Naujienų srautas

Wiadomości2026.07.23 17:13

„Zobaczyłem Niemen, chcę wrócić do domu”. Andrzej Poczobut o Białorusi, pamięci, polskości

Renata Dunajewska, LRT.lt 2026.07.23 17:13

Po latach więzienia i represji Andrzej Poczobut przyjechał do Wilna – miasta, które dla mieszkańców Grodzieńszczyzny od pokoleń pozostaje ważnym centrum kultury, historii i duchowej pamięci. W Domu Kultury Polskiej spotkał się z mieszkańcami Wilna oraz gośćmi i opowiedział o sytuacji Polaków na Białorusi, walce o zachowanie narodowej tożsamości, roli języka, rodziny i Kościoła oraz o tym, jak wspólnota może przetrwać nawet w warunkach presji politycznej. 

Podkreślał, że jego przyjazd do Wilna miał szczególne znaczenie, ponieważ więzi między Wileńszczyzną i Grodzieńszczyzną są starsze niż współczesne granice.

– Nie muszę nikomu tłumaczyć, dlaczego chciałem przyjechać do Wilna. To jest jeden region, wbrew wszystkim granicom, które zostały wytyczone. Te więzi zawsze były bardzo silne – mówił.

Dla Andrzeja Poczobuta przyjazd do Wilna miał także bardzo osobisty wymiar. Podkreślał, że szczególnym przeżyciem było dla niego zobaczenie Niemna – rzeki, która od dzieciństwa była częścią jego świata i pamięci. Mówił, że choć Wilno jest mu bardzo bliskie, jego myśli wciąż wracają do Grodna – miasta, z którym jest związany całym swoim życiem.

– Chciałbym pojechać do Grodna, wrócić do domu – mówił.

To pragnienie powrotu nie było jedynie osobistą tęsknotą. W jego słowach zawierała się więź z miejscem, z którego pochodzi, oraz z ludźmi, którzy mimo trudnych warunków pozostali na Białorusi i nadal próbują zachować swoją tożsamość.

Wolność, której nie można odebrać

Spotkanie rozpoczęła laudacja Czesława Okińczyca, sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy z 11 marca 1990 roku. Podkreślił on, że wartość Andrzeja Poczobuta nie wynika z zajmowanych stanowisk, lecz z odwagi i gotowości poniesienia konsekwencji za obronę własnych przekonań.

– Można zamknąć człowieka w więzieniu, ale nie można uwięzić prawdy. Można prześladować dziennikarza, ale nie można odebrać mu sumienia – powiedział.

Okińczyc zaznaczył, że historia narodów tego regionu jest historią walki o wolność, język i prawo do własnej pamięci. Jego zdaniem Poczobut stał się symbolem nie tylko polskiej społeczności na Białorusi, ale wszystkich ludzi, którzy bronią godności człowieka.

– Wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze. Każde pokolenie musi jej strzec – podkreślił.

Polskość mimo represji

Andrzej Poczobut, mówiąc o sytuacji Polaków na Białorusi, nie koncentrował się wyłącznie na represjach, których sam doświadczył. Przede wszystkim mówił o tych, którzy pozostali w kraju i mimo trudnych warunków starają się zachować język, kulturę i więź ze swoją wspólnotą.

Podkreślił, że mimo nacisków władz działalność Związku Polaków na Białorusi nie została całkowicie zatrzymana.

– Jestem po rozmowach z ludźmi z różnych regionów Białorusi, którzy są związani ze Związkiem Polaków. Mogę powiedzieć, że działalność Związku Polaków nie została zatrzymana. Dlaczego władze zdecydowały się na takie rozwiązanie – to osobny temat. Można budować różne hipotezy, ale fakt jest taki, że ta działalność nadal istnieje – powiedział.

Jednocześnie zaznaczył, że organizacja działa w warunkach bardzo silnych ograniczeń. Jej aktywność jest uważnie obserwowana przez władze, a wiele obszarów działalności zostało zamkniętych.

Szczególnie ważnym tematem była edukacja i możliwość nauki języka polskiego. Poczobut zwrócił uwagę, że właśnie ten obszar daje największą nadzieję na zachowanie polskiej tożsamości.

– Około 3800 dzieci uczy się języka polskiego w szkołach społecznych prowadzonych przez Związek Polaków na Białorusi. To jest bardzo ważne. Oczywiście sytuacja nie jest taka, jakiej byśmy chcieli, ale sam fakt istnienia tych możliwości dla polskiej mniejszości jest czymś, czego nie można przecenić – podkreślił.

Przypomniał, że obecna sytuacja musi być oceniana także przez pryzmat historii. Po II wojnie światowej przez wiele dekad nauczanie języka polskiego na Białorusi było praktycznie niemożliwe.

– Trzeba pamiętać, że między 1948 rokiem, kiedy zamknięto ostatnią polską szkołę, a 1988 rokiem, kiedy powstało pierwsze niezależne polskie stowarzyszenie, nie istniała żadna forma nauczania języka polskiego. W szkołach państwowych było to zakazane, a próby organizowania niezależnych kursów spotykały się z represjami – mówił.

Jak zaznaczył, w czasach sowieckich nawet troska o przekazywanie języka i kultury mogła zostać uznana za działalność antypaństwową.

– Organizowanie podobnych kursów w latach pięćdziesiątych traktowano jako działalność wywrotową, antykomunistyczną i antysowiecką. Ludzie byli za to skazywani na więzienie – przypomniał.

„Polskość może zostać skazana na milczenie”

Zdaniem Andrzeja Poczobuta największym zagrożeniem nie jest jedynie ograniczenie działalności konkretnych organizacji, lecz możliwość całkowitego usunięcia polskiej obecności z przestrzeni publicznej.

– Polacy mieszkający na Białorusi mają świadomość, że może dojść do sytuacji, kiedy nie będzie żadnego przedstawicielstwa, żadnej obecności w sferze publicznej. Polskość może zostać skazana na przemilczenie, tak jak było w czasach sowieckich – powiedział.

Zwrócił uwagę, że właśnie dlatego nawet ograniczona działalność Związku Polaków ma ogromne znaczenie.

– Ta działalność jest bardzo mocno ograniczona. Nie można prowadzić normalnej edukacji historycznej, bo mówienie prawdy o wielu wydarzeniach powoduje represje. Moja własna sprawa karna była związana między innymi z moim punktem widzenia na historię – zaznaczył.

Mimo wszystko Poczobut podkreślał, że sama możliwość nauki języka polskiego i podtrzymywania więzi społecznych jest wartością, której nie wolno lekceważyć.

– Jeżeli spojrzymy na wszystkie plusy i minusy, to już sam fakt istnienia tych możliwości jest dla polskiej mniejszości na Białorusi czymś bardzo ważnym. To fundament, który może pozwolić przetrwać trudny czas – mówił.

Świadectwo z więzienia

Wspominając okres uwięzienia, Andrzej Poczobut opowiedział o wydarzeniu, które szczególnie zapadło mu w pamięć. Latem 2024 roku, po pobycie w karcerze, został przeniesiony do innego oddziału. Tam więźniowie mieli obowiązek oglądania państwowej telewizji i programów propagandowych.

– Wtedy Aleksander Łukaszenka był w obwodzie grodzieńskim. W telewizji pokazano jego wypowiedź, że „tym Polakom już przykręciliśmy śrubę, a teraz najważniejsze, żeby nie przesadzić”. Mówię to z pamięci, ale taki był sens tych słów – wspominał.

Jak przyznał, właśnie wtedy miał poczucie, że represje wobec Związku Polaków osiągnęły swój najtrudniejszy etap.

– Odniosłem wrażenie, że dotarliśmy do samego dna sytuacji wokół Związku Polaków i że gorzej już chyba nie będzie. I rzeczywiście – aktywna faza represji, czyli wezwania, przesłuchania, groźby więzienia, zaczęła się zatrzymywać – powiedział.

Nie oznaczało to jednak końca nacisków.

– Wokół Związku Polaków wytyczono czerwone linie. Wiadomo, czego nie można robić. Ale mimo tego ludzie działają, dzieci uczą się języka polskiego, a wspólnota nadal istnieje – zaznaczył.

Dla Andrzeja Poczobuta walka o zachowanie polskości na Białorusi nie jest więc wyłącznie kwestią polityki. To przede wszystkim codzienna praca tysięcy ludzi – rodziców, nauczycieli i działaczy, którzy próbują przekazać młodemu pokoleniu język i pamięć.

Rodzina, Kościół i pamięć

Jednym z ważniejszych tematów spotkania w Domu Kultury Polskiej w Wilnie była kwestia zachowania polskiej tożsamości na Białorusi. Przez dziesięciolecia, mimo zmieniających się granic, systemów politycznych i represji, polskość przetrwała dzięki dwóm podstawowym filarom – rodzinie i Kościołowi.

Andrzej Poczobut podkreślał, że szczególnie w czasach sowieckich Kościół katolicki odegrał ogromną rolę w podtrzymywaniu świadomości narodowej, języka i tradycji.

– Znaczenia Kościoła trudno przecenić w czasach sowieckich. Kiedy byłem nastolatkiem, pojęcia „Polak” i „katolik” były praktycznie tożsame. Nie znałem wtedy nikogo, kto byłby katolikiem i nie był Polakiem – wspominał.

Jak zaznaczył, w miejscowościach takich jak jego rodzinna Wielka Brzostowica, położona w pobliżu granicy, przynależność religijna i narodowa przez wiele lat wzajemnie się przenikały.

– Wtedy było to czymś naturalnym. Ta więź między polskością a katolicyzmem była bardzo silna – mówił.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że współczesna Białoruś jest już innym krajem niż kilkadziesiąt lat temu. Zmieniła się struktura społeczeństwa, zmienił się także charakter Kościoła.

– Dzisiaj nie można już powiedzieć, że katolik i Polak to jedno i to samo. Poza diecezją grodzieńską w Kościele na Białorusi dominuje język białoruski i istnieje białoruska świadomość narodowa. Diecezja grodzieńska pozostaje pod tym względem wyjątkowa, ale sytuacja w kraju jest już inna – podkreślił.

Dziedzictwo Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny

Podczas rozmowy wiele miejsca poświęcono związkom łączącym Wileńszczyznę i Grodzieńszczyznę. Andrzej Poczobut przypomniał, że Wilno przez wieki było naturalnym centrum kultury, religii i życia społecznego dla mieszkańców wielu miejscowości dzisiejszej zachodniej Białorusi.

– Jeżeli przypomnimy sobie początki polskiego ruchu na Białorusi, to wpływ Wileńszczyzny był bardzo istotny. Te związki wynikały także z geografii. Z Radunia, Lidy czy innych miejscowości często było bliżej do Wilna niż do innych ośrodków – powiedział.

Jak zaznaczył, Wilno było dla wielu ludzi czymś więcej niż tylko miastem.

– To było miejsce, skąd promieniowała polska kultura. To właśnie tam ludzie szukali kontaktu z polskim słowem, tradycją i życiem społecznym. Te więzi przetrwały mimo granic, które później zostały ustanowione – mówił.

Wspomniał również o znaczeniu postaci związanych z tym wspólnym dziedzictwem, między innymi biskupa grodzieńskiego Aleksandra Kaszkiewicza, pochodzącego z Ejszyszek. Jego działalność była jednym z przykładów duchowej i historycznej więzi łączącej Wileńszczyznę z Grodzieńszczyzną.

Nie narzekać, lecz działać

Mówiąc o przyszłości polskiej społeczności na Białorusi, Andrzej Poczobut unikał pesymizmu. Nie ukrywał trudności, ale podkreślał, że najważniejsza jest aktywność i konsekwencja.

– Nie możemy tylko narzekać i mówić, co zostało utracone. Trzeba działać. Trzeba robić swoje, bo właśnie dzięki takiej pracy przez dziesięciolecia udało się zachować polskość – zaznaczył.

Jego zdaniem historia pokazuje, że nawet w najtrudniejszych warunkach możliwe jest zachowanie własnej tożsamości, jeśli istnieją ludzie gotowi ją przekazywać kolejnym pokoleniom.

– Najważniejsze jest to, żeby był język, żeby była pamięć i żeby byli ludzie, którzy chcą to przekazywać dalej – mówił.

Szczególnie mocno wybrzmiało przekonanie, że polskość na Białorusi nie przetrwała dzięki sprzyjającym warunkom politycznym. Przetrwała dlatego, że przez lata podtrzymywali ją zwykli ludzie – rodziny, nauczyciele, księża i działacze społeczni. To właśnie oni, zdaniem Andrzeja Poczobuta, pozostają najważniejszym gwarantem tego, że pamięć i tożsamość nie zostaną wymazane.

Spotkanie w Wilnie, które zorganizowała Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego, pokazało, że dla Polaków mieszkających na Białorusi polskość nie jest wyłącznie dziedzictwem przeszłości. Jest codziennym wyborem i odpowiedzialnością za przyszłość. Jak wynikało z przesłania Andrzeja Poczobuta, dopóki istnieją ludzie gotowi mówić po polsku, pamiętać historię i przekazywać ją kolejnym pokoleniom, wspólnota pozostaje żywa.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane