Nowy premier Mołdawii odniósł się do napiętych relacji pomiędzy Kiszyniowem a Moskwą.
Dorin Recean poinformował, że Rosja ma za dużo przeszkód na drodze do zaatakowania jego kraju.

Jasne stanowisko Kiszyniowa
Pełniący od 16 lutego funkcję mołdawskiego szefa rządu Dorin Recean, zwolennik m.in. demilitaryzacji Naddniestrza, stwierdził, że „Rosja nie ma wystarczających środków do eskalacji. Jest też jasne, że Rosja nie może zaatakować Mołdawii militarnie”.
Jak zaznaczył, podległe stolicy Mołdawii wojsko jest odpowiednio silne, żeby poradzić się z potencjalną prowokacją w Naddniestrzu.
„Region naddniestrzański, podobnie jak my, chce pokoju i stabilności. Rosja prowadzi wojnę hybrydową – dużo propagandy, dezinformacji, promuje pewne narracje prowojenne. Jestem jednak przekonany, że nie odniosą one sukcesu. Wszystkie te fale bardziej przypominają wojnę informacyjną niż rzeczywisty stan rzeczy” – powiedział.

Dodał, że bezpieczeństwo przeciwlotnicze Mołdawii jest w stanie być zapewnione przez system obronny Ukrainy.
Rosyjskie media od jakiegoś czasu informują, że ukraińskie wojsko rzekomo planuje w Naddniestrzu swoją własną prowokację. Zachodni eksperci militarni są zdania, że Moskwa może szykować się na operację typu false flag w Mołdawii.
W lutym Maia Sandu, prezydentka Mołdawii, ostrzegła, że Rosjanie szykują się na naruszenie mołdawskiego porządku publicznego poprzez organizację protestów prorosyjskiej opozycji w kraju i ataki na budynki rządowe. Polityczka powoływała się na rosyjskie dane wywiadowcze, które przejęli Ukraińcy.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.




