Premier Mindaugas Sinkevičius twierdzi, że korzyści finansowe z ewentualnego wprowadzenia podatku od nadzysków dla rafinerii Orlen Lietuva pozostają na razie niejasne. Wstępne wyliczenia wskazują na bardzo rozbieżne potencjalne wpływy do budżetu państwa.
Jak jednak zaznacza szef rządu, obecnie trwa jedynie wstępna analiza takiego rozwiązania, a politycznego porozumienia w sprawie jego wprowadzenia nie ma.
- Analizy trwają, na razie jesteśmy na bardzo wczesnym etapie. Nie mamy w tej sprawie porozumienia politycznego, ponieważ w dokumentach, którymi dysponujemy (…), wyniki takiej decyzji przedstawiono w bardzo interesujący sposób – od zera do ponad 40 mln euro. To duży przedział – powiedział w czwartek dziennikarzom w Sejmie Sinkevičius.
Według premiera, rozważając możliwość wprowadzenia podatku od nadzysków, należy uwzględnić nie tylko potencjalne wpływy do budżetu, lecz także skutki takiej decyzji dla konkretnej firmy działającej w sektorze paliwowym oraz dla stosunków Litwy z sąsiednimi państwami.
– Mamy na uwadze, że mówimy o konkretnej firmie, która jest dla nas ważna zarówno jako przedsiębiorstwo i duży pracodawca, jak i z punktu widzenia stosunków międzynarodowych oraz relacji sąsiedzkich. Dlatego analizujemy tę kwestię kompleksowo i nie podejmujemy żadnych działań politycznych – wyjaśnił szef rządu.

Jak dodał, informacje dotyczące ewentualnego zastosowania takiego podatku zostały już zebrane, jednak na razie nie planuje się podejmowania konkretnych decyzji.
Jak informowała agencja ELTA, sąsiednia Polska postanowiła wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczyć na obniżenie cen benzyny i oleju napędowego.
Rząd kierowany przez premiera Donalda Tuska zamierza sfinansować nowy pakiet działań obniżających ceny paliw z wpływów z podatku od nadzysków.
Wprowadzenie tego podatku w Polsce wywołało spór polityczny między rządem a prezydentem. Latem Karol Nawrocki zawetował pierwszą inicjatywę rządu.



