Dzisiaj mija 33. rocznica uznania Niepodległości Litwy przez Mołdawię, która jako pierwsza uznała niezależność naszego kraju. Deklaracja Kiszyniowa nie miała wtedy znaczenia na arenie międzynarodowej, ponieważ ten kraj wówczas sam był częścią Związku Sowieckiego.
Krzysztof Kolanowski, pisarz, ekspert, dyrektor unijnego Centrum Informacyjnego dla Samorządów Mołdawskich w latach 2012-2014, wielokrotny obserwator OBWE podczas wyborów w Mołdawii tłumaczy, dlaczego ten fakt historyczny znalazł się w cieniu w stosunku do analogicznej decyzji Islandii. - Trzeba pamiętać, że Mołdawia nie była jeszcze wtedy niepodległym państwem, dodatkowo sama jeszcze nie ogłosiła własnej niepodległości. Miały miejsce jedynie pierwsze zmiany dotyczące przywrócenia alfabetu łacińskiego do języka państwowego. Dokonało tego Zgromadzenie Narodowe, które miało miejsce 31 sierpnia 1989 r. Wtedy już mieliśmy różne frakcje, również w Partii Komunistycznej - wyjaśnia.
Czytaj również
Kolanowski przypomina również o tle politycznym epoki. - Cały Związek Sowiecki był terenem bardzo niestabilnym, trwał m.in. konflikt w Górnym Karabachu. Kraje nadbałtyckie już wtedy formalnie ogłosiły swoją niepodległość, czyli przywrócenie stanu prawnego sprzed okupacji sowieckiej. Mołdawia była nieco w podobnej sytuacji, bo znalazła się w Związku Sowieckim z powodu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 r. Mołdawianie, a przynajmniej ci politycy, którzy kroczyli ku większej autonomizacji Mołdawii, z pewną zazdrością i podziwem spoglądali na kraje bałtyckie. Analityk Oktawian Milewski podkreślał, że Mołdawianie albo osoby decydujące o jej polityce nie miały jeszcze tyle odwagi, by ogłosić własną niepodległość. Wystarczyło jednak odwagi, by uznać wolność Litwy - zaznacza ekspert.

31 maja Parlament Mołdawskiej ZSRR – wtedy się jeszcze nazywał Radą Najwyższą (w jęz. ros. „Верховный совет“) uchwalił akt uznania Niepodległości Litwy. W kraju chętniej się jednak mówi, że to Islandia jako pierwsza uznała państwowość Republiki Litewskiej. - Tak jest dlatego, że Islandia była wówczas i jest do dzisiaj państwem cieszącym się powszechnym uznaniem międzynarodowym. W przypadku Mołdawii mieliśmy do czynienia po prostu z republiką sowiecką, w której doszło już do konfliktów wewnętrznych w Naddniestrzu i Gagauzji - tłumaczy politolog.

- Ludziom w większości chodzi o perspektywę państwa uznanego międzynarodowo. Samo nastawienie do Niepodległości Litwy na świecie się zmieniło dopiero po 13 stycznia 1991 r. Wtedy rzeczywiście Islandia była pierwszym państwem, które uznało wolną Litwę. Kolejne kraje zrobiły to również stosunkowo szybko. Po 11 marca 1990 r. dość długo nie odnotowywano większych jednoznacznych gestów ze strony innych państw. Wówczas mieliśmy do czynienia z pewnym wyczekiwaniem. Elity zachodnie jeszcze kibicowały Michaiłowi Gorbaczowowi. Dopiero, gdy doszło do przelewu krwi 13 stycznia, nastawienie się zmieniło. Takie kraje, jak Polska uznały państwowość Litwy dopiero po nieudanym puczu Janajewa. Związek Radziecki trzeszczał w szwach. Dopiero wtedy swoją niepodległość ogłosiły takie państwa, m.in. Mołdawia. Tymczasem Mołdawianie dobrze pamiętają, że pierwszym państwem, które uznało ich niepodległość, była Rumunia - dzieli się faktami ekspert.
Kolanowski twierdzi, że z kolei Moskwie dużo rzeczy już się wymykało z rąk. - Nie miała wtedy pełnej kontroli nad własnymi terytoriami, zresztą w samej Rosji mieliśmy przynajmniej dwa bardzo przeciwstawne ośrodki. Z jednej strony, był Gorbaczow – figura bardzo rozpoznawalna na całym świecie. Oprócz tego, byli „twardogłowi“, odpowiedzialni za późniejszy pucz w 1991 r., a także Borys Jelcyn, który wręcz parł do rozpadu Związku Sowieckiego. Każda ze stron miała własnych sojuszników i przeciwników. Oczywiście, że mogło się to wiązać z niebezpieczeństwem, ale taka była rzeczywistość – mówi rozmówca.

Ekspert jednak zauważa, że ten dzień jest słabo obchodzony w Mołdawii. - Bardzo dobrze go kojarzą Litwini, najwięcej źródeł w tej sprawie pochodzi właśnie z Litwy. W przypadku mediów mołdawskich najczęściej są to wywiady z osobami, które pamiętają ten dzień właśnie z perspektywy litewskiej. Ciekawe jest to, że Mircea Snegur, późniejszy prezydent Mołdawii, który podpisał ten akt, nie wspomina w pamiętnikach o tym wydarzeniu. W IV tomie opisuje relacje Mołdawii ze wszystkimi możliwymi państwami, które miały dla tego kraju znacznie strategicznie. Litwa również do nich należy. Jednak te opisy zaczynają się od roku 1991. 1990 r. tam nawet nie figuruje - informuje Kolanowski.





