Naujienų srautas

Wiadomości2023.02.17 13:13

Zamienił sale koncertowe na samochód z pomocą Ukrainie. „Często dwie sekundy to zbyt długo“

Renata Dunajewska, LRT.lt 2023.02.17 13:13

Instytut Polski w Wilnie i Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” zapraszają na wyjątkowy koncert fortepianowy i klawesynowy, przeplatany opowieściami i prezentacją materiałów wizualnych ze wschodniej Ukrainy. Dzisiaj w wileńskim Ratuszu o godz. 18.00 wystąpi Stanisław Łopuszyński „Stanley” – polski klawesynista, pianista, kompozytor, współorganizator polskiej edycji Festiwalu Bach in the Subways. Artysta wykonuje muzykę renesansu, baroku, klasycyzmu, romantyzmu, impresjonizmu, muzykę współczesną, piosenkę aktorską, poezję śpiewaną, jazz, improwizację oraz muzykę filmową. 

„Stanley’’ jest również aktywnym wolontariuszem, zaangażowanym w niesienie pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Muzyk odłożył na drugi plan grę na klawesynie, a prywatny samochód, który służył do przewożenia instrumentu, przeznaczył na transport żywności, leków czy środków opatrunkowych.

Jak wyglądało Pana życie artystyczne przed agresją Rosji na Ukrainę?

Moje życie artystyczne polega na graniu koncertów. Występowałem jako klawesynista-kameralista i pianista. Mamy przestrzeń od muzyki klasycznej - romantyzmu, klasycyzmu - ale też piosenkę aktorską, teatr improwizacji, muzykę filmową i popularną. Można powiedzieć, że po pandemii moje życie artystyczne wracało powoli na swoje tory. Tak było aż do 24 lutego 2022 r.

Dlaczego Pan postanowił odstawić koncerty na bok i zająć się pomocą Ukrainie? To przewróciło Pana życie do góry nogami.

Pół roku wcześniej zrealizowałem projekt „Zamość-Odessa. Tour 2021“, podczas którego między Zamościem a Odessą jechałem na rowerze, grywałem charytatywno-społeczne koncerty na klawesynie, fortepianie i organach. Występy były organizowane przez polskie placówki dyplomatyczne, jak też polskie i ukraińskie środowiska w Ukrainie i Mołdawii. Poznałem tam fantastycznych ludzi i bardzo się cieszę, że mogłem to zrealizować.

Druga sprawa jest taka, że jestem tzw. freelancerem i nie mam pracy od godz. 8.00 do 16.00. Mam przez to nieco większą możliwość dysponowania wolnym czasem. Robię to, co chcę, bo mogę.

Jak wygląda Pana dzień?

Cały czas gram koncerty i staram się uczestniczyć w życiu muzycznym. Na początku odwołałem wszystkie możliwe wydarzenia. Do czerwca poświęciłem się wyłącznie działalności konwojowej. Kiedy wyjeżdżałem w dalekie miejsca, czyli na front i do Donbasu, zdarzało mi się, że musiałem wrócić na spektakl do teatru. Jechałem zatem te 2 tys. kilometrów prosto z frontu. Bardzo ciekawe porównanie.

Pan udziela Ukraińcom pomocy humanitarnej. Kto Pana wspiera finansowo? Na zakup konkretnych rzeczy potrzebne są pieniądze.

Na samym początku wykorzystywałem własne środki finansowe. Przez cały czas przeznaczam tyle, ile mogę. Wiem, że te pieniądze kiedyś się znajdą. Teraz są potrzebne wszystkim innym, którzy są tam na Wschodzie. Działam też w ramach Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, w taki sposób realizując konwoje. Te towary, które do tej pory były przeznaczane dla Polaków żyjących w Ukrainie, teraz są przywożone również dla Ukraińców. Jeżeli nie mogę sobie pozwolić na opłacenie paliwa czy eksploatację samochodu, zwracam się do przyjaciół z prośbą o zrzutkę. Bardzo tego nie lubię, ale mam świadomość, że można pomagać tylko wtedy, kiedy tylko pojawia się możliwość.

To też jest ich pomoc i wkład.

Niektórzy rzeczywiście mają pracę i rodziny. Kilku moich kolegów dostało szlaban na wyjazdy od żon, czemu ja się absolutnie nie dziwię. Przekraczając granicę, nie znamy dnia ani godziny, kiedy się zdarzy nieszczęście. Można patrzeć i obserwować, aby było jak najbezpieczniej, ale nigdy nie można wiedzieć na pewno. Jednak bardzo dużo moich przyjaciół, jak też osób nieznajomych chce wspierać moje działania.

Co Pan konkretnie wiezie? Czy Ukraińcy oddzielnie proszą o potrzebne rzeczy? Czy Pan po prostu widział i później sam dobiera pomoc?

Są różne drogi. Pierwsza jest taka, że dostaję informację już od moich znajomych wolontariuszy, którzy tam działają. Wtedy staram się zgromadziłeś jedzenie, leki, chemię spożywczą, proszki do prania, płyny i inne rzeczy codziennego użytku. Wtedy jadę w konkretne miejsce.

Druga sprawa, że często zdarza mi się robić zakupy na miejscu. Wtedy kupuję i jadę dalej w swoje miejsce, zupełnie niedostępne dla innych ludzi. Gdy wjeżdżam w rejony niebezpieczne, często ostrzeliwane, często biorę udział w ewakuacji ludności z Siewierodoniecka, Sołedaru, Siewierska, Bachmutu, Charkowa czy Kijowa. Gdy jadę, to tak naprawdę szukam ludzi w potrzebie. Mimo tej biedy, która tam panuje, braku pracy, prądu i zniszczeń, ludziom czasami jest trudno poprosić o tę pomoc. Szukamy zatem dzieci, rodzin. Najczęściej są to matki i babcie, które musiały puścić swoich mężczyzn na front. Staramy się pomóc im na miejscu.

Podczas koncertu będą też prezentowane relacje z Pana pobytu w Ukrainie.

Staram się dokumentować te rzeczy. Podczas koncertu będę wyświetlał prezentacje z miejsc, które odwiedziłem. Te obrazy mają spotęgować muzykę, którą specjalnie wybrałem na koncert. Wszystkie utwory są w tonacjach molowych. Ten smutek, który będzie gdzieś tam eksponowany, przez muzykę zostanie wsparty również oprawą wizualną. Opowiem też kilka niedługich historii, pokażę kilka filmów. Zaprosiłem na koncert również grającą na bandurze Ałłę Czeres, która uciekła z Irpienia pod Kijowem. Wspólnie po raz pierwszy wykonamy duet na bandurę i klawesyn.

Nie będzie drastycznych scen?

Nie będzie. Myślę, że zniszczone pojazdy, budynki czy mój samochód stojący wśród ruin pozwoli na wykorzystanie wizerunku wojny.

Chociaż takową Pan widział. Co najbardziej Pana poruszyło?

Najbardziej mnie poruszyła samotność ludzi starszych, którzy są pozostawieni samym sobie. Nie dotyczy ich pomoc socjalna. Miałem kilka takich sytuacji, że będąc nieprzygotowanym psychicznie na udzielenie pomocy ludziom, którzy nie są piękni, młodzi i czyści, musiałem bardzo szybko zareagować. Często kilka sekund zawahania było już za dużo.

Mimo wojny ludzie pozostali ludźmi.

Obserwuję bardzo dużo podobieństw obywateli Ukrainy z teraz do Polaków i przedstawicieli innych narodów z czasów okupacji i II wojny światowej. Dojeżdżaliśmy do skraju działań wojennych, gdzie ludzie nas witali, czym mieli - byli gotowi oddać wszystko, by nas ugościć. Tych wspólnych rzeczy jest o wiele więcej.

Pomoc humanitarna, którą śle cały świat, do niektórych zakątków może nawet nie docierać. Jak żyją mieszkańcy małych miejscowości? Jak się wywiązują z sytuacji?

Duża część pomocy dociera głównie tam, gdzie są dziennikarze, kamery i telewizja. Nad tym osobiście ubolewam. Gdy jestem lub jesteśmy w miejscach, do których pomoc dojeżdża o wiele rzadziej, widzę, że ludzie się cieszą i witają. To wzmaga mój zapał do wyjazdów na miejsca, które nie są wymieniane w czołówkach gazet.

Najbardziej zagrożenie odczuwają ci, którzy widzieli to na własne oczy. Oglądając to w telewizji często sobie nawet nie wyobrażamy, na jaką skalę są prowadzone działania wojenne. Trudno jest stanąć na miejsce tych ludzi, którzy muszą to przeżyć.

Jestem związany historycznie z Warszawą, którą spotkało Powstanie Warszawskie. Wielu z nas widziało czarno-białe zdjęcia zniszczonych murów i dzielnic. Niestety, ta śmierć, spotykana na każdym rogu i kamieniu, kiedy jestem daleko na Wschodzie, staje się kolorowa. To straszne, że mamy XXI w., napis na Westerplatte „Nigdy więcej wojny“, a okazał się on pustym frazesem.

Pan widział śmierć i tragedie ludzi.

Widziałem tragedie, natomiast nie widziałem osoby zabitej. Obserwowałem straszne rzeczy, ale do tej pory udało mi się nie być w miejscach, które zostały dwie minuty wcześniej porażone. Widziałem jednak krew na ruinach i ulicach, Jedzie się przez sto kilometrów i nie ma ani jednego całego budynku. Wszystko jest porażone, wszędzie są zniszczone pojazdy pancerne, czołgi, transportery. Ludzie próbują tam mieszkać - bez prądu i wody. Niektórzy zadają pytanie, dlaczego stąd nie wyjadą. Jednak starego drzewa się nie przesadza. To przywiązanie do ojcowizny jest bardzo silne - człowiek po prostu chce umrzeć na swojej ziemi. Jeżeli nie możemy kogoś wywieźć, to staramy się pomóc tyle, ile możemy, wiedząc, że całego świata się nie zbawi.

Dlatego starsi ludzie pozostali, a młodsi wyjechali.

Zdarza się jednak, że już wracają i pomagają w odbudowie - w skali takiej, w jakiej pozwala sytuacja materialna. Dużo osób młodych wraca specjalnie po to, by pomóc osobom starszym.

Dlatego starsi ludzie pozostali, a młodsi wyjechali.

Zdarza się jednak, że już wracają i pomagają w odbudowie - w skali takiej, w jakiej pozwala sytuacja materialna. Dużo osób młodych wraca specjalnie po to, by pomóc osobom starszym.

Ukraińcom w miarę możliwości pomaga cały świat. Pan będzie to nadal czynił?

Będę temu poświęcał każdą wolną chwilę, o ile wystarczy mi sił. Częściowo poświęciłem temu własne zdrowie. Przemierzyłem ponad 80 tys. kilometrów, czyli dwa razy równik, noszę setki kilogramów, jeżdżę w ciężkiej kamizelce kuloodpornej. Nie da się w ten sposób nie nadwyrężyć kręgosłupa. Wiem, że muszę zadbać również o siebie. Jednak dopóki mam możliwość, pomagam i będą pomagać. Bardzo się cieszę, że gram ten koncert. Kto wie, może byśmy dzisiaj się nie spotkali, gdybym się nie zaangażował w tę pomoc.

Opracowanie Ewelina Knutowicz

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme