“Nasz bayraktar jest już w Ukrainie i wchodzi do służby wojskowej”, poinformował Sławomir Sierakowski, publicysta, analityk, szef „Krytyki Politycznej” i felietonista Onetu, który pod koniec czerwca zeszłego roku zainicjował zbiórkę na zakup bojowego drona, jako prezentu od Polaków dla walczącej z Rosją Ukrainy.
Dron z Polski został nazwany „Marik”. Takie imię wybrali mu uchodźcy z Mariupola. „Tak mówią mieszkańcy Mariupola, gdzie zamierzają wrócić po jego uwolnieniu”, wyjaśnił Sierakowski. “Zatem taka nazwa jest już namalowana w języku polskim po jednej stronie drona i w języku ukraińskim na drugiej”, dodał.
Już pod koniec lipca zeszłego roku w rekordowym tempie udało się zebrać potrzebne 22,5 mln przy wsparciu i zaangażowaniu wielu darczyńców. Ostatecznie zebrana kwota znacznie przekroczyła potrzebną kwotę. Tymczasem jeszcze w lipcu turecki producent Bayraktara zdecydował, że przekaże go Ukrainie za darmo.
Pieniądze ze zbiórki na cztery duże projekty społeczne
Wszystkie pieniądze ze zbiórki wesprą zatem cztery duże ukraińskie projekty społeczne, w tym jeden na specjalną prośbę ministra obrony narodowej Ukrainy Ołeksija Reznikowa. „Nasza, łącznie wynosząca blisko 50 mln zł, pomoc dla Ukrainy (największa w historii!) trafi do wojska i najbardziej potrzebujących!”, przekazał Sierakowski we wpisie na Facebooku.
- Skoro cel zbiórki na drona został zrealizowany, możemy podpisać przygotowane umowy i będę mógł przedstawić te projekty w kolejnych wiadomościach. Razem z ilustracjami i dokumentacją - zapowiedział dziennikarz.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.com.

