Naujienų srautas

Wiadomości2024.10.24 08:14

Bałkany w cieniu wojny w Ukrainie. Jak Serbia lawiruje między propagandą a populizmem?

Evelina Knutovič, LRT.lt 2024.10.24 08:14

W związku z wojną w Ukrainie i nieustającymi napięciami w relacjach kosowsko-serbskich zwiększyło się zainteresowanie regionem Bałkanów Zachodnich. Z drugiej strony, perspektywy zbliżenia z Zachodem, szczególnie w przypadku Serbii, są bardzo mgliste. Ideę członkostwa w NATO odrzuca zdecydowana większość społeczeństwa, a proces integracji z UE postępuje wyjątkowo wolno. Kraj utrzymuje bliskie relacje polityczne i gospodarcze z Rosją, będąc jej kluczowym sojusznikiem na Bałkanach. Tymczasem w zestawieniu wolności prasy Reporterów bez Granic za 2021 r. Serbia zajęła 93. miejsce na świecie – bezpośrednio za Węgrami. Jak się zmienia percepcja regionu w kontekście wojny w Ukrainie? O tym LRT.lt rozmawia z Nikodemem Szczygłowskim, podróżnikiem, pisarzem, eseistą i tłumaczem.

Pan niemało pisze o Bałkanach. Jaka jest percepcja tego regionu wśród Polaków?

Na początku ustalmy definicję tego, o czym mówimy, bo z tym jest największy problem. Większość ludzi podchodzi do tematu stereotypowo. Czy Rumunia to wciąż Bałkany czy już nie? Taka Grecja, moim zdaniem, jest esencją Bałkanów, ale dyskusja na ten temat wciąż trwa. Najczęściej temat Bałkanów sprowadza się do byłej Jugosławii, ale trzeba pamiętać, że nie są to wyłącznie kraje tego regionu, ale również Albania czy Bułgaria. Czy należy włączyć Słowenię? Przykładowo, w samej Chorwacji wciąż trwają dyskusje, czy ten kraj jest częścią Bałkanów czy nie.

Zakładając, że definicją są kraje byłej Jugosławii, percepcja jest dwojaka. Z jednej strony, ludziom się wydaje, że coś wiedzą na ten temat, bo jeżdżą na wczasy do Chorwacji. Niektórzy mają za sobą jakieś lektury czy filmy znanych reżyserów, na przykład, Emira Kusturicy. Ten obraz jest wyjątkowo wykrzywiony poprzez daleko posuniętą stereotypizację. Często mamy do czynienia z taką sytuacją, gdy się okazuje, iż człowiek często nie ma nic do powiedzenia, jeśli chodzi o konkrety.

Pan mówi o stereotypizacji. Czy na przeciągu lat się zmienia?

Zdanie zwykłego obywatela różni się od analizy think-tanków. Osobiście nie dostrzegam zmian w tym kierunku, mimo, że na język polski tłumaczy się sporo literatury z krajów byłej Jugosławii. Literatura jest bardzo dobrym kluczem do zrozumienia esencji kultury narodu - czym żyje, jakie ma dążenia, jak się określa. Wystarczy przeczytać książkę, wyciągnąć wnioski i zadanie kolejnych pytań na podstawie tej lektury. Niestety, wrażenia wyłącznie z podróży nie sprawiają, że wiedza stereotypowa staje się bardziej rzetelna.

Nie mogę nie zapytać o to, jakie książki Pan by polecił.

Bardziej się interesuję literaturą słoweńską, jestem tłumaczem z tego języka, więc nie będę do końca obiektywny. Na początek poleciłbym znanego słoweńskiego pisarza Gorana Vojnovića i jego wspaniałą powieść „Moja Jugosławia“, która jest esencją tematu – napisana z perspektywy Słoweńca, który nie jest do końca Słoweńcem. Opowiadana jest historia percepcji Jugosławii - kraju, którego już nie zostało.

Bardzo polecam też utwory chorwackiego pisarza Miljenko Jergovića, który porusza tematy trudne i niewygodne, dotyczące tożsamości Chorwatów. Dużo też pisze o Bośni i Sarajewie. Oczywiście, znanych pisarzy jest znacznie więcej. Jest to bogaty dorobek, który jest często tłumaczony na polski. Trzeba wyłącznie trochę wysiłku, by przejrzeć ofertę.

Polityka krajów bałkańskich, szczególnie Serbii, w kontekście wojny w Ukrainie jest często uznawana za kontrowersyjną. Jaka wizja polityczna jednoczy kraje regionu?

Nie ma wspólnej wizji czy polityki jako takiej. Kraje regionu nie stanowią jakiegoś monolitu. Po jednej stronie mamy takie kraje, jak Chorwacja i Słowenia, które są w Unii Europejskiej. Dodatkowo mamy Czarnogórę, Macedonię Północną i Albanię w NATO. Serbia oraz Bośnia i Hercegowina aspirują do członkostwa w UE, ale nie do NATO. Więcej zatem te kraje dzieli niż łączy.

Wspólnym mianownikiem może być miejscami dosyć daleko posunięty antyamerykanizm, odczuwalny w społeczeństwach tych krajów. Najbardziej dotyczy to Serbii i Bośni, zwłaszcza w serbskiej części federacji, tak zwanej Republice Serbskiej. W mniejszym zakresie dotyczy to Macedonii Północnej, w jeszcze mniejszym - Albanii i Kosowie. Bierze się to z wykrzywionej percepcji wojen, które towarzyszyły rozpadowi Jugosławii, zwłaszcza ostatniej fazy, kiedy wojna objęła tereny Serbii i Kosowa.

Znaczna część Serbów mieszkających w regionie obarcza Stany Zjednoczone oraz szeroko rozumianą społeczność Zachodu odpowiedzialnością za niepowodzenia wojenne i bombardowania kraju przez NATO w 1999 r. Jednocześnie nie są podejmowane próby refleksji na temat tego, co tak naprawdę się wydarzyło, szczególnie w jeżeli chodzi o Chorwację i Bośnię przed 1999 r.

Serbia jest tematem-rzeką, ponieważ reżim, jaki istnieje w tym kraju, ukształtowany przez Aleksandara Vučića, jest reżimem hybrydowym i ma bardzo wiele twarzy. Podam krótki, ale ciekawy przykład. Reżim Vučića opiera się na przejmowaniu mediów prywatnych i szerzenie propagandy poprzez kanały popularne, a nie przez media publiczne i państwowe. Paradoksalnie, najbardziej obiektywną telewizją w Serbii jest nadawca państwowy RTS, który też ma najmniejsze zasięgi. Najbardziej popularną telewizją, która najchętniej szerzy reżimową propagandę, jest Pink TV. Jest to stacja muzyczna, która transmituje popularny gatunek muzyczny zwany turbofolkiem, a między wierszami przemyca treści polityczne.

Skoro Pan wspomniał o mediach - jak w tych stacjach jest pokazywana wojna w Ukrainie?

W Serbii przeważa narracja, że jest to wojna, którą Zachód prowadzi przeciwko Rosji, a Ukraina w ogóle nie jest jej podmiotem, tylko polem, na którym się odbywa ta wielka zagrywka. W tej chwili mało kto neguje istnienie wojny i to, że stanowi nieszczęście, powodujące kolejne ofiary. Największa różnica jest taka, że Ukraina jest pomijana jako podmiot. Nawet jeśli mówi się o tym, że Rosja jest agresorem, Ukraina w dalszym ciągu nie jest traktowana jako „godny“ przeciwnik.

Z drugiej strony, należy zwrócić uwagę na bardzo ciekawy fenomen, jakim jest coraz większa obecność Rosjan w Serbii. Doprowadza do bardzo ciekawej konfrontacji. Wcześniej Rosjanie w Serbii nie byli obecni i nie było specjalnych kontaktów między narodami. Serbia nie jest krajem turystycznym, więc Rosjanie nie przyjeżdżali nawet na wakacje. Teraz Serbia jest jednym z niewielu krajów w Europie, dokąd Rosjanie mogą bez problemu wjechać, nabyć nieruchomości i przenieść swój biznes. Ten kraj pozwala zatem na kontakt z Zachodem. W taki sposób Serbia stała się bardzo atrakcyjna, co doprowadziło do pewnego zderzenia dwóch kultur. O ile wcześniej serbska i rosyjska propaganda mówiły o tym, że chodzi o współpracę bardzo bliskich narodów, teraz dochodzi do konfrontacji tych haseł. Okazało się, że języki nie są tak podobne, a Rosjanie nie czują się zainteresowani poznaniem serbskiej kultury. Dążą wyłącznie do tworzenia własnych mikrospołeczności. Serbowie z kolei również nie potrafią wejść z nimi w bliższy kontakt, ponieważ nie rozumieją rosyjskiego i tak naprawdę nie mają wspólnych interesów. Konfrontacja propagandy z rzeczywistością stwarza bardzo ciekawy dyskurs.

Głosy o tym, że rządy Vučića właściwie są dyktaturą, brzmią raczej w sposób nieśmiały. Czy oznacza to, że Zachód zapomniał o Serbii?

To palący temat, zwłaszcza dla serbskiej opozycji. Wielu działaczy opozycji jest zdania, że Zachód wspiera reżim Vučića, bo nie widzi teraz żadnej alternatywy i dla nich jest on przysłowiowym „mniejszym złem“. Gdyby Vučića nie było, rzekomo wtedy miałby się pojawić ktoś rzeczywiście prorosyjski lub prochiński.

Pamiętajmy, że w tym kraju są bardzo silne wpływy chińskie. W odróżnieniu od Rosji, chodzi o realia. O ile Rosja jest bardziej hasłowa i rosyjskie wpływy tam rzeczywiście istnieją, są one znacznie słabsze niż przed wojną. Tymczasem wpływ Chin jest o wiele bardziej realny.

Przedłużające się masowe protesty w Belgradzie, dotyczące kopalni Rio Tinto (protestujący obawiają się, że wydobycie i przetwarzanie metalu niezbędnego do produkcji baterii spowoduje zanieczyszczenie środowiska – LRT.lt) są świadectwem tego, jak społeczeństwo postrzega Vučića i jak traktuje go Zachód. Zdaniem wielu Serbów opozycyjnych wobec reżimu, Vučić jest potrzebny Zachodowi jako polityk utrzymujący „stabilność“ w regionie. Za to otrzymuje poparcie, które legitymizuje jego władzę.

Vučić próbuje grać na kilku frontach. Chce się pozycjonować na niezależnego gracza, który z jednej strony może prowadzić rozmowy z Chinami, z drugiej - z UE, z trzeciej - z Rosją. Jednak ta narracja nie jest prawdziwa, choć czasami się sprawdza. Vučić doprowadził do tego, że wewnątrz kraju powstało wiele małych partii. Narracja kierowanej przez niego Serbskiej Partii Postępowej (SNS) wydaje się być rzeczywiście stonowana, bo reszta ugrupowań na jej tle wygląda na jeszcze bardziej radykalnych. W taki sposób Vučić może powtarzać, że po jego potencjalnym odejściu może dojść do przejęcia władzy przez jeszcze groźniejsze grupy.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme