- Brzmi paradoksalnie, ale Powstanie Styczniowe jedno z przyczyn aktywności kobiet w życiu społecznym XIX w.. Łamały granice, które zostały im narzucone przez przodków. Większość kobiet powstania opuściła rodziny, by do nich już nie powrócić. Aktywność kobiet wpłynęła również na późniejsze procesy społeczne. Małżonki szlachciców, którzy wyruszyli na zryw, uporządkowały dworki. Musiały to zrobić samodzielnie, ponieważ pańszczyzna do tego czasu już została zniesiona. Miały się zatem samodzielnie uczyć zasad ekonomii i zarządzania, by kierować gospodarstwem - twierdzi dr Olga Mastianica z Instytutu Historii Litwy.
W ramach tradycyjnych Śród Literackich w Muzeum Adama Mickiewicza w Wilnie odbyło się spotkanie „Wilnianki – „córki” Adama Mickiewicza – uczestniczki powstań listopadowego i styczniowego”. Podczas niego zebrani mogli się dowiedzieć, dlaczego kobiety były karane przez władzę carską za noszenie strojów żałobnych oraz z jakich przyczyn traktowały Powstanie Styczniowe jako wydarzenie, które nie tylko odmieniło, ale wręcz złamało ich życie.
Jak twierdzi dr Olga Mastianica, w połowie XIX w. młode dziewczyny dorastały w duchu patriotyzmu i wspomnień dotyczących klęski Powstania Listopadowego. W szkołach, w których pracowali przyjaciele Adama Mickiewicza - Tomasz Zan czy Jan Czeczot, starano się zaszczepić patriotyzm i krzewić historię. - Przyszła żona i matka miała być rozumiana jako członek rodziny, która z kolei mogłaby przekazać młodszym pokoleniom wiedzę o historii tamtego okresu i dzieje walk o niepodległość - tłumaczy historyk.
Historie opowiadane w domu i po kryjomu w placówkach oświatowych wywarły duży wpływ na młode pokolenie. Nieprzypadkowo przed rozpoczęciem Powstania Styczniowego rozpoczęły się manifestacje religijne i patriotyczne, w których brały udział również młode kobiety - wtedy jeszcze wychowanki szkół. - Aktywność kobiet przed wybuchem Powstania Styczniowego polegała na tym, że młode dziewczyny śpiewały pieśni patriotyczne podczas nabożeństw w kościołach, zbierały datki na rzecz byłych powstańców, a także publicznie nosiły stroje żałobne. Taki cichy protest stał się mocną formą buntu przeciwko caratowi i na pewno nie był pojedynczym zjawiskiem, a długotrwałą akcją protestacyjną, która się odbywała na terenach całego byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Podobne manifestacje odbywały się również w Wilnie. Wpływ na popularyzację aktywności społecznej kobiet miał również Tadeusz Kościuszko. W 1794 r. po raz pierwszy wydał oświadczenie do kobiet - dodaje Mastianica.

Carskie władze nie popierały takiego cichego protestu. Ciekawostką jest to, że za noszenie czarnych żałobnych strojów z krynoliną kobietom groziła kara, nawet więzienna. Kobiety jednak kontynuowały taki bunt i kolorowe stroje ubierały wyłącznie w dni związane z historią Polski, na przykład, 3 maja.
Po wybuchu Powstania Styczniowego w gazetach pojawiały się apele, by kobiety w żadnym wypadku nie brały broni do rąk. - Pamiętano o tym, że podczas Powstania Listopadowego czasami się ubierały w męskie stroje i brały udział w działaniach wojennych. Po jednej z bitew pod Wilnem, w której zginął jeden z powstańców Ferdynand Karpowicz, podczas pogrzebu okazało się, że jest to wilnianka Eleonora Michajłowska - przypomina badaczka dziejów kobiet.

Prawdopodobnie do takich sytuacji doszło również podczas Powstania Styczniowego. Jednak zdecydowanie były to rzadsze przypadki - kobiety wybrały inną taktykę walki. - Tworzyły m.in. pierwsze organizacje pomocy wojennej. Wzięły zatem na siebie odpowiedzialność za logistykę zrywu. Organizowały drogę przekazu tajnych informacji, zbierały datki, przewoziły jedzenie i ubranie, opiekowały się aresztowanymi i członkami ich rodzin - dodaje Mastianica.
Za taką aktywność kobiety były karane tak samo jak mężczyźni. Dochodzenia wszczęto w sprawie 1701 kobiet. Część z nich trafiła do więzienia i nawet została zesłana. - 287 ukaranych kobiet miało powiązania z Wilnem - urodziło się w stolicy lub studiowało - informuje.
Archiwa wskazują, że podczas Powstania Styczniowego w Wilnie działały organizacje, których celem była pomoc militarna. Jedną z nich był tzw. Wileński Komitet Kobiet. Kierowały nim wilnianki Ludwika Rodziewiczowa i Emilia Wróblewska. Ludwika brała aktywny udział w manifestacjach patriotycznych, choć mąż aktywnie się sprzeciwiał takiej działalności.

Aktywne były również jej siostry - Maria Jamontt, która była narzeczoną Konstantego Kalinowskiego, a także jej brat Józef, sekretarz Kalinowskiego. - W latach powstania Ludwika już była matką pięciorga dzieci, a także świetną konspiratorką - za działalność opozycyjną był karany jej małżonek Ludwik, a nie ona sama. Gdy został zesłany, Ludwika wyruszyła za nim. Tam pochowała małżonka i z czterema córkami wróciła do Warszawy. Z kolei jej córki w przyszłości się zapoznają z Józefem Piłsudskim - opowiada Mastianica.
Ludwika Rodziewiczowa pozostawiła po sobie wspomnienia tego okresu. - Z nich wiadomo, że Wileński Komitet Kobiet posiadał cztery oddziały, powiązane z działalnością powstańców regionu. Pierwszy z oddziałów był odpowiedzialny za zbieranie datków na rzecz powstańców. W jednym z dokumentów, opisujących działalność oddziału, kobiety po raz pierwszy zostały nazwane „obywatelkami“. Podczas powstania w każdą sobotę członkinie Komitetu przekazywały zebrane datki dla naczelnika Miasta Wilna. Dwie z nich – Emilia Sawicka i Barbara Nielawicka zebrały 25 tys. rubli na broń dla powstańców. Później kobiety wstąpiły do zakonu, przeniosły się do Paryża, przekazały zebrane datki i pomyślnie wróciły do Wilna – tłumaczy doktor nauk humanistycznych.
Drugi oddział był odpowiedzialny za pomoc społeczną: opiekował się aresztowanymi i przyszłymi zesłańcami, przekazywał jedzenie oraz ubranie. W tej działalności brała aktywny udział m.in. wdowa poety Władysława Syrokomli Paulina Kondratowicz. Podczas powstania mieszkała na dzisiejszy ulicy Barbary Radzwiłłówny. - Niestety, podczas jednego z przeszukiwań nie wytrzymała presji psychologicznej i sama wręczyła organom ścigania listę osób, którymi musiała się opiekować. Podczas przesłuchań wydała również brata Apolonii Sierakowskiej. Listy wskazują, że po przesłuchaniach zdiagnozowano u niej chorobę psychiczną. Istnieje jednak hipoteza, że udawała chorobę, by ochronić dzieci i samą siebie przed zesłaniem na Sybir - przybliża sylwetkę Mastianica.
Trzeci oddział Komitetu był odpowiedzialny za tajne informacje i dokumenty oraz logistykę broni czy ubrań dla powstańców. - W Wilnie znajdowały się trzy tajne magazyny z bronią. Jeden - przy dzisiejszy ulicy Arklių, drugi - na skrzyżowaniu ulic Savičiaus i Bokšto. Trzeci - przy dzisiejszej ulicy Polocko. Proch był produkowany przy dzisiejszej ulicy Dominikonų. Aby nie wzbudzać podejrzeń, młode dziewczyny wozami przybywały do Wilna, zabierały broń i dokumenty. Wśród takich odważnych kobiet była również córka Teodora Narbutta, również Teodora - dodaje naukowczyni.

Kobiety były odpowiedzialne nie tylko za przechowywanie tajnych dokumentów, ale również za wydawanie fałszywych dowodów osobistych. Zajmowała się tym m.in. Apolonia Sierakowska. Podczas jednego z przeszukań została aresztowana zakonnica Anna Dąbrowska, znana jako dobra lekarz położna. - Gubernator Okręgu Wileńskiego Michaił Murawjow kobiety jako przestępczynie traktował tak samo jak mężczyzn. W związku z tym po raz pierwszy w historii Litwy zostały one skazane za przestępstwa polityczne. W więzieniach były brutalnie przesłuchiwane, były im odbierane prawa szlacheckie, mienie. Część kobiet, oddzielona od rodzin została zesłana na Syberię - ubolewa Mastianica.
Na początku kobiety były zatrzymywane i przesłuchiwane w izbie więziennej przy dzisiejszej ul. Kościuszki 1. Później w tym celu zaczęły być wykorzystywane wcześniej zamknięte klasztory. - Wiadomo, że w areszcie przebywało 21 kobiet. Przebywały po kilka dni, czasem tydzień. Niektóre zaś, jak Anna Dąbrowska, nawet miesiąc. W wileńskiej izbie więziennej, w porównaniu do innych tego typu miejsc, sytuacja kobiet była o wiele trudniejsza. Odbierano im ubrania i osobiste artykuły higieniczne. W odróżnieniu od innych celi, nie było tam strażnic-kobiet. Można powiedzieć, że areszty w pewnym sensie skasowały różnice społeczne - kobiety czekające na wyrok sądu przebywały w jednej sali, niezależnie od pochodzenia - dodaje historyk.
Mastianica ubolewa, że wspomnień kobiet na temat Powstania Styczniowego pozostało o wiele mniej niż w przypadku mężczyzn. - Tak się stało, ponieważ kobiety nie spieszyły się do spisywania wspomnień, a nawet były zachęcane do tego, by ich nie publikować. Po pierwsze, należy pamiętać, że nawet w przypadku Wileńskiego Komitetu Kobiet był on raczej organem pomocniczym. Kobiety mimo podjętego wysiłku zawsze znajdowały się na drugim planie. Nie brały udziału w komunikacji liderów powstania. Gdy Apolonia Sierakowska zapoznaje się ze swoim przyszłym mężem Zygmuntem, na początku jego wizyty jej bracia proszą o to, by przyniosła herbaty czy wszczęła krótką pogawędkę. Jednak po rozpoczęciu narady powstańców, Apolonia i jej siostry miały wyjść z pokoju - podaje przykład naukowczyni.

Kolejną przyczyną jest to, że kobiety, w odróżnieniu od mężczyzn, inaczej traktowały sam zryw. – W korespondencji kobiet, m.in. Emilii Wróblewskiej, czytamy, że „Powstanie jest nie tylko przykładem bohaterskiej walki o wolność, ale także etapem przełomowym, który rozdzielił rodziny“. Kobiety tego okresu były zależne od sytuacji rodzinnej, ich życie dzieliło się na „do powstania“ i „po powstaniu“. Często zryw był określany jako doświadczenie traumatyczne i tragedia rodzinna. Z innej strony, stała się sprawdzianem siły psychologicznej kobiet i ich samodzielności – tłumaczy.

W odróżnieniu od mężczyzn, przeżycia traumatyczne stały się głównym motywem pamiętników o powstaniu. - Paradoksalnie, ale zryw jest oceniany przez nich jako straszne wydarzenie. Z tego powodu niemało dzieł posiada nawet podobną strukturę: życie rodziny do powstania, po wybuchu zrywu i ocena minionych wydarzeń. W odróżnieniu od mężczyzn, kobiety nie boją się pisać o tym, jaki wpływ wydarzenia miały na zdrowie fizyczne i psychiczne, a także, jak wyglądały próby przywrócenia byłego rodzinnego ładu. Wiele kobiet chciało na zawsze zapomnieć o powstaniu, ponieważ przeżycia okazały się zbyt silne, by móc dalej walczyć z emocjami - twierdzi Mastianica.
Kobietom pomogła aktywna korespondencja, w tym z byłymi powstańcami. - W taki sposób poczuły się bardziej bezpieczne, nie załamały się psychicznie. Kobiety brały aktywny udział w tworzeniu organizacji kombatanckich, które miały pomóc weteranom powstania. Dla kobiet powstanie było większym wyzwaniem niż dla mężczyzn. Pojawiając się w życiu publicznym, robiły wiele rzeczy po raz pierwszy. W taki sposób zaczęły siebie cenić bardziej niż ich poprzedniczki - podsumowuje Mastianica.









