Prezydent USA Donald Trump w czwartek zainaugurował działalność swojej Rady Pokoju – nowej instytucji, której ostateczna misja budzi pytania – i zapowiedział przeznaczenie na jej funkcjonowanie 10 mld dolarów (8,5 mld euro). Państwa, w których większość mieszkańców stanowią muzułmanie, zaoferowały z kolei wsparcie finansowe oraz wysłanie żołnierzy do Strefy Gazy.
Donald Trump zgromadził swoich sojuszników z całego świata – wśród nich wielu przywódców o autorytarnym stylu rządzenia i jedynie nielicznych przedstawicieli zachodnich demokracji, tradycyjnych sojuszników USA – aby poparli deklarowane przez republikanina dążenie do pokoju w czasie, gdy wysyła amerykańskie siły zbrojne w rejon Iranu i grozi wojną.
Przewodnicząc spotkaniu z młotkiem w ręku w lśniącym waszyngtońskim budynku, w którym wcześniej mieścił się Amerykański Instytut Pokoju – obecnie rozwiązany i przemianowany imieniem 79-letniego republikanina – Trump chwalił „potężnych ludzi”, którzy dołączyli do jego rady.
– Pomożemy Gazie. Uporządkujemy ją. Uczynimy ją sukcesem – mówił Trump, trzymając dokument z zobowiązaniami, po czym z głośników popłynęły rytmy jego ulubionej piosenki „YMCA”.
– Uczynimy ją pokojową i będziemy robić podobne rzeczy w innych miejscach. Pojawią się nowe miejsca, wydarzą się nowe rzeczy – dodał.
Trump, który znacząco ograniczył pomoc zagraniczną, zapowiedział przeznaczenie 10 mld dolarów na działalność rady.
Katar, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zadeklarowały co najmniej po 1 mld dolarów. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt poinformowała, że łącznie obiecano ponad 6,5 mld dolarów – prawdopodobnie bez uwzględnienia wkładu zapowiedzianego przez Trumpa.
– Razem możemy zrealizować marzenie o trwałej harmonii w regionie, który przez stulecia był dręczony wojną i cierpieniem – powiedział prezydent, który dorobił się fortuny na rynku nieruchomości i wcześniej wspominał o budowie kurortów w Strefie Gazy.
Trump nie wyjaśnił dokładnie, na co zostaną przeznaczone środki ani czy Kongres zatwierdził zapowiedziany wkład dla instytucji krytykowanej za brak przejrzystości.
Prezydent będzie dysponował prawem weta w Radzie Pokoju i będzie mógł pozostać jej przewodniczącym nawet po zakończeniu kadencji. Państwa chcące zostać stałymi członkami – zamiast ograniczyć się do dwuletniej kadencji – będą musiały wpłacić 1 mld dolarów.
Obietnice wysłania żołnierzy
Rada Pokoju zebrała się po tym, jak administracja Trumpa, we współpracy z Katarem i Egiptem, wynegocjowała w październiku zawieszenie broni mające zakończyć dwuletnią, wyniszczającą wojnę w Strefie Gazy.
Drugi etap planu przewiduje rozbrojenie islamistycznego ruchu Hamas, którego bezprecedensowy atak z 7 października 2023 r. na Izrael doprowadził do wybuchu szerokiego konfliktu.
Maroko jako pierwsze państwo arabskie zadeklarowało gotowość wysłania policji i oficerów do tworzących się Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych.
Dowódca sił, amerykański generał major Jasper Jeffers, poinformował, że Albania, Indonezja, Kazachstan i Kosowo również wyślą żołnierzy. Jeden z indonezyjskich oficerów ma zostać jego zastępcą.
Indonezja – największy na świecie kraj z większością muzułmańską – wcześniej zapowiadała gotowość wysłania 8 tys. żołnierzy, niemal połowy z oczekiwanych 20 tys.
Trump pochwalił obecnego na spotkaniu prezydenta Indonezji Prabowo Subianto, nazywając byłego wojskowego – oskarżanego o naruszenia praw człowieka w Timorze Wschodnim – „twardym graczem”.
Nickolay Mladenov, doświadczony bułgarski dyplomata wyznaczony przez USA na specjalnego wysłannika ds. Gazy, ogłosił rozpoczęcie rekrutacji do sił policyjnych w Strefie Gazy na okres po rządach Hamasu. W pierwszych godzinach zgłosiło się 2 tys. kandydatów.
Mimo zawieszenia broni ministerstwo zdrowia w Strefie Gazy, działające przy władzach Hamasu, twierdzi, że od jego wejścia w życie izraelskie siły zabiły co najmniej 601 osób.
Szef izraelskiej dyplomacji Gideon Saar zażądał rozbrojenia Hamasu oraz „gruntownego procesu deradykalizacji” w Strefie Gazy.
Nierówny udział
W niespójnym przemówieniu Trump krytykował krajowych przeciwników, podkreślał wzrosty na giełdzie i chwalił sukcesy polityczne liderów obecnych na scenie – m.in. Viktora Orbana z Węgier i Javiera Milei z Argentyny.
Ponownie ostrzegł także Iran, grożąc możliwymi amerykańskimi uderzeniami w ciągu 10 dni, jeśli Teheran nie zgodzi się na daleko idące ustępstwa, poczynając od programu nuklearnego.
Do rady przystąpiło niewiele państw zachodnich. Wielka Brytania i Niemcy wysłały do Waszyngtonu swoich ambasadorów jako obserwatorów, natomiast Kanada i Francja całkowicie zignorowały spotkanie.
Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot skrytykował Komisję Europejską za udział w charakterze obserwatora, twierdząc, że nie posiada ona do tego mandatu.
Premier Albanii Edi Rama, lojalny sojusznik USA, odrzucił europejskie obawy, jakoby Trump próbował zastąpić Organizację Narodów Zjednoczonych, której znacząco ograniczył finansowanie ze strony USA.
– Jeśli jednak pomoże to potrząsnąć tym gasnącym gigantem i, jeśli Bóg pozwoli, go obudzić, to niech Bóg błogosławi Radę Pokoju – powiedział Rama.

