Święta Bożego Narodzenia w szczególny sposób wiążą się z biografią najwybitniejszego przedstawiciela „szkoły litewskiej” polskiego romantyzmu – Adama Mickiewicza. Poeta, który przyszedł na świat 24 grudnia 1798 roku, obchodził w wigilię Bożego Narodzenia urodziny i imieniny.
W wigilię roku 1799 urodziła się również Maria Puttkamerowa, ukochana poety i heroina romansu unieśmiertelnionego w IV cz. „Dziadów” wileńsko-kowieńskich. Nawiązując do łączącej kochanków wigilijnej daty urodzin („jednakowa nam gwiazda świeciła w powiciu”), Mickiewicz ustami bohatera „Dziadów”, Gustawa, oskarżał niewierną Marylę o rozstrzygnięcie „węzłów”, które „osnuł Bóg”.
Imieniny dzieliła z kolei z Mickiewiczem jego rzymska miłość, [Henrietta] Ewa Ankwiczówna, z którą poeta spędził Boże Narodzenie 1829 roku. Jako echo tego doświadczenia można traktować napisaną po upływie trzech lat IV scenę „Dziadów” drezdeńskich, odbywającą się – zgodnie z czasem akcji dramatu – w noc Bożego Narodzenia 1823 roku. Modlitwy Ewy, niewinnej panienki z „domu wiejskiego pode Lwowem” (rodzina Ankwiczów pochodziła z Galicji), symultaniczne wobec scen więziennej wigilii, bożonarodzeniowej improwizacji i opętania Konrada, zaważą na anielskim wyroku, który ocali przed potępieniem bohatera dramatu. Mickiewicz, łącząc ze sobą porządki biografii i literatury, nie tylko wpisywał „ciągnące z pogaństwa początek” święto „dziadów” w rytm roku liturgicznego, ale także uwznioślał i heroizował dzieje swojego bohatera.

Jest to zrozumiałe, zważywszy że „Dziady” drezdeńskie pisał poeta po upływie dziewięciu lat od czasu świątecznych dni „w kozie” – na wspomnienia pobytu w klasztorze Bazylianów nałożyły się doświadczenia zesłania do Rosji, klęski powstania listopadowego i niepewności pierwszych miesięcy emigracji. Noc więziennej wigilii w „Dziadach” stanowi kontaminację wielu epizodów z czasu śledztwa Nowosilcowa. W rzeczywistości 24 grudnia 1823 roku w klasztorze Bazylianów nie było Tomasza Zana, Onufrego Pietraszkiewicza (w „Dziadach” – Jacek) ani Jana Jankowskiego – był za to Cyprian Janczewski, którego poeta czyni bohaterem opowiadania Jana Sobolewskiego o wywózce żmudzkich uczniów (z 8 marca 1824 roku). Mickiewicz, który w wigilię 1823 roku kończył 25 lat, wydarzenia tamtej nocy, rozpisane między I a IV sceną drezdeńskich „Dziadów”, uczynił poetyckim tłem i zarazem prologiem do wybrzmiewającej w V scenie dramatu historiozofii mesjanistycznej. Jedynym śladem pozwalającym niuansować początkowo wzniosły, a później buntowniczy nastrój panujący w „Celi Konrada”, jest informacja o „kilku butelkach” wina, które na więzienną wigilię przemyca Frejend i do których wypicia zachęca go „Kilku więźniów”. Pijąc wino (?), Jankowski śpiewa buntowniczą pieśń, rozpoczynającą się od słów „Mówcie jeśli wola czyja,/ Jezus Maryja”, na co z oburzeniem odpowiada mu „ponury poeta” Konrad, nie pozwalający „przy kielichu” bluźnić imieniu Maryi”. „Po winie” śpiewa też swoją pieśń Feliks.

To jasne, że „wierna pamiątka z historii litewskiej lat kilkunastu” reprezentuje wzniosły porządek poezji. Co jednak stałoby się, gdyby zapytać o prozę życia lat wileńsko-kowieńskich i o sposób, w jaki Mickiewicz i jego przyjaciele z Towarzystwa Filomatów zwykli świętować przypadające na dzień wigilii „Adamowe”?
Szczególnie wdzięcznym przedmiotem badań są świadectwa imieninowych fet, wydawanych na cześć Mickiewicza przez jego przyjaciół z Towarzystwa Filomatów. Źródła milczą na temat tego, jak (i czy) obchodzono „Adamowe” w latach 1815, 1816 i 1817. Dzięki materiałom zgromadzonym w Archiwum Filomatów i zebranym w „Kronice życia i twórczości Mickiewicza” wiadomo natomiast, że „hucznie i radośnie” celebrowano imieniny poety w roku 1818.

Tego roku Mickiewicz spędził Boże Narodzenie w Solecznikach Wielkich, u zaprzyjaźnionego księdza, Pawła Hrynaszkiewicza, „Adamowe” odbyły się zatem wyjątkowo w noc sylwestrową. Na zaskoczonego poetę czekał w oficynie wileńskiego pałacu Paca „transparencik”, na którym narysowano rzymską wagę obciążoną tytułami prac analizowanych przez Mickiewicza, „dwoje gieniuszków grających na fletniach” i umieszczono napis „oktawa”, wyjaśniający, dlaczego biesiada filomacka nie mogła się odbyć w dniu „święta Adamowego”.
Okolicznościowe jamby zadedykowane przyjacielowi czytali wówczas na przemian Tomasz Zan z Janem Czeczotem, pełniącym ponadto funkcję protokolanta uczty. To z jego notatek wynika, że „drugi kielich dodał Adamowi rezonu i większej śmiałości”, w związku z czym zaimprowizował następującą odpowiedź: „Słuchajcie! Adam zaczyna,/ Bo się dobrze napił wina,/ I coś wam powie…/ Wiwat, Towarzystwa zdrowie!/ Niech się mu tak szczęście uśmiecha/ I tak ciągle płynie,/Jak wąs umoczywszy w winie, Adam wychylił kielicha”.
W dalszej części wieczoru Czeczot odczytał „Wiersz dla Adama”, z którego warte przytoczenia są zwłaszcza przymówki dotyczące czczenia boga wina i płodności Bakchusa [Bacha]: „[…] Adamie, gdybyż ci ładna/ Z Bachem w łapkę wpadła Ewa,/ Nie wzięłażbyć chętka żadna/ Do zakazanego drzewa?// Oj wzięła i bardzo wzięła!/ Nie już ty pustelnik jaki;/ Wszak tłustego tłumacz dzieła, [ mowa o libertyńskiej „Dziewicy Orleańskiej” Voltaire’a – MM]/ Musisz znać rozkoszy krzaki”.

Wieczór zakończyły improwizacje Mickiewicza do wszystkich zebranych gości („Luba drużyno, przyjaciele mili,/ Jak się wesoło tu bawię!/ Dalibóg nie żal, żeśmy się spili,/ Dzybamy, jako żurawie”), Czeczota („Jakaż tu wina i mózgu strata!/ Janie! pamiętasz owe majówki?/ Wszak to już szóste mijają lata;/ My z tobą zawsze półgłówki!) i Zana („Natura między nami/ Wielką położyła miedzę:/ Zan trzeźwy pisze wierszami,/ A ja cedzę, a ja cedzę…//Lecz, gdy winem łeb naleję,/ Wiersz się składny wtenczas kupi…/ Zan milczy tak, jak głupi – /Adam, jak wulkan, zieje!// Dalibóg, tego zapał niebieski,/ Kto choć piany, kto choć piany,/ Leje zawsze rym dobrany,/ I z wąskiej nie zboczy deski”) oraz poetyckie wspomnienie pierwszej miłości, Johasi. To właśnie podczas obchodów „Adamowych” w roku 1818 filomaci odkryli Mickiewiczowski dar improwizowania, który będzie cechował również bohatera „Dziadów”. Czeczot w przywoływanym już protokole uczty objaśniał: „ Od tego czasu zaczyna się karyera Adamowej improwizacji, która zawsze po dwóch kielichach następuje, obfita najbardziej w tryolety śpiewane”.

„Adamowe” roku 1819 (połączone z „Tomaszowymi”) obchodzono już w wigilijną noc. Przyjaciele, pragnąc zrobić solenizantom niespodziankę, ukrywali charakter wieczoru: Tomaszowi mówili że szykują imieniny Adama, Adamowi – mieszkającemu już wówczas w Kownie – pisano, że to imieniny Zana. Przypuszcza się, na wigilijne spotkanie Mickiewicz przywiózł z Kowna dwie ballady: „To lubię” i „Do przyjaciół”.
Wśród wygłoszonych tamtego wieczora utworów dedykowanych poecie znajduje się m. in. napisany po białorusku wiersz Czeczota i również jego autorstwa śpiewane na głosy solistów i chóru „Powitanie Adama” („Otóż teraz pora sama/ Witać miłego Adama/ Są buteleczki w kąciku,/ W porządnym stawione szyku./ […] Fi, na sucho nie do rzeczy: /I zwyczaj powszechny przeczy/ I źle przyjmać przyjaciela,/ Gdy winko z butli nie strzela./ Bo kiedyż u licha pić,/ Kiedy w wesołości żyć?”), jamb Tomasza Zana (m.in. „O, ty wielki N. Adamie, o Adamie wielki,/ Którego łba nie zbiją najtwardsze butelki,/ Daj mi swojego żaru, i wdzięku i rymów…/ A ujrzysz nie jambików, lecz jambów olbrzymów!...”), przymawianie Onufrego Pietraszkiewicza dotyczące miłostek Mickiewicza czy „Igraszka po pijanemu” Teodora Łozińskiego.

Świątecznym akcentem „Adamowego” i „Tomaszowego” było również, obok śpiewania kolęd, wystawienie „krotochwili w dwóch aktach” pod tytułem „Apollo po kolędzie”, w której zgromadzeni pod wileńskim ratuszem olimpijscy bogowie, przebrani za kolędników (Apollo za księdza, Merkury – za organistę, muzy – za muzykantów), trafiają na filomacką wigilię. Tam zaś, podczas wspólnej hulanki, „podpiły” Mickiewicz śpiewa „Hej, radością oczy błysną”, a zachwycony Apollo, objawiając się poecie w prawdziwej postaci, dekoruje go wieńcem wawrzynu („Zbliż się do nas Adamie, za twój piękny śpiewek/ Warteś względu mojego i parnaskich dziewek […]”). Na koniec filomaci przysięgają wierność przyjaźni i miłość ojczyźnie.
Ten wieczór wspomniał po upływie pół wieku sędziwy Ignacy Domeyko: „Były szczególnie wesołe i zajmujące, a niekiedy do białego rana przeciągające się, nasze obchody imienin Zana, Jeżowskiego lub Adama, który na kucję przyjeżdżał z Kowna, i przyjmowaliśmy go sowicie […]. Na jedne ze swoich imienin […] przywiózł Adam swoję pieśń „Hej użyjmy żywota”, która to pieśń stała się potem uroczystą pieśnią nie tylko Filomatów, ale także Filaretów i Promienistych. […] Pan Onufry tymczasem przyrządzał herbatę, łakocie i dobył węgrzyna […]. Na jutrznię dzwoniono, kiedyśmy się rozeszli”. O wigilii 1819 roku pisał również w dzienniku prowadzonym w berlińskim areszcie Franciszek Malewski: „Na cztery lata przedtem był obchód imienin Adama, czara krążyła w koło, pieśni roznosiły radość, dłoń w przyjaznej rozgrzewała się dłoni, skinieniem był uścisk”.

O kolejnych wigiliach spędzanych w filomackim gronie wiadomo bardzo niewiele. W roku 1820 Mickiewicz przyjechał do Wilna dopiero w pierwszy dzień świąt i był wówczas „każdego sumptem koleją podejmowany”. Można sądzić, że spotkaniom nie towarzyszył tak radosny nastrój jak w latach ubiegłych – przyjaciele przygotowywali się bowiem, żeby poinformować poetę o niedawnej śmierci jego matki.
W roku 1821 Mickiewicz otrzymał zaproszenie do spędzenia świąt w Tuhanowiczach. Do swojego panieńskiego domu próbowała go zwabić, za pośrednictwem zaufanej przyjaciółki, hrabina Puttkamerowa, z którą od kilku miesięcy łączył go namiętny romans – poeta zdecydował się jednak pozostać w Wilnie. „Adamowe” nie odbyły się tym razem z powodu złego stanu zdrowia i psychiki poety. Kilka miesięcy później, pisząc IV cz. „Dziadów”, Mickiewicz obsadzi Marię w roli nieszczęśliwej miłości Gustawa – Maryli.

Wigilię roku 1822 przyjaciele filomaci spędzają znowu razem. Uprzedzając swój przyjazd do Wilna, Mickiewicz skarżył się na zły humor (spliny) i choroby. Obchody „Adamowego” odbyły się u zwanego „Szwaliżerem” Michała Rukiewicza, który specjalnie na tę okazję przyjechał do Wilna i ufundował imieninową kolację. Podczas tamtego wieczoru Aleksander (Oleś) Chodźko wystąpił prawdopodobnie z wierszem „Aleksander Adamowi” (rozpoczynającym się od słów: „A witajże nam hospodynie,/ Zawitaj duszom spragnionym roso!”). Można przypuszczać, że wówczas powstała pierwsza wersja Mickiewiczowskiej improwizacji „do Aleksandra Chodźki”, w której poeta porównuje „Olesia” do kolibra, a siebie do orła. Spisany tekst wersji ostatecznej, opatrzony informacją, że została wygłoszona w klasztorze Bazylianów w 1824 roku, Antoni Edward Odyniec podał do druku w „Dzienniku Warszawskim”. Zirytowany Mickiewicz łajał potem przyjaciela: „Mój Edwardzie, powinieneś był protestować się publicznie, że to apokryf; jakoż nie wierzę, abym, choć po winie, mógł tak nikczemne pisać wiersze, jakich tam jest kilka […]”. W ostatnie Boże Narodzenie spędzone na wolności Mickiewicz był, zdaniem przyjaciół, spokojny, ale „chimeryczny” – poeta „wyrywał i złocił zęby”, i przygotowywał do druku II tom „Poezyj” w którym znalazła się IV cz. „Dziadów”.
„Adamowe” roku 1823 spędził, jak już zostało powiedziane, w „przerobionym na więzienie stanu” klasztorze Bazylianów – na nic zdały się wystosowane do śledczych petycje kilku „znakomitych obywateli” Wilna, żeby wypuścić poetę na święta. Boże Narodzenie roku 1823, które duża część oskarżonych w procesie spędziła w uwięzieniu, filomaci obchodzili wspólnie w poczuciu jednoczącej wszystko przyjaźni – nawet jeśli fizycznie byli od siebie oddaleni murami klasztorów. W wileńskich więzieniach ożyło bowiem, zgodnie z relacjami wiezionych przyjaciół, życie filareckie.

Pisał Edward Massalski, więziony najpierw z Zanem w Turemnym Zamku, a potem przeniesiony do Karmelitów Ostrobramskich: „W dzień wszyscy byliśmy zamknięci, czytaliśmy dostarczane nam ukradkiem książki albo spali; lecz skoro zmierzchło i klasztor zamknięto, a straż nasza była już bezpieczna od wizyty oficerów, odmykały się wszystkie cele nasze, następowała uczta, gawęda i zabawa przez całą noc. Przychodziły deputacje z innych klasztorów, nie przez furtę, ale już przez bramę; my także chodziliśmy do nich, bo to wszystko ułatwiało się przez zaprzedane nam warty. Słowem, bawiliśmy się, jak chcieli, nawet w teatrze niektórzy bywali”.
Otto Ślizień, przetrzymywany początkowo u Dominikanów, wspominał, że niedługo po uwięzieniu dostrzegł w oknie przyjaciela, Aleksandra Chodźkę: „Postrzegłszy on mnie, uśmiechnął się, odskoczył szybko od okna i wnet się napowrót zjawił, trzymając w jednym ręku kawał szwajcarskiego sera, a w drugim flecik z butelką wina i, potrząsając szyderczo głową, jakby chciał powiedzieć „Kpię reszta ze wszystkiego”. Z kolei Odyniec, siedzący u Karmelitów, rozesłał do sąsiednich klasztorów napisaną przez siebie piosenkę, której pierwsza zwrotka brzmi: „Precz, precz od nas smutek wszelki,/ Zapal fajki, staw butelki,/ Niech wesoło,/ Z przyjacioły,/ Słodko płynie czas” – zgodnie z jego relacją, chóralne śpiewanie tej piosenki rozweselało uwięzionym czas „podczas wspólnych skromnych biesiad”.

Nastroje u Bazylianów relacjonował Ignacy Domeyko: „Północ była dla nas wschodem słońca; zbieraliśmy się w celi Adama i aż do świtu przepędzaliśmy noce na rozmowie cichej, ale nie smutnej”. 21 grudnia 1823 – w „Tomaszowe” – więźniowie klasztoru Franciszkanów (Jan Czeczot, Stefan Zan, Michał Rukiewicz, Aleksander Mickiewicz, Kazimierz Piasecki) „na hasło podbiegli do okien”, a wówczas Aleksander Mickiewicz odczytał wiersz Czeczota dedykowany Zanowi („Przemoc duszy nie złamie,/ mur nas nie rozdzieli./ Śmiercią się chyba samą skończy przyjaźń nasza/ W miejsce radości męstwo niechaj z oczu strzeli/ Gdy pijem dzisiaj zdrowie kolegi Tomasza!”). Według relacji Kazimierza Piaseckiego, następnie każdy z nich, „wznosząc za okno kielichy z winem”, powiedział „Zdrowie najmilszego z naszych przyjaciół! Niech żyje i będzie szczęśliwy!”. A z okazji święta Mickiewicza koledzy wysłali mu gryps z pozdrowieniami od „całej osady kozy franciszkańskiej”.
Prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy, jak w rzeczywistości obchodzono „Adamowe” w „Celi Konrada” – Ignacy Domeyko zapisał tylko, że „W tej celi […] z jutrzni w noc Bożego Narodzenia dochodziła nas przy wtórowaniu dalekiego organu przytłumiona pieśń «Przybieżeli pastuszkowie», która to pieśń przenosiła nas w progi domowe […]”.









