Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie swoją działalność rozpoczęło w 1994 r. z inicjatywy społeczności lokalnej oraz rodziców, którzy pragnęli stworzyć placówkę edukacyjną o wysokich standardach. 1 września 1994 r. podczas pierwszego uroczystego apelu zebrało się tu 1 724 uczniów. Dziś szkoła obchodzi swoje 30-lecie. – Jest to największe osiągnięcie społeczeństwa polskiego Wilna – mówi o powstaniu pierwszego i jedynego polskiego gimnazjum w okresie niepodległej Litwy dyrektor Adam Błaszkiewicz.
Historia powstania szkoły:
Dyrektor gimnazjum im. św. Jana Pawła II Adam Błaszkiewicz wskazuje, że idea tej szkoły bardzo mocno łączyła społeczeństwo.
- Moje wspomnienia o tej szkole zaczynają się wcześniej niż 1994 r., bo starania społeczeństwa polskiego w Wilnie o tę szkołę zaczęło się dużo wcześniej. Już w 1990 r. prezydium Rady Miasta Wilna postanowieniem nr. 15 dało początek szkole – zdecydowano, że większa z dwóch budujących się szkół w Wilnie, naprzeciwko centrum handlowego w Justyniszkach, będzie przeznaczona na szkołę z polskim językiem nauczania. Później były inne dokumenty. W 1992 r. została powołana Fundacja Pomocy Budowy Szkoły Polskiej w Wilnie. Następnie w 1993 r., w sierpniu, budująca się szkoła otrzymała imię Jana Pawła II i zgodę z Watykanu oraz decyzję komitetu nazewnictwa Rady Miasta Wilna - takie trzeba było ścieżki przejść. W 1993 r. w grudniu dostaliśmy błogosławieństwo Ministerstwa Oświaty, a szkoła swoje drzwi dla uczniów otworzyła od września 1994 r. – wyjaśnia Błaszkiewicz.

Dodaje, że ogromnym wyzwaniem były fundusze.
- Ten okres poprzedzał wysiłek od praktycznie 1992 r., kiedy weszliśmy na ten obiekt jako społeczność. Fundacja szukała pieniędzy. Były to takie datki po 10 dolarów, 40 dolarów ze Stanów, 10 z Australii, od Polaków, do których dotarła ta informacja. Były też datki od miejscowych przedstawicieli polskiej mniejszości narodowej, ktoś przekazywał nawet swoje emerytury, np. pani Janina Gieczewska. Była okazywana pomoc też nie wprost materialna, na przykład pan Edward Klonowski zorganizował dowóz czarnoziemu na teren szkoły, jak już dochodziło do porządkowania terenu – kontynuuje Błaszkiewicz.
Tłumaczy, że wiele prac było wykonanych właśnie „w czynie społecznym”.

- We wtorki, czwartki i soboty robiliśmy takie czyny społeczne, kiedy przychodzili rodzice przyszłych uczniów i pracowaliśmy, kiedy budowlańcy wychodzili - wykonywaliśmy czarne prace: przynieść, zanieść, uprzątnąć, coś tam porobić. Największym sponsorem naszych działań było Stowarzyszenie Wspólnota Polska, na czele z profesorem Marszałkiem Andrzejem Stelmachowskim. I wtedy to wsparcie już było tak znaczne, że pozwoliło tę budowę pchać do przodu – zrobić sufity, dach, powstawiać okna. Na etapie takiego surowego stanu budynku pieniądze się skończyły – przypomina dyrektor.
Dodaje, że akurat wizyta Wałęsy pomogła znaleźć pieniądze tu na Litwie, bo „przecież była to szkoła dla podatnika Państwa Litewskiego”.
- Był to okres oddzielenia się od Związku Radzieckiego, blokady, bezrobocia, trzeba było szukać nie tylko pieniędzy, ale też materiałów na budowę. Na początku wydawało się, że porywamy się z motyką na słońce, jednak udało się i jest to największe osiągnięcie społeczeństwa polskiego Wilna. Nie wiem, czy teraz udałoby się powtórzyć taki sam wyczyn, ale w tamtych czasach okazało się możliwe. I udało się – nie kryje dumy Błaszkiewicz.

Już wkrótce uczyło się tu 2200 uczniów
- Do tej budowy, do powstania szkoły przyczyniło się też wielu nauczycieli, którzy potem tu pracowali. Wszystkich nas łączył zapał, zrozumienie, że tego wysiłku nie możemy zmarnować. Nauczyciele i wszyscy tu pracujący postrzegają to nie jako miejsce pracy w szkole, ale jako misję do wykonania. Być może sukces szkoły właśnie w tym się kryje, że jest to nasza misja, a nie po prostu „odwalone dniówki” – mówi Błaszkiewicz.
Z kolei Janina Wysocka, dyrektorka progimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie w rozmowie z LRT.lt opowiada, że po raz pierwszy do tej szkoły przyszła jako matka, a już w 1995 r. zaczęła tu pracować jako nauczycielka.
- Szkoła pracowała na trzy zmiany. Bardzo zależało nam, żeby szkoła była „nasza”, by miała duch i tradycje polskie. Ktoś jakieś symbole polskości przynosił z domu, wiele rzeczy przywoziliśmy z Polski – wspomina Wysocka.

W 2002 r. nastąpił podział placówki na szkołę podstawową i gimnazjum
Błaszkiewicz zaznacza, że decyzja o podziale szkoły została przyjęta dla dobra młodzieży, „innego wyjścia nie było”.
- To było najtrudniejsze dla tych dzieci, które wtedy przyszły do pierwszej klasy, a w 1994 r. mieliśmy 12 równoległych pierwszych klas. Potem z tą młodzieżą i z tymi rodzicami w 2002 r. musieliśmy wyjść do czteroletniego gimnazjum. Myśleliśmy nie w kategoriach - czy nam będzie wygodnie, czy dobrze. System wielozmianowy przy takiej ilości dzieci był bardzo uciążliwy dla młodzieży. Dlatego ten krok trzeba było podjąć. Chcieliśmy być bliżej swojej macierzyńskiej szkoły, szukaliśmy pomieszczenia, ale niestety - najbliższe, jak się okazało, było w Karolinkach i ta decyzja była dość trudna – wspomina Błaszkiewicz.

Również Wysocka uważa, że był to trudny okres dla wszystkich.
- Było dużo negatywnych emocji. Ktoś czuł się pokrzywdzony, mniej doceniony, że został pracować w podstawówce, a inni koledzy odeszli wraz z dyrektorem do gimnazjum w Karolinkach. Takie psychologiczne elementy tej sytuacji z pewnością były kształcące dla nas wszystkich, jak sobie z takimi emocjami poradzić i pracować dalej – przyznaje Wysocka, która od 2004 r. zaczęła pełnić obowiązki dyrektorki progimnazjum.
Dziś w progimnazjum uczy się 960 uczniów, w gimnazjum – 531

„Nie można zrzucać autorytetów z pomników“
Polonistka progimnazjum Monika Urbanowicz zaznacza, że placówki nie utraciły swojej spójności.
- Łączę progimnazjum z gimnazjum, nie da się tego oddzielić. Dajemy już ukształtowane osoby. Czasami porównujemy uczniów do gliny, którą trzeba uformować, a my ich kształtujemy w tym najtrudniejszym momencie życia, nie skupiamy się tylko na ich wiedzy, ale też na rozwoju emocjonalnym. Gdy trafiają do gimnazjum, tam już maksymalnie skupiają się na wiedzy, więc przygotowujemy materiał do tego, żeby dobrze zdali egzaminy.
Urbanowicz wskazuje też na rolę patrona w formowaniu hierarchii wartości społeczności szkolnej. Przyznaje, że to właśnie dobry przykład, sposób wychowania poprzez wartości, które kształtuje gimnazjum, są najważniejszym czynnikiem wyboru tej placówki. Dodaje też, że tłumaczenie młodzieży, co w postaci patrona jest ważne, pomaga im dostrzegać to dobro, które może być inspirujące i pozytywne, jednocześnie ucząc ich, jak konfrontować się z trudnymi tematami.

- Myślę, że patron nie jest tutaj przypadkowo. Znamy sytuację, jaka się dzieje teraz w Polsce i poglądy na Jana Pawła II, włącznie ze ściąganiem go z pomników. Jednak nie można zapomnieć o tym dziedzictwie, o tym, jakim był człowiekiem, jak porywał tłumy i co mówił. Jeżeli się wsłuchamy w jego słowa, to właściwie nie mamy czemu zaprzeczyć. Wiemy, co się działo w tamtej sytuacji w Kościele i co zarzuca się Janowi Pawłowi II. Uważam, że na pewno sam o tym nie decydował. Wiadomo, że był wykonawcą pewnej ideologii. Być może nie radził sobie, nie był przygotowany do tego, bo każda sytuacja ma swój czas. Teraz przyszedł czas na rozliczanie Kościoła. Zgadzam się z tym, że trzeba to rozliczyć, trzeba ukarać winnych, ale nie można zrzucać autorytetów z pomników, dlatego że sam papież był wierny temu, co głosił. Nie możemy mieć do niego zarzutów. Poza tym bardzo łatwo jest oskarżać osoby, które już nie mogą się obronić. Wydaje mi się, że właśnie patron nas łączy w takich dobrych wartościach, cały czas przypominamy uczniom, żeby pamiętali w jakiej szkole się uczą – rozważa polonistka.
Specyfika progimnazjum
Również Wysocka zauważa, że lata spędzone w progimnazjum są „najtrudniejszym okresem w życiu młodych ludzi”.

- Tu dzieci przeżywają czas intensywnych zmian zarówno fizycznych, jak i emocjonalnych, co sprawia, że dzieci w tym wieku często borykają się z wieloma wyzwaniami. Szkoła odgrywa kluczową rolę w tym procesie, ponieważ staje się miejscem, w którym młodzi ludzie mogą nie tylko zdobywać wiedzę, ale także rozwijać umiejętności społeczne i emocjonalne. Właściwie prowadzona edukacja, wsparcie nauczycieli oraz stworzenie bezpiecznego środowiska sprzyjającego otwartym dyskusjom pozwalają uczniom na lepsze zrozumienie siebie i innych – wyjaśnia Wysocka.
Wysocka dodaje, że szkoła szczególnie jest dumna z klasy, w której uczą się dzieci specjalnej troski.
- Dziś głośno jest o wyzwaniach z jakimi borykają się szkoły w związku z edukacją włączającą. Nasza szkoła wyprzedziła tę reformę - jako pierwsza i jedyna wówczas polska szkoła, od 2007 r. zaczęła kształcić też dzieci specjalnej troski. Nikogo nie odtrącamy, wszystkich tulimy i każdego chcemy nauczyć – mówi Wysocka.
Kolejnym wyzwaniem, o którym wspomina Wysocka są „ciągłe reformy w oświacie”.

- Wielu nauczycieli i uczniów odczuwa skutki niekończących się reform edukacyjnych. Zmiany w systemie oświaty, choć mają na celu poprawę jakości nauczania, często wprowadzają chaos i niepewność. Potrzebujemy stabilności, aby móc skupić się na edukacji i rozwoju naszych uczniów. Zawsze powtarzam swoim nauczycielom - ze wszystkim sobie poradzimy – mówi.
Dodaje, że szkoła stawia na wykrycie potencjału ucznia, a nauczyciel dostosowuje programy nauczania, które angażują uczniów i odpowiadają na ich zainteresowania. Pomocne są też zintegrowane lekcje, na przykład „informatyki można uczyć się razem z językiem litewskim, a język polski łączy się z plastyką”.

- Obecne dzieci różnią się od tych sprzed kilku lat. Wychowały się w erze technologii, mają łatwy dostęp do informacji i są bardziej świadome świata. Dlatego nauczyciele muszą dostosować swoje metody nauczania do tych zmian. Kluczowe jest, aby szkoła stała się miejscem, które nie tylko przekazuje wiedzę, ale również rozwija umiejętności krytycznego myślenia, współpracy i kreatywności. Cieszy jednak to, że większość dzieci rozumie po co przyszły do szkoły, mają motywację do nauki – mówi Wysocka. Dodaje, że, jej zdaniem, bardzo negatywnie na uczniów wpłynęła pandemia.
- Odczuwamy, że dzieci były pozostawione tak jakby na boku. Był to trudny okres dla wszystkich. Każdy członek rodziny spędzał wiele godzin w telefonie, tablecie albo komputerze. Dzieci dziś niechętnie rozmawiają, na różne sposoby domagają się uwagi. Ta część dzieci niestety nie chce się uczyć. Korzystając z okazji, zawsze przypominam rodzicom jak ważne są rozmowy, nie wystarczy zapytać co jadłeś dziś na obiad i jakie stopnie otrzymałeś – zauważa dyrektorka.

Również Urbanowicz przyznaje, że „dziś jest zdecydowanie inaczej”.
- Teraźniejsza młodzież jest myśląca, broni swojego zdania. Nie ma takiego ślepego posłuszeństwa, że jak już nauczyciel coś powiedział i dziecko bezwarunkowo tego słucha. Nie. Oni wchodzą w interakcje, w dyskusje i to wymaga elastyczności od nauczyciela. Dzieci są fantastyczne, po prostu inne i my musimy dostosować metody do tej inności. Dlatego nie możemy narzekać, że dziecko nie może 45 minut usiedzieć w ławce, bo tak jest - one są energiczne. Dzieci teraz mają tyle zainteresowań, trudno im skupić uwagę, przecież to „pokolenie tiktokowe“ – minuta skupienia nad czymś i przewija się dalej. Czasami żartuję, iż szkoda, że nie mogą mnie tak przewinąć. Dzieci dziś naprawdę są przeciążone. Mają bardzo dużo zajęć pozalekcyjnych. Szkoła wymaga zmiany myślenia, zmiany nauczycieli, wychowania – podsumowuje nauczycielka.

Według Wysockiej, o wyjątkowej atmosferze w szkole świadczy też to, że kadra pedagogiczna praktycznie się nie zmienia.
- 24 osoby od powstania szkoły nadal pracują w naszej szkole. Osiem obecnych nauczycielek, w tym też moja córka, są absolwentkami naszej szkoły. Potrafimy nie tylko razem pracować, ale też razem odpoczywać, dużo podróżujemy razem. Należymy do rodziny szkół im. św. Jana Pawła II, która zrzesza ponad 1 tys. szkół z całego świata, wymieniamy się doświadczeniem. Jest to bardzo cenna współpraca – opowiada dyrektorka.

Pedagodzy są zgodni - placówka wychowuje szczególną młodzież
- Jestem wdzięczny tej przysłowiowej „rodzinie wileńskiej”. To stamtąd przychodzą zdolne, motywowane dzieci. W większości cieszymy się ze swoich uczniów i z ich osiągnięć. Jesteśmy wdzięczni tym rodzicom, którzy pomimo wszystkich zawierów dziejowych zostali tą polską rodziną. Jestem wdzięczny za to, że mogłem i mogę z nimi pracować. Cieszy nas to, że udaje się motywować dzieci i pomagać rodzinom w wychowaniu – mówi Błaszkiewicz.
Również Wysocka wskazuje, że szkoła jest dumna ze swoich uczniów.

- Nie mogę nie wspomnieć o Dominice Baniewicz, którą uczyłam od pierwszej klasy. Pamiętam, jaka była drobna, szczuplutka, nazywaliśmy ją „nasza kropeczka” – wspomina Wysocka i dodaje, że takich wyjątkowych dzieci szkoła wychowała bardzo dużo.
Podkreśla, że wspólnota szkolna jest jedną rodziną. - Tak samo jak w rodzinie, zdarzają się też swoje problemy. Nie zawsze jest różowo, ale każde wyzwanie potrafimy zgodnie rozwiązać – śmieje się rozmówczyni.

Zapytana, co wyróżnia polską szkołę na tle innych placówek, Wysocka wskazuje również „wartości, które są równie ważne jak wyniki w nauce”.
- Oczywiście osiągnięcia akademickie są istotne, ale to, jakimi jesteśmy ludźmi, ma kluczowe znaczenie w dłuższej perspektywie. Uczymy naszych uczniów szacunku, empatii, odpowiedzialności i współpracy. W dzisiejszym świecie bardzo często gubimy własne korzenie, zapominamy o znaczeniu wartości. To jest powodem, dlaczego rodzice wybierają polską szkołę – uważa rozmówczyni.

Czego dzisiaj można życzyć polskiej szkole?
- Wszystkim nam trzeba życzyć wytrwałości i odwagi w podejmowaniu decyzji. Nasza decyzja o budowie tej szkoły przecież była utopią. W tamtych czasach budować szkołę? A jednak jest. W obecnej dobie już mamy trochę luzu i stabilności, ale w 1997 r. na Litwie do szkół z polskim językiem nauczania uczęszczało około 24 tys. dzieci i młodzieży. Teraz mamy około 12 tys. Radzimy sobie, polskie szkoły nie są puste. Musimy być wytrwali i odważni. Swoją pracą i przykładem dobrze wychowanej młodzieży, musimy przekonać rodziców, którzy jeszcze nie są przekonani do kształcenia dzieci w języku ojczystym, do tego, żeby jednak uwierzyli w polską szkołę. Możemy być dumni z polskiej szkoły i musimy zachować ją przyszłym pokoleniom – kończy rozmowę pierwszy dyrektor szkoły im. św. Jana Pawła II Adam Błaszkiewicz









