Rosja może przetestować obronę NATO, organizując „małą operację” w krajach bałtyckich, oświadczył w wywiadzie dla fińskiej gazety Helsinki Sanomat Ben Hodges, były dowódca sił amerykańskich w Europie.
Skrytykował także Donalda Trumpa, który chce wziąć udział w wyborach prezydenckich w USA, i podkreślił, że administracja Joe Bidena musi lepiej wyjaśniać Amerykanom, jak ważne jest wspieranie Ukrainy, bo jeśli przegra ona wojnę z Rosją, a Moskwa zaatakuje państwa NATO, Amerykanie będą musieli wejść na pole bitwy.
- Finlandia robi to, co każdy powinien zrobić. Artykuł trzeci (Traktatu Północnoatlantyckiego) tłumaczy, że członkowie NATO są odpowiedzialni za własną obronę i pomoc innym krajom. To właśnie robi Finlandia – podkreślił Hodges.
Według niego, niezwykle ważne jest nie tylko zaopatrzenie armii, ale determinacja całego społeczeństwa do obrony kraju.

- Rosja nie jest zainteresowana śmiercią dziesiątek tysięcy żołnierzy w Finlandii, jak to miało już miejsce w przeszłości. Rosjanie prostu nie mają w tej chwili możliwości zaatakowania Finlandii – powiedział generał, dodając, że bardziej prawdopodobnym celem są państwa bałtyckie, gdzie Moskwa może prowadzić niewielkie operacje.
- Potem zapytaliby, czy naprawdę z tego powodu chcemy wojny nuklearnej. Musimy być na to gotowi - oświadczył.
Jego zdaniem, Kreml jest obecnie zaniepokojony reakcją społeczeństwa, a w Moskwie i Petersburgu notuje się mroźne temperatury.
- Strasznie być rosyjskim żołnierzem w okopach w Ukrainie podczas takiej zimy – zauważył generał.



