Premier Polski Donald Tusk ogłosił o aresztowaniu dziewięciu osób podejrzanych o popełnienie na polecenie służb rosyjskich różnych czynów karalnych. Według niego, Litwa znajduje się na liście krajów, które mogą być celem sabotażystów. Dowodem tego ma być pożar w centrum handlowym Ikea. Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, w rozmowie LRT.lt przyznaje, że część winy leży po stronie polskich władz - poprzedni rząd miał zrujnować dobrze działający system wywiadowczy. Brakuje też odpowiedniego poziomu współpracy międzynarodowej i międzyinstytucjonalnej.
Donald Tusk stwierdził, że przyczyną ataków sabotażowych było to, iż „nie było w pełni kontroli nad tym, co się dzieje na terytorium Polski“. Czy można się z tym zgodzić?
Przez ostatnie osiem lat w Polsce służby bezpieczeństwa nie były właściwie ukierunkowane. Mówię z bólem serca - poprzedni rząd zlikwidował wiele delegatur Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), zmniejszyła się też liczba funkcjonariuszy ABW. Jednocześnie wyrzucono z niej starszych i bardziej doświadczonych oficerów, którzy mogli rozpracowywać odpowiednią strategię.
Poprzedni rząd nie do końca zrozumiał, o jakie zagrożenie chodzi. Jesteśmy w stanie zimnej wojny w wersji 2.0 i niestety, konflikt z Rosją trochę potrwa. Dzisiaj z nieco większą świadomością ten fakt dociera również do obywateli - nie tylko Polski.

Jakie zatem działania muszą być przeprowadzone? Jasne, że teraz służby bezpieczeństwa się zmobilizują.
Jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego, należy wzmocnić służby wywiadu i kontrwywiadu, a także ocenić ryzyka działań sabotażowych na terenie Polski i generalnie Europy. Sprawa nie dotyczy wyłącznie Polski. Jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją i trzeba to sobie uświadomić.
Na szczęście, nasz kraj jest znowu po właściwej stronie świata, czyli zachodniej i tego powinniśmy pilnować. Przez ostatnie lata polityka była taka, jaka była. Niestety, wroga upatrywano w Unii Europejskiej. Można tam mieć rywali, jak też dbać o interesy krajowe, ale wróg jest tylko jeden i znajduje się na Wschodzie. Abyśmy nie musieli doświadczać tego, co Ukraina, musimy być na to przygotowani.

Jakie zatem wpływy może posiadać Kreml, skoro może organizować podobne akcje sabotażowe?
Duże. Mówmy szczerze - na Zachodzie nie zweryfikowano wszystkich działań rosyjskich. Agentura rosyjska w UE jest bardzo mocna, wykorzystuje m.in. pieniądze ze sprzedaży paliw kopalnych. O ile się wydawało, że służby zostały nieco rozbite po wybuchu wojny w Ukrainie, niestety, po dwóch latach wojny widzimy, że Rosjanie odrobili lekcje i działają w sposób zorganizowany. Przeszli do kolejnej fazy wojny hybrydowej - akcji destabilizujących w różnych częściach Europy. Rosjanie chcą upiec kilka pieczyw na jednym ogniu.
Dzisiaj mówi się głównie o podpaleniach. Jakie inne sposoby mogą być prowadzone? Czego możemy się spodziewać?
Największym zagrożeniem są ataki cybernetyczne. Poza podpaleniami, mogą być też wybuchy, zakłócenia ruchu transportowego, manifestacje grup protestujących w sposób agresywny. W końcu, mogą to być zamachy terrorystyczne - wykonywane niekoniecznie rękami Rosjan. W Polsce mogą mieć miejsce również ataki na infrastrukturę krytyczną, związaną z węzłami kolejowymi. Będą również ataki związane z ochroną środowiska: niebezpieczne wycieki substancji, podpalenia wysypisk i składowisk śmieci oraz substancji chemicznych.

Z kolei wczoraj pojawiła się wypowiedź generała Piotra Pytela, który stwierdził, że Rosja może planować zabójstwo polskiego premiera. Czy musimy się bać takich słów?
Jeżeli w opinii publicznej pojawiają się takie zdania, oznacza to, że są sygnały o takiej możliwości. Weźmy przykład zamachu na słowackiego premiera Roberta Fico. Jeżeli się okaże, że sprawca nie dokonał go samodzielnie, tylko został kimś zainspirowany, będzie to doskonale się wpisywało w wachlarz działań hybrydowych, przygotowujących grunt pod wojnę konwencjonalną. Każdy podobny zamach destabilizuje sytuację wewnętrzną i tworzy dodatkowe podziały. Idealnie pasuje do polityki reżimu putinowskiego.
Czy tzw. komisja ds. zbadania wpływów rosyjskich może pomóc w zapobieganiu sabotażowi i atakom?
Nie. Niestety, obawiam się, że tak naprawdę jest to działanie mocno polityczne i trochę granie pod publikę. Zakładam, że lepsza jest kwestia prowadzenia służb na właściwe tory, odbudowa struktur, a jednocześnie działania bardziej skoncentrowane na wymianę informacji pomiędzy służbami międzynarodowymi. Po zamachach terrorystycznych we Francji rozbito siatki terrorystyczne. Dzisiaj w ramach UE musimy znowu zacieśnić współpracę. Aby tak się stało, do wszystkich krajów europejskich musi dotrzeć, że wojna hybrydowa nadal trwa. Rosjanie nie będą przebierać w środkach.

Wojna rosyjsko-ukraińska dotyczy głównie nas. Reżim putinowski od kilkunastu lat ma plan odbudowy imperium sowieckiego. Ukraina jest wyłącznie celem pośrednim. Plany są znacznie ambitniejsze. Putin będzie próbował za wszelką cenę zdobyć taką przewagę, aby móc połączyć obwód królewiecki z Rosją poprzez ląd. Może to zrobić wyłącznie anektując kraje bałtyckie i kawałek Polski oraz przebijając się przesmykiem suwalskim na Białoruś. Będzie też prowadził dalsze działania integracyjne Rosji z Białorusią, aby przestała być niezależnym państwem. Ma zostać po prostu jednym z obwodów Federacji Rosyjskiej.
Wiem, że brzmi to trochę jak fantasmagoria czy paranoja. Trudno zrozumieć, ale to, co brzmi niedorzecznie, w tym wypadku jest prawdą. Działania, których dokonują Rosjanie, wojna w Ukrainie są tego żywym przykładem.
Tusk zapowiedział powstanie projektu „Tarcza Wschód“. Jak ma pomóc w odstraszaniu przeciwnika?
Jest to analiza potencjałów. Czy agresor jest silniejszy od tego, kto zostanie napadnięty? To może niech ten, któremu grozi niebezpieczeństwo, będzie miał większy potencjał obronny niż atakujący.

Dziś już nikt nie zaprzeczy, że budowa muru na granicy z Białorusią była decyzją słuszną. Dziwię się tylko, że podobne ogrodzenie Polska nie wybudowała na granicy z obwodem królewieckim. Dzisiaj wiemy, że przerzut imigrantów przez granicę jest elementem wojny hybrydowej. Potrzebne jest też powstanie fortyfikacji stricte wojskowych uniemożliwiających działania operacyjne wojsk rosyjskich w przypadku ewentualnej agresji. Czy podobny atak kiedyś nastąpi? Oby nie. Jednak zapewnienie uzbrojenia i fortyfikacji jest elementem, który może odstraszyć potencjalnego agresora. Przejście drogą lądową przez granicę kosztowałoby wtedy zbyt wiele.
W tym czasie Zachodnia Europa powinna myśleć o zwiększeniu pomocy dla Ukrainy. To Ukraińcy najlepiej rozbrajają armię rosyjską. Jednocześnie mają zadbać o to, żeby odciąć jak najwięcej pieniędzy z budżetu Rosji. Każde uzbrojenie i działanie wojskowe (a słyszymy nawet o 17 proc. PKB Rosji przekazywanych na wojsko) może mocno dotknąć Rosję. Europa naprawdę jest w stanie zrobić bardzo dużo. Putin potrzebuje olbrzymiej ilości pieniędzy. Zapasy powoli się kończą i warto z tej sytuacji skorzystać. Gdy będzie upadała rosyjska gospodarka, zwykli obywatele szybciej odczują kłopoty wynikające z barbarzyńskiej wojny wobec Ukraińców i głupich planów odbudowy Związku Sowieckiego.







