Alkohol jest obecny niemal wszędzie – podczas świąt, rodzinnych spotkań, sukcesów, kryzysów i żałoby. Młody reżyser Tomasz Matuiza postanowił przyjrzeć się temu, dlaczego społeczeństwo traktuje go jak coś całkowicie naturalnego. W Centrum Kultury w Solecznikach postawił swój spektakl „Duży problemik”, w którym łączy groteskę, dokumentalne świadectwa i antyczną tragedię, by opowiedzieć o uzależnieniu bez moralizowania.
Spektakl „Duży problemik” nie opowiada jednak wyłącznie o alkoholizmie. To przede wszystkim historia o społeczeństwie, które nauczyło się traktować alkohol jak integralną część codzienności. Tomasz Matuiza nie pokazuje go jako jednoznacznego zła. Wręcz przeciwnie – próbuje zrozumieć, dlaczego alkohol od wieków zajmuje tak ważne miejsce w kulturze i relacjach międzyludzkich.
– Alkohol jest obecny z nami od pokoleń. Nie jest to więc jednoznaczne, fundamentalne zło. Wszystko zależy od kontekstu i punktu odniesienia. Nie lubię dzielić świata na czarne i białe. Wszystko jest raczej szare – mówi reżyser.
Matuiza podkreśla, że zależało mu na pokazaniu alkoholu nie tylko przez pryzmat uzależnienia, ale także kultury, rytuałów i społecznych przyzwyczajeń. W spektaklu alkohol staje się niemal osobnym bohaterem – obecnym podczas chrzcin, wesel, rodzinnych uroczystości, ale także w chwilach żałoby czy samotności.
– Z alkoholem się rodzimy i z alkoholem umieramy. Towarzyszy nam właściwie na każdym etapie życia. Kiedy jest nam dobrze, pijemy. Kiedy jest źle albo coś boli, również bardzo często sięgamy po alkohol – zauważa reżyser.

Właśnie ta powszechność stała się dla niego punktem wyjścia do stworzenia spektaklu. Jak przyznaje, zaczął zastanawiać się nad tym, dlaczego alkohol został tak mocno znormalizowany, mimo że jest substancją destrukcyjną.
– Wciąż funkcjonuje mit, że małe ilości alkoholu są korzystne dla zdrowia, choć badania pokazują, że nie istnieje całkowicie bezpieczna dawka alkoholu dla organizmu. Mimo to lampka wina czy piwo wieczorem są traktowane jako coś zupełnie naturalnego – mówi.
Jednocześnie reżyser zauważa, że wobec innych używek społeczeństwo ma znacznie bardziej radykalne podejście.
– Alkohol jest czymś oswojonym, wręcz „rodzinnym”. I właśnie ten kontrast chciałem zbadać. Interesowało mnie to, jak wiele rzeczy uznajemy za normę tylko dlatego, że jesteśmy do nich przyzwyczajeni – podkreśla.

„Duży problemik” wyróżnia się także formą. Matuiza połączył w nim teksty Eurypidesa, groteskę, satyrę oraz dokumentalne świadectwa osób wychowujących się w rodzinach z problemem alkoholowym. W spektaklu pojawiają się historie dzieci alkoholików, samotności, przemocy domowej i współuzależnienia.
– „Bachantki” pokazują dawny stosunek człowieka do alkoholu, a teksty dokumentalne są współczesnym obrazem tego, jak dziś wygląda nadużywanie alkoholu i jakie niesie konsekwencje. To połączenie wyniknęło naturalnie z samego tematu spektaklu – tłumaczy reżyser.
Największym wyzwaniem okazała się jednak praca z dokumentalnym materiałem. Początkowo twórcy zastanawiali się, czy historie osób uzależnionych i ich rodzin powinny zostać odegrane scenicznie. Szybko jednak uznali, że teatr może odebrać tym historiom autentyczność.
– Zrozumieliśmy, że największą siłę mają właśnie same słowa i szczerość tych świadectw. Kiedy zestawialiśmy tekst dokumentalny z bardziej rozbudowanymi rozwiązaniami reżyserskimi, one po prostu przy nim bledły – wspomina Matuiza.
Dlatego dokumentalne fragmenty zostały przedstawione w możliwie najprostszy sposób – bez teatralnych efektów i zbędnej choreografii.

Spektakl balansuje między tragedią a groteską. Bohaterowie bywają przerysowani i komiczni, ale jednocześnie boleśnie prawdziwi. Reżyser świadomie zdecydował się na humor, mimo trudnego tematu.
– Podczas pracy nad spektaklem dużo rozmawiałem z medykami i specjalistami o tym, czym właściwie jest alkohol jako substancja i jak działa uzależnienie. Psycholożka Vilma Andrijauskienė powiedziała mi: „Tomku, najważniejsze – nie moralizuj”. Nie chciałem tworzyć spektaklu, który będzie wprost mówił widzowi: „to jest złe” – mówi.
Jak podkreśla, humor pozwala widzowi łatwiej wejść w trudny temat i nie zamyka go na emocje.
– Dramatu i tak mamy w życiu wystarczająco dużo. Każdy codziennie mierzy się z własnymi problemami. Dlatego chciałem połączyć satyrę i karykaturę z elementami dokumentalnymi – dodaje.
– Alkohol jest też mocno zakorzeniony w kulturze i relacjach społecznych, dlatego w spektaklu pojawia się humor i lekkość. Dzięki temu można o tym rozmawiać bez moralizowania, ale jednocześnie bardzo szczerze – podkreśla.

Jednym z najmocniejszych wątków spektaklu jest perspektywa dzieci wychowujących się w rodzinach z problemem alkoholowym. Matuiza przyznaje, że podczas zbierania materiałów najbardziej zaskoczyła go liczba osób gotowych opowiedzieć o własnych doświadczeniach.
– Kiedy opublikowałem informację, że pracuję nad tym spektaklem i szukam osób do ankiety, odezwało się naprawdę dużo ludzi. Z jednej strony bardzo mnie to ucieszyło, bo ludzie chcą o tym mówić. Z drugiej strony pojawiła się smutna refleksja – jak wiele osób ten problem rzeczywiście dotknął – opowiada.
Reżyser podkreśla, że szczególnie zależało mu na pokazaniu perspektywy osób żyjących obok uzależnienia.
– W jednym z tekstów dokumentalnych padły słowa, które bardzo mocno ze mną zostały – że każdy nałóg ma swoją przyczynę, ale jednocześnie uzależnienie jest formą egoizmu – wyznaje.
– Osoba uzależniona sięga po alkohol i w pewnym sensie „ucieka” od swoich problemów, natomiast konsekwencje tego ponosi cała rodzina. To właśnie najbliżsi muszą mierzyć się z napięciem, lękiem czy poczuciem bezsilności – dodaje.
Jednocześnie „Duży problemik” nie daje prostych odpowiedzi. Matuiza nie chce jednoznacznie oceniać alkoholu. Interesuje go raczej pytanie o granicę między kontrolą a uzależnieniem.
– Nic na świecie nie istnieje bez kontekstu. Wszystko zależy od tego, w czyje ręce trafia i jak człowiek z tego korzysta. Tak samo jest z alkoholem – podkreśla.

W spektaklu pojawiają się bardzo brutalne obrazy przemocy, depresji i współuzależnienia. Twórca przyznaje też, że praca nad spektaklem była momentami bardzo trudna emocjonalnie. Temat okazał się znacznie bardziej rozległy niż początkowo przypuszczał.
– Coraz bardziej uświadamiałem sobie, że tym spektaklem uda się jedynie dotknąć wierzchołka problemu – zaznacza.
– Osoby, które miały w swoim życiu kontakt z uzależnieniem, zupełnie inaczej patrzą na niektóre sceny. Te momenty, które dla części widzów mogą wydawać się zabawne czy groteskowe, dla innych wcale takie nie są. To temat właściwie niewyczerpalny i bardzo indywidualny, bo każdy widz odbiera go przez własne doświadczenia – mówi.
Dzieci nie są odpowiedzialne za działania swoich rodziców.
W przedstawieniu też bardzo mocno wybrzmiewa temat wstydu – szczególnie wstydu dzieci wobec problemu rodziców. Jak mówi sam reżyser, zależało mu na wyróżnieniu tego aspektu.
– Chciałem przede wszystkim podkreślić, że dzieci nie są odpowiedzialne za działania swoich rodziców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich decyzje, uzależnienia czy błędy – wyjaśnia.
– Oczywiście takie doświadczenia człowieka kształtują, ale nie powinny go definiować na całe życie. Jeśli ktoś dorastał w domu z problemem alkoholowym, to nie oznacza, że jest naznaczony czy skazany na taki sam los. Chciałem pokazać, że choć takie doświadczenia zostają w człowieku, nie są wyrokiem – przyznaje.

W „Dużym problemiku” ważną rolę odegrała także współpraca z aktorką i współautorką tekstów Ugnė Juozapaitytė. Jak opowiada Tomasz Matuiza, spektakl powstawał wspólnie – scena po scenie.
– Często przychodziłem z pomysłem na atmosferę albo sposób mówienia, a Ugnė pytała: „Jak mam to zagrać?” i „Co mam napisać?”. Ten spektakl powstał w dużej mierze właśnie z naszego wspólnego procesu – wspomina.
Choć „Duży problemik” jest spektaklem dyplomowym młodego reżysera, trudno traktować go wyłącznie jako studencki eksperyment. To raczej próba zmierzenia się z tematem, który dotyczy niemal każdego – bez względu na wiek, kulturę czy doświadczenie.
Matuiza uważa, że teatr nadal może wywoływać społeczne rozmowy i skłaniać do refleksji.
– Wiele osób po wypełnieniu ankiety pisało mi później: „Nie wyślę Ci tego. Napisałem to, ale chcę zachować dla siebie”. I wtedy pomyślałem, że teatr już spełnił swoją rolę. Bo nawet jeśli ktoś nie podzielił się swoją historią publicznie, to sam fakt, że zatrzymał się na chwilę, zaczął o tym myśleć i coś przepracowywać, oznacza, że teatr już spełnił swoją rolę. W tym zabieganym świecie samo skłonienie człowieka do refleksji jest ogromną wartością – mówi reżyser.








