Naujienų srautas

Wiadomości2023.12.27 10:00

Warsaw Calling. Narodowe zabawy i spory

Maria Makaruk, LRT.lt 2023.12.27 10:00

Na „Chłopów” – polskiego kandydata do Oscara w kategorii najlepszego filmu międzynarodowego, zdecydowałam się pójść w ostatniej chwili, wiedziona bardziej przekorą niż autentyczną potrzebą. 

Nie przepadam za estetyką młodopolską, powieść Reymonta jednak doceniam, choć – przyznaję – nie czytałam jej od czasu studiów. Pomysł stworzenia kolejnej, po „Moim Vincencie”, animacji poklatkowej, angażującej ponad setkę malarek i malarzy, wzbudzał moją ciekawość, do filmu zniechęcała mnie jednak skutecznie fala krytyki, przetaczająca się od dnia premiery filmu przez polskie media. Z kolejnych recenzji – ale także wypowiedzi półprywatnych publikowanych w mediach społecznościowych – można było wyczytać przede wszystkim, czym film nie jest i jakich oczekiwań nie spełnia. Zarzuty dotyczyły wielu spraw, wśród nich dominowały jednak kwestia braku odniesień do dokonanego w badaniach ostatnich lat zwrotu ludowego, przekłamań i nieścisłości etnograficznych i nierealistycznego obrazu życia wsi. Krytykowano język i wygląd aktorów (zbyt powierzchowna stylizacja gwarowa, zbyt współczesny kanon urody), brak sproblematyzowania wykorzystywanych cytatów malarskich i niewystarczające zaakcentowanie sprawy kobiecej. Zarzuty dotyczyły również gry aktorskiej, konstrukcji scenariusza i wreszcie uchybień w technice animacji.

Do zmiany stanowiska skłoniła mnie analogiczna, choć znacznie bardziej spolaryzowana dyskusja dotycząca komediowego serialu Netflixa pt. „1670”. W tym przypadku polemika, początkowo skupiona wokół zagadnienia, kogo serial śmieszy, a kogo irytuje, nabrała w błyskawicznym tempie cech narodowej debaty. Kiedy w ruch poszły argumenty, dotyczące klasowego uwikłania bardziej lub mniej właściwych rodzajów polskiego śmiechu, jasne stało się dla mnie podobieństwo strategii krytycznych stosowanych wobec obu produkcji. Obejrzenie „Chłopów” potraktowałam zatem jako odrobienie pracy domowej, mającej na celu wyrobienie sobie własnego, niezależnego od głosów krytycznych, zdania na ich temat. Jak się potem okazało, wybrałam się do kina w dniu, kiedy na stronie Akademii opublikowano tzw. shortlistę (tytuły filmów mających szansę na zdobycie Oscara), na której polska produkcja nie została uwzględniona. Do drużyny „Chłopów” dołączyłam zatem niczym Rhett Butler, który zdecydował się zaciągnąć do wojska, kiedy sprawa Południa była już przegrana. Nie żałowałam tej decyzji ani przez moment.

Bo „Chłopi” – wedle scenariusza i w reżyserii DK i Hugh Welchmanów – to bardzo sprawnie i z ogromnym rozmachem zrealizowany film, któremu bliżej jest do estetyzowanej baśni niż realistycznej czy naturalistycznej powieści. Zaproponowana przez realizatorów konwencja malarska, ożywiająca w kolejnych kadrach sztandarowe młodopolskie obrazy, wprowadza umowność, pozwalającą na zawieszenie praw obowiązujących w literackim oryginale. Bardzo spójna jest z nią warstwa muzyczna filmu, oparta na czerpiącym z motywów ludowych, ale jak najbardziej współczesnym etno-folku, skomponowana przez Łukasza Rostkowskiego (L.U.C.).

Z wielu wątków powieści Reymonta twórcy filmu wybrali niemalże wyłącznie opowieść o pięknej Jagnie (Kamila Urzędowska), wydanej, wbrew uczuciom, za majętnego wdowca, Borynę (Mirosław Baka). Wszystkie pozostałe kwestie: stosunki panujące we wsi, wojna o las z ludźmi dziedzica, splot roku liturgicznego i kalendarzowego, prezentacja wiejskich obyczajów i obrzędów schodzą wobec głównej historii na dalszy plan, gdzieniegdzie tylko ją uzupełniając i kontekstowo naświetlając. Dzieje filmowej Jagny – dziewczyny, którą na tle lipeckich kobiet wyróżnia szczególna wrażliwość wobec świata przyrody i potrzeba upiększania świata wokół siebie – stanowią proces postępującego uprzedmiotowienia bohaterki. Wola Jagny nie jest brana pod uwagę nie tylko przez łasą na Borynowe morgi matkę (Ewa Kasprzyk) i dobijających w imieniu przyszłego małżonka targu swatów, lecz także przez pozostałych mieszkańców wioski. Uroda i pełna rezygnacji bierność dziewczyny wyzwala w mężczyznach poczucie bezkarnego sięgania po nią jak po swoją własność, osaczania jej, co bardzo trafnie wydobywa perspektywa kamera. Widać to znakomicie w scenie wesela, podczas którego mężczyźni wlewają w Jagnę kolejne kieliszki wódki i przekazują ją sobie z rąk do rąk. Figury tańca nie pozostawiają wątpliwości, po czyjej stronie jest siła i władza. Prawa do Jagny roszczą sobie poza Boryną jego syn i zarazem kochanek dziewczyny Antek (Robert Gularczyk), wójt (Andrzej Konopka) i Kowal (Cezary Łukaszewicz), na jej urok nie pozostaje obojętny młody kleryk Jasio. Nawet Mateusz (świetny Mateusz Rusin), który jako jeden z nielicznych stanie w obronie dziewczyny, na początku fabrykuje plotki o łączących ich erotycznych przygodach. Zazdrość o Jagnę wyzwala także demony w kobietach – to one ostatecznie doprowadzą do brutalnego samosądu nad bezbronną dziewczyną i obsadzenia jej w roli Lipieckiego kozła ofiarnego. Przewodzić wściekłej gromadzie będzie organiścina (Małgorzata Kożuchowska), co stanowi wymowny komentarz do roli kościoła w wiejskiej wspólnocie. Malarska estetyka filmu, nawet jeśli stroni od scen naturalistycznych (nie ma w filmie obrazów chłopskiej nędzy ani okrutnej śmierci parobka Kuby), paradoksalnie wzmacnia jeszcze sensy opowieści o bronieniu kobietom prawa do głosu i sprawczości. Brutalnie dowodzi tego nieobecna w powieści scena gwałtu, którego dokonuje na Jagnie odtrącony przez nią Antek. Jakkolwiek charakter i rozbuchana seksualność Reymontowskiej bohaterki dalekie są od postaci stworzonej przez Kamilę Urzędowską, która gra raczej wycofaną ze wspólnoty, nadwrażliwą outsaiderkę, pozwala to na interpretację zakończenia bliższą być może oczekiwaniom współczesnych odbiorców. Sponiewierana przez mieszkańców wioski Jagusia podnosi się w finale filmu i rusza przed siebie, proponując być może alternatywę dla powieściowego sądu, że nie ma życia poza obrębem gromady.

Jestem daleka od twierdzenia, że film Welchmanów jest arcydziełem. Poszczególne rozwiązania bywają lepsze lub gorsze, mniej czy bardziej trafne. Myślę jednak, że autorom udało się zrealizować interesujący i dobrze zagrany film, z wartymi zapamiętania drugoplanowymi rolami kobiet: Jagustynki (Dorota Stalińska), Hanki (Sonia Mietielica), Wójtowej (Sonia Bohosiewicz). „Chłopi” Welchmanów nie stanowią rzecz jasna studium życia polskiej wsi schyłku XIX wieku, dzięki temu być może mają jednak szansę trafić zarówno do niepolskiej publiczności (argument, który zawodzi przy próbach umiędzynarodowienia większej części polskiej klasyki), jak i do współczesnych młodych widzów, wychowywanych na innych lekturach i w innym świecie. Zgoda, w tej interpretacji trudno mówić o łączącej elementy realizmu, naturalizmu, impresjonizmu i symbolizmu epopei chłopskiej, której wartości do dzisiejszego dnia wpaja się coraz mniej z tego rozumiejącym nastolatkom. Twórcy filmu stworzyli filmowy ekwiwalent klasycznej powieści dopasowany do wrażliwości współczesnych widzów – co nie miałoby szans powodzenia, gdyby trzymać się ściśle oryginału (o próbach wiernej rekonstrukcji folkloru nie wspominając). Uchybienia w warstwie realistycznej z nawiązką nadrabiają malarskość i muzyczność, korespondujące z estetyką młodopolską. Powtórzę raz jeszcze – jest to możliwe dzięki umowności, płynącej z obranej konwencji, co filmowym „Chłopom”, moim zdaniem, bynajmniej nie szkodzi, choć nie kryterium wierności Reymontowi jest tu najważniejsze. Postać pisarza pojawia się zresztą na moment w filmie: Reymont siedzi w rogu karczmy, z notatnikiem – niczym Stanisław Wyspiański z Boyowskiej „Plotki o „Weselu” . To mrugniecie okiem do widzów sygnalizuje, że film nie udaje czegoś czym nie jest – i w tym sensie nagonka na „Chłopów” jest jak wymierzona kulą w płot. O gustach się nie dyskutuje – sądzę jednak, że warto zobaczyć ten film na dużym ekranie.

Maria Makaruk - literaturoznawczyni i teatrolożka. Pracuje w Zakładzie Literatury Romantyzmu Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z Wydziałem Wiedzy o Teatrze i Wydziałem Reżyserii Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Interesuje się historią literatury romantyzmu, dziejami inscenizacji dramatu romantycznego a także literaturą i kulturą litewską.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane