Zaczęło się od dziecięcych zabawek i map linii autobusowych. Dziś współtworzy system transportu jednego z najszybciej rozwijających się miast regionu. Historia Dariusza Kułakowskiego, inżyniera transportu publicznego w spółce JUDU to dowód na to, że nawet najbardziej niszowa pasja może przerodzić się w zawód, który realnie wpływa na życie tysięcy ludzi.
Nie każdy chłopiec, który bawi się autobusami, zostaje inżynierem transportu. Ale w przypadku Dariusza Kułakowskiego trudno mówić o zbiegu okoliczności. To raczej konsekwencja pasji, która towarzyszyła mu od najmłodszych lat.
Już jako kilkulatek wiedział, że transport publiczny to coś więcej niż zwykłe zainteresowanie. Autobusy i pociągi były jego codziennością – nie tylko zabawkami, ale początkiem fascynacji, która z czasem zaczęła przybierać coraz bardziej konkretną formę.
– Odkąd pamiętam, już jako dziecko bawiłem się autobusami i pociągami. To była moja codzienność – od około trzeciego roku życia zawsze mnie to fascynowało – wspomina.
Od kolekcji do kariery
Z czasem plastikowe zabawki zamieniły się w metalowe modele, a później – w kolekcję liczącą dziś ponad 80 egzemplarzy. Najcenniejsze? Te związane z Wilnem.
– Z czasem zacząłem interesować się tym bardziej – szukałem różnych modeli, także takich, które można spotkać w Wilnie czy Kownie – mówi.
– Najbardziej wyjątkowe są dla mnie modele wileńskie, czyli te w barwach używanych w Wilnie, odwzorowujące pojazdy, które faktycznie jeździły po mieście. Szczególnie bliskie są mi stare trolejbusy, które kiedyś kursowały w Wilnie – dodaje.
Ale kolekcjonowanie to był tylko początek. Z biegiem lat zmieniło się też spojrzenie Dariusza.
– Na początku podchodziłem do tego jak przyszły kierowca. Fascynowało mnie, że ktoś prowadzi tak duży pojazd, zatrzymuje się na przystankach, otwiera drzwi i obsługuje pasażerów. Z czasem jednak moja perspektywa się zmieniła – opowiada.
– Gdy dorastałem, zacząłem myśleć o transporcie bardziej jak inżynier – dostrzegać rzeczy, które można by ulepszyć, zastanawiać się, co dałoby się zrobić inaczej. I właśnie to podejście z czasem zaczęło dominować – zaznacza.
To właśnie ta zmiana perspektywy okazała się kluczowa.
„Nie ma jednego momentu, jest proces”
Droga do zawodu nie była jedną decyzją, tylko procesem. Były plany zostania architektem, krótki epizod z myślą o prawie. Ale gdzieś w tle zawsze był transport.
– Interesował mnie nie tylko transport publiczny, ale także projektowanie dróg. Fascynowało mnie to, że planując infrastrukturę, trzeba jednocześnie myśleć o całym mieście i jego funkcjonowaniu. Oczywiście, ze względu na moje zainteresowanie transportem publicznym, brałem pod uwagę również pracę w tej branży – wspomina.
Przełom przyszedł dopiero na studiach. Praktyki, które miały być tylko obowiązkiem, zamieniły się w pierwszą pracę.
– To był idealny moment. Mogłem zdobywać doświadczenie, zarabiać i jednocześnie budować fundament pod przyszłość – wspomina.

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością
Początki w pracy nie były łatwe. Wyobrażenia o systemie transportowym zderzyły się z rzeczywistością pełną kompromisów, decyzji i ludzi.
– Na początku można czuć się trochę nie na swoim miejscu – zwłaszcza gdy bardziej doświadczeni współpracownicy mają swoje sprawdzone metody i z pewnym dystansem patrzą na nowych – przyznaje.
Z czasem jednak wszystko się zmienia. Zwłaszcza gdy trafiasz do zespołu ludzi, którzy – tak jak ty – mają pasję.
– W naszej organizacji funkcjonują dwa zespoły – jeden zajmuje się planowaniem rozkładów jazdy, a drugi, w którym pracuję, odpowiada za strategię transportu. Ten drugi zespół w ostatnim czasie się odświeżył – dołączyło do niego więcej osób z pasją, co bardzo wpłynęło na atmosferę pracy – opowiada.
– Dzięki temu zacząłem czuć się bardziej na swoim miejscu. Początki były wymagające, ale dziś, po ponad dwóch i pół roku pracy, mogę powiedzieć, że czuję się tu już naprawdę swobodnie – dodaje.
Rozkład jazdy ma być dostosowany do życia, a nie odwrotnie.
Transport to coś więcej niż autobusy
Dziś Dariusz pracuje nad strategią transportu. I wie jedno: pasażerowie widzą tylko efekt końcowy.
– Wielu pasażerów nie zdaje sobie sprawy, jak dużo pracy stoi za każdą, nawet najmniejszą zmianą. Nad takimi decyzjami pracuje cały zespół ludzi, który musi pogodzić wiele różnych interesów – wyznaje.
– Na przykład, gdy planujemy uruchomienie nowej linii w dzielnicy domów jednorodzinnych, trzeba nie tylko wyznaczyć trasę, ale też zdecydować, gdzie powstaną przystanki. I tu zaczynają się problemy – mieszkańcy często piszą, że chcą autobusów, ale gdy przychodzi do wyboru konkretnej lokalizacji przystanku, pojawiają się protesty: „dlaczego właśnie u mnie, proszę zbudować dalej, przy sąsiedzie” – żartuje.
– To wszystko trzeba jakoś pogodzić i znaleźć kompromis. Czasami można nawet zażartować, że niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, zawsze znajdzie się grupa osób, która będzie niezadowolona – dodaje.
To właśnie ten element – praca z oczekiwaniami ludzi – jest często trudniejszy niż techniczne wyzwania.
– Powiedziałbym, że kwestii technicznych jest więcej, ale są one łatwiejsze do rozwiązania. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że czegoś nie da się zrobić, zazwyczaj da się znaleźć jakieś wyjście. Znacznie trudniejsze jest przekonanie ludzi – potencjalnych pasażerów – że proponowane rozwiązania w dłuższej perspektywie będą dla nich korzystne – mówi.
– Dobrym przykładem są częste skargi dotyczące braku bezpośrednich połączeń. Wiele osób chciałoby dojechać wszędzie bez przesiadek, ale w praktyce jest to niemożliwe – nie wystarczyłoby ani autobusów, ani infrastruktury, a na ulicach powstałyby korki… z autobusów. Dlatego system transportu opiera się często na przesiadkach, ale za to na większej częstotliwości kursów – tłumaczy.
– Chodzi o to, żeby pasażer nie musiał długo czekać – przychodzi na przystanek i wie, że autobus pojawi się w ciągu kilku minut. Rozkład jazdy ma być dostosowany do życia, a nie odwrotnie – wyróżnia.
Miasto widziane z autobusu
Choć dziś Wilno nie robi już na nim takiego wrażenia jak kiedyś, pasja nie zniknęła. Po prostu się zmieniła.
Jej początki są jednak bardzo osobiste i sięgają dzieciństwa.
– Rodzina mnie wspierała. Na przykład moja babcia, która niestety już nie żyje, jeździła ze mną po mieście, kiedy byłem dzieckiem. Miałem wtedy mapę wszystkich linii wileńskich i bardzo interesowało mnie, jak wyglądają one w rzeczywistości – bo czym innym jest zobaczyć coś na mapie, a czym innym przeżyć to na żywo. Babcia przejechała ze mną kilkanaście linii, jeździliśmy po całym mieście – wspomina.
To właśnie te wspólne podróże były pierwszą lekcją patrzenia na miasto nie z perspektywy punktu A do punktu B, ale jako żywego organizmu.
Dziś ta pasja objawia się inaczej – podczas podróży do innych miast.
– Często żartujemy w pracy, że kiedy odwiedzasz inne miasto, to niemal masz obowiązek ocenić tamtejszy transport publiczny – mówi.
– Wsiadam do autobusu albo tramwaju i jadę przed siebie. Wtedy widzę, jak naprawdę żyją ludzie, nie tylko turystyczne centrum – opowiada.
To właśnie takie doświadczenia budują jego spojrzenie na transport – jako element życia miasta, a nie tylko system przemieszczania się.
– Gdy widzisz gdzieś rozwiązania, których u nas jeszcze nie ma, robi to wrażenie – dodaje.

Pasja, która stała się przewagą
Dla Dariusza Kułakowskiego dziecięca fascynacja transportem to nie tylko wspomnienie – to realne narzędzie pracy, które do dziś daje mu przewagę.
– Powiedziałbym, że bardzo pomaga. Przede wszystkim daje pewien zasób wiedzy, który zdobyłem jeszcze przed rozpoczęciem pracy – na przykład o systemach transportowych w innych miastach czy różnych rozwiązaniach, które mogłem wcześniej obserwować – podkreśla.
Ta wiedza nie pochodziła z podręczników, ale z lat obserwacji, analizowania i zwykłej ciekawości świata. Dzięki temu dziś szybciej rozumie mechanizmy funkcjonowania transportu i łatwiej dostrzega rozwiązania, które można przenieść na grunt Wilna.
Równie ważne jest jednak podejście.
– Mam świadomość, że robię coś dla miasta i mogę zobaczyć efekty swojej pracy w rzeczywistości. Widzę, że wprowadzone zmiany realnie poprawiają życie mieszkańców – mówi.
To właśnie ta perspektywa sprawia, że nawet trudne decyzje – takie, które nie wszystkim się spodobają – mają sens.
– Pasja, entuzjazm i zaangażowanie pomagają utrzymać motywację, nawet wtedy, gdy trzeba podejmować decyzje, które nie wszystkim przypadną do gustu – dodaje.
Modele, które uczą myślenia jak inżynier
Na pierwszy rzut oka kolekcjonowanie modeli autobusów może wydawać się tylko hobby. W rzeczywistości jednak miało ono duży wpływ na sposób, w jaki Dariusz dziś patrzy na transport.
– Same modele nie zawsze są na tyle szczegółowe, by pokazywać dokładnie wnętrze pojazdu, ale mimo to bardzo mi pomogły – przyznaje.
Szczególnie wtedy, gdy przyszło mu pracować nad realnymi projektami.
– Miałem okazję uczestniczyć w przygotowywaniu wymagań technicznych dla nowych autobusów. W takim procesie trzeba zacząć od podstaw – określić długość, szerokość, liczbę miejsc i wiele innych parametrów – tłumaczy.
Dzięki wcześniejszemu doświadczeniu nie zaczynał od zera.
– Znałem już różne modele oraz producentów autobusów i trolejbusów. To dało mi solidny fundament i ułatwiło tworzenie konkretnych wymagań technicznych – mówi.
To pokazuje, że nawet pozornie prosta pasja może rozwijać umiejętności, które później okazują się kluczowe w zawodzie.

Przyszłość? Ekologia i zmiana myślenia
Zdaniem Dariusza największe wyzwania stojące przed transportem to korki i rosnąca liczba pasażerów.
Jednocześnie wskazuje, że realne zmiany już się dzieją – i pasażerowie zaczynają je odczuwać.
– Myślę, że jedną z największych zmian w ostatnim roku – i taką, z której osobiście najbardziej się cieszę – było wprowadzenie linii nocnych. Byłem inicjatorem tej idei. Oczywiście nie pracowałem nad tym sam – to był wysiłek całego zespołu – ale koncepcja oraz sposób organizacji tych linii w dużej mierze opierały się na mojej propozycji – mówi.
Inspiracją był sprawdzony model z Warszawy.
– Wzorowaliśmy się na systemie, w którym autobusy nocne spotykają się co pół godziny w jednym miejscu, umożliwiając wygodne przesiadki między liniami – wyjaśnia.
Efekt? Transport nocny przestał być niszową usługą.
– Dzięki temu linie nocne nie służą już tylko osobom wracającym z centrum czy z imprez. To także realna alternatywa dla osób wracających późno z lotniska – można dojechać do centrum i stamtąd bez problemu przesiąść się na kolejną linię prowadzącą do domu – dodaje.
To zmiana, którą – jak przyznaje – sam wielokrotnie testował.
– Za każdym razem pojawia się poczucie satysfakcji i dumy – zarówno osobistej, jak i zespołowej. Szczególnie widać sens tej pracy wtedy, gdy autobusy nocne są pełne, na przykład w weekendy czy podczas większych wydarzeń. To pokazuje, że ta usługa była naprawdę potrzebna – zwłaszcza dla młodszych mieszkańców miasta – podkreśla.
Równolegle transport zmierza w stronę ekologii i nowych technologii.
– Najbardziej widocznym kierunkiem zmian jest obecnie ekologia. Już niedawno ogłoszono, że Wilno otrzyma pierwsze autobusy elektryczne. Modernizowana jest również flota trolejbusów, a w planach jest pełna elektryfikacja transportu w ciągu najbliższych pięciu–dziesięciu lat – zaznacza.
W tle pojawiają się też bardziej futurystyczne rozwiązania.
– Rozwijają się także inne technologie, jak autobusy autonomiczne, które były już testowane w Wilnie. Na razie nie są one jeszcze na tyle zaawansowane, by mogły być wykorzystywane na co dzień. Jednak w perspektywie 20 lat transport publiczny może wyglądać już zupełnie inaczej – dodaje.

„Po prostu wierz w siebie”
Dariusz nie ma wątpliwości, co powiedziałby młodszemu sobie – i każdemu, kto dziś zaczyna podobną drogę.
Nie chodzi tylko o pasję. Chodzi o odwagę, by ją rozwijać – nawet wtedy, gdy inni patrzą na nią z dystansem.
– W szkole było trochę inaczej – raczej spotykałem się ze zdziwieniem. Wielu kolegów interesowało się samochodami, a ja autobusami. Dla mnie to w zasadzie ten sam rodzaj transportu – różni się głównie wielkością – wspomina.
Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać.
– Zaczynasz znajdować swoje środowisko – ludzi, którzy mają podobne zainteresowania. U mnie duża zmiana nastąpiła podczas Erasmusa w Warszawie. Tam działa klub miłośników transportu i co ciekawe, wiele osób z tego środowiska pracuje dziś w Zarządzie Transportu Miejskiego – mówi.
To doświadczenie pozwoliło mu spojrzeć na swoją pasję z zupełnie innej perspektywy.
– Kiedy widzisz, że są inni ludzie tacy jak ty, zaczynasz patrzeć na swoją pasję inaczej. Uświadamiasz sobie, że wszystko jest w porządku – każdy ma swoje zainteresowania. I że nie ma sensu oceniać innych tylko dlatego, że interesują się czymś innym – podkreśla.
Dziś tę samą myśl przekazuje młodszym.
– Zachęciłbym młode osoby, aby rozwijały swoje zainteresowania, wybierały kierunki studiów, które mogą im w tym pomóc, i szukały możliwości zdobywania doświadczenia. Warto też pamiętać, że świeża wiedza i nowe spojrzenie są naprawdę bardzo cenione –mówi.
– Jeśli wierzysz, że możesz coś osiągnąć i jesteś tego wart, jest duża szansa, że tak właśnie będzie – puentuje.
I jego historia pokazuje, że to nie jest pusty slogan.
Bo czasem wszystko zaczyna się od małego autobusu i kończy na realnym wpływie na całe miasto.






