„Co z tego, że będziemy „zieloni”, jak będziemy martwi?” - takie pytanie zadał były premier Polski Mateusz Morawiecki. W rozmowie z LRT.lt podczas konferencji „Bezpieczeństwo energetyczne w Europie Środkowo-Wschodniej 2024. Rola zielonego konserwatyzmu w budowaniu bardziej konkurencyjnej UE” w Warszawie były premier podkreśla, że inwestycje w zieloną gospodarkę są ważne i konieczne, ale z punktu widzenia dzisiejszej geopolityki Europa powinna pomyśleć o większych inwestycjach w obronność.
O tym, dlaczego Litwa jest ważnym partnerem dla Polski, co skłoniłoby Władimira Putina do zasiadania do stołu negocjacyjnego i czego Morawiecki oczekuje od nowo wybranego prezydenta USA Donalda Trumpa – w wywiadzie LRT.lt.
- W okresie, gdy Pan kierował Rządem, Polska i Litwa współpracowały naprawdę intensywnie - mieliśmy wiele wspólnych projektów w sektorze energetyki i nie tylko. Jak postrzega Pan dzisiejszą współpracę naszych krajów pod kierownictwem nowego polskiego rządu?
- Dziś nasza współpraca musi się cały czas skupiać na temacie bezpieczeństwa. Zamiast „miękkiego podbrzusza” między Litwą a Polską, czyli Przesmyku Suwalskiego należy posiadać wystarczającą siłę, aby obronić się przed ewentualną agresją. Naszym zadaniem jest motywowanie partnerów - Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych - do tego, aby jak najwięcej wojsk NATO i broni sprowadzać do Polski i Litwy. Rząd polski powinien mówić jednym głosem z rządem litewskim. Ja na razie takiego głosu nie słyszę. Bardzo bym zachęcał do tego, żeby razem z rządem litewskim mówić jednym głosem o bezpieczeństwie.

- Jaki interes ma Polska, współpracując z Litwą i być może, z innymi krajami bałtyckimi?
- Litwa jest państwem, które się bardzo dynamicznie rozwija i jest położone w strategicznym miejscu. Ja nie patrzę na to w taki sposób, że jakieś państwo jest większe, a jakieś mniejsze. Izrael posiada 9 mln mieszkańców, w tym 7 mln Żydów oraz 2 mln Arabów i jest potężnym państwem na Bliskim Wschodzie. Litwa też może zostać takim bastionem bezpieczeństwa, podobnie jak i Polska. Chciałbym, żebyśmy nimi zostali. Nasze społeczeństwa pokazały dużą dynamikę w rozwoju gospodarczym, ale musimy dzisiaj zadbać przede wszystkim właśnie o bezpieczeństwo. Dlatego uważam, że właśnie taki alians polsko-litewski i naturalne jego przedłużenie również na kraje bałtyckie - do Finlandii i Szwecji – byłoby bardzo dużą wartością we współpracy z Polską. Zarówno Via Baltica, jak i Rail Baltica powinny być infrastrukturalnie wspierane przez Komisję Europejską. W tym kontekście Litwa może bardzo dużo zyskać, bo obok linii Wschód-Zachód, które dzisiaj są rozerwane ze względu na agresywną postawę Rosji, powinniśmy budować mocne powiązanie z krajami skandynawskimi – Szwecją i Finlandią, dzisiaj państwami NATO. Podobnie jest z krajami, z którymi nie mamy dziś dobrze rozwiniętej infrastruktury. Chodzi o cały region karpacki.

- W kontekście wojny w Ukrainie coraz więcej mówi się o możliwym zawieszeniu broni lub negocjacjach. Jak Pan ocenia dzisiejszą sytuację w Ukrainie?
- Siła argumentu wobec Putina to za mało. Wierzę, że wraz z wyborem Donalda Trumpa, który nie będzie chciał ponieść porażki jak Joe Biden w Afganistanie, prezydent Trump zaproponuje duży pakiet obronnościowy. Może być związany z przekazaniem broni i amunicji dla Ukrainy po to, żeby Putin zrozumiał, że są dwie możliwości. Albo siądzie do stołu negocjacyjnego, który będzie stołem realnym a nie wymuszonym, albo ta wojna będzie jeszcze dłużej trwała i sytuacja w Rosji będzie się cały czas pogarszała.
Wszyscy komentują import - że się tak wyrażę - czyli przyjazd żołnierzy z Korei Północnej jako coś skandalicznego. Rzeczywiście, jest to skandal i coś niedopuszczalnego. Jednak dodatkowo świadczy o tym, że Putin ma problemy rekrutacyjne. Boi się wziąć chłopców z Moskwy i Petersburga, którzy by wrócili w czarnych workach do swoich rodzin. Boi się rebelii i rewolucji, lub nawet ważnych zamieszek. Zmuszony jest ściągnąć żołnierzy z Korei Północnej, co świadczy o słabości Rosji. Dodatkowo też przypomnę, że byłem pierwszą osobą, która na Radzie Europejskiej w Wersalu proponowała nie tylko zamrożenie rosyjskich aktywów, ale również ich skonfiskowanie. Można by było przeznaczyć je na produkcję broni i na dostawy broni dla Ukrainy. Takie kroki zmusiłyby Putina do udziału przy stole negocjacyjnym: broń, presja, groźba zabrania skonfiskowania aktywów i poważne podejście do wsparcia dla Ukrainy w najbliższy czasie.

- W swoim dzisiejszym przemówieniu powiedział Pan, że Europa musi zwiększyć swoje wydatki na obronę, ale wydaje się, że mówi się o tym od dawna, ale niewiele zrobiono. Czy zmieni się to wraz z wyborem Trumpa?
- Uważam, że to będzie dzisiaj poważne wyzwanie dla Europy. Wraz z wyborem Trumpa Europa musi się obudzić do prawdziwej obronności. Brakuje tego, byśmy przeznaczyli wystarczająco dużo środków na obronność. Chodzi o główne środki, a nie tylko przeznaczone na zieloną energię. Co z tego, że będziemy „zieloni”, jak będziemy martwi?

- Czy wierzy Pan, że Ukraina może powrócić do granic z 1991 roku?
- Wierzę w to, ale chcę też powiedzieć, że to nie ode mnie, ani nawet nie od Stanów Zjednoczonych zależy decyzja, dotycząca tego, jaki ma być kształt pokoju. Zależy to wyłącznie od Ukraińców oraz rządu i narodu ukraińskiego. Kieruję się wolą Ukrainy. To, co zaakceptują jako dobry pokój, jako możliwy do przyjęcia, jest dla mnie również możliwym pokojem do zaakceptowania.






