Naujienų srautas

Wiadomości2025.05.15 08:37

Wybory prezydenckie w Polsce: między sceptycyzmem a nadzieją

Państwowa Komisja Wyborcza dopuściła 13 kandydatów w tegorocznych wyborach prezydenckich w Polsce, które odbędą się już 18 maja 2025 r. Jednak wszystkie sondaże wskazują, że niezbędna będzie druga tura 1 czerwca 2025 r., do której mają przejść reprezentanci dwóch największych sił politycznych: kandydat większości rządzącej, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej (PO) Rafał Trzaskowski i kandydat wspierany przez największą partię opozycyjną Prawo i Sprawiedliwość (PiS), prezes Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) Karol Nawrocki. Redakcja LRT.lt postanowiła sprawdzić, jakie nastroje przedwyborcze panują w Polsce.

W wyborach startują Artur Bartoszewicz (niezależny), Magdalena Biejat (kandydatka Lewicy), Grzegorz Braun (kandydat Konfederacji Korony Polskiej), Szymon Hołownia (kandydat Polski 2050), Marek Jakubiak (kandydat koła Wolni Republikanie), Maciej Maciak (niezależny), Sławomir Mentzen (kandydat Konfederacji), Karol Nawrocki (kandydat popierany przez PiS), Joanna Senyszyn (niezależna), Krzysztof Stanowski (niezależny), Rafał Trzaskowski (kandydat Koalicji Obywatelskiej), Marek Woch (kandydat Bezpartyjnych Samorządowców), Adrian Zandberg (kandydat partii Razem).

Postanowiliśmy zbadać przedwyborcze nastroje, ale nie poprzez sondaże czy wiece poparcia, lecz w sposób bardziej osobisty – rozmawiając z zwykłymi mieszkańcami Polski. Chcieliśmy poznać ich opinie z codziennych rozmów, tam, gdzie polityka niekoniecznie jest głównym tematem dnia, a ludzie podchodzą do niej bardziej z perspektywy własnych doświadczeń i trosk.

Tuż przed majówką, gdy reszta kraju myślała już o grillach, długim weekendzie i pierwszych promieniach wiosennego słońca, my ruszyliśmy w drogę – śladem zbliżających się wyborów prezydenckich w Polsce.

Polscy Litwini w Puńsku: z dystansem, ale uważnie

Naszą podróż zaczynamy w gminie Puńsk. To niezwykły fragment Polski – kulturowo bliższy Wilnu niż Warszawie. W Puńsku blisko 80 proc. ludności to litewska mniejszość narodowa. Ulice są dwujęzyczne, szkoły nauczają po litewsku, a litewska flaga obok polskiej nie budzi żadnych kontrowersji. To modelowy przykład życia na pograniczu – choć nie bez napięć.

Puńsk leży na obrzeżach przesmyku suwalskiego, który zachodni analitycy nazwali „najbardziej zapalnym punktem NATO”. Mieszkańcy Puńska nie żyją jednak pod ciągłym napięciem – to spokojne miasteczko, gdzie większym zmartwieniem niż geopolityka bywają opóźnione autobusy albo brak młodych, którzy coraz częściej wyjeżdżają.

To tu, na północno-wschodnim krańcu Polski, wyborcze nastroje mają swój własny rytm. Inny niż w Warszawie, bardziej lokalny, bardziej ostrożny.

W tych okolicach partia PiS – z której wywodzi się obecny prezydent Polski, kończący drugą kadencję, Andrzej Duda – nie ma dobrej reputacji. Wiele osób z litewskiej społeczności odbierało jej rządy jako czas centralizacji, ignorowania peryferii i obojętności wobec potrzeb mniejszości narodowych. - Kiedy władza mówiła o „tradycyjnych wartościach”, pytaliśmy: czyje tradycje macie na myśli? – opowiada spotkany w Puńsku senior Antanas.

Nie mówiący po polsku Vladas przyznaje, że sprawa tych wyborów prezydenckich jest tak zagmatwana, że „prostemu człowiekowi trudno się w tym wszystkim połapać”.

– Czego oczekujemy od władzy? Tradycyjnie – dobrobytu. Ale przede wszystkim potrzebna jest stabilność. Trzeba wreszcie zrobić porządek z biurokracją. Zawsze chodzę na wybory i tym razem też pójdę – mówi stanowczo.

Dla mieszkańców Puńska ważne są konkretne rzeczy: dobre drogi, wsparcie dla edukacji litewskiej, szacunek dla tożsamości, spokojne sąsiedztwo z Litwą. Partie, które nie rozumieją lokalnego kontekstu, rzadko zdobywają tu poparcie.

– Nas tu nikt nie słucha, tylko czasem przyjeżdżają z Warszawy zrobić sobie zdjęcie – mówi nam starszy mężczyzna pod sklepem. – A potem i tak decydują o nas bez nas – mówi.

W Puńsku nie czeka się na kampanijne obietnice – tu politykę rozlicza się z tego, co zostało zrobione. - Z perspektywy pogranicza – przez ostatnie lata nie zrobiono wiele – uważa spotkany mężczyzna.

W okolicach Puńsku na słupach ogłoszeniowych i płotach dominują plakaty Trzaskowskiego, Nawrockiego i Hołowni.

– Zobaczymy. Ja zawsze jestem za tym, żeby krajem rządziło jak najwięcej młodych ludzi. Nie jest w porządku, kiedy te same twarze utrzymują się u władzy przez 20–30 lat – mówi Jarek, który utożsamia się z litewską mniejszością.

Zwraca też uwagę, że tylko Rafał Trzaskowski odwiedził gminę osobiście w ramach kampanii, próbując zdobyć poparcie litewskiej mniejszości. – Ale w mojej rodzinie i wśród znajomych nikt nie chce na niego głosować. Ja oddam głos na Hołownię - twierdzi.

Zapytany o opinię na temat skrajnie prawicowej partii Konfederacja, której retorykę część obserwatorów porównuje do niemieckiej AfD – Alternatywy dla Niemiec - za wspólny repertuar eurosceptycyzmu, populizmu, silnego nacjonalizmu i retoryki „obrony tradycyjnych wartości”, odpowiada z lekkim uśmiechem:

– Takich nie ma co się bać. Tylko na początku wyglądają groźnie. Ludzie u nas rozumieją, z czym to się je. Po wyborach siła lidera tej partii Sławomira Mentzena i tak ostatecznie osłabnie – uważa Jarek.

Wójt Puńska: nie chcemy zbliżać się wizerunkowo do Węgier

Wójt Puńska, Witold Liszkowski, przyznaje, że jego okolice faktycznie wyróżniają się na tle reszty kraju – zarówno pod względem kulturowym, jak i politycznym. Jednak problemem pozostaje niska frekwencja wyborcza. – To wciąż tylko w granicach 40 proc. Za mało, żeby nasz głos był naprawdę słyszalny. Nadal, żebym miał czyste sumienie, będę namawiać ludzi, by poszli na wybory – mówi Liszkowski.

– Obserwujemy zaciętą rywalizację między kandydatami. Szczerze mówiąc, całym sercem i rozumem popieram Trzaskowskiego, który w wyborach prezydenckich startuje po raz drugi i którego znam osobiście od wielu lat. Sam nie należę do żadnej partii, ale jestem zwolennikiem demokracji, a wiem, że populiści prowadzą kraj do pustki – mówi wójt.

Przypomina, że 15 października 2023 r. Polska opowiedziała się za prodemokratycznym rządem, a na premiera został powołany Donald Tusk.

– Liczę na to, że nasz kraj stanie się liderem – jeśli nie w całej Europie, to przynajmniej w jej wschodniej części – otwartym na współpracę z innymi. Sąsiadujemy z krajami bałtyckimi, które potrzebują wsparcia w wielu dziedzinach. Na taką współpracę liczę – dodaje wójt Witold Liszkowski.

Zapytany, co może być z rządem, jeżeli Trzaskowski nie wygra, Liszkowski wskazuje, że może dojść do „przeróżnych przetasowań”.

– Jednak rząd będzie trwał – nikt nie jest zainteresowany jego upadkiem. Choć z pewnością praca byłaby znacznie trudniejsza. Już dziś widzimy, jak wygląda współpraca między rządem a prezydentem – ustawy są blokowane, również sądownictwo znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Nie chcemy zbliżać się wizerunkowo ani do Rosji, ani do Białorusi – ale także nie do Węgier. Musimy działać wspólnie w ramach Unii Europejskiej i robić wszystko, by Polska była silna – podkreśla.

„Te wybory niczym zabawa w krasnoludków”

Przed jednym ze sklepów w Puńsku spotykamy starsze małżeństwo. Oboje przyznają, że zazwyczaj nie biorą udziału w wyborach.

– Nie wierzę w uczciwe wybory. Nic nigdy nie zmienia się na lepsze. Ci kandydaci z plakatów nam nie pomogą – mówi kobieta, przedstawiająca się jako Marytė.

Jej mąż Jonas, dodaje, że poprzednie władze popełniły zbyt wiele błędów i dlatego straciły zaufanie ludzi.

– Takie nadeszły czasy. Nie bronię komunizmu, ale kapitalizm dba tylko o interesy prywatne. Może tym razem pójdę zagłosować, ale i tak nie wierzę, że mamy prawdziwą demokrację. Mój rozum chyba za słaby, żeby ocenić, czy Polska idzie w dobrą stronę – mówi z lekką ironią, ale w trakcie rozmowy para przyznaje, że „dzisiaj życie w Polsce wygląda lepiej niż kiedyś”.

Obok rozmowie przysłuchuje się ich sąsiad Valdas.

– Najważniejsze, żeby Polska była wolna i niepodległa. Nie chcę, żeby ktokolwiek jej rozkazywał – ani Bruksela, ani Moskwa, ani Kijów. Euro też nie chcemy. A te wybory… można je nazwać zabawą w krasnoludki. Nie znamy tych ludzi, nie wiadomo, czego się po nich spodziewać - dodaje spokojnym tonem.

Kolejny rozmówca zwraca uwagę, że jeszcze się okaże, czy puńszczanie rzeczywiście chcą Trzaskowskiego, któremu sondaże dają spore szanse na wejście do drugiej tury.

– Trzaskowski głupoty gada. Wszystkie dziedziny w Polsce wymagają naprawy. W Puńsku jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Rosjan trzeba rozgromić. Jest to najważniejszy priorytet. Widzicie, co się dzieje na Ukrainie. I Rosjanie, i Amerykanie uważają Polskę i kraje bałtyckie za żebraków. Ale to my, naszą jednością, pokonamy przeklętego Putina. Przyjdzie mu koniec, tak jak kiedyś Stalinowi – mówi z zapałem rolnik Vincas.

Na zakończenie swojej wypowiedzi zaczyna cicho nucić litewską pieśń ludową „Stok ant akmenėlio“ (z litewskiego „Stań na kamyczku” - przyp. red). Na pytanie, który kandydat najlepiej odpowiada jego oczekiwaniom, tylko się uśmiecha i mówi krótko:

– Tego nie powiem.

Niedaleko kościoła w Puńsku spotykamy dwie kobiety, które przyznają, że wybiorą kandydata „idącego za prawdą i sprawiedliwością”.

– Żeby nie było już więcej takiego oszustwa, jak z koronawirusem i szczepionkami, żeby nas nie truli z powietrza – mówi jedna z nich i wskazuje na smugi pozostawione na niebie przez samoloty, odwołując się do teorii o chemtrails (jest to teoria spiskowa zakładająca, że smuga kondensacyjna powstająca za lecącym samolotem jest – zawsze bądź tylko w niektórych przypadkach – wytworem mającym utajony cel, wywoływany dystrybucją na wielkich obszarach dużych ilości substancji, które mogą być szkodliwe dla organizmów żywych – przyp. red.)

– Bo już chyba polski naród ma dosyć kłamstw – kończy zdecydowanym tonem.

Dodaje, że ona i jej rodzina „popierają Grzegorza Brauna”, który jest krytykowany między innymi za kontrowersyjne wypowiedzi i działania, takie jak publiczne znieważenie religijnych symboli i agresywne zachowanie w Sejmie. Jego wypowiedzi, w tym homofobiczne i groźby wobec polityków, wywołały liczne postępowania sądowe oraz wykluczenie z obrad parlamentarnych.

Jej koleżanka patrzy na sytuację z nieco szerszej perspektywy, doceniając zmiany, które zaszły w kraju.

– Państwo już nie krzywdzi emerytów, dostajemy porządne pieniądze i jestem za to wdzięczna. Może młodych szkoda najbardziej – nie stać ich na własne mieszkania. Moje dzieci zdrowie za granicą stracili, ale przynajmniej zarobili. Jak będzie tak dobrze, zobaczymy – mówi, zastanawiając się nad przyszłością.

Spotkany w Puńsku ksiądz proboszcz Andrzej Opanowski, który pełni swoją posługę w miejscowej parafii od lipca ubiegłego roku, zaznacza, że o polityce na ambonie nie mówi.

– Ze swoimi wiernymi o wyborach nie rozmawiam wcale. Nie mieszam się w politykę, w ogóle mnie ona nie interesuje. Uważam, że ludzie są wystarczająco inteligentni, by wiedzieć, na kogo oddać swój głos – mówi ks. Opanowski, podkreślając, że sam zawsze bierze udział w wyborach.

Proboszcz uważa, że osoby wierzące, które przychodzą do kościoła, mają już wystarczającą wiedzę, by podjąć decyzję wyborczą.

– Jestem tutaj, by głosić Ewangelię. W kościele nie ma miejsca na politykę – dodaje, jasno wyrażając swoje stanowisko.

Wybory w cieniu Puszczy Białowieskiej

Jedziemy dalej na północny wschód Polski – w kierunku Białowieży. To zupełnie inna rzeczywistość, ale wciąż pogranicze. Region wyjątkowy, bo z jednej strony słynie z prastarej puszczy, a z drugiej – graniczy z Białorusią. Krajobraz się zmienia: więcej lasów, wiosek ukrytych w zieleni, przydrożnych kapliczek i drewnianych domów.

Po drodze zwracamy uwagę na coś, co trudno przeoczyć: w porównaniu z poprzednimi wyborami parlamentarnymi, obecna kampania prezydencka wydaje się znacznie spokojniejsza – przynajmniej w przestrzeni ulicznej. Mniej agresji, mniej wizualnego chaosu. Zamiast zalewu plakatów, przypadkowo powieszonych banerów i walczących o uwagę bilbordów – bardziej uporządkowana obecność kandydatów.

Mijamy większe i mniejsze miejscowości – Hajnówkę, Narewkę, liczne wsie z przewagą prawosławnych cerkwi nad kościołami katolickimi. Na majówkę do Puszczy Białowieskiej zjeżdżają się Polacy ze wszystkich zakątków kraju, dlatego paleta predyspozycji politycznych jest tak samo różnorodna.

Młodzi wyborcy: sprawy kraju zmierzają w złym kierunku

Spotykamy dwóch warszawiaków Tomka i Artura, którzy mimo różniących się poglądów politycznych rowerami przyjechali na długi weekend do Białowieży.

- Normalne życie toczy się. W Polsce tak naprawdę nikt nie przejmuje się politykami. Ci ludzie, którzy chcą żyć, po prostu żyją i mają w d***e polityków. Nawet nie musimy ich wybierać, sami się wybiorą – twierdzi młody wyborca w Warszawy Tomek.

Wtóruje mu kolega Artur.

- Zawsze jest albo PiS albo PO. Na tym polega problem. Z kolei alternatywy też nie są specjalnie obiecujące. Jako warszawianin opowiadam się za Trzaskowskim, gdyż widzę jak dużo rzeczy zmieniło się w Warszawie na lepsze. Jestem zadowolony z tego, jak nasza stolica się rozwija. Z kolei politycy partii opozycyjnej, czyli PiS, wieszają na nim psy, żeby zniechęcić wyborców – mówi,

Z kolei Tomek zaznacza, że to „Trzaskowski zdezorganizował kraj”.

- Niestety, Trzaskowski wygra te wybory. Gdzie jest państwo polskie? Gdzie jest narodowość? Gdzie jest Wołyń? Gdzie jest Katyń? On tego wszystkiego unika. Nawrocki przynajmniej dba o Instytut Pamięci Narodowej. O Hołowni w ogóle nie chcę się wypowiadać, to jest d***l, jak on się zachował podczas pogrzebu papieża. Nie wiem, czy pójdę głosować, bo tak naprawdę wbrew pozorom jest to ciężka decyzja. Demokracja jest to najgłupszy system jaki może być – odjeżdżając podsumowuje Tomek.

Spotkana para z Bielska-Białej twierdzi, że kandydat, który może dostojnie przedstawiać interesy zarówno Polski, jak i całego regionu jest tylko jeden.

- Mam swojego kandydata, natomiast co dalej w tym kraju będzie pokaże czas, bo polski naród jest nieobliczalny. Do ostatniej chwili tu nie ma jasności kto wygra. Ja jestem za silną, dozbrojoną i nowoczesną Polską. Za bezpłatną służbą zdrowia i darmowymi studiami. Za jedną dużą Europą, która mówi jednym głosem. Liderów jest dwóch – Trzaskowski i Nawrocki. Z kolei Mentzen i Hołownia dopychają się do tej czołówki liderów. Co do Hołowni uważam, że jest na dobrym stanowisku i tam powinien zostawać, a nie pchać się na prezydenta Polski. Jasna sprawa, że jestem za Trzaskowskim. W dowolnym wypadku rząd sobie poradzi – przekonuje mężczyzna.

Kolejna spotkana para przyjechała do Białowieży z Ostrzeszowa w województwie wielkopolskim. Oboje otwarcie przyznają, że bliskie są im poglądy lewicowe.

– Jako kobieta będę głosować na kobietę. To dla mnie oczywisty wybór, zwłaszcza w kontekście wyzwań, przed jakimi stoi dziś świat. Jesteśmy w Białowieży – miejscu, gdzie przyroda i jej ochrona mają szczególne znaczenie – mówi Dorota.

Jej partner popiera lewicowy kierunek, ale wybór kandydata uzasadnia inaczej.

– Głos oddam na Adriana Zandberga, bo to jeden z nielicznych polityków, którzy naprawdę stoją za swoimi ideami. Wspieram równość, sprzeciw wobec samowoli deweloperów, równe szanse dla młodych rodzin. Ważne są dla mnie prawa człowieka – niezależnie od orientacji seksualnej czy pochodzenia – mówi.

– Nurt prawicowy jest całkowicie sprzeczny z naszymi wartościami i stylem życia. Konserwatyzm pachnie dziś średniowieczem – podsumowuje Dorota.

Słychać też głosy tych, którzy na wybory się nie wybierają – jedni z powodu braku zdecydowania co do kandydata, inni z rozczarowania lub po prostu z obojętności.

– Jestem patriotą, ale na wybory nie pójdę. Nie wiem, na kogo miałbym głosować – mówi mężczyzna z miejscowości Piersele, położonej tuż przy przejściu granicznym w Bezledach, niedaleko rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego. – Każdy z nich to złodziej. Nikt mojej sytuacji nie poprawi. Mam w życiu po prostu przechlapane – dodaje z goryczą.

Debaty? Tak, ale…

Wśród naszych rozmówców nie brakowało takich, którzy z uwagą śledzą kampanię w mediach – zwłaszcza debaty prezydenckie, które wciąż cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem.

– Pójdę głosować, bo chcę, żeby wreszcie jedna partia rządziła, żeby nie robili sobie ciągle pod górkę – mówi pan Rajmund. – Powiem szczerze, że i Dudę lubiłem. Oglądam wszystkie debaty. Choć wiadomo, wszystko się okaże po wyborach – kto jest kim i które postulaty naprawdę będą realizowane - uważa.

Nie wszyscy jednak dzielą jego optymizm.

– Oglądałem ostatnie debaty i szczerze mówiąc, byłem zażenowany tym, co tam usłyszałem – mówi inny rozmówca. – Nie widziałem żadnego spójnego programu. Raczej była to próba reagowania na to, co politycy myślą, że społeczeństwo chce usłyszeć. Tak buduje się dziś popularność: krótkim komunikatem, niekoniecznie głębszą wizją – mówi Marcin z Opola.

Dodaje, że jego zdaniem większość kandydatów lawiruje między różnymi grupami wyborców, zamiast mówić otwarcie o realnych problemach.

– Kandydat popierany przez PO nagle zmienia ton, by zbliżyć się do „centrum” lub „prawej” strony. Z drugiej strony (PiS – przyp. red.) słyszymy znane hasła: straszenie migrantami, powtarzanie narracji o zagrożeniach z Zachodu. A gdzie rozmowa o służbie zdrowia, reformie emerytur, mieszkaniach? Tych tematów jest jak na lekarstwo. Staram się interesować polityką, ale szczerze – trudno się nie zniechęcić – podsumowuje Marcin.

Uczestników sondażu SW Research dla dziennika „Rzeczpospolita” zapytano, czy przebieg debat prezydenckich ma wpływ na to, kogo poprą w wyborach. „Tak” odpowiedziało 39 proc. badanych. Odpowiedzi „nie” udzieliło 40,9 proc. respondentów. 20,1 proc. ankietowanych deklaruje, że nie oglądają debat prezydenckich.

Haszczyński: Nawrocki jako prezydent byłby znacznie radykalniejszy od Dudy

Jerzy Haszczyński – dziennikarz i szef działu zagranicznego dziennika „Rzeczpospolita” – podkreśla, że polityczne debaty odgrywają istotną rolę w tegorocznej kampanii prezydenckiej. W sumie odbyło się sześć spotkań kandydatów.

– Niektóre z nich, zwłaszcza te z udziałem wszystkich pretendentów, były naprawdę wyczerpujące – mówi. – Czterogodzinne rozmowy potrafiły zmęczyć nie tylko uczestników, ale i widzów. Ciekawym przypadkiem są Końskie – niewielka miejscowość, która zyskała w ostatnich latach opinię miejsca, gdzie „rozstrzygają się wybory”. Czy tak będzie i tym razem? Trudno powiedzieć – dodaje Haszczyński.

To Rafał Trzaskowski, Karol Nawrocki i Szymon Hołownia zostali w sondażach uznani za zwycięzców debat w Końskich. Dziennikarz dodaje, że debaty sprzyjają przede wszystkim mniej widocznym w sondażach kandydatom.

- Debaty, nie wiem czy w całości, oglądają miliony ludzi, a potem po nich zaczynają szukać informacji w mediach społecznościowych, starając się utwierdzić w swoich przekonaniach - że ten kandydat, którego jedni tak bardzo nienawidzą, jest beznadziejny, a „nasz” – wręcz przeciwnie, jest wspaniały – mówi Haszczyński.

– Sprawa jest prosta. Będzie druga tura wyborów – dodaje Haszczyński.

Z kolei zapytany czy realne jest zagrożenie, by skrajnie prawicowy kandydat z Konfederacji Mentzen mógłby przebić się do drugiej tury, Haszczyński mówi, że jest to „niemożliwe”.

- Trudno jest dziś powiedzieć, jaka różnica będzie między czołowymi liderami tej kampanii w pierwszej turze. Na pewno zaledwie kilka punktów procentowych. Razem osiągną góra 60 proc. wszystkich głosów, co oznacza, że pozostali kandydaci również zbiorą całkiem sporo. Kolejnych siedmiu czy ośmiu z tej listy ma szanse na wynik powyżej 5 proc. To bardzo ciekawy rezultat, chyba czegoś takiego jeszcze nie było – zauważa Haszczyński.

Wskazuje, że obecna kampania wyborcza charakteryzuje się dużą polaryzacją, licznymi ostrymi sformułowaniami oraz negatywnymi emocjami, które dominują w publicznej debacie.

- Ten podział nie jest niczym nowym. Polaryzacja między głównymi siłami politycznymi, z jednej strony Tusk, z drugiej Kaczyński, jest wyraźnie widoczna od dawna. W środowiskach wielkomiejskich wszyscy oczywiście są anty PiS, z kolei w mniejszych miasteczkach są przeciw Tuskowi. W związku z tym, jeżeli ktoś mieszka w dużym mieście, wśród najbogatszych czy tych, którzy mają wpływ na opinię publiczną, na przykład w gronie dziennikarzy, trudno przyznać się do chęci głosowania na Nawrockiego. Taki człowiek może zostać wykluczony towarzysko – śmieje się Haszczyński.

Tłumaczy również, że w Polsce panuje przekonanie, iż kandydat o postępowych poglądach nie ma szans na wygraną w wyborach prezydenckich, w których konieczne jest zdobycie ponad 50 proc. głosów.

- Dlatego Trzaskowski teraz przyjmuje nieco konserwatywną postawę. Podkreśla, że wziął ślub kościelny, za najważniejszą pieśń uznaje „Boże coś Polskę” (polską, katolicką pieśń religijną o charakterze patriotycznym – przyp. red.), oraz akcentuje patriotyzm gospodarczy. Doskonale zdaje sobie sprawę, że prezentując się jako progresywny liberał, nie miałby szans na wygraną w Polsce – zauważa dziennikarz.

Dodaje również, że z kolei Nawrocki, w kwestiach ludzkich okazał się „bardzo nieprzyjemny”.

– Jeżeli oszukujesz staruszka, z zamiarem przejęcia jego mieszkania, jak miało to miejsce w sprawie awantury mieszkaniowej, w którą wplątał się Nawrocki, to bardzo źle wpływa na wyborców. Właściwie jest to dla niego zabójcze w kontekście wyborów – mówi Haszczyński. Przypuszcza również, że Nawrocki jako prezydent byłby znacznie bardziej radykalny niż Duda.

Według redaktora, osiągnięcie takiej frekwencji, jaka miała miejsce w wyborach parlamentarnych w 2023 r., kiedy swój głos oddało trzy czwarte Polaków, wydaje się obecnie niemożliwe.

- Być może w drugiej turze, jak się okaże, że walka jest „łeb w łeb” i będzie jakaś szalona mobilizacja obu sztabów wyborczych, uda się osiągnąć frekwencję na poziomie 68-70 proc., tak jak miało to miejsce w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2020 r., kiedy frekwencja wyniosła ponad 68 proc. – prognozuje Haszczyński.

- Jeżeli teraz wygra Trzaskowski, a więc umowny „Tusk”, partia rządząca będzie miała wolną rękę, bo nikt nie będzie blokował jej pomysłów. Dopiero wtedy okaże się, czy rzeczywiście jest w stanie przeprowadzić wyczekiwane reformy, zwłaszcza te, na które liczą młodzi ludzie. W przeciwnym razie istnieje duże prawdopodobieństwo, że przegrają kolejne wybory do Sejmu. Natomiast póki w polskim życiu politycznym pozostają Tusk i Kaczyński, nie spodziewam się uspokojenia emocji ani odejścia od języka nienawiści – podsumowuje rozmówca.

Jak podaje środowa „Rzeczpospolita”, Karolowi Nawrockiemu w stosunku do sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z kwietnia notowania wzrosły. Może liczyć na 25,2 proc. poparcia (w kwietniu było to 22,6 proc.).

Lider peletonu prezydenckiego traci – na Rafała Trzaskowskiego chce głosować obecnie w pierwszej turze 32,3 proc. respondentów (miesiąc temu – 36,2 proc.).

Gazeta wskazuje, że sytuacji zasadniczo to jednak nie zmienia - kandydat Koalicji Obywatelskiej wygrałby dzisiaj wybory zarówno w pierwszej, jak i drugiej turze, zarówno z kandydatem popieranym przez PiS (53,9 proc. do 38,4 proc.), jak i reprezentantem Konfederacji Sławomirem Menztenem, który niezmiennie plasuje się na pozycji trzeciej (11,2 proc.) i z Trzaskowskim miałby mniejsze szanse w czerwcu niż Nawrocki (53,5 proc. do 33,3 proc.).

Deklarowana frekwencja w tym badaniu jest niższa niż miesiąc temu (w kwietniu 60 proc., dziś 58,2).

Niedawno prezydent RP Andrzej Duda stwierdził, że po zbliżających się wyborach prezydenckich może dojść do sytuacji, w której "będą wielkie wątpliwości prawne wokół tego, co należy dalej zrobić".

Obecna kadencja Dudy kończy się 6 sierpnia br.

LRT.lt przypomina, że podczas drugiej tury wyborów prezydenckich w 2020 r. Andrzej Duda zdobył ponad 51 proc. poparcia, z kolei Rafał Trzaskowski – prawie 49 proc. Różnica w poparciu dla Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy wyniosła niecałe pół miliona głosów. Jak wskazują eksperci, o reelekcji Dudy przesądziły głosy osób 50+ oraz mieszkańców wsi.

Ponad 63 proc. mieszkańców polskiej wsi zagłosowało wtedy na Andrzeja Dudę. Dla porównania, w miastach poparcie dla kandydata PiS wyniosło 43,56 proc., a za granicą osiągnął on 27,34 proc. głosów.

Na Podkarpaciu na urzędującego prezydenta zagłosowało 70,92 proc. wyborców. W lubelskim Duda zdobył 66,31 proc., a w świętokrzyskim - 64,41 proc.

Rafał Trzaskowski zwyciężył w województwach: zachodniopomorskim (58,66 proc.), lubuskim (59,8) i pomorskim (59,84 proc.).

Frekwencja wyborcza w pierwszej turze wyniosła 64,51 proc., w drugiej - 68,18 proc.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane