Racjonalne wykorzystywanie budżetu, lepsza jakość usług i dialog z mieszkańcem – to są główne cele dyrektora Administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego, Władysława Kondratowicza.
Pracował już pan kiedyś w budynku przy ulicy Rinktinės. Dekadę temu był pan wicedyrektorem Administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego. Z jakim uczuciem pan tutaj wrócił?
Zgadza się. Moja praca w służbie państwowej rozpoczęła się od pracy w Samorządzie Rejonu Wileńskiego. Pracowałem tu wówczas w dziale inwestycji. To były bardzo intensywne lata. Wdrażaliśmy dużo projektów, które były finansowane z funduszy europejskich oraz z budżetu rejonu wileńskiego. Naprawdę było niemało wyzwań. Te sentymenty, oczywiście, pozostały. Spotkałem wielu swoich wcześniejszych współpracowników.
Czyli ciepło został pan przyjęty?
Nie odczuwam żadnej niechęci czy bojaźni. Obecnie prowadzę spotkania z każdym działem osobiście. Rozmawiamy o wyzwaniach, które przed nimi stoją, o funkcjach, które wykonują i o tym, czy chcieliby coś zmienić.
Kierunek działania jest oczywisty, jest on założony w programach politycznych. Na razie są pewne perturbacje w kwestii współpracy z Radą.

A czy nie czuje się pan na tym stanowisku trochę tak jak królik doświadczalny? Z dniem 1 kwietnia zmieniła się ustawa o samorządzie terytorialnym, część funkcji dyrektora administracji przejął mer. Wielu samorządowców w kraju rozkłada ręce, bo nie wie, jak ma pracować. Czy pan to odczuwa, czy też wszystko dla pana jest oczywiste?
Nie jest tak, że do końca wszystko jest oczywiste, ale wszystko powoli staje na swoje miejsce. Niektóre kwestie nie są jasno określone w ustawach, więc należy wprowadzać swojego rodzaju innowacyjne rozwiązania. Podglądamy też inne samorządy.
Należy zrozumieć, że obecnie samorząd jako organizacja jest odpowiedzialny za całą administrację i za tworzenie prawa, i za nadzór. Wszystkie procesy związane z architekturą, z budownictwem, doglądem dróg wszystko to należy do kompetencji administracji i starostw. A starości również podlegają dyrektorowi administracji.
Czytaj również
Jeżeli mówimy o samorządowych spółkach, placówkach oświatowych, służbach komunalnych to bezpośrednio kontroluje je mer. A więc mer zatrudnia dyrektorów tych instytucji i ich zwalnia. Mer swoją politykę władzy wykonawczej wdraża bezpośrednio poprzez wydawanie rozporządzeń dla szkół, spółek i innych podmiotów samorządowych. Zgodnie z ustawą to mer wyznacza zarządy samorządowych spółek akcyjnych, świadczących usługi transportowe, komunalne. Z kolei nadzór nad tymi spółkami, nad wdrażaniem w życie rozporządzeń mera sprawuje administracja.
Wspomniał pan, że podlegają panu starostowie. W rejonie wieleńskim w niektórych miejscowościach te same osoby są na tym stanowisku od kilkudziesięciu lat. Czy przewiduje pan jakieś rotacje?
Starostowie są urzędnikami państwowymi. Wcześniej ustawa przewidywała ich kadencyjność, obecnie znowu ich urzędowanie jest bezterminowe. W niektórych starostwach starostów po prostu nie ma, więc będziemy ogłaszać konkursy. W kwestii obecnie piastowanych stanowisk, prowadzimy ze starostami rozmowy. Zobaczymy, jak się potoczą, ale przy ocenie starostów uwzględnione będą osiągnięcia oraz pod uwagę będą wzięte opinie mieszkańców na temat włodarza danego starostwa. Taka też jest wizja mera: polepszenie jakości usług, zmianie musi ulec kultura urzędników samorządowych. Jeżeli okaże się, że w tym kierunku nie uda się nam iść razem do przodu - to wiadomo...
Czy przewiduje pan jakieś zmiany strukturalne w administracji samorządu?
Zmiany w organizacji pracy muszą służyć przede wszystkim usprawnieniu procesów, na przykład poprzez zlikwidowanie niepotrzebnych funkcji. W kwestii struktury, sprawa jest dynamiczna, jednak obecnie to kompetencja Rady. Pewne decyzje dotyczące struktury muszą być zatwierdzone przez Radę. Mam nadzieję, że to się zmieni po wprowadzeniu pewnych poprawek do ustawy. Chodzi o to, żeby dyrektor mógł samodzielnie organizować pracę swojego zespołu według swoich założeń, żeby był efekt i wyniki, które odpowiadałyby oczekiwaniom mieszkańców.

Dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny nazwisko Kondratowicz jest synonimem infrastruktury drogowej, a to dlatego, że był pan wiceministrem transportu oraz przez wiele lat pracował w tym resorcie. Mieszka pan w rejonie wileńskim, wie pan jaki jest stan dróg na Wileńszczyźnie, czy ma pan zatem wizję, jak je ulepszyć?
Trzeba przyznać, że stan dróg jest jaki jest. Nasz rejon dynamicznie się rozwija i ta dynamika powoduje, że odpowiednia infrastruktura przychodzi później niż dopiero co wybudowany nowy dom. Rozumiem, że większość mieszkańców oczekuje natychmiastowego wyasfaltowania tych wszystkich dróg, ale musimy zrozumieć, że nasze możliwości ograniczają finanse. Pewne środki na drogi zostaną wydzielone z budżetu samorządu, ale musimy zdawać sobie sprawę, że przede wszystkim infrastruktura drogowa jest naprawiana i budowana na podstawie państwowych inwestycji. Doskonale rozumiem więc oczekiwania mieszkańców, ale warto podkreślić, że jeśli mówimy o infrastrukturze drogowej, budżet jest bardzo ograniczony dla samorządów w całym kraju. Apelujemy do rządu o zwiększenie tych funduszy.
A jeżeli chodzi o fundusze unijne na infrastrukturę?
Niestety europejskie fundusze na rozwój dróg są minimalne. Większość pieniędzy z takich funduszy jest kierowana na główne arterie Litwy, czyli Via Baltica, ale też niecałą, jedynie przy polsko-litewskiej granicy. W każdym razie planujemy prowadzić rozmowy z Litewską Dyrekcją Dróg Samochodowych i w tej sprawie.
Cel, który jest szczególnie dla pana ważny?
To transformacja w dziedzinie cyfryzacji. Administracja samorządowa to również usługi socjalne, drogi, oświata i w każdym z tych sektorów jest coś ważnego do zrobienia, ale zacznę właśnie od tego. Poza tym standaryzacja usług. Mamy 23 starostwa i w każdym z nich mamy inny standard wykonywania pracy, obsługi mieszkańców. To nie jest dobre. Są starostwa, które funkcjonują wzorowo, inne pracują, tak jak umieją. Chcielibyśmy też stworzyć tzw. „Zestaw nowego mieszkańca”, żeby ten, co się osiedla w rejonie wileńskim miał wszystko w pigułce. I, oczywiście, racjonalne wykorzystywanie budżetu, bo jak wiemy jest ograniczony, a nam chodzi o to, żeby te ograniczone środki były kierowane tam, gdzie istnieje największa potrzeba.




