- Rosja jest krajem autorytarnym, a jej władze są zbrodniarzami wojennymi. Czas nazwać sprawy po imieniu i mam nadzieję, że ta odpowiedzialność karna przed międzynarodowymi trybunałami wobec tych ludzi zostanie wyciągnięta - powiedział prezydent Polski Andrzej Duda w wyjątkowym wywiadzie dla LRT. Podkreślił, że niestety, w Unii Europejskiej wciąż są politycy, którzy uważają, że biznes jest ważniejszy, niż ludzkie cierpienie.
24 lutego stał się dniem, który zmienił świat. Przed tym słyszeliśmy lekcje o alternatywnej historii, o tym, że państwo ukraińskie nie istnieje, a Ukraińcy to naziści. Wiadomo, że ta narracja była skierowana do społeczności rosyjskiej. Jak Pan myśli, o co tak naprawdę chodzi w tej wojnie?
Tak naprawdę w tej wojnie chodzi o to, o co w wojnie chodzi zawsze: o rozszerzenie swoich wpływów, o zagarnięcie terytorium, o powiększenie imperium rosyjskiego. Rosja nie może ścierpieć niepodległej, suwerennej, wolnej Ukrainy, która sama chce decydować o sobie. Ma takie prawo, jest państwem międzynarodowym. Ukraińcy, także poprzez wybory decydują, w jakim kierunku chcą, aby szedł ich kraj. Jak widać, Moskwa nie może przejść obojętnie, Putin postanowił zaatakować Ukrainę. Jego słowa na temat historii nie są niczym innym, a wyłącznie propagandą rosyjską, kremlowską, która próbuje odczłowieczyć Ukrainę. Najważniejsze jest jednak to, że Rosjanie spodziewali się, że opanują Ukrainę natychmiast, a Ukraińcy się poddadzą. Chyba przesyceni swoją propagandą sami wierzą w to, że jakoby Ukraińcy nie wierzą we własne państwo. Okazało się jednak, że jest zupełnie odwrotnie. Ukraińcy pokazali nie tylko Rosjanom, ale też całemu światu, że ich państwo, suwerenność i niepodległość jest bardzo droga, a sami są gotowi oddać za to życie. Od ponad dwóch miesięcy twardo przeciwstawiają się wielokrotnie silniejszej od nich armii rosyjskiej, pokazując w ten sposób niezwykłe bohaterstwo, swoją ogromną determinację. Są oni narodem naprawdę godnym szacunku.
Wspomniał Pan o propagandzie rosyjskiej. Rosja nigdy nie zdołała uznać zbrodni stalinowskich i zrozumieć, że dla niektórych narodów tzw. “wyzwolenie” stało się okupacją. Czy to mogło się przyczynić do odrodzenia nastrojów imperialistycznych w społeczeństwie rosyjskim?
Tak, ale przecież Rosja zawsze miała takie imperialistyczne zapędy. Można śmiało powiedzieć, że już od stuleci. Przypomnijmy sobie o tym, że tereny polskie były pod zaborem rosyjskim. Trzy dni temu obchodziliśmy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja - niezwykle nowoczesnego jak na tamte czasy aktu prawnego, który miał ratować I Rzeczpospolitą Obojga Narodów przed upadkiem, zniszczeniem i popadnięciem całkowicie pod wpływy rosyjskie. Konstytucja powstała, została uchwalona, była wielka radość, ale niestety, nie udało się jej tak naprawdę zrealizować, w pełni wcielić w życie. Zaraz mieliśmy kolejne rozbiory, kolejne akty rosyjskiej agresji przeciwko Polsce, która w efekcie zniknęła z mapy. Polski nie było na mapie przez 123 lata. Zaraz jak wróciła, w 1920 r. Rosja na nią napadła. Komuniści chcieli nieść Rosję sowiecką aż do Paryża i dalej - na cały świat chcieli rozprzestrzenić ideologię komunistyczną. Udało się ich zatrzymać pod Warszawą, w wielkiej Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 r. Widać, że te ciągoty imperialne dotyczące poszerzania wpływów rosyjskich były przez cały czas. Potem przyszła II wojna światowa, gdzie, jak Pani wspomniała, niby wyzwalali, tylko szkoda, że nie wrócili do domu, pozostali na naszej ziemi. Oddziały Armii Czerwonej pozostały i terroryzowały Polskę, wprowadziły ustrój komunistyczny na polskiej ziemi. W tym zniewoleniu komunistycznym przebywaliśmy do 1989 r., przez cały czas mając groźbę w postaci nieproszonych, oczywiście, wojsk Armii Czerwonej.

Niestety, znamy to doskonale. Widzimy, że teraz, po 30 latach to odżyło. Rosja znów próbuje podporządkować sobie naszą część Europy - w 2008 r. zaatakowała Gruzję. Wtedy prezydent Lech Kaczyński mówił, że odżyły imperialne dążenia rosyjskie, że będzie atak na Ukrainę, potem na państwa bałtyckie i Polskę. Niestety, jak widać, dzisiaj w Ukrainie te słowa się sprawdzają i to już od 2014 r., kiedy została ona przez Rosję zaatakowana po raz pierwszy.
Polska jako jeden z pierwszych krajów wyciągnęła pomocną dłoń do Ukrainy. W ciągu ponad dwóch miesięcy udzieliła pomocy gospodarczej, politycznej czy militarnej. Polacy natomiast w swoich domach od pierwszego dnia wojny przyjęli ponad 3 mln uchodźców. Jednak ma to swoją cenę. Przez cały czas ze strony Rosji słyszymy pogróżki pod adresem Polski i krajów bałtyckich. Czy władze w Polsce obawiają się, że Rosja mogłaby zaatakować także Polskę?
Przede wszystkim robimy to, co uważamy za słuszne. Robimy to, co uważamy, że powinniśmy robić w takiej sytuacji jako sąsiedzi, pomagając temu, kto został napadnięty, kto nie sprowokował agresji, a dzisiaj cierpi z tego powodu, a więc, pomagając ukraińskiemu państwu i społeczeństwu. Moi rodacy wspaniale pomagają w ten sposób, że przyjmują w swoich domach uchodźców, tych, którzy ucierpieli i uciekają przed wojną. To są najczęściej kobiety z dziećmi, ludzie starsi. Praktycznie wszyscy oni, a jest ich ponad 2 mln, znaleźli schronienie w polskich domach. Ludzie przyjeżdżali na granicę, zapraszali osoby, których nigdy wcześniej nie spotkali do siebie i dzisiaj mieszkają często pod jednym dachem. To jest niezwykle wzruszające, nikt ich do tego nie namawiał. Politycy i duchowni ich nie wzywali, ludzie to zrobili po prostu z porywu serca. Jestem ogromnie za to wdzięczny i w ostatnich dniach kilkakrotnie dziękowałem swoim rodakom za to, że pokazali swoją niezwykłą postawę i pokazują ją cały czas.
Oczywiście, my jako władze, przy pełnej zgodzie całej sceny politycznej - zarówno obozu rządzącego, jak i opozycji - wysyłamy pomoc do Ukrainy. Ja zrobiłem posiedzenie takiego specjalnego konstytucjonalnego gremium, które się nazywa Rada Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie z prezydentem zasiadają zarówno politycy obozu rządzącego, jak i opozycji. Razem ustaliliśmy, że ta pomoc będzie udzielana. Jeśli chodzi o pomoc militarną, ta, którą udzieliliśmy, jest warta już ponad 7 mld złotych, czyli 1 mld 700 mln dolarów w przeliczeniu. To jest naprawdę duża pomoc jak na nasze możliwości. Przekazaliśmy m.in. ponad 200 czołgów, mnóstwo amunicji, kamizelek kuloodpornych, nowoczesnych hełmów, aby żołnierze ukraińscy byli lepiej chronieni. W związku z powyższym udzielamy tej pomocy w dużej ilości. Uważam, że tak jest sprawiedliwie, że skoro Ukraińcy są tak mężni i chcą bronić swojej Ojczyzny, to przede wszystkim muszą mieć czym jej bronić. W związku z tym jej pomagamy, bo uważamy, że to oni walczą w słusznej sprawie, a racja jest po ich stronie. Zresztą, tak samo, jak ogromna część świata, która udziela Ukrainie pomocy. Może nie na tę skalę, co my, bo nasza pomoc jest druga zaraz po amerykańskiej, ale rzeczywiście robimy wszystko, co jest w naszej mocy. Oprócz tego, jest przez cały czas udzielana pomoc humanitarna, która do Ukrainy idzie bez przerwy. Pomagamy w Polsce przybyszom z Ukrainy. Dużo się dzieje, ale to jest serce ludzi: wolontariat, mnóstwo ludzi dobrej woli, którzy na co dzień pomagają, którzy poświęcają swój czas, swoje środki finansowe. To jest wielkie dzieło, jakie jest dzisiaj realizowane.
Ze strony Moskwy cały czas słyszymy pogróżki, że Polska i kraje bałtyckie mogą być zaatakowane.
Po pierwsze, mamy swoją armię i swoich mężnych żołnierzy, którzy z całą pewnością w przypadku jakiegokolwiek ataku broniliby Ojczyzny. Jak widzimy, da się Rosję pokonać. Po drugie, był nie tak dawno w Polsce prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, który bardzo wyraźnie powiedział, że jakikolwiek atak na państwo NATO, nieważne, czy są to kraje bałtyckie, Polska, Słowacja czy inny kraj wschodniej flanki, spotka się z natychmiastową odpowiedzią zgodnie z Artykułem Piątym Traktatu Północnoatlantyckiego. Prezydent bardzo mocno podkreślił tę gwarancję bezpieczeństwa, opartą na Artykule Piątym, a ponieważ armia amerykańska, która jemu podlega, jest najsilniejsza na świecie, nie będę absolutnie tutaj dyskutował - prezydent dał taką gwarancję i zakładam, że możemy być spokojni, że w razie czego Stany Zjednoczone w będą broniły terytorium państw NATO.
Dziś podczas inauguracji gazociągu GIPL powiedział Pan, że przez wiele lat Europa nie chciała usłyszeć prawdy o tym, jaki jest Gazprom. Widzimy, że nawet dziś w Unii Europejskiej nie ma pełnej jedności co do embarga ropy naftowej. Na przykład, Węgry będą je blokować. Nasuwa się pytanie, jak długo te sankcje w ogóle się utrzymają. Czy też po zakończeniu wojny wrócimy do tak zwanego business as usual?
Przykro to powiedzieć, ale niestety. Jest część krajów, a w głównej mierze polityków, którzy rzeczywiście ewidentnie wyznają zasady business as usual. Uważają, że jak najszybciej powinni wrócić do robienia biznesu, który akurat z Rosją jest najważniejszy, nie przejmując się zupełnie tym, jak działają rosyjskie władze, że tak naprawdę są po pierwsze, autorytarne, a po drugie, że to po prostu są zbrodniarze wojenni. Czas nazwać sprawy po imieniu i mam nadzieję, że ta odpowiedzialność karna przed międzynarodowymi trybunałami wobec tych ludzi zostanie wyciągnięta.

Przez wiele lat rzeczywiście udawano, że Rosja jest normalnym krajem, że firmy rosyjskie, takie jak Gazprom, to normalne firmy, które funkcjonują na zwykłych rynkowych zasadach, takie, jak zna Zachód Europy. Myśmy przez cały czas mówili, że nic bardziej mylnego - to nie są normalne firmy, to są narzędzia. Narzędzia w rękach autorytarnych władz Rosji, służące do tego, aby rozprzestrzeniać rosyjskie wpływy, przywiązywać do Rosji. Temu tak naprawdę służy cała ich działalność, kierunek ekonomiczny ma znaczenie drugo-, a może i trzeciorzędne. Były przecież drużyny piłkarskie na Zachodzie Europy, które były sponsorowane przez Gazprom, Gazprom był sponsorem europejskich rozgrywek piłkarskich, jak też europejskiego jachtu. Ile można było na terenie Unii Europejskiej znaleźć miejsc, w których reklamowano Gazprom. Rosja prowadziła politykę takiego obłaskawiania Europy, ale w gruncie rzeczy budując gazociągi takie, jak Nord Stream czy Nord Stream 2 chciała doprowadzić do tego, żeby mieć monopol na europejskim rynku gazowym, który, jak wiemy, oznacza w efekcie także możliwość stosowania gazowego szantażu. Ten monopol tak naprawdę pozbawia państwa suwerenności energetycznej. To było dążenie Rosji. W momencie, w który Nord Stream 2 został zatrzymany, bo faktycznie został zatrzymany, Rosja zobaczyła, że jest problem z realizacją tego planu rozwinięcia pełnych hegemonii. Moim zdaniem, jedną z przyczyn tej sytuacji, kiedy my tutaj wykonaliśmy dywersyfikacji dostaw chociażby gazu, gdzie były zawierane też kontrakty dostawy ropy naftowej nie z kierunku rosyjskiego przez PKN Orlen, największą polską firmę, nasz koncern naftowy, tylko z Arabii Saudyjskiej, Rosja widząc, że traci dochody - prawdopodobnie to też była jedna z przyczyn tego, że zaatakowała. Widząc, że jej wpływy się zmniejszają, że jej możliwości są ograniczane poprzez działalność poszczególnych państw myślących o swoim bezpieczeństwie i zabezpieczających swoje źródła dostaw, efektem tego jest obecna wojna. To jest po prostu pewna suma przyczyn.
W swoim niedawnym przemówieniu wspomniał Pan o zdjęciu, które było zrobione w Kijowie. Jest na nim Pan, prezydenci krajów bałtyckich i prezydent Zełenski. Powiedział Pan, że chciałby, aby to zdjęcie przeszło do historii. A więc, jeżeli się znajdzie, to co będzie napisane o współpracy naszego regionu?
Wszystkie nasze narody, plus jeszcze Białorusini, których dzisiaj też brakuje, przynależeli jako część Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wszyscy wspólnie w czasach, kiedy była uchwalana Konstytucja 3 Maja i wcześniej, od czasu, kiedy król Jagiełło zasiadł na polskim tronie, należeliśmy do tzw. I Rzeczypospolitej. Wtedy byliśmy najsilniejsi. Wszyscy razem byliśmy w stanie odeprzeć każdego agresora. Oczywiście, było mnóstwo wojen, ale te wojny siłą wielkiej wspólnoty narodów wygrywaliśmy. To ogromne państwo trwało na przekór nawałom krzyżackim, tureckim, często rosyjskim, tatarskim i tak dalej. Umiało się za każdym razem obronić, było na tyle silne. Trzeba spojrzeć z tamtej perspektywy i powiedzieć: tak, prezydenci stanęli razem w Kijowie, nieopodal którego wybuchały pociski. Złożyli razem ręce w braterskim geście. Mam nadzieję, że to jest zapowiedź przyszłej ścisłej współpracy, przyszłego braterstwa i wspólnoty, która być może, liczę na to, zapewni nam bezpieczeństwo na następne dziesięciolecia, a może stulecia.
Oprac. Ewelina Knutowicz.







