Naujienų srautas

Wiadomości2025.05.09 11:51

„Nie mogłam pozwolić, by symbol cierpień zniknął”. Odnowiony pomnik Polakom Zesłańcom

Anna Grigoit, LRT.lt 2025.05.09 11:51

W sobotę, 3 maja, na cmentarzu w Kalwarii Wileńskiej odbyła się uroczystość odsłonięcia i poświęcenia odnowionego krzyża-pomnika upamiętniającego losy Polaków Zesłańców – byłych więźniów sowieckich łagrów. Wydarzenie miało szczególny wymiar - w tym roku mija 35 lat od momentu ustawienia pomnika i 36 lat od założenia Polskiej Sekcji przy Wileńskiej Wspólnocie Więźniów Politycznych i Zesłańców, obecnie działającej jako Koło Rodzina Sybiracka.

Uroczystości rozpoczęły się mszą świętą w kościele Znalezienia Krzyża Świętego, odprawioną w intencji wileńskich sybiraków. Następnie uczestnicy zgromadzili się przy pomniku, gdzie odbyło się jego symboliczne odsłonięcie oraz poświęcenie odrestaurowanego krzyża.

Pomnik, który stanął w 1990 r. z inicjatywy Romualda Gieczewskiego – pierwszego prezesa Polskiej Sekcji – z biegiem lat uległ poważnemu zniszczeniu. Jego odnowienie było możliwe dzięki wieloletnim staraniom Marii Radczenko, członkini zarządu Koła Rodzina Sybiracka.

– Czas swoje robi – pojawiły się pęknięcia, metal zardzewiał, narożnik postumentu był zbity. Poświęcenia odnowionego krzyża dokonał proboszcz ksiądz Jerzy Witkowski. To była ważna chwila – wspomina Maria Radczenko.

Jak podkreśla, motywacją do działania była nie tylko troska o fizyczny stan pomnika, ale i o jego wymiar symboliczny.

– My, sybiracy, odchodzimy. Młode pokolenie nie garnie się już do naszej organizacji. Nie mogłam pozwolić, by ten symbol naszych cierpień zniknął, rozpadł się – mówi Pani Maria.

Droga do renowacji nie była jednak łatwa. Odnowienie krzyża wymagało czasu, determinacji i wielu prób zdobycia wsparcia.

– Zaczęliśmy poszukiwać finansowania, to było bardzo trudne. Konsulat, polskie fundacje, osoby prywatne – wszędzie próbowaliśmy. Jeden pan nawet się zaangażował, ale zniknął, nie odbierał telefonów. Przykro. Byłam zrezygnowana. Myślałam, że odejdę z zarządu. Trzy lata to trwało. Trzy lata! – wspomina Radczenko.

Przełom przyniosła dopiero pomoc sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy Czesława Okińczyca, który wsparł inicjatywę, angażując sponsorów.

– Pan Czesław powiedział: „3 maja musi być odsłonięcie”. Pomógł znaleźć darczyńców. Wtedy poczułam, że jednak trzeba to doprowadzić do końca. I doprowadziłam. Jak już się czegoś podejmuję, to nie rzucam – zaznacza.

W trakcie prac pojawiła się również koncepcja zmiany wyglądu postumentu. Litewski rzeźbiarz Marius Grušas zaproponował „ambitny projekt w barwach polskiej flagi”. Choć projekt ten zyskał aprobatę Instytutu Pamięci Narodowej, nie został ostatecznie zrealizowany z powodu braku jednomyślności wśród członków koła.

– Te trzy lata były prawdziwym wyzwaniem. Był to bardzo nerwowy czas. Wielka odpowiedzialność. Chciałam, żeby ta pamięć została. Sama przeszłam drogę sybiraka – przyznaje Radczenko.

Dodaje, że po odnowieniu pomnika odczuła ulgę.

– Wreszcie zaczęłam spać dobrze. Wiedziałam, że ten krzyż nie zniknie, nie rozpadnie się – mówi.

Krzyż upamiętnia dramatyczne losy Polaków zesłanych na Syberię w latach 1939–1956. Symboliczna tablica otoczona wieńcem z drutu kolczastego przypomina o ich cierpieniu. Dla Marii Radczenko to nie tylko historia zbiorowa, lecz także osobista.

– Może dzieciom, takim jak ja, nie było aż tak tragicznie, ale dla rodziców to było straszne. O czwartej nad ranem łomot do drzwi, żołnierze z karabinami otoczyli dom. Najpierw zabrali nas wozami do Rudominy, potem wieźli ciężarówkami, następnie bydlęcym wagonem. Żadnej ubikacji, żadnych warunków – opowiada.

Dzięki zaradności ojca jej rodzinie udało się przetrwać, ale matka zmarła w wieku 56 lat.

– Mama była bardzo schorowana. Wróciliśmy na Litwę, kiedy byłam w drugiej, może trzeciej klasie. Najczęściej do wspomnień z Syberii wracamy 1 listopada – mówi cicho.

Dziś, gdy liczba żyjących świadków tragicznych wydarzeń maleje, szczególne znaczenie zyskuje troska o zachowanie miejsc pamięci.

– Młode pokolenie musi zrozumieć, jak ważna jest pamięć. Najbardziej się boję, by mój wnuk nigdy nie musiał przeżyć takiego koszmaru. Wolność jest bezcenna. My, sybiracy, rozumiemy to inaczej, głębiej. Odzyskanie niepodległości przez Litwę było dla nas jak promień światła po długiej ciemności. To zaszczyt, że także Polacy byli w gronie sygnatariuszy. Współtworzyliśmy ten historyczny moment – podsumowuje Maria Radczenko.

W momencie powstania Polskiej Sekcji w 1989 r. organizacja skupiała około 400 członków – zesłańców i łagierników. Dziś Koło Rodzina Sybiracka liczy zaledwie 46 osób. W obliczu upływającego czasu, ich świadectwo i zaangażowanie w pielęgnowanie pamięci zyskują jeszcze większe znaczenie.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane