Minister obrony Robertas Kaunas powiedział, że Litwa zmierza w kierunku wprowadzenia powszechnego poboru, ale najpierw musi się do tego odpowiednio przygotować.
– Potrzebna jest infrastruktura, instruktorzy, zdolności armii, a także odpowiednia ilość uzbrojenia, by wyposażyć osoby powoływane do służby i zapewnić im wysokiej jakości szkolenie – powiedział w środę w rządzie Kaunas.
Według ministra liczba poborowych z roku na rok rośnie, a armia jest w stanie szkolić coraz więcej osób.
– Zmierzamy w kierunku powszechnego poboru, ale robimy to w dobrym tempie, zachowując jakość i odpowiadając na nowe zagrożenia. Uczestniczą w tym komendantury, Związek Strzelców Litewskich i armia litewska, dlatego całe nasze przygotowanie zmierza w stronę przeszkolenia całego społeczeństwa – co robić i jak się bronić w razie wojny – dodał.
Z kolei premier Inga Ruginienė stwierdziła, że kwestia powszechnego poboru pozostaje tematem przyszłych dyskusji.
– Nie mam wątpliwości, że ostatecznie do tego dojdziemy, jednak dziś – wobec zmieniającej się sytuacji geopolitycznej i coraz bliższych nowych zagrożeń – priorytetem jest wykonanie podstawowych działań, a następnie stopniowe posuwanie się naprzód – powiedziała premier Inga Ruginienė.
Na Litwie powszechny pobór nie został jeszcze wprowadzony
Poborowi odbywają na Litwie dziewięciomiesięczną służbę wojskową, jednak w tym roku pojawiła się możliwość jej skrócenia – można ją odbyć przez trzy, sześć lub dziewięć miesięcy.
Do służby powoływani są również młodzi ludzie w wieku 18–22 lat po ukończeniu szkoły, a liczba poborowych ma z roku na rok rosnąć. Część polityków uważa, że właśnie w ten sposób Litwa stopniowo zbliża się do modelu powszechnego poboru.
Litwa chce do 2030 r. utworzyć dywizję piechoty oraz w ciągu trzech lat przygotować się do przyjęcia niemieckiej brygady.
Prezydent Gitanas Nausėda już wcześniej mówił, że wraz z tworzeniem narodowej dywizji przejście Litwy do powszechnego poboru jest jedynie kwestią czasu.
Wzmacnianie planów obronnych NATO dla państw bałtyckich Kaunas nazywa naturalnym procesem
Tymczasem premier i minister obrony podkreślają, że dążenie NATO do rewizji planów obronnych państw bałtyckich w celu wzmocnienia bezpieczeństwa regionu jest naturalnym procesem.

Agencja „Reuters”, powołując się na źródła, poinformowała we wtorek, że NATO planuje wdrożyć nową strukturę dowodzenia, która w przypadku konfliktu z Rosją umożliwiłaby szybkie rozmieszczenie niemieckich i holenderskich żołnierzy na Łotwie i w Estonii.
Minister obrony Robertas Kaunas zaznaczył, że nie może ujawniać wielu szczegółów dotyczących planów Sojuszu.
– Przegląd sił jest normalnym procesem. Nasz region – nie tylko Litwa, ale bezpieczeństwo całego regionu bałtyckiego – to dziś prawdopodobnie priorytet numer jeden w agendzie NATO – powiedział Kaunas podczas środowej konferencji prasowej.
– Widzimy napięcia, których doświadczamy ze strony Rosji i Białorusi. Dlatego to naturalny proces i bardzo dobrze, że plany są przeglądane oraz wzmacniane, bo w przeciwnym razie moglibyśmy się niepokoić. W obecnej sytuacji wszystko wygląda bardzo dobrze – dodał.
Ministrowi wtórowała premier Inga Ruginienė, która przegląd planów NATO dla państw bałtyckich nazwała ciągłym i naturalnym procesem.
– Robi się to co roku po to, by dostosować się do nowych sytuacji. Pojawiają się nowe zagrożenia i nowe technologie, dlatego można powiedzieć, że to postępowe podejście – nie korzystać z planów stworzonych 20 lat temu, lecz stale je aktualizować i udoskonalać – powiedziała szefowa rządu.
Jak przypomina BNS, obecnie operacje NATO w państwach bałtyckich i północnej Polsce nadzoruje jedno wielonarodowe dowództwo z siedzibą w Szczecin. Według źródeł wojskowych po planowanych zmianach za obronę Łotwy i Estonii odpowiadać miałby niemiecko-holenderski korpus stacjonujący w Münster.
Zmiana oznaczałaby podział odpowiedzialności w regionie – niemiecko-holenderski korpus przejąłby dowodzenie sektorem łotewsko-estońskim. Zdaniem wojskowych przydzielenie drugiego korpusu zwiększyłoby zdolności NATO do szybkiego wzmocnienia regionu.
Jak powiedział agencji „Reuters” jeden z wojskowych, włączenie dodatkowego korpusu pozwoliłoby NATO skoncentrować „masę z dużą prędkością”, zwłaszcza biorąc pod uwagę geograficzną podatność państw bałtyckich i ich bliskość wobec Rosji.
Według źródeł Niemcy i Holandia wraz z państwami partnerskimi pracują obecnie nad tworzeniem przydzielonych sił. W pełni sformowany korpus liczy zazwyczaj od 40 do 60 tys. żołnierzy.
Na razie nie wiadomo, kiedy decyzja wejdzie w życie ani ilu żołnierzy ostatecznie znalazłoby się w nowej strukturze dowodzenia w razie konfliktu.



