Prezydent Polski Andrzej Duda zapowiedział spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem dotyczące ewentualnego rozlokowania broni nuklearnej w Polsce. Z kolei Tusk podkreślił, że podobna dyskusja jest potrzebna, gdyż musiałby „dobrze zrozumieć intencje pana prezydenta”. - W Polsce panuje zgoda co do tego, że odstraszanie Rosji należy wzmacniać. Wydaje mi się, że problemem jest nie samo stanowisko Polski, ale istniejący opór w Sojuszu - twierdzi w rozmowie LRT.lt Artur Kacprzyk, analityk z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Premier Polski Donald Tusk oznajmił, że potrzebuje dyskusji z Andrzejem Dudą w związku z jego deklaracją ws. rozlokowania broni nuklearnej w Polsce. - Chciałbym, aby ewentualne inicjatywy były bardzo dobrze przygotowane i żebyśmy mieli wszyscy przekonanie, że tego chcemy - podkreślił premier.
Polityk dodał, że bardzo mu zależy na bezpieczeństwie Polski i odpowiednim uzbrojeniu kraju.
LRT.lt przypomina, że Andrzej Duda oświadczył w poniedziałek, że Warszawa jest gotowa przyjąć broń nuklearną, jeśli NATO zdecyduje się ją rozmieścić ze względu na gromadzenie się wojsk Rosji na Białorusi i w Królewcu.
Czytaj również
O perspektywach rozmieszczenia broni nuklearnej w Polsce LRT.lt rozmawia z Arturem Kacprzykiem, analitykiem z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Prezydent Polski Andrzej Duda powiedział w poniedziałek, że Warszawa jest gotowa przyjąć broń nuklearną, jeśli NATO zdecyduje się ją tam rozmieścić. Czy jest to strategicznie możliwe?
Z technicznego punktu widzenia, to by było wykonalne. Oczywiście, wymagałoby budowy odpowiedniej infrastruktury w bazach lotniczych, które miałyby taką broń przyjąć.
Z politycznego punktu widzenia widać pewną różnicę zdań między prezydentem Dudą a rządem. Rząd nie mówi „nie“, ale istnieje różnica poglądów, jak należy o tym rozmawiać z sojusznikami i w samej Polsce. Pojawiają się sygnały, że o kwestii tej należy mówić mniej publicznie, a bardziej za zamkniętymi drzwiami. W Polsce panuje zgoda co do tego, że odstraszanie Rosji należy wzmacniać. Natomiast nuklearny wymiar odstraszania jest tym najbardziej kontrowersyjnym w NATO. Jest to też kwestia kontrowersyjna dla części polskiego społeczeństwa, choć trzeba zaznaczyć, że ponad 50 proc. mieszkańców w sondzie z października 2022 r. opowiedziała się za dołączeniem do programu Nuclear Sharing i stacjonowaniem amerykańskiej broni jądrowej w Polsce. Wydaje mi się, że problemem jest nie samo stanowisko Polski, ale istniejący opór w Sojuszu.

Porozmawiajmy zatem o kontrowersjach. Jakie są główne obawy?
Część sojuszników zakłada, że skoro odstraszanie nuklearne działa teraz, gdy Rosja nie atakuje państw NATO, a tym bardziej, nie wykorzystuje w tym celu broni jądrowej, to jego dalsze wzmacnianie za pomocą rozmieszczenia głowic jądrowych na wschodniej flance nie jest niezbędne. Jednocześnie część państw NATO uważa, że taka decyzja doprowadziłaby do wzrostu napięć z Rosją. Są to jednak argumenty wadliwe z wielu względów. Po pierwsze, od dawna widzimy, że Rosji nie trzeba do niczego prowokować - rozbudowuje ona arsenał nuklearny i grozi bronią atomową państwom NATO. Ogłosiła też rozmieszczenie broni jądrowej bliżej naszych granic, czyli na Białorusi. I to mimo tego, że NATO samo się ogranicza, bo modernizuje swoje siły nuklearne, ale nie rozmieszcza dodatkowych sił na wschodniej flance czy w ogóle w Europie.
To, że odstraszanie działa teraz, nie oznacza, że tak będzie zawsze. Trzeba dostrzec to, że Rosja najwyraźniej traktuje odstraszanie jako wiarygodne. Ale trzeba też pamiętać, że Kreml przez cały czas testuje NATO. Istnieje niebezpieczeństwo, że w przyszłości rosyjska ocena wiarygodności NATO się zmieni. Włączenie Polski do Nuclear Sharing byłoby wyraźnym sygnałem o determinacji do obrony przed Rosją.
Czynników, które mogłyby zmienić rosyjskie postrzeganie wiarygodności Sojuszu jest kilka, m.in., to, jak zakończy się wojna w Ukrainie. Potencjalne zwycięstwo Rosji mogłoby ją zachęcić do dalszych agresywnych działań. Uwaga amerykańska może jeszcze bardziej się skupić na Indo-Pacyfiku, gdzie w dłuższym terminie istnieje możliwość wybuchu wojny chińsko-amerykańskiej. Jej rozpoczęcie Rosja mogłaby odczytać jako odciągnięcie uwagi USA od Europy, w tym wschodniej flanki. Z tych powodów wzmocnienie sił nuklearnych NATO w Europie jest wskazane.

Jak z kolei jest z Polską? Czy rzeczywiście będzie mogła czuć się bezpieczniej?
Pojawiają się argumenty, że rozmieszczenie broni jądrowej na terytorium Polski osłabiłoby jej bezpieczeństwo sprawiając, że sama stanie się celem. Należy jednak pamiętać, że Polska jak i inne kraje wschodniej flanki NATO w przypadku wybuchu potencjalnego konfliktu są już takim celem. Gdyby Rosja przegrywała wojnę konwencjonalną, mogłaby użyć broni jądrowej, by uniknąć porażki i spróbować wymusić na NATO zakończenie walk. Celami w Polsce mogłyby być polskie i sojusznicze wojska konwencjonalne, czy infrastruktura służąca do przerzutu żołnierzy do państw bałtyckich.
Rozszerzenie Nuclear Sharing byłoby silnym sygnałem politycznym, wysłanym w stronę Moskwy, jak też dawałoby dodatkowe możliwości użycia broni jądrowej w odpowiedzi na rosyjski atak nuklearny. Im więcej baz nuklearnych i samolotów zdolnych do przewożenia broni jądrowej, tym trudniej byłoby Rosji wyeliminować ten arsenał, zanim Sojusz byłby w stanie odpowiedzieć.
Możliwy jest też inny sposób dołączenia do Nuclear Sharing. Polegałby na tym, że polskie samoloty zostałyby przystosowane do transportowania broni jądrowej. Wciąż jednak stacjonowałyby w Europie Zachodniej. Wtedy polskie samoloty odgrywałyby rolę rezerwy lotniczej względem sił państw już uczestniczących w Nuclear Sharing.

Jak wygląda sytuacja z wprowadzaniem Nuclear Sharing w innych regionach?
Nuclear Sharing do tej pory funkcjonowało wyłącznie w ramach NATO. NATO oficjalnie nie mówi, że w pewnych krajach stacjonuje amerykańska broń jądrowa. Jednak tajemnicą poliszynela jest to, że w Niemczech, Belgii, Holandii, Turcji i we Włoszech znajduje się prawdopodobnie 100 amerykańskich bomb jądrowych.
Sojusz po zimnej wojnie zadeklarował, że nie będzie rozmieszczał broni jądrowej na terytorium nowych członków. Jednak to porozumienie nie powinno być ograniczeniem dla Sojuszu. Rosja złamała je wielokrotnie, m.in. atakując Ukrainę.
Nuclear Sharing od lat 50. jest nierozłącznym elementem polityki nuklearnej Sojuszu, mającym pokazać zaangażowanie amerykańskie w obronę państw NATO. Z drugiej strony, ma pokazywać, że inne państwa NATO są gotowe brać na siebie część ciężaru związanego z odstraszaniem nuklearnym, m.in. koszty utrzymania środków przenoszenia broni jądrowej i zmierzenia się z ewentualnymi kontrowersjami.
Nuclear Sharing ma pokazać jedność Sojuszu. Broń jądrowa jest amerykańska i to od zgody USA zależy jej ewentualne użycie, ale dyskusje na temat jej wykorzystania odbywają się w formie konsultacji na forum całego NATO. Dołączenie przynajmniej jednego państwa ze wschodniej flanki wzmocniłoby wysyłany sygnał jedności.

Jakie są zdolności NATO do odparcia potencjalnego ataku nuklearnego?
Jeżeli chodzi o zestrzelenie rosyjskich rakiet, zdolności do przeciwdziałania takim atakom w Europie są wciąż rozwijane. Na przykładzie Ukrainy widzimy, że systemów obrony powietrznej można z dużą skutecznością używać przeciwko rosyjskim rakietom krótkiego i średniego zasięgu. Jednak nigdy nie ma gwarancji, że uda się taki atak całkowicie zatrzymać i zestrzelić wszystkie rakiety. Użycie jednej czy kilku głowic nuklearnych może spowodować ogromne straty.
Niezbędne jest odstraszanie nuklearne, czyli przypominanie Rosji, że nawet jeśli im uda się dokonać ataku nuklearnego, to spotka się on z odpowiedzią Sojuszu.
Jeśli chodzi o rosyjskie możliwości ataku na NATO, to rosyjscy stratedzy najwięcej miejsca poświęcają ograniczonemu użyciu broni jądrowej, np., jednej czy kilku głowic. Celem byłoby zastraszenie NATO przez pokazanie, że Rosja może dokonać kolejnych, większych ataków. Amerykańska broń jądrowa, objęta Nuclear Sharing, czyli bomby lotnicze, przenoszone przez amerykańskie i sojusznicze samoloty myśliwskie, są jednym z systemów zdolnych do proporcjonalnej odpowiedzi na taki ograniczony atak. Bomby te mogą zostać zdetonowane z relatywnie niewielką mocą. Ograniczona odpowiedź miałaby pokazać Rosji, że NATO nie chce wojny eskalować, ale jest w stanie odpowiadać na każde uderzenie. I że w interesie Rosji nie jest kontynuowanie takich ataków.
Oczywiście, Amerykanie posiadają o wiele większy arsenał broni dalekiego zasięgu. Część sił bazujących w USA również mogłaby być użyta do obrony Europy. Natomiast jeżeli chodzi o broń, która mogłaby być użyta w ograniczony sposób, przy użyciu głowic o relatywnie niewielkiej mocy, to w przyszłości mogą się pojawić nowe wyzwania. Gdyby doszło do wojny na Pacyfiku, to prawdopodobnie większość, jeśli nie wszystkie amerykańskie bombowce byłyby zaangażowane w działania tam, a nie w Europie. Rosja rozwija też zdolności do obrony przed ograniczonym atakiem ze strony pocisków balistycznych.
Na zdolności nuklearne NATO składają się też narodowe siły francuskie i brytyjskie. Ich istnienie komplikuje rosyjskie kalkulacje, ale są to siły o wiele mniejsze od potencjału USA i ich głównym zadaniem jest odpowiedź na atak na terytorium Wielkiej Brytanii czy Francji. Kluczową kwestią jest wzmacnianie arsenału amerykańskiego i jego wiarygodności, jak również wysyłanie sygnałów o tym, że się nie da zastraszyć całego Sojuszu.







