To wydarzenie ma wymiar znacznie szerszy niż tylko sportowy. Karol Dąbrowski, Polak z Niemenczyna, który będzie reprezentował Litwę w biathlonie na Igrzyskach Olimpijskich, staje się symbolem sukcesu lokalnej społeczności, konsekwentnej pracy szkoleniowej oraz wielokulturowego oblicza litewskiego sportu.
Dla mieszkańców Niemenczyna to powód do szczególnej dumy. Niewielkie miasto od lat znane jest z aktywnego życia sportowego i pielęgnowania polskiej tożsamości, a olimpijski start wychowanka tej społeczności pokazuje, że także poza największymi ośrodkami można wychować zawodnika światowego formatu. Sukces Dąbrowskiego odbierany jest tu nie tylko jako osiągnięcie jednostki, lecz także jako nagroda za zaangażowanie trenerów, nauczycieli i lokalnych działaczy sportowych.
Istotną rolę w jego rozwoju odegrało Centrum Sportu Rejonu Wileńskiego, w którym stawiał pierwsze kroki. To właśnie tam kształtowały się podstawy jego techniki, wytrzymałości i sportowej dyscypliny. Wieloletnia, systematyczna praca oraz umiejętne łączenie nauki z treningami pozwoliły mu stopniowo przebijać się na wyższy poziom rywalizacji i ostatecznie trafić do reprezentacji Litwy.

W rozmowie z LRT.lt Karol Dąbrowski podkreśla, że Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie oraz w Cortina d’Ampezzo będą jego drugimi zawodami tej rangi. Zaznacza też, że na pozytywną decyzję musiał ciężko pracować. Choć przygotowania do startu trwały cztery lata, sam zawodnik podkreśla, że jego droga do igrzysk zaczęła się znacznie wcześniej.
– Tak naprawdę ta droga zaczęła się już w dzieciństwie. Jeśli jednak mówimy o tych konkretnych igrzyskach, to oczywiście były to cztery lata bardzo ciężkiej pracy – mówi.
Ostatni olimpijski cykl nie był jednak prosty. Jeden sezon wypadł całkowicie z powodu choroby, a przełom lat 2023 i 2024 również okazał się wyjątkowo trudny.
– Przepuściłem prawie cały sezon. Najpierw COVID, potem grypa. To był bardzo skomplikowany czteroletni okres przygotowań – przyznaje.

Mimo przeciwności trzeba było konsekwentnie realizować plan i walczyć o kwalifikację. Oznaczało to starty zarówno w Pucharze Świata, jak i w Pucharze Europy oraz systematyczne zbieranie punktów.
– Trzeba było pokazać, że jest się wartym tych igrzysk. Zarabiać punkty, zbierać je i potwierdzać swoją formę na zawodach – podkreśla.
Litewska Federacja Biathlonu wraz ze sztabem szkoleniowym postawiła na możliwie najbardziej sprawiedliwy i przejrzysty system eliminacji.
– Uważam, że trenerzy i federacja naprawdę dobrze to zaplanowali. Ten system eliminacji był maksymalnie przejrzysty – ocenia.

Nie oznaczało to jednak braku stresu. Rywale potrafili zapewnić sobie olimpijski bilet już po jednym udanym starcie, podczas gdy on musiał walczyć niemal do samego końca.
– Nie miałem takiego jednego startu, który wszystko by przesądził, jak tego dokonali Vytautas Strolia czy Maksimas Fominas. Musiałem w różnych etapach Pucharu Świata i Europy startować i zbierać punkty kwalifikacyjne. To kosztowało sporo nerwów i tej niewiadomej – przyznaje.
Podczas tegorocznych igrzysk Litwę reprezentować będzie rekordowa liczba biatlonistów – zarówno w rywalizacji indywidualnej, jak i drużynowej. Zostały skompletowane drużyny męska i kobieca. Zapytany o to, w jakiej konkurencji czuje się najlepiej, odpowiada bez wahania, że każda ma swoją specyfikę.
– Nie mam specjalnych predyspozycji. Start indywidualny to pełna koncentracja na sobie. W drużynie jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale jeszcze za trzy inne osoby – tłumaczy.

Co ciekawe, właśnie w startach zespołowych czuje się spokojniejszy.
– Nie wiem dlaczego, ale w drużynowych zawodach przeżywam mniej. Jestem bardziej pewny siebie niż w startach indywidualnych – mówi.
Jeśli chodzi o ulubione konkurencje, wskazuje sprint na 10 kilometrów, choć statystyki pokazują coś innego.
– Sprint wydaje się najlżejszy, ale historia pokazuje, że moje najlepsze wyniki były osiągane w biegu indywidualnym na 20 kilometrów – mówi.

Wspomina też sztafety, które przyniosły drużynie bardzo dobre rezultaty.
– Czwarte miejsce na mistrzostwach Europy i 14. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich – tam moje wyniki były na wysokim poziomie i realnie przełożyły się na wynik całej drużyny – uważa.
Ostatnie tygodnie przed igrzyskami to intensywny, ale przemyślany plan przygotowań. Po eliminacjach pojawiła się krótka możliwość powrotu do domu.
– Byłem ponad dwa i pół miesiąca poza domem. Potrzebowałem kilku dni, żeby wrócić i trochę się zregenerować – przyznaje.

Teraz przed nim jeszcze mistrzostwa Europy w Norwegii. Karol dołączy do litewskiej drużyny. A potem już bezpośredni wyjazd do Włoch.
– Po mistrzostwach Europy wybieram się prosto do Antholz na igrzyska – wyjaśnia.
Biathlonowe zmagania podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 odbędą się w miejscowości Antholz-Anterselva we Włoszech – miejscu, które zawodnik zna bardzo dobrze.
– To jedna z tych tras, gdzie zajmowałem najwyższe miejsca w Pucharze Świata. Bardzo fajna atmosfera i bardzo fajna trasa – podkreśla.
Jednocześnie zaznacza, że wysokość nad poziomem morza bywa wymagająca.
– Bywały tam dla mnie i ciężkie zawody, ale były też takie, gdzie startowałem naprawdę dobrze – podkreśla.
Dlatego adaptacja do warunków jest niezwykle ważna.
– Będziemy mieszkać znacznie niżej niż stadion, a na treningi i zawody dojeżdżać. Adaptacja jest potrzebna, dlatego w ciągu sezonu mieliśmy też kilka zgrupowań w górach – wyjaśnia.

Karol Dąbrowski jest reprezentantem Litwy, ale też reprezentuje swoje rodzinne miasto Niemenczyn. Wsparcie bliskich i rodzinnego Niemenczyna odgrywa w tym wszystkim ogromną rolę.
– Zawsze podkreślam, że jestem nie tylko reprezentantem Litwy, ale też Wileńszczyzny i Niemenczyna. To miejsce jest mi bardzo bliskie. Jeśli nadarza się okazja zawsze podkreślam, że jestem stąd – mówi.
Jak podkreśla, czuje ogromne wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół i mieszkańców.
– Dużo wiadomości, ciepłych słów, podtrzymania. To jest dla mnie naprawdę bardzo ważne.
Podczas zawodów na trybunach pojawi się także ktoś wyjątkowy.
– Na igrzyska przyjedzie mój pierwszy trener, z którym zaczynałem biathlon. Przyjedzie ze swoimi synami. To bardzo symboliczne i dla mnie niezwykle ważne. A ci, co zostają w domu, przed ekranami telewizorów zawsze mi kibicują. Podczas wszystkich imprez z moim udziałem – przyznaje.

Choć wielu sportowców ma swoje przedstartowe rytuały, on stawia na spokój i doświadczenie.
– Nie mam żadnych specjalnych rytuałów. Po prostu staram się zachować spokój i normalnie podejść do startu – mówi.
Cele? Są, ale pozostają prywatne.
– Każdy sportowiec przed sobą stawia jakieś cele. Są one podobne. Chciałbym zająć wyższe miejsce niż cztery lata temu. Konkretów nie zdradzam – zostawiam je dla siebie – wyznaje.

Start w Igrzyskach Olimpijskich to ukoronowanie wieloletniej drogi pełnej wyrzeczeń, ale także jasny sygnał dla młodych sportowców z Wileńszczyzny. Przykład Karola Dąbrowskiego pokazuje, że pochodzenie z mniejszości narodowej nie stanowi bariery w drodze na największe sportowe areny, a ciężka praca i determinacja mogą otworzyć drzwi do olimpijskiego świata.
Dla Litwy jego udział w igrzyskach to również dowód na rosnącą różnorodność i otwartość sportu narodowego. Karol Dąbrowski reprezentuje kraj na arenie międzynarodowej, jednocześnie pozostając silnie związanym z polską kulturą i swoją małą Ojczyzną. To połączenie sprawia, że jego występ będzie śledzony z dumą zarówno przez litewskich kibiców, jak i przez Polaków z Wileńszczyzny.









