- Służby pokazały, że podejmują trudne decyzje tu i teraz. Incydent, który miał miejsce, pokazał, że jesteśmy gotowi. Myśliwce NATO wystartowały w tej samej sekundzie, patrolowały i monitorowały przestrzeń powietrzną, nie tylko zapewniając bezpieczeństwo, ale także wysyłając sygnał, że nie będziemy tolerować takich rzeczy – podsumowała wczorajszy incydent premierka Inga Ruginienė, która w piątek odwiedziła Kowno. Rosyjskie myśliwce wtargnęły do litewskiej przestrzeni powietrznej w pobliżu Kibartów.
Zapytana, czy w takim przypadku intruzi z Rosji nie powinni zostać zestrzeleni, premierka odpowiedziała, że właśnie dlatego poderwano myśliwce chroniące litewską przestrzeń powietrzną – muszą ocenić sytuację. Podkreśliła jednak, że jesteśmy gotowi to zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Musimy zrozumieć, jakie byłyby konsekwencje, gdybyśmy użyli ognia. Oczywiście, jesteśmy gotowi to zrobić w skrajnym przypadku, ale na dziś stabilizowaliśmy sytuację – powiedziała Ruginienė.

Według premierki, przygotowania do obrony postępują „w dobrym tempie” we wszystkich krajach europejskich, a liderem w tej dziedzinie jest Litwa.
- Otrzymałam już pozytywne sygnały ze Stanów Zjednoczonych dotyczące naszego bardzo rygorystycznego i odpowiedzialnego podejścia do obronności. Nasi sąsiedzi starają się dotrzymać nam kroku. Wysyłamy całkiem dobre sygnały naszemu wrogowi – powiedziała.
Rosyjskie samoloty wojskowe SU-30 i Ił-78 przeleciały w czwartek wieczorem około 700 metrów nad terytorium Litwy w pobliżu Kibartów i przebywały tam około 18 sekund. W odpowiedzi na incydent na miejsce zdarzenia wysłano dwa myśliwce Eurofighter Typhoon hiszpańskich sił powietrznych, realizujące misję patrolowania przestrzeni powietrznej NATO. Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) wystosowało do Rosji stanowczy protest w związku z tym incydentem, a partnerzy z NATO i Unii Europejskiej, a także Rada Północnoatlantycka, zostali o tym poinformowani kanałami dyplomatycznymi.



