Zapytani o europejskich liderów edukacji, najczęściej wskazujemy Finlandię, Estonię czy Szwajcarię. Niewiele osób wie jednak, że jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów w tej dziedzinie odniosła Polska. W ciągu zaledwie kilkunastu lat kraj ten przeszedł drogę od przeciętniaka do ścisłej czołówki europejskiej edukacji. Choć ta historia może być inspiracją, ostatnie lata przynoszą również sygnały ostrzegawcze. Jakie wnioski Litwa może wyciągnąć z sukcesów i błędów swojego sąsiada? – pyta inicjatywa „Švietimas #1” w komunikacie prasowym.
Polska jest jedną z najciekawszych historii sukcesu edukacyjnego w Europie. W 2000 roku wyniki piętnastolatków w międzynarodowym badaniu PISA OECD były niższe od średniej krajów OECD lub oscylowały wokół niej. Już kilkanaście lat później Polska znalazła się jednak w gronie państw o najsilniejszych systemach edukacyjnych w Europie.
Był to jeden z najbardziej spektakularnych awansów w historii badań PISA.

Co stało za sukcesem?
Sukces Polski najczęściej wiązany jest z reformą oświaty przeprowadzoną w 1999 roku. Przed jej wprowadzeniem uczniowie byli stosunkowo wcześnie – mniej więcej po ukończeniu ósmej klasy – kierowani na ścieżkę ogólnokształcącą lub zawodową. Reforma odsunęła ten wybór w czasie. Wszyscy uczniowie dłużej uczyli się według wspólnego programu: sześć lat w szkole podstawowej i kolejne trzy lata w nowym typie szkoły – gimnazjum. Dopiero po zakończeniu tego etapu wybierali ścieżkę akademicką lub zawodową.
– W edukacji zbyt wczesne dzielenie dzieci często utrwala nierówności. Silniejsi uczniowie i rodziny o większym kapitale społecznym skupiają się w jednych szkołach, słabsi trafiają do innych. Wówczas szkoła nie zmniejsza różnic społecznych, lecz jedynie nimi zarządza. Celem polskiej reformy było ograniczenie tych podziałów i zapewnienie wszystkim dzieciom dłuższego dostępu do bardziej wymagającej edukacji. Nie chodziło o obniżenie poprzeczki, by poprawić wyniki, lecz o wsparcie tych uczniów, którzy wcześniej byli zbyt szybko skreślani. Po reformie słabsi uczniowie dłużej pozostawali w systemie kształcenia ogólnego, otrzymywali więcej treści akademickich i więcej czasu na rozwój – mówi Laura Masiliauskaitė, kierująca organizacją „Švietimas #1”.
Zmiana struktury była jednak tylko jednym z elementów reformy. Polska zwiększyła również liczbę godzin nauki, szczególnie w zakresie języka ojczystego i czytania ze zrozumieniem.
Jest to istotne, ponieważ umiejętność rozumienia tekstu stanowi fundament nauki wszystkich innych przedmiotów. Uczeń, który ma trudności z czytaniem ze zrozumieniem, zwykle napotyka problemy także w matematyce czy naukach przyrodniczych.

Polska wzmacniała również kształcenie ogólne w szkołach zawodowych, tak aby wybór ścieżki zawodowej nie oznaczał rezygnacji z edukacji ogólnej już na wczesnym etapie. Reformę uzupełniło wprowadzenie ogólnokrajowych, porównywalnych egzaminów na różnych etapach nauki. Dzięki nim system edukacji zyskał dane pozwalające określić, które szkoły, samorządy lub grupy uczniów potrzebują większego wsparcia.
– Na poprawę wyników polskich uczniów wpłynęły także zmiany w programach nauczania. Polska odeszła od szczegółowych, opisowych podstaw programowych na rzecz programu opartego na jasno określonym rdzeniu. Szkoły otrzymały większą swobodę w dostosowywaniu treści, ale jednocześnie musiały położyć większy nacisk na rozwijanie kluczowych kompetencji: rozumowania, interpretacji i argumentacji. To właśnie umiejętność wykorzystywania zdobytej wiedzy w różnych sytuacjach, a nie jedynie odtwarzania treści programu, ma dziś fundamentalne znaczenie – mówi Laura Masiliauskaitė.
Lekcje dla Litwy
Zdaniem Masiliauskaitė Litwa może wyciągnąć z polskiego sukcesu kilka ważnych wniosków.
– Po pierwsze, przełom w edukacji zaczyna się od jasno określonego celu. Polska w 1999 roku wiedziała, co chce zmienić: zapewnić wszystkim uczniom, zwłaszcza słabszym, dostęp do lepszej jakości kształcenia ogólnego. Na Litwie reform jest wiele, ale ich kierunki często się rozpraszają – raz chodzi o program nauczania, innym razem o egzaminy, sieć szkół czy edukację włączającą. W efekcie szkoły i inni uczestnicy systemu tracą orientację, co jest najważniejsze i jaki jest wspólny kierunek zmian – podkreśla.
Drugą lekcją płynącą z polskiego doświadczenia jest konieczność podnoszenia poziomu uczniów osiągających słabsze wyniki bez obniżania wymagań wobec wszystkich.
– Na Litwie zbyt często reaguje się na słabe wyniki poprzez obniżanie poprzeczki lub zmianę zasad oceniania. Nie sprawia to jednak, że uczniowie lepiej czytają ze zrozumieniem, argumentują czy rozwiązują zadania. Słabsi uczniowie potrzebują nie niższych oczekiwań, lecz wczesnego i intensywnego wsparcia, podczas gdy najzdolniejszym należy stawiać ambitniejsze wyzwania – zaznacza.
Trzecia lekcja dotyczy wykorzystania danych.
– Litwa dysponuje ogromną ilością informacji: wynikami badań PISA, krajowych sprawdzianów osiągnięć, egzaminów końcowych oraz wskaźnikami szkół i samorządów. Zbyt rzadko jednak dane te przekładają się na konkretne działania pomocowe dla szkoły, klasy czy ucznia. Często kończą się jedynie kolejnym raportem, choć powinny być początkiem realnego wsparcia – zauważa Masiliauskaitė.
Jak pokazuje również przykład Polski, program nauczania powinien być przede wszystkim jasny, spójny i możliwy do skutecznego wdrożenia.

– Od pewnego czasu na Litwie słyszymy, że program nauczania jest przeładowany i zbyt skomplikowany. Dobrą wiadomością jest to, że – podobnie jak Polska – przeszliśmy na model oparty na kompetencjach. Nauczyciele muszą jednak jasno rozumieć, jak te kompetencje rozwijać i oceniać w praktyce, a liczba godzin lekcyjnych powinna pozwalać na realizację programu – mówi Masiliauskaitė.
Koniec polskiej historii sukcesu?
Mimo wcześniejszych sukcesów Polski ostatnie lata pokazują, że osiągnięcia edukacyjne nie są dane raz na zawsze. W badaniu PISA 2022 wyniki polskich uczniów znacząco spadły we wszystkich trzech badanych obszarach w porównaniu z rokiem 2018.
Warto jednak podkreślić, że Polska nadal pozostaje w gronie najsilniejszych systemów edukacyjnych w Europie. Pod względem łącznych wyników we wszystkich trzech obszarach badania PISA zajmuje szóste miejsce na kontynencie i wyprzedza Litwę, która według tej samej metodologii plasuje się około 20. pozycji. Przewaga Polski nad innymi krajami wyraźnie się jednak zmniejszyła.
Nie ma jednej przyczyny tego spadku. Częściowo, podobnie jak w wielu innych państwach, wiąże się go z pandemią COVID-19. W Polsce szkoły pozostawały zamknięte dłużej niż średnio w krajach OECD, co znacząco zakłóciło proces nauczania.
– Dużo uwagi poświęcono jednak także polityce wewnętrznej. W 2017 roku, za rządów Prawa i Sprawiedliwości, zlikwidowano gimnazja i powrócono do modelu, w którym uczniowie po ósmej klasie wybierają dalszą ścieżkę kształcenia. Innymi słowy, rozebrano część struktury, która wcześniej była uznawana za jeden z filarów polskiego sukcesu – mówi szefowa organizacji „Švietimas #1”.
Do pogorszenia wyników mógł przyczynić się również bardziej rozbudowany i ideologicznie nacechowany program nauczania. W okresie rządów PiS do podstaw programowych wprowadzono więcej treści związanych z narracją narodową i konserwatywnym kierunkiem politycznym.
– Dlatego nowy polski rząd w 2024 roku rozpoczął korygowanie zmian wprowadzonych przez Prawo i Sprawiedliwość i dąży do ograniczenia programu nauczania o około jedną piątą. Argumentuje, że po jego rozszerzeniu nauczyciele i uczniowie byli przeciążeni nadmiarem treści. Nowe władze dostrzegły, że gdy program staje się zbyt obszerny, nauczyciele skupiają się na „przerabianiu” tematów, a mniej czasu pozostaje na zrozumienie materiału, dyskusję, analizę błędów i rozwijanie kompetencji – tłumaczy Masiliauskaitė.
Ostrzeżenia dla Litwy
Zdaniem ekspertki polskie doświadczenia są dla Litwy nie tylko źródłem inspiracji, ale także ważnym ostrzeżeniem.
– Historia Polski pokazuje, że rozwiązania atrakcyjne politycznie nie zawsze służą dzieciom. Likwidacja gimnazjów brzmiała dla wielu rodziców zachęcająco – mniej zmian szkół, mniej problemów związanych z okresem dojrzewania, powrót do znanej struktury edukacyjnej. Badania wskazują jednak, że właśnie ten etap był jednym z filarów polskiego sukcesu, ponieważ pozwalał dłużej utrzymać wszystkich uczniów w systemie kształcenia ogólnego. Po jego likwidacji Polska mogła osłabić mechanizm, który pomagał poprawiać wyniki słabszych uczniów – mówi Masiliauskaitė.
Drugą lekcją jest to, by nie zawężać ścieżki edukacyjnej uczniów zbyt wcześnie. Jak podkreślają badacze, istotą polskiej reformy nie było przekonanie, że kształcenie zawodowe jest gorsze lub przeznaczone dla słabszych uczniów. Chodziło o to, by większa liczba dzieci dłużej uczyła się według wspólnego, wymagającego programu ogólnokształcącego, zanim wybierze ścieżkę akademicką, techniczną lub zawodową.
– Przykład Polski pokazuje, że im dłużej system zapewnia wszystkim dzieciom solidne podstawy wykształcenia ogólnego, tym większe ma możliwości podnoszenia ogólnego poziomu kompetencji uczniów. Nie jest to deprecjonowanie szkolnictwa zawodowego. Wręcz przeciwnie – wysokiej jakości kształcenie zawodowe również powinno opierać się na mocnych podstawach ogólnych. Problem pojawia się wtedy, gdy ścieżka ucznia zostaje zawężona zbyt wcześnie, zanim zdąży on rozwinąć umiejętność czytania ze zrozumieniem, myślenia matematycznego i inne podstawowe kompetencje – podkreśla.
Ostatnia lekcja dotyczy znaczenia wysokiej jakości, odpolitycznionego programu nauczania.
– Na Litwie również dostrzegamy ryzyko, że program nauczania staje się zbiorem oczekiwań i postulatów różnych grup. Ciągle pojawiają się pomysły dodawania kolejnych tematów, ale każdy nowy punkt ma swoją cenę. Gdy program jest rozbudowywany bez jasno określonego rdzenia, nauczycielom trudniej zrozumieć, co jest naprawdę najważniejsze, a na lekcjach pozostaje mniej czasu na systematyczne rozwijanie kluczowych umiejętności: czytania, argumentowania, myślenia matematycznego i rozwiązywania problemów – mówi Masiliauskaitė.
Jak podsumowuje ekspertka, Polska pokazała, że spektakularny skok jakości edukacji jest możliwy. Pokazała jednak również, jak szybko można zacząć tracić to, co zostało zbudowane.
– Dla Litwy nie powinno to być zachętą do kopiowania Polski, lecz impulsem do odpowiedzi na pytanie, czego naprawdę chcemy: lepiej wyglądających wskaźników czy rzeczywiście lepszej edukacji dla każdego dziecka – podsumowuje Masiliauskaitė.





