Rada Oddziału Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów (TS-LKD) w rejonie wileńskim przyjęła rezolucję w sprawie dwujęzycznych tablic w rejonie wileńskim. Dokument popiera stanowisko szefa Państwowej Inspekcji Językowej Audriusa Valotki, który nawołuje, by wszystkie napisy w przestrzeni publicznej były w języku państwowym.
- Język litewski musiał się bronić przed wszelkiego rodzaju okupacjami i nieszczęściami. W końcu XIX w. język, jak też naród litewski był uważany za wymierający. Wysiłek aktywnych działaczy sprawił, że został odwołany zakaz litewskiej prasy, co sprawiło, że język znowu mógł się rozwijać. Jednak polityczno-historyczne wydarzenia XX w. nie pozwoliły na całkowite odrodzenie języka litewskiego - czytamy w rezolucji.
- Rada Oddziału Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów w rejonie wileńskim rozumie status języka państwowego, co zobowiązuje do używania go w przestrzeni publicznej. Zaznaczamy, że język litewski jako państwowy jest głównym narzędziem komunikacji dla obywateli Litwy i zapewnia równe możliwości kontaktu dla wszystkich. Zwracamy uwagę, że jego zachowanie, stosowanie i rozwój zależą w pierwszej kolejności od władz politycznych. Pamiętamy, że w rejonach wileńskim i solecznickim przez długi okres były ignorowane oświatowe, społeczne i kulturalne potrzeby Litwinów. Podkreślamy, jak ważne jest zapewnienie prawa do uzyskania informacji publicznych prawidłowo stosując język państwowy. Dlatego chcemy, aby wszystkie nazwy własne były pisane po litewsku, by mógł je przeczytać każdy obywatel. Nawołujemy zatem do szacunku wobec języka państwowego i obejmujących go nakazów prawnych - kontynuują autorzy rezolucji.

Przewodniczący Oddziału TS-LKD Gediminas Kazėnas potwierdził w rozmowie LRT.lt, że inicjatywy w tej sprawie podjęli się członkowie oddziału. - Wspólnie z członkami partii uzgodniliśmy tekst rezolucji. Nasza pozycja polega na tym, że zgadzamy się z szefem VKI w sprawie tablic, ponieważ uważamy, że wszystkie napisy publiczne muszą być wyłącznie w języku państwowym. Chodzi nam wyłącznie o sam stosunek do języka litewskiego - chcemy szacunku dla mowy państwowej, aby władze ustosunkowały się również do państwowych regulaminów prawnych - stwierdził przewodniczący.
Zapytany o kontrowersyjne wypowiedzi Valotki dotyczące tego, że rejon wileński „jest strefą okupacyjną, w której nastąpiła zaciekła polonizacja Litwinów” i podobną do Donbasu, Kazėnas odmówił udzielenia odpowiedzi. - Nie będziemy komentowali jego prywatnej opinii, ponieważ rozumiemy, że ludzie mogą mieć różne zdania na ten temat - powiedział.
Czytaj również
Rozmówca dodał, że oddział nie ma innych planów dotyczących dalszych działań w tym zakresie.
- Znamy pozycję mera - będziemy go popierali w sprawach słusznych. Teraz czekamy na dalszy rozwój sytuacji - czy sprawa znajdzie się w sądzie, czy nie. To będzie zależało od samego mera oraz Inspekcji Języka Państwowego. Interweniujemy wyłącznie politycznie, nie możemy czegoś potrzebować czy nakazywać. Planujemy kontynuwać temat, pokazywać, jak tłumaczą sytuację akty prawne - podsumował konserwatysta.
LRT.lt przypomina, że podczas wczorajszej audycji „Ryto garsai“ w LRT RADIJAS Valotka powiedział, że polskie nazwy miejscowości „Bieliszki“ i „Orzełówka“ w rejonie wileńskim są niezgodne z litewskim ustawodawstwem oraz obrazują „strefę okupacyjną, gdzie odbywała się polonizacja Litwinów“. Dodał, że „Rosjanie też chcą rosyjskich napisów w Donbasie, nie chcą ukraińskich (…)”. Mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz ogłosił, że wystosował pismo do ministra kultury Simonasa Kairysa i przewodniczącej Państwowej Komisji Języka Litewskiego Violety Meiliūnaitė. W opinii Duchniewicza, słowa wypowiedziane przez Valotkę podżegają do nienawiści narodowej, są nieetyczne i nieprawdziwe.



