Naujienų srautas

Wiadomości2026.06.03 16:23

Badanie: za dezinformacją w mediach społecznościowych stoi skoordynowany system działania

Po zakazie nadawania rosyjskich kanałów telewizyjnych media społecznościowe stały się głównym kanałem propagandy na Litwie, a rozpowszechniana za ich pośrednictwem dezinformacja działa jak skoordynowany mechanizm – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę analityczną „Repsense” na zlecenie Litewskiej Komisji Radia i Telewizji (LRTK). Wyniki badania pokazują, że fałszywe informacje są rozpowszechniane w mediach społecznościowych w sposób złożony i skoordynowany – równocześnie za pośrednictwem różnych kanałów komunikacji. Przewodniczący LRTK Mantas Martišius podkreśla, że obecnie szczególnie ważne jest analizowanie nie tylko treści dezinformacyjnych przekazów, lecz także sposobów ich rozpowszechniania i mechanizmów manipulacji.

Badanie pokazuje, że poszczególne platformy społecznościowe odgrywają wyspecjalizowane role w rozpowszechnianiu dezinformacji. Jak wskazuje szef firmy „Repsense” Mykolas Katkus, jedne kanały służą do testowania przekazów, a inne do utrwalania propagandy.

– Telegram to platforma, z której na Litwie korzysta stosunkowo niewiele osób, ale jednocześnie jest to główne narzędzie rosyjskiej propagandy. To właśnie tam testowane są przekazy, uruchamiany jest państwowy aparat propagandowy i tworzona jest droga do przenikania tych narracji do Europy. Jest to pierwotne źródło, w którym formułowane są określone idee – powiedział szef „Repsense”.

Jak dodaje, wyselekcjonowane treści trafiają następnie do innych mediów społecznościowych, gdzie są dostosowywane do konkretnych grup odbiorców i ich oczekiwań.

– Najczęściej rozpowszechniane są negatywne informacje dotyczące litewskiego systemu, władz państwowych – niezależnie od tego, kto akurat rządzi – a także NATO. To typowe cele propagandystów. Następnie te treści stopniowo przenikają do kolejnych platform, przede wszystkim do TikToka i Facebooka – mówi Katkus.

Podobnego zdania jest również Mantas Martišius, który podkreśla, że narzędzia wykorzystywane przez Litewską Komisję Radia i Telewizji regularnie wskazują ten sam schemat działania.

– Fałszywe informacje najpierw pojawiają się w rosyjskich lub białoruskich mediach społecznościowych, a następnie są adaptowane i przenoszone do litewskiej przestrzeni informacyjnej – zaznacza przewodniczący LRTK.

Katkus podkreśla, że samo opublikowanie fałszywej informacji nie wystarczy. Aby dezinformacja osiągnęła zamierzony efekt i wpływała na odbiorców, musi zdobyć odpowiedni zasięg oraz zaangażowanie użytkowników mediów społecznościowych.

Do gry wkraczają armie botów

– Istnieją konta całkowicie fikcyjne, ale są też osoby, które tworzą po 10–15 fałszywych profili i za ich pośrednictwem rozpowszechniają treści. Materiały publikowane są w różnych grupach – czasem autentycznych, a czasem przejętych lub kupionych. Najważniejsze jest jednak to, że Facebook jest miejscem, gdzie próbuje się aktywizować samych użytkowników – mówi Katkus.

Jak dodaje, osoby rozpowszechniające dezinformację starają się docierać przede wszystkim do odbiorców podatnych na tego typu przekazy.

– Poszukuje się łatwych celów – osób, które już teraz są negatywnie nastawione do państwa litewskiego albo mają skłonność do oburzania się na wszystko. W tym kanale poszukuje się również osób publicznych, które mogłyby podchwycić rozpowszechniane treści. Aby generować polubienia i udostępnienia, choć nie mam na to bezpośrednich dowodów, można przypuszczać, że wykorzystywane są także boty – tłumaczy.

Mówiąc o weryfikowaniu informacji, Mantas Martišius zwraca uwagę, że dziś całkowite uchronienie się przed dezinformacją i propagandą może być niemożliwe. Jego zdaniem dawniej skuteczna zasada sprawdzania wiadomości w kilku źródłach nie daje już takich gwarancji, ponieważ różne kanały często w skoordynowany sposób powielają te same fałszywe treści.

– Mylić się jest rzeczą ludzką. W dzisiejszych czasach nie ma gwarancji, że nie zostaniemy wprowadzeni w błąd, nawet jeśli analizujemy różne źródła i zadajemy sobie krytyczne pytania – mówi.

Przewodniczący LRTK podkreśla również, że na Litwie nie brakuje świadomych obywateli, którzy zgłaszają podejrzane treści w mediach społecznościowych. Mimo to znaczna część dezinformacji nadal rozprzestrzenia się dalej.

Jak zaznacza, widząc powtarzające się i budzące wątpliwości treści w różnych kanałach, warto przede wszystkim zadać sobie trzy pytania.

– Po pierwsze, jeśli dana informacja jest dla nas nowa i wywołuje silne negatywne emocje – złość, rozczarowanie czy nienawiść – warto zastanowić się, czy to, co czytam, rzeczywiście może być prawdą. Drugie pytanie powinno dotyczyć źródła informacji: czy jest ono wiarygodne, jaka jest jego reputacja i jakie inne treści publikuje? Zazwyczaj osoby rozpowszechniające dezinformację nie cieszą się dobrą opinią ani zaufaniem społecznym. Warto też zapytać samego siebie, czy to, co czytam, nie jest przypadkiem dokładnie tym, co chciałbym usłyszeć, zamiast obiektywną informacją – radzi Martišius.

Jak podkreśla, osoby stykające się z dezinformacją często pomijają właściwą kolejność zadawania pytań. Zdaniem Martišiusa, jeśli odbiorca uzna, że dana treść jest zgodna z jego poglądami, przestaje zastanawiać się nad jej wiarygodnością i pochodzeniem. To właśnie ten mechanizm, jego zdaniem, w dużej mierze umożliwia skuteczne rozprzestrzenianie się fałszywych narracji.

Można ją rozpoznać, ale nie jest to łatwe

Katkus podkreśla, że głównym celem dezinformacji jest długofalowe oddziaływanie na procesy polityczne na Litwie.

– Załóżmy, że jakiś antypaństwowy aktywista publikuje określoną treść i zdobywa 200 tys. udostępnień lub polubień. Nie jest to naturalne poparcie ani naturalna aktywność, ale tworzy wrażenie popularności. Gdy pojawiają się ważne wydarzenia, próbuje się w ten sposób stworzyć pozory społecznego poparcia i dotrzeć do osób mających wpływ na opinię publiczną. Sukcesem takich działań jest sytuacja, gdy do rozpowszechniania narracji przyłącza się polityk, działacz społeczny lub osoba podejmująca decyzje. Celem jest przeniknięcie tej narracji do mediów głównego nurtu i polityki – tłumaczy.

Według Martišiusa LRTK monitoruje i stara się identyfikować osoby rozpowszechniające dezinformację, jednak ustalenie, kto jako pierwszy opublikował fałszywą informację, często okazuje się bardzo trudne.

– Nie jesteśmy w stanie wyrwać takich treści jak chwastu, zanim zdążą się rozprzestrzenić. Trzeba zrozumieć, że współczesna dezinformacja działa jak kula śnieżna: powstaje na jednej platformie, a następnie rośnie z każdym kolejnym udostępnieniem. Gdy zauważamy ten wzrost, próbujemy go zatrzymać i ograniczyć, a dopiero później ustalić źródło, od którego wszystko się zaczęło – mówi przewodniczący LRTK.

Rozmówcy zwracają uwagę, że fałszywe informacje często pojawiają się niemal jednocześnie w różnych kanałach komunikacji i towarzyszy im duża liczba komentarzy. Wpisy te zawierają podobne sformułowania, elementy mowy nienawiści, a same publikacje generują nienaturalnie wysokie zaangażowanie użytkowników – są masowo komentowane i udostępniane.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane