Islandia wciąż przygotowuje się na erupcję wulkanu. Po ewakuacji miasteczka Grindavik rząd zapewnia, że jego największą troską jest opieka nad czterema tysiącami mieszkańców. Eksperci uważają, że nawet po erupcji nie będzie szybko powrócić do miejscowości. Niektórzy twierdzą, że jeśli aktywność geologiczna potrwa dłużej, życie Islandczyków może stać się zbyt trudne.
Miasteczko rybackie Grindavik opustoszało niemal natychmiast, gdy utworzyło się pęknięcie o długości prawie 15 km Unoszące się z niego opary nie wróżą nic dobrego.
- Kiedy pojawiają się pęknięcia blisko powierzchni, przed stopioną skałą – magmą – pojawia się szlak do poruszania się w górę – wyjaśnia profesor David Pyle z Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Odkąd sejsmolodzy doszli do wniosku, że erupcja wulkanu jest prawie nieunikniona, w całym kraju panuje niepokój.
- Skala czasowa jest taka, że musimy być gotowi dzisiaj, za tydzień, a nawet za miesiąc – przyznaje geofizyk Freysteinn Sigmundsson.

Tymczasem ci, którzy musieli opuścić własne domy, najbardziej odczuli zbliżającą się katastrofę. Teraz mogą powrócić tylko na kilka chwil.
- Mają pięć minut na zebranie swoich rzeczy. Potem przyjeżdżamy do następnego domu i tak dalej – mówi ratownik Gudmundur Arnason.
Aktywność geologiczna na Islandii nie jest niczym nowym. Pod wyspą stykają się dwie płyty tektoniczne (eurazjatycka i północnoamerykańska), dlatego Islandia liczy około 30 aktywnych stref wulkanicznych.
Jednak na półwyspie Reykjanes, gdzie położone jest miasteczka Grindavik, kilka lat temu, po około ośmiu wiekach przerwy, nasiliły się.zjawiska sejsmologiczne W zeszłym miesiącu zarejestrowano tu ponad 20 000 trzęsień ziemi.
- Gdybym miała przeżyć jeszcze choć jedno trzęsienie ziemi, zszokowałoby mnie to tak bardzo, że nawet nie wiem… Nie, nie chcę tam wracać – podkreśla Lilja, mieszkanka Grindaviku.

Eksperci uważają, że sytuacja oznacza nowy etap w geologii regionu, po którym żywioły natury będą stale powracać.
- Nawet jeśli przepływ magmy ustanie, problem pozostanie – czy ktoś nadal chciałby żyć w takich warunkach? – pyta retorycznie geofizyk Sigmundsson.
W ramach przygotowań do erupcji ruch w regionie jest ograniczony. Zamknięto m.in. baseny geotermalne.
- Mamy duże doświadczenie, jeśli chodzi o erupcje wulkanów, ale oczywiście sytuacja utrudnia kontynuację turystyki – wyjaśnia premier Islandii Katrina Jakobsdóttir.
- Priorytetem jest zaopiekowanie się mieszkańcami, zapewnienie im odpowiednich wynagrodzeń i znalezienie godnego mieszkania, gdzie by przebywali w nadchodzących tygodniach i miesiącach – kontynuuje premier Islandii.

Ostatnie duże wydarzenie miało miejsce w 2010 r., kiedy wulkan Eyjafjallajökull wyrzucił w powietrze ogromne chmury popiołu, paraliżując wówczas ruch lotniczy.
Zdaniem naukowców, tym razem pojawienie się popiołu jest mało prawdopodobne – szkody może spowodować głównie wybuchająca lawa.





