Naujienų srautas

Wiadomości2023.03.29 14:36

„Dziecko do szkoły niosę na barana w butach rybackich“. Dlaczego mieszkańcy Sorok Tatary boją się zimy i wiosny?

Anna Grigoit, LRT.lt 2023.03.29 14:36

Stajemy się wsią, która z czasem zniknie pod wodą i w ten sposób problem sam się rozwiąże. Poprzednia władza nie zrobiła nic albo zrobiła byle jak i nasza wieś jest tego najlepszym przykładem – mówią zaniepokojeni mieszkańcy wsi Sorok Tatar w rejonie wileńskim.

Ulica Tatarska w miejscowości Sorok Tatary w starostwie Pogir została wyasfaltowana przed dwoma laty. Radość z nowej nawierzchni szybko zamieniła się w złość i bezsilność, a ludzie drżą na samą myśl o tym, co będzie się działo w ich domach i garażach na wiosnę, gdy zaczną się roztopy. Nawierzchnia drogi została ułożona bez zamontowania systemów ściekowych. Prawa strona ulicy regularnie jest zatapiana przez topniejące śniegi i deszcze.

- Wieś Sorok Tatary jest doskonałym przykładem podsumowania rządów odchodzącej od władzy rejonu wileńskiego mer Marii Rekść i jej najbliższego otoczenia – albo nie zrobili nic, albo zrobili byle jak – dzieli się mieszkanka wsi.

- Boimy się nie tylko wiosny i jesieni, boimy się każdych większych opadów. Z zaniepokojeniem sprawdzamy prognozę pogody na kolejny dzień. Tworzy się tu zator, woda po prostu nie ma ujścia. Powstaje jezioro, które rozlewa się na ulice, zatapiane są prywatne gospodarstwa domowe – mówi jedna z mieszkanek ulicy.

Mieszkańcy mają zarzuty do władz rejonu, że prace zostały wykonane nienależycie, w pośpiechu. Okazało się, że drogowcy wybudowali drogę znacznie powyżej posesji, na które teraz spływa woda.

Mieszkaniec wsi Aleksander tłumaczy, że podtapianie posesji jest wynikiem braku rur drenarskich. - Widzi pani, zaznaczyłem na budynku – woda zalała praktycznie całą wysokość fundamentu – pokazuje zacieki mężczyzna.

Mieszkańcy wsi twierdzą, że czują się porzuceni, władza rejonu nie wykazuje żadnej współpracy i zrozumienia. Przedstawiciele starostwa unikają spotkań.

- Dziś pytamy, dlaczego ten projekt został zatwierdzony, skoro, co jest oczywiste, budowa dróg tak nie wygląda? Żartujemy sobie z mieszkańcami, że stajemy się wsią, która z czasem zniknie pod wodą i w ten sposób problem sam się rozwiąże. Gdyby Witold Wielki widział w jakim stanie jest ta miejscowość, padłby na kolana na tej drodze i prosiłby o wybaczenie wszystkich Tatarów za to, że tu ich kiedyś sprowadził – mówi były sołtys starostwa Pogir Algimantas Kavaliauskas.

Inni mieszkańcy też się irytują, ponieważ, jak mówią, są więźniami we własnych domach.

- Dzieci nie mogą wyjść, żeby się pobawić na dworze. Do szkoły niosę je w butach rybackich na barana. Lekarka do babci nie przyszła, bo nie miała odpowiedniego obuwia. Zobaczy pani, woda wyżej kolan – ubolewa kolejna rozmówczyni.

Mieszkańcy przyznają, że droga była konieczną zmianą w tych okolicach, gdyż nie muszą już grzęznąć w piasku, jest też mniej kurzu latem. – Jednak stała się powodem, że obecnie, w XXI w. ludzie się topią we własnym podwórku – zaznacza mieszkanka.

Kolejnym skutkiem zaistniałej sytuacji jest to, że mieszkańcy nie mogą nic zasiać, ani posadzić.

- Są trudne czasy, ziemia zawsze pomagała przetrwać przeróżne kryzysy. Nic nie możemy posadzić, ziemniaki zgniły nam w wodzie, nawet latem nie przesycha grunt. Muszę nauczyć się uprawiać ryż, bo on chyba właśnie w wodzie rośnie? – ironizuje Aleksander.

Mieszkańcy wsi twierdzą, że wielokrotnie zwracali się do władz starostwa i rejonu o pomoc. Wielu z nich obawia się też o własne bezpieczeństwo z powodu zwisających ze starych słupów kabli elektrycznych.

- Niepokoją nas przewody elektryczne nad tą wodą przy naszych domach. Trakcje są stare, słupy ledwo stoją, nie wiadomo, czy podpora trzyma słup czy słup podporę, o nieszczęście nie jest trudno – mówi mężczyzna.

Sąsiadka tłumaczy, że ludzie prosili starostwo, by oczyściło rowy melioracyjne w celu zapewnienia drożności.

- Otrzymaliśmy odpowiedź, że to nie jest potrzebne, gdyż, jak twierdzi starosta, problemu nie rozwiąże. Według władz pomóc mogłoby sprawdzenie rur przepustowych. Są one zamontowane na jednej z prywatnych działek, gospodarz której nie chce współpracować. Mogę go nawet zrozumieć. Obawia się, że w wyniku remontu, zatopiona zostanie również jego działka. Z kolei Samorząd Rejonu Wileńskiego twierdzi, że bez zgody właściciela, nikt nie ma prawa wejść na teren jego gospodarstwa – mówi Anna. Dodaje, że mieszkańcy apelują o wyrozumiałość i kompromis, by każdy mieszkaniec był zadowolony.

LRT.lt skontaktowało się ze starostwem w Pogirach. Starszy specjalista Ryszard Siemaszko mówi, że zarówno starostwo, jak i Samorząd Rejonu Wileńskiego wiedzą o istniejącym problemie.

- Nie wiem, kto i jak zatwierdzał taki projekt, dopiero od roku tu pracuję. Próbowaliśmy na swoje sposoby pomóc mieszkańcom – kilka razy wypompowaliśmy wodę, niestety, jest to rozwiązanie bardzo krótkoterminowe. Woda zbiera się po każdym deszczu – mówi pracownik starostwa.

Dodaje, że każdy mieszkaniec musiałby próbować samodzielnie urządzić dodatkowe ścieki bądź specjalne zbiorniki na deszczówkę.

– Rozumiem, że takie rozwiązanie wiąże się z dodatkowymi kosztami, a nie każdego na to stać. Warto też szukać porozumienia z sąsiadem, na którego działce znajduje się rura przepustowa, wówczas starostwo będzie mogło ją wyczyścić. Choć i ten sposób wydaje mi się słabo efektywny - nie ukrywa wątpliwości Siemaszko.

Jak mówi, wszystkie dokumenty i skargi mieszkańców są obecnie przekazane administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego.

- Rozwiązania musi szukać władza rejonu. Na każde zmiany, w tym też na dowolne remonty przy drodze, są potrzebne projekty, zatwierdzane przez samorząd. Nie możemy też bez odpowiednich zezwoleń działać na prywatnych działkach. Niestety my jako starostwo, nic więcej nie możemy – tłumaczy starszy specjalista starostwa w Pogirach.

Mieszkańcy opowiadają, że to nie tylko ich miejscowość walczy z nadmiarem wody w swoich podwórkach. Tonie również sąsiednia ulica Ramunių.

- Pozostawieni jesteśmy sami sobie i zdani na łaskę niebios. Prosimy, błagamy o pomoc. Nic. Władze odsyłają nas po każdym telefonie czy wysłanym piśmie. Od Piłata do Heroda i znów do Piłata - tak działa system zarządzania w strukturach samorządowych naszego rejonu – mówi Janina.

Były sołtys starostwa Pogir Algimantas potwierdza, że kontakt ze starostwem bywa dość skomplikowany.

- Stoisz na schodach starostwa i czekasz na ich dobrą wolę. Jeżeli problem wyda im się błahy, mogą nawet nie wpuścić – opowiada Algimantas. Wskazuje też na inne problemy regionu, z którymi każdego dnia zmagają się mieszkańcy.

- Słabe napięcie elektryczne, brak kanalizacji i wodociągu, marna prędkość internetu. Asfalt pani widzi. Jest to historyczna miejscowość, nawet placu zabaw dla dzieci nie ma. Młodzież ucieka ze wsi, gdyż nie widzi żadnych perspektyw i zainteresowania losem mieszkańców ze strony władz – ubolewa były sołtys.

LRT.lt skontaktowało się z przedstawicielem Samorządu Rejonu Wileńskiego. Zastępca kierownika, p. o. kierownika Wydziału Budownictwa Michaił Kunicki przyznaje, że sieci systemów zbioru deszczowych wód są rzadkością w rejonie.

- Rejon szybko się rozrasta, reliefy miejscowości też ulegają zmianie. Dlatego, w niektórych miejscowościach powstają takie problemy jak na przykład ten w Sorok Tatary – mówi samorządowiec.

Zaznacza, że zanieczyszczona rura przepustowa też się przyczynia do zatapiania miejscowości.

Zapytany, dlaczego Samorząd Rejonu Wileńskiego jest bezczynny odpowiada, że „trudno jest dziś komentować kto czego, kiedy nie zrobił”.

- Owszem, muszę przyznać, że należało zrobić przynajmniej przydrożne rowy do zbioru wód po tej stronie ulicy, gdzie jest problem. Już dziś rozmawiałem ze starościną. Widzimy, że powstała awaryjna sytuacja. Wspólnie z wykonawcą organizujemy roboty wzdłuż drogi, z nadzieją, że takie rowy przynajmniej w jakiś sposób osuszą działki z wody - tłumaczy Kunicki.

Dodaje, że jednocześnie starostwo powinno niezwłocznie się zwrócić do Narodowej Służby Rolnej z prośbą o wyjaśnienie, czy wszystkie działania, w tym też zamontowanie ogrodzenia i fundamenty mieszkańca, na terytorium, którego mieści się rura przepustowa, są właściwe i zgodne z zatwierdzonymi granicami.

- Kolejnym krokiem, który rozważamy jest zamontowanie drenażowych studni. Pod warunkiem, że jest to ziemia państwowa. Jeśli okaże się, że działki są prywatne, znowu zderzamy się z problemem zezwoleń od konkretnych właścicieli – komentuje samorządowiec.

Przyznaje, że z powodu wyboistego terenu, gdzie mieści się wieś, wykonanie sieci zbioru wód deszczowych jest bardzo skomplikowane.

- Wiąże się to z dodatkowym projektem, a bardzo wątpię, czy fizycznie jest możliwość takiego rozwiązania – mówi Kunicki.

- Niestety, ktoś nie zrobił własnej pracy do końca. Nie można tu obarczać winą wykonawcy remontu tej drogi. Zawsze istnieje problem finansowy. Budżet starostwa jest ograniczony. Kwestia odprowadzenia tej wody została zaniedbana. Tak to tłumaczę. Wykonawca zrobił tyle, ile musiał – wyjaśnia rozmówca oraz dodaje: - Biorę problem tej miejscowości pod osobistą kontrolę.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane