań. Potrafili zdobyć mąkę, żeby wypiec opłatki. Jeżeli nie było to możliwe, zbierali okruchy chleba, żeby się stał swojego rodzaju opłatkiem. Doszło nawet do sytuacji, kiedy jeden z więźniów oddał część swojej garderoby za kilka ziaren rodzynków po to, żeby z tego przygotować odrobinę wina, które potem służyło jako wino mszalne. Było to zatem poświęcenie z obu stron - niesamowita kreatywność, ale też prawdziwa wiara bez wielkich kościołów i malowideł. Tylko Bóg, kapelani i oficerowie.

Jak zatem w niewoli obchodzono najważniejsze święta katolickie?

Mimo zakazów celebrowano wszystkie święta, nie tylko religijne, ale też cywilne - urodziny, rocznice ślubów - jak też święta narodowe, czyli 11 listopada i 3 maja. Wykonywali wtedy pieśni patriotyczne. Najwięcej emocji wzbudzały jednak Wielkanoc i Boże Narodzenie.

Jeńcy opisywali przygotowania do Wielkanocy, kiedy zostawiali sobie resztki ze śniadań, na przykład, kawałek chleba czy rybę, aby można było z tego zrobić święcone. Kapłan wchodził do poszczególnych baraków, szybko święcił to, co mógł i szedł dalej. Miał do „obsłużenia” setki jeńców, wszyscy czekali na błogosławieństwo. Jeńcy opisywali nawet takie sytuacje, że nie było szynki i chleba, a święcone mieli zrobione z drewna. To strasznie smutne, ale jednocześnie stanowi symbol tego, co oficerom było w tym momencie potrzebne. Spotkania wpływały na nich w sposób bardzo emocjonujący - wzbudzały wspomnienia o rodzinie, świętach, które pamiętali i których nie mogli spędzać z najbliższymi.

Z kolei Wigilia jako najbardziej emocjonalne i rodzinne święto znajduje się w opisach bardzo wielu oficerów. Opowiedzieli, jak zdobywali choinki podczas prac w lesie, jak w różny sposób je upiększali. W jednym z takich opisów czytamy, że choineczki zostały udekorowane papierosami. Nie zapomniano również o drobnych prezentach dla siebie i innych. Oficerowie obchodzą Wigilię tak, jak mogą, oczywiście pod groźbą kary. Śpiewają zakazane kolędy, które nie powinny wybrzmieć, a wybrzmiewają. Wspólne wykonywanie, zainicjowane przez jedną osobę i kontynuowane przez wszystkich jeńców, jest momentem strasznego smutku i rozpaczy. Jeden z oficerów napisał, że w baraku rozległ się szloch wszystkich żołnierzy, co świadczy o niesamowitych emocjach. Z perspektywy dzisiejszego wolnego człowieka to są po prostu niesamowite rzeczy.

Co groziło w wypadku, jeżeli oficerowie sowieccy usłyszeli wykonywanie kolęd?

Na przykład, zamknięcie do karceru. Jeden z księży, którego udało się przyłapać na wykonywaniu posług religijnych, został w taki sposób zamknięty. Potem okazało się, że wywieziono innych kapelanów, a o nim zapomniano. Przez przypadek został dłużej w obozie, więc Sowieci zadziałali przeciwko sobie.

Karcer też był wyzwaniem i wiadomo, że przy powtórnym naruszeniu kary mogły być bardziej surowe. Zdawano sobie sprawę, że wśród jeńców są szpiedzy, którzy chodzą, podsłuchują, starają się zdobyć informacje, przekupić polskich oficerów, aby uzyskać jakieś dane. Polacy musieli zatem pozostać bardzo czujni, żeby żadne informacje nie dostały się do władz sowieckich.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane