Naujienų srautas

Wiadomości2025.04.12 17:21

Wileńska „ruszczycówka”: 5-metrowe dzieło sztuki na 300-lecie kościoła w Szyłanach

Renata Dunajewska, LRT.lt 2025.04.12 17:21

5-metrowa palma wileńska powita parafian i gości w kościele Najświętszej Marii Panny w Szyłanach (rejon wileński) w Niedzielę Palmową. Jest to prezent lokalnej wspólnoty z okazji 300-lecia ufundowania kościoła i założenia parafii.

Takie dzieło sztuki nie zostało wybrane przypadkowo – palma jest wyjątkowym symbolem Niedzieli Palmowej i wizytówką rejonu wileńskiego. To właśnie z tych terenów wywodzi się tradycja wicia palm. W niedzielę wiernych przywita 5-metrowa „ruszczycówka”, tradycyjna palma wileńska.

Tego wyzwania podjęła się twórczyni ludowa i wileńska palmiarka w siódmym pokoleniu Agata Granicka, która zaprosiła do współpracy palmiarki – Leokadię Kunicką-Szałkowską, Olę Kunicką, Danutę Wiszniewską i Agatę Kołodziejczyk.

Pomysł na uwicie tak dużej palmy powstał jeszcze w sierpniu ubiegłego roku. Do Agaty zwrócił się prezes wspólnoty szyłańskiej, przedstawił projekt i zapytał: „Czy pomożesz?”.

– Parafia szyłańska – to moja parafia. To parafia obu moich rodziców. Więc się zgodziłam. A do tego 300-lecie kościoła – mówi palmiarka.

Dodaje, że projekt stworzenia palmy na 700-lecie Wilna był nieco inny, nawet łatwiejszy. Wtedy były tworzone osobne segmenty i 700 palm, z których powstała 10-metrowa palma wileńska.

– W tym przypadku będzie 5-metrowa palma wałeczkowa. Jest to trudne zadanie i ogromne wyzwanie – zaznaczyła.

Należało przygotować kwiaty i ułożyć wzór palmy. W pracę nad projektem zaangażowana była stylistka Ruta Sauliutė. Przygotowano specjalny regał, na którym wyplatano palmę.

– Palma ma być praktyczna, tradycyjna i ładna. Robimy ją nie na jeden dzień, a przynajmniej na 10 lat. Będzie to tak zwana „ruszczycówka”, nazywana przez palmiarek „wałeczkiem” – wyjaśnia.

Palma będzie stała przy ołtarzu tylko w Niedzielę Palmową. Następnie zostanie przeniesiona do specjalnego pomieszczenia, gdzie nie będzie promieni słonecznych, wilgoci i kurzu. I będzie czekała na specjalną „oprawę”.

– Dla naszej palmy zostanie zbudowany „domek” ze specjalnego szkła. Będzie on chronił palmę od promieni słonecznych i wilgoci. Przecież palmę można przechowywać dziesiątki lat. Taki jest nasz zamiar – stwierdza Agata Granicka.

Palma na stałe zostanie ustawiona na dziedzińcu kościelnym. Wchodząc przez bramę kościelną po lewej stronie znajduje się Krzyż. Kiedy w południe słońce będzie świecić na Krzyż, jego cień będzie padał na palmę. Dla niej zostanie też przygotowane specjalne oświecenie, żeby oglądać ją o każdej porze.

– Urodziny parafii przypadają na Zielną. Więc w tym dniu planujemy ustanowić palmę na dziedzińcu kościelnym w „domku”, żeby królowała i cieszyła parafian – mówi realizatorka projektu.

Wysokość palmy wynosi 5 metrów, średnica 60-80 centymetrów.

– Nasza palma jest żywa. Są w niej tysiące kwiatów zebranych z naszych łąk. Wkładałyśmy po jednym kwiatku w taki sposób, jak wijemy nasze tradycyjne palmy. Trudno jest wyobrazić, ile włożono w to pracy – podkreśla z zadowoleniem palmiarka Agata Granicka.

Kilkusetletnie tradycje palmiarstwa na Wileńszczyźnie

Palmiarstwo na Wileńszczyźnie to wyjątkowa tradycja – pełna precyzji, kolorów i wielowiekowego dziedzictwa. Jest zupełnie inna niż w innych częściach świata, bo tu nie robi się palm z dużych gałęzi i zieleni, ale z misternie komponowanych, suszonych roślin i kwiatów. To prawdziwe dzieła sztuki ludowej.

Od 2019 roku wileńska palma jest na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego Litwy. Przed kilku dniami został złożony wniosek o wpisanie palmy na listę światową niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Zdaniem Anny Adamowicz, przewodniczki po Wilnie, tradycje palmiarstwa na Wileńszczyźnie sięgają dawnych czasów.

– Historycznie biorąc, pierwsze przedstawienie malarskie to jest „Litwinka z palmami” Kanuta Rusieckiego. To jest połowa XIX wieku. Sportretowana została dziewczyna przed kościołem, która trzyma naręcze gałązek wierzbowych i właśnie udekorowanych jakimiś kwiateczkami – mówi.

Sięgając historycznie wstecz, takie dekoracje były już w trakcie pochodów kaziukowych, czyli pochodów rzemieślników, które odbywały się w czasie odpustu w dniu świętego Kazimierza.

– Właśnie w tym pochodzie kroczyli przedstawiciele różnych cechów i oczywiście każdy chciał swój odcinek pochodu jakoś tam udekorować. Więc prawdopodobnie stąd takie dekorowanie. I te palmy stopniowo zaczynały żyć jakby takim samodzielnym życiem – wyjaśnia przewodniczka.

Uważa, że dwudziestolecie międzywojenne to już taki moment, kiedy palma powstaje jako konkretne dzieło ludowe uzdolnionych kobiet Wileńszczyzny, które naprawdę miały poczucie piękna.

– Nieprzypadkowo charakterystyczne, nieduże palemki w formie wałeczków, które zresztą wymagają najwięcej pracy i najwięcej cierpliwości w swoim wykonaniu, nazwane zostały „ruszczycówkami”, bo zostały tak nazwane na cześć Ferdynanda Ruszczyca – mówi rozmówczyni.

Co ma wspólnego ten słynny malarz, dziekan Wydziału Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Wileńskim z palmami? Otóż wykorzystał on motyw palm w plakatach malowanych z racji wystawy sztuki ludowej, która się odbywała w Wilnie. No i właśnie pęki tych palm narysował. A palmiarki w znak wdzięczności nazwały te wałeczki „ruszczycówkami”. I w taki to sposób ta dekoracja stała się nie tylko wykorzystywana w Kościele.

– Na Wileńszczyźnie, na przykład, te palmy dekoracyjne, po wyświęceniu, są też używane jako dekoracja domostwa, dekoracja pokoju. Ale obok tej palmy jest zawsze palma tradycyjna, gałązki wierzby i jodłowczyk, jak u nas mówią – tłumaczy Anna Adamowicz.

Palma przeszła kilka etapów, początkowo były gałązki wierzby. Później kobiety robiły palmy z drewna, wyglądały jak wiórki i były malowane w różnych kolorach.

– Jeszcze pamiętam u babuni mojej w zaścianku w Hajdaniszkach zawsze palmy były za obrazami. Zrobione były z papieru, takie woskowe białe różyczki. Ale niestety, z tego co wiem, chyba już zmarła ostatnia z kobiet, które robiły palmy papierowe. Były one popularne przed wojną, w latach 50-60., a potem jakoś zanikły śmiercią naturalną – wspomina Anna.

Na zdjęciach z okresu przedwojennego widzimy palmiarki – to były zwykłe kobiety wiejskie. Tylko że one oczywiście miały wspaniałe poczucie piękna. Kobieta miała to do siebie, że jakoś chciała to swoje skromne domostwo udekorować.

– Palmy też mogły być źródłem zarobku właśnie na wiosnę. Od Kaziuka właściwie wzwyż do Palmowej Niedzieli to się sprzedawało. No a żeby to wyprodukować, no to wiadomo, palmiarki mówią, że cały rok trzeba pracować. Także to była i praca, i przyjemność – mówi Adamowicz.

Nieprzypadkowo palma wileńska została symbolem rejonu wileńskiego, bo tutaj właśnie znajduje się zagłębie palmiarstwa.

– To jest ciekawe, że to robiły przede wszystkim Polki. Tu, w tej polskiej części Litwy, na Wileńszczyźnie. Owszem, Litwinki też wiły palmy, ale one się różnią. One są absolutnie bez barw, bez kolorków, jak nasze palmy wileńskie. Tak się złożyło. Palmy rozeszły szerzej po Wileńszczyźnie, więc i w rejonie solecznickim są, i jak u nas mówią na Litwę mogły gdzieś tam dalej trafić. Ale właściwie serce palmiarstwa jest tutaj, nad Wilią. Krawczuny, Nowosiołki, okolice Suderwy – wyjaśnia przewodniczka.

Każda palma jest dziełem sztuki, jest upiększeniem domu przez cały rok. Służy nam przez długi czas.

– Tym bardziej, że to jest takie swojskie, przypominające o tych naszych polach i łąkach, o tych naszych kobietach pracowitych. Bo jednak trzeba popracować solidnie, trzeba mieć wyobraźnię. Przecież każda kobieta tworzy najpierw u siebie w wyobraźni, żeby to potem wcielić w życie. Właśnie o to chodzi, że to są kobiety z wyobraźnią przede wszystkim. Dobrze, że to się przekazuje z pokolenia na pokolenie, że młode kobiety też to robią. No i miejmy nadzieję, że nie zaginie to nasze piękne rzemiosło Wileńszczyzny – powiedziała Anna Adamowicz.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane