Zbrodnia Katyńska to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń II wojny światowej, które miało miejsce w 1940 roku. Dotyczyła masowego mordu na polskich oficerach, policjantach, intelektualistach oraz innych przedstawicielach elity państwowej, dokonanych przez Armię Czerwoną na rozkaz najwyższych władz ZSRR. Ofiary tej zbrodni zostały zamordowane w lasach katyńskich oraz w innych miejscach, a ich ciała pochowano w zbiorowych grobach.
Zdaniem dyrektora Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku dr Marka Jedynaka, zbrodnia katyńska to nie tylko tragedia osób zamordowanych, ale także ogromny cios w całą polską elitę intelektualną i wojskową. Jest symbolem brutalności reżimu sowieckiego i niezmierzonej krzywdy wyrządzonej narodowi polskiemu.
Historyk uważa, że bardzo ważne tutaj jest skierowanie do młodych ludzi tej historii zbrodni katyńskiej i pokazanie, że bez względu na to, czy to byli Polacy, czy były osoby narodowości litewskiej, wszyscy tak samo ucierpieli ze strony Związku Sowieckiego.
– I tutaj ta liczba 21 tysięcy 857 ustalonych nazwisk ofiar zbrodni katyńskiej to wciąż lista niepełna. Tutaj mamy wyznawców wszystkich religii, które występowały w okresie II Rzeczypospolitej w granicach Polski. Tutaj mamy ludzi, którzy utożsamiali się z różnymi narodowościami. Mamy tutaj przede wszystkim kwiat polskiego społeczeństwa, ludzi z wyższym wykształceniem, naukowców, lekarzy, stomatologów, dziennikarzy, artystów, mamy, duchownych wszystkich wyznań. Mamy wreszcie oficerów, oficerów rezerwy, funkcjonariuszy policji państwowej, funkcjonariuszy straży granicznej, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza i głównie żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego. To pokazuje bezmiar tragedii i bezmiar tej zbrodni, którą Sowieci w marcu 1940 roku zdecydowali się wykonać na przedstawicielach elity narodu polskiego. Decyzją Józefa Stalina przez cały kwiecień roku 1940 ta zbrodnia była wykonywana dzień po dniu systematycznie i doły śmierci były zapełniane elitą polskiego narodu – wyjaśnia Marek Jedynak.

Dokładna liczba osób z Wileńszczyzny, poległych w Katyniu, na razie nie jest wiadoma. Nad tematem osób z Wileńszczyzny, z ówczesnego województwa wileńskiego szczegółowo pracuje dr Ewa Kowalska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej.
– W najbliższym czasie, w tym roku, mam nadzieję, ta jej praca powinna zostać zakończona i wydana drukiem. Nie znam szczegółowych wyników tych ostatecznych, ponieważ cały czas dzięki ostatnim publikacjom Instytutu Pamięci Narodowej te nazwiska udaje się jeszcze zweryfikować. Po odnalezieniu tak zwanego Archiwum Robla z Krakowa udaje się odczytać kolejne listy z dołów katyńskich i przywracać kolejne nazwiska. Więc myślę, że temat ofiar z Wileńszczyzny powinien być osobnym tematem, osobnym zagadnieniem, który autorka tego opracowania będzie mogła przedstawić. I mam nadzieję, że będziemy mogli przyjechać tutaj kolejny raz do Wilna, właśnie opowiedzieć o wszystkich ofiarach zbrodni katyńskiej z Wileńszczyzny – stwierdził dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.
Zdaniem rozmówcy, każda nowa inicjatywa i publikacja wyzwala w czytelnikach chęć do poznawania kolejnych faktów i wydarzeń. Pod wpływem lektury książek czy filmów, wystaw przygotowywanych przez IPN odblokowują się w głowie "szufladki", łączą fakty i dzięki temu te badania posuwają się do przodu krok po kroku.
– Bardzo ważne jest, że śledztwo, które prowadzi Instytut Pamięci Narodowej w sprawie zbrodni katyńskiej, na chwilę obecną jest wyłącznie śledztwem historycznym. Zbieramy fakty, uzupełniamy bazę danych dotyczących ofiar i ich rodzin – dodaje.

Historyk zaznaczył, że ze strony Federacji Rosyjskiej czy ze strony Białorusi nie ma żadnych ruchów, by pomóc w tej sprawie, by w ramach karnej pomocy prawnej udostępnić kolejne materiały, by ustalić bezpośrednich i pośrednich sprawców, by móc wobec nich przedłożyć akty oskarżenia i wreszcie, by skierować tę sprawę do sądu.
– Ale sprawa ludobójstwa, jakim jest zbrodnia katyńska, nie ulega przedawnieniu, więc liczę, że kiedyś uda się te archiwa sowieckie, posowieckie otworzyć, te materiały udostępnić i ustalić imiennie listę wszystkich funkcjonariuszy NKWD, którzy bezpośrednio i pośrednio brali udział w tym masowym morderstwie na narodzie polskim – stwierdził.
Pomimo, iż sprawa katyńska nie została zamknięta, niestety, na chwilę obecną nowych ofiar IPN nie jest w stanie znaleźć.
– Jest jeszcze tak zwana Białoruska Lista Katyńska. Są to Prawdopodobnie groby w rejonie Kuropatw pod Mińskiem, na Białorusi. Jednak reżim Łukaszenki nie pozwala na wejście tam z badaniami archeologicznymi. Nie jesteśmy w stanie ekshumować tych szczątków ani poddać ich identyfikacji. Zakładam, porównując z dołami w Lesie katyńskim, że zostałyby tam odnalezione mundury, orzełki, guziki z orłami, które są też symbolem zbrodni katyńskiej. Ale dopóki nie zmieni się coś na Białorusi, możemy tylko czekać na taką zmianę i mówić o tym, edukować – powiedział Marek Jedynak.

– Miałem okazję opowiedzieć szerzej o zbrodni katyńskiej młodzieży w Ejszyszkach. Chciałem przekazać tę historię najmłodszemu pokoleniu, które już od kilkudziesięciu lat żyje na terenie wolnej Litwy, które nie doświadczyło nawet tych ostatnich lat epoki sowieckiej, więc żyją w zupełnie innej przestrzeni kulturalnej i w zupełnie innych doświadczeniach. Więc trzeba za każdym razem przypominać, powtarzać i próbować chociaż namiastkę tej historii z lat 40-tych opowiedzieć, przedstawić. Bo to są rzeczy, które są nieporównywalne dla ludzi żyjących w czasach pokoju – uważa dyrektor oddziału IPN w Białymstoku.
Dla jednych takie spotkania są uzupełnieniem wiedzy o zbrodni katyńskiej. Z kolei dla młodego pokolenia są one pewnym niesamowitym odkryciem.
– Mam nadzieję, że będzie to też szok, ponieważ tylko taką metodą szokową jesteśmy w stanie zwrócić uwagę tych młodych ludzi na ogrom zbrodni. Niemal 22 tysiące ofiar, licząc, że prawie każdy z tych mężczyzn miał rodzinę. To już nam daje niemal 100 tysięcy osób. To była elita intelektualna kraju. To byli ludzie wykształceni, ludzie wolnych zawodów, ludzie, którzy swoim zachowaniem, swoimi działaniami oddziaływali bezpośrednio na własne, najbliższe otoczenie, na społeczność małych miast, z których pochodzili, w których żyli, działali, funkcjonowali. Więc te 100 tysięcy można pomnożyć co najmniej razy, 10 razy 20. Czyli to są miliony osób, które zostały nagle w roku 1940 odcięte od wielkiego potencjału, jaki miał cały naród polski. Dzisiaj, 85 lat po zbrodni katyńskiej, wciąż odczuwamy brak tych 22 tysięcy – zaznacza rozmówca.

Dodaje, że nie wolno zapominać o jeszcze jednej rzeczy. W dołach katyńskich znaleźli się oficerowie, funkcjonariusze państwa polskiego. W wielu przypadkach ich rodziny, które znalazły się pod okupacją sowiecką w roku 1939 zostały zesłane w głąb Związku Sowieckiego. Po tych rodzinach ślad miał zaginąć. Wiemy dzisiaj, jak wyglądały zsyłki w głąb Związku Sowieckiego, jakie były warunki życia na nieludzkiej ziemi. Wiemy, jak dużo osób pozostało na stepach Kazachstanu czy w głębi Syberii.
– Tylko część z tych ludzi została ewakuowana z Armią Polską na Bliski Wschód i udało im się uciec ze Związku Sowieckiego wraz z generałem Władysławem Andersem. Natomiast oprócz ofiar zbrodni katyńskiej musimy pamiętać też o ich rodzinach, o tych wszystkich ludziach, którzy zostali deportowani w głąb Sowietów – powiedział Marek Jedynak.
Naukowiec uważa, że musimy przypominać wszystkim o tym, kto faktycznie stał za zbrodnią katyńską, jakie działania podjął Józef Stalin wobec narodu polskiego, kto wykonywał bezpośrednio te wyroki.

– Musimy pamiętać w perspektywie zarówno historycznej, jak i pod względem dzisiejszej polityki międzynarodowej, jaki charakter ma codzienne funkcjonowanie Federacji Rosyjskiej czy wcześniej Związku Sowieckiego wobec Polski. Polska stała i stoi nadal na przeszkodzie do Europy Zachodniej dla Sowietów – oznajmił historyk.
W marcu tego roku edukatorki z oddziału w Białymstoku odwiedziły Litwę z cyklem zajęć dla młodzieży z litewskich, wileńskich szkół. W maju planowana jest kolejna wizyta na Litwie.
– Edukatorzy z oddziału IPN w Białymstoku przyjadą tym razem do rejonu solecznickiego, by tam też prowadzić zajęcia o najnowszej historii Polski, o tej historii XX-wiecznej, która dzisiaj, już po latach, nierozerwalnie związana jest z historią narodu litewskiego. Więc będziemy co pewien czas pojawiać się w miarę naszych możliwości, aby młodzież miała możliwość nie tylko na lekcjach, nie tylko z książek, ale też w bezpośrednim kontakcie przeżywać, uczestniczyć, angażować się bezpośrednio, ale i emocjonalnie w odkrywanie tej historii XX wieku – zapewnił dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku dr Marek Jedynak.







