Pierwszy półfinał Eurowizji przyniósł już pierwsze rozstrzygnięcia, a wśród litewskich fanów konkursu nie słabną dyskusje o występie Liona Ceccaha. Piosenkarka Elizabeth Olshey, która sama kilkakrotnie brała udział w krajowych preselekcjach, w rozmowie podkreśla, że Eurowizja to nie tylko muzyka i sceniczne show, ale przede wszystkim emocje, które, jak mówi, „zawsze zwyciężają”.
„To jest zachwycające i magiczne”
W rozmowie z LRT.lt piosenkarka nie kryje entuzjazmu wobec scenicznej prezentacji litewskiego reprezentanta oraz podkreśla, że jego sceniczna propozycja zrobiła na niej bardzo dobre wrażenie. Dodała, że wyróżniała się na tle innych.
– Uważam, że tegoroczny występ Liona jest zachwycający, magiczny, a ten taki minimalistyczny futuryzm, który przedstawia wykonawcę, naprawdę gustownie się patrzy i na scenie, i w telewizji – mówi artystka.
W jej ocenie ważne jest nie tylko samo wykonanie, ale również estetyka i sposób budowania atmosfery. Jak zaznacza, Litwa ma w tym roku realną szansę na dobry wynik, a awans do finału jest już pierwszym krokiem w stronę sukcesu.
– Litwa awansowała do finału, no i teraz oczywiście wszyscy chcą, żeby Lion Ceccah zajął jak najwyższe miejsce. Bardzo bym chciała, mam bardzo dużą nadzieję, że przyjaciele z innych krajów świata oddadzą swoje głosy dla nas – podkreśla.

W jej wypowiedzi wyraźnie słychać nie tylko ocenę artystyczną, ale także emocjonalne zaangażowanie i poczucie wspólnoty z reprezentantem kraju.
– Czekajmy werdyktu i mam bardzo dużą nadzieję, że nasza przygoda z Eurowizją w tym roku potoczy się dalej – dodaje.
„Każdy chce tam być”
Elizabeth Olshey zna smak rywalizacji w krajowych eliminacjach do Eurowizji. Jak przyznaje, udział w takim konkursie zawsze wiąże się z ambicją dotarcia do finału, a jeszcze większym pragnieniem jest zwycięstwo i reprezentowanie kraju na wielkiej scenie.
– Oczywiście, że czuję ten taki niedosyt, bo przecież chyba każdy uczestnik konkursu preselekcji Eurowizji chciałby trafić do finału i zwyciężyć – mówi otwarcie.

Jednocześnie nie ma w niej żalu wobec tegorocznego reprezentanta. Wręcz przeciwnie, podkreśla dumę i sympatię wobec Liona Ceccaha, którego określa jako osobę skromną i autentyczną.
– Bardzo się cieszę, że w tym roku Lion prezentuje swoją piosenkę na konkursie i bardzo jestem dumna z niego, bo naprawdę to jest bardzo fajny, prosty chłopak – dodaje.
Trzeci raz w preselekcjach – doświadczenie, które buduje
Rozmówczyni zdradza, że tegoroczny udział w preselekcjach nie był jej pierwszym spotkaniem z eurowizyjną sceną. Jak mówi, to już trzeci raz, kiedy próbowała swoich sił w krajowych eliminacjach.
– Już jestem trzeci raz w preselekcjach Eurowizji, to naprawdę nie czułam się tak jakoś dziwnie, czy nieswojsko. Wszystko było bardzo znajome – wspomina.
Piosenkarka zwraca uwagę na atmosferę pracy i profesjonalizm całego zespołu organizacyjnego. Jej zdaniem zaplecze konkursu stoi na bardzo wysokim poziomie i daje artystom komfort działania.

– Producenci LRT byli fajni, przyjemni, spokojni, bardzo profesjonalni. Wszystko było naprawdę na najwyższym szczeblu – zaznacza.
Jednocześnie nie ukrywa, że intensywność przygotowań była ogromnym wyzwaniem fizycznym i emocjonalnym. Jak mówi, łączenie życia zawodowego, marzeń artystycznych i obowiązków rodzinnych nie zawsze jest proste.
– Byłam naprawdę, szczerze mówiąc, bardzo zmęczona, bo chciałam spełniać swoje marzenia, jakieś ambicje – przyznaje.
W jej wypowiedzi pojawia się również bardzo osobisty wątek, który pokazuje, że droga do sceny Eurowizji wiąże się czasem z trudnymi konsekwencjami.
– Chciałam być mamą, już dwójki dzieci, a więc udało się zrobić to i to, ale zawsze trzeba za to zapłacić jakąś cenę – mówi.

Jak dodaje, intensywny okres pracy odbił się również na zdrowiu rodziny.
– Trochę tak poniosło mnie po tej Eurowizji, bo trochę się pochorowaliśmy w rodzinie, ale wszystko było fajnie – zaznacza.
Mimo trudności nie traktuje tego czasu negatywnie. Wręcz przeciwnie – podkreśla jego znaczenie i wartość.
– Naprawdę wspominam ten czas jako trudny, ale bardzo ważny. Naprawdę cenię każdą chwilę i mam nadzieję, że jeszcze wrócę do Eurowizji – dodaje.
Konkurs Piosenki Eurowizji oczami widza
Oglądając Eurowizję już nie z perspektywy uczestniczki, ale widza, Olshey przyznaje, że emocje wcale nie słabną. Wręcz przeciwnie – pojawia się jeszcze większa nieprzewidywalność.
– Szczerze mówiąc, jestem zawsze taka podekscytowana, ponieważ nie wiem czego czekać – mówi.

Jak podkreśla, każdy występ jest dla niej przedmiotem analizy i rozmów, a sama Eurowizja staje się wydarzeniem, które żyje także poza sceną.
– Widzimy te preselekcje, czy jakieś klipy, filmiki w internecie i to po prostu oglądamy i analizujemy sobie, jak to będzie na tej już dużej scenie Eurowizji – tłumaczy Elizabeth.
Jednocześnie przyznaje, że odbiór występów bywa różny – od zachwytu po rozczarowanie.
– Czasami zszokowana, czasami zawiedziona. Bardzo zależy oczywiście od występu, ale prawie zawsze jestem taka naprawdę zaciekawiona – dodaje.
„Najważniejsze są emocje”
Na pytanie o to, co w Eurowizji liczy się najbardziej – wokal, show czy emocje – Elizabeth Olshey nie ma wątpliwości. Jej zdaniem kluczem nie jest żaden pojedynczy element, lecz ich połączenie, które tworzy ostateczne przeżycie widza.
– Kiedyś jeden biznesman powiedział dla mnie i dla mojego męża, że co się sprzedaje najlepiej – to emocje – wspomina.
Jak dodaje, to właśnie emocje decydują o tym, czy występ zostaje zapamiętany, niezależnie od czynników.
– Zawsze zwyciężają emocje i nieważne jakie to są, czy to strach, na przykład jak ja pamiętam występ grupy Lordi – mówi.
Wokalistka odwołuje się także do jednego z najbardziej dyskutowanych zwycięstw w historii konkursu.

– Gdy wygrała Conchita Wurst… też były różne emocje i bardzo było dużo ludzi zdenerwowanych, a była część ludzi, którzy byli bardzo szczęśliwi – przypomina.
W jej opinii jednak nawet najlepszy wokal czy spektakularna scenografia nie wystarczą bez emocjonalnego przekazu.
– Możesz mieć superowy wokal, czy możesz mieć superowe show, ale trzeba i wokalu, i show, aby mieć najlepsze emocje – podkreśla.
Najważniejszy moment przychodzi wtedy, gdy publiczność reaguje instynktownie.
– Gdy widz odczuwa po prostu dreszcz po ciele, to chyba jest ten taki punkt, gdy wykonawca rozumie, że on stworzył taką atmosferę – mówi.
– Emocje zawsze zwyciężą i emocje sprzedają cały ten świat – uważa piosenkarka Elizabeth Olshey.








