Naujienų srautas

Wiadomości2025.04.03 08:15

Czy z Warszawy widać Wilno? Przegląd polsko-litewskich stosunków

Anna Grigoit, LRT.lt 2025.04.03 08:15

Po powstaniu nowej koalicji rządzącej w Polsce, pojawiły się oczekiwania na nowy rozdział w stosunkach między obu krajami. Coraz częściej jednak możemy obserwować, że współpraca napotyka pewne trudności, wynikające zarówno z różnic w podejściu do polityki zagranicznej, jak i z braku wyraźnych więzi personalnych między politykami. Z jednej strony Polska stawia na silniejsze relacje z krajami nordyckimi, z drugiej zaś Litwa, mimo deklaracji o solidarności, wydaje się nie wykazywać gotowości do bliskiej współpracy. W tej sytuacji warto rozważyć, jak Litwa i Polska mogą zbudować silniejsze i bardziej oparte na zaufaniu relacje.

Z dużym zainteresowaniem Litwa śledziła wyniki wyborów parlamentarnych Rzeczypospolitej Polskiej w październiku 2023 r., podczas których Platforma Obywatelska (PO) ponownie współtworzyła komitet koalicyjny Koalicja Obywatelska (KO) łącząc siły z Nowoczesną, iPL, Zielonymi oraz Agrounią. KO uzyskała w wyborach do Sejmu 30,7 proc. głosów, zajmując drugie miejsce, jednocześnie zdobyła najwięcej mandatów w Senacie. W wyniku tych zmian Donald Tusk objął funkcję premiera, a partia Prawa i Sprawiedliwości (PiS) po ośmioletnich rządach straciła władzę. Przyjrzyjmy się, jak zmiana w polskiej polityce wpłynęła również relacje między Polską a Litwą.

Valatka: który litewski polityk ma przyjacielskie relacje z Sikorskim, Tuskiem i innymi?

W jednym z wywiadów udzielonych polskim mediom na temat relacji rządzącej wówczas partii PiS z Litwą dziennikarz i publicysta Rimvydas Valatka powiedział, że „prezydenci i premierzy nie spotykają się i nawet nie rozmawiają telefonicznie. Nie ma relacji międzyparlamentarnych, nie utrzymują ich ani partie rządzące, ani opozycja”. Zapytany, jakie główne różnice dostrzega między rządami PiS a obecną partią rządzącą w podejściu do relacji między Polską a Litwą, Valatka w rozmowie z LRT.lt mówi, że dziś Polska już nie potrzebuje Litwy.

- Zawsze mówiono, że Kaczyńscy lub Kaczyński i PiS, którzy kłócili się z Brukselą, Paryżem i Berlinem, potrzebowali przyjaciół i znajdowali ich na Litwie. Donald Tusk i PO w nowej koalicji nie kłócą się ani z Berlinem, ani z Paryżem, więc Polska nie potrzebuje już Litwy. Jeżeli spojrzymy z perspektywy naszego kraju, zobaczymy, że litewska polityka przez 35 lat nie wykształciła warstwy politycznej, którą można by nazwać „polskofilami”. Praktycznie nie mamy takich osób, które posiadałyby w swoich telefonach 10, 15, 20 nazwisk z polskiego Senatu, Sejmu czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Polski. Relacje są raczej utrzymywane poprzez takie fora, jak Polsko-Litewskie Forum Dialogu i Porozumienia im. Jerzego Giedroycia. Poprzez intelektualistów – wskazuje Valatka.

Przypomina również, że podczas poprzedniej kadencji premiera Sauliusa Skvernelisa to właśnie przedstawiciele Forum Jerzego Giedroycia organizowali kontakty między Skvernelisem a Kaczyńskim, ponieważ sami politycy nie posiadali żadnych bezpośrednich kontaktów.

- Na Litwie politycy są, mówiąc delikatnie, poniżej średniego poziomu, polityka zagraniczna jest dla nich bardzo skomplikowaną sprawą. Kto się urodził, by pełzać, ten nie poleci – cytuje słynne przysłowie Valatka.

Wskazuje też, że na Litwie istnieje tylko kilka osób współpracujących z amerykańskim, niemieckim czy ukraińskim establishmentem politycznym, z kolei „polski segment po prostu nie istnieje”. Brak takiej tradycji Valatka nazywa „poważnym problemem”.

- Żyjemy w czasie wojny, której jeszcze nie toczymy naszym wojskiem, ale wkrótce będziemy musieli walczyć, Litwie będzie to kosztować bardzo dużo. Teraz Wilna z Warszawy nie widać. Litewska stolica chciałaby rozmawiać z Warszawą, ale nie ma z kim. Czy któryś z litewskich polityków może pochwalić się przyjacielskimi relacjami z Sikorskim, Tuskiem czy innymi politykami? Polityka zagraniczna to relacje między politykami. Nie chodzi o to, by prowadzić jakieś rozmowy przy jednym stole, ale o zwykłe ludzkie relacje, żebyś mógł zadzwonić do Tuska i powiedzieć: „Donaldzie, jak teraz mamy to załatwić?” – mówi Valatka.

Stosunki dyplomatyczne Valatka nazywa „wyższą matematyką”.

- Musisz zachwycić nie tylko swoich wyborców, obiecując im pięć euro do emerytury, ale także oczarować Francuza, Polaka, Czecha. O Polsce i Polakach nasi politycy przynajmniej coś słyszeli, a jakie mamy relacje na przykład z Czechami? Czy choć jeden z naszych polityków spotkał kiedykolwiek Czecha, zna go osobiście, ma z nim jakieś kontakty? Wydaje mi się, że nie. Chodzi o to, że polityka musi opierać się na przygotowaniu teoretycznym, praktycznym i ludzkim – wymienia rozmówca.

Zauważa też, że premier Gintautas Paluckas prawdopodobnie wyraziłby chęć spotkania z Donaldem Tuskiem.

- Niektórzy na Litwie z pewnością by tego chcieli, ale prawdopodobnie Polska sobie tego nie życzy, bo co Polacy mogą nam dziś powiedzieć? „Przepraszamy, panowie, ale sytuacja jest taka”? Gdybyś spotkał Tuska po raz pierwszy w życiu w oficjalnym gabinecie, a nie miał z nim 20-letniej przyjaźni, spędzając razem czas przy piwie 2-3 razy w roku, ta rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Tego nie ma i my nie potrafimy przejść na wyższy poziom – śmieje się Valatka.

- Dlaczego Zełenski zdobył sympatię większości polityków, dlaczego parlamenty stają za nim? Nie tylko dlatego, że Ukraina walczy, ale także dlatego, że ten człowiek potrafi nawiązywać międzyludzkie, polityczne relacje. Poprzez „polityczną przyjaźń” jest realizowana również misja państwowa. Mamy bardzo niewielu polityków wysokiego szczebla, i to jest nasz problem, który wojna ujawniła i nadal będzie ujawniać – mówi Valatka.

Antonowicz: niechęć do współpracy wyrażają obie strony

Politolog dr Mariusz Antonowicz, wykładowca w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, w rozmowie LRT.lt wyjaśnia, że obecna koalicja rządząca w Polsce spogląda na stosunki obu krajów przez pryzmat tzw. „polityki północnej”. Do niej należy m.in. współpraca z krajami skandynawskimi.

- To główna różnica w podejściu do Litwy w stosunku do poprzedniej władzy. Wcześniejszy rząd Prawa i Sprawiedliwości (PiS) podkreślał bilateralne stosunki. Ważny był również aspekt europejski - należało szukać sojuszników, którzy poparliby Polskę w Radzie UE. Miało to pomóc również w budowie regionalnych sojuszy. Poprzedni rząd widział to w kontekście Inicjatywy Trójmorza, a obecny - w formacie nordyckim - twierdzi politolog.

Spotkanie Tuska z obecnym premierem Litwy Gintautasem Paluckasem nadal nie odbyło się. Antonowicz zauważa również inne detale.

- Ani minister ochrony kraju Dovilė Šakalienė, ani szef resortu dyplomacji Kęstutis Budrys nie wymieniają Polski jako strategicznego partnera. Budrys wcześniej zaznaczył, że naszymi najbliższymi sąsiadami są kraje są kraje Nordyckie i Niemcy. Widać, że dość systematycznie nie chcą wymieniać Polski. Oznacza to, że niechęć do współpracy wyrażają obie strony - ocenia.

- Polska sytuację traktuje w aspekcie regionalnym. Warto pamiętać o tym, że w ciągu pięciu z sześciu miesięcy sprawowania przewodnictwa w Radzie UE w Polsce będzie się toczyła kampania prezydencka. Współpraca bilateralna miałaby pobudzać walki w samych partiach. Kandydaci w wyborach musieliby się wypowiedzieć w sprawie Litwy - dodaje.

Politolog nie może jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zaangażowanie ze strony Litwy jest małe.

- Premier Paluckas zapewne po prostu z trudnością się orientuje w sprawach międzynarodowych. Z dość dziwną determinacją nie chce się angażować w europejskie inicjatywy budowy obronności. W dzisiejszej sytuacji geopolitycznej jest to trudne do zrozumienia. Zapewne boi się, że jeżeli Litwa zbyt mocno się zaangażuje w podobne projekty, USA zdecydują, że krajów tak bardzo samodzielnych nie należy bronić. Pamiętajmy jednak, że amerykańska wiarygodność spadła. Większe europejskie zdolności oznaczają większe prawdopodobieństwo, że Amerykanie pozostaną w regionie - podkreśla Antonowicz.

Z kolei podczas kadencji PiS wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak oraz inni wysoko postawieni politycy dokonywali spotkań z działaczami Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) i Związku Polaków na Litwie (ZPL), nie informując o tym litewskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

- Wewnątrz PiS działała oddzielna frakcja, dla której współpraca z Litwą oznaczała jedynie sprawy mniejszości. Dziedziczak był swoistym reprezentantem tej polityki, może nawet w sposób obsesyjny. Spotkania z Polakami w Wilnie bez informowania litewskiego MSZ miały pokazać siłę i determinację strony polskiej - wspomina rozmówca.

- Z kolei obecnie AWPL-ZChR nie tylko została odsunięta, ale także sama zdecydowała się odejść od współpracy z polskim rządem. Teraz partia ma bliskie powiązania z Konfederacją. Jest to siła, która wciąż rośnie, nie lubią jej jednak ani rządzący, ani opozycja - kontynuuje.

Jak zaznacza Antonowicz, Polakom na Litwie niezależnie od władzy w Polsce nie jest ani lepiej, ani gorzej, a bezpośredni wpływ na nich wywierają decyzje polityków litewskich.

- Podejście Polski za rządów PiS można określić jako cierpliwe i w pewnym sensie przyniosło skutek. Podejmowano współpracę w dziedzinie energetyki i bezpieczeństwa, mając nadzieję, że to się wyleje na sprawy polskiej mniejszości narodowej. Najlepszym przykładem było zagłosowanie za częściowym zezwoleniem na oryginalną pisownię imion i nazwisk. Wtedy powstało pytanie, czy prezydent Gitanas Nausėda podpisze dokument, ponieważ podczas kampanii wyborczej obiecał tego nie robić. W końcu podpisał, bo nie chciał psuć dobrych relacji polsko-litewskich. Takie podejście miało swoje skutki - przypomina.

- Polacy na Litwie byli traktowani przez władze jako swojego rodzaju ekspozytura Polski. W taki sposób często się stawali zakładnikami nieporozumień. Tomas Janeliūnas pisał, że podczas dwóch kadencji Dali Grybauskaitė stosunek wobec Polaków był dobry, dopóki relacje między Polską a Litwą były na dobrym poziomie. Gdy więzi się pogorszyły, zrezygnowano z postulatów mniejszości. Możemy dyskutować, o ile etyczne jest wykorzystywanie obywateli jako narzędzia do walk. Jednak podobne próby nacisku nie miały skutku. Z kolei obecny polski rząd nie widzi sensu w nacisku na litewskie władze. Faktycznie, żadna władza z Polski nie rozwiąże problemów mniejszości narodowych. Jednak ten aspekt ma wpływ na wzajemne zaufanie. Polska strona widzi to tak: ciągle pomagamy w bezpieczeństwie, energetyce, a oni nas oszukują w sprawach mniejszości. Z punktu widzenia Litwy jest to ogromne wyzwanie. Dookoła jest Rosja, Ukraina i Białoruś, więc, cytując Gabrieliusa Landsbergisa, „musimy się zajmować wielką geopolityką”, a tu nagle przychodzi Polska z jakimiś literkami w paszporcie. Polska uważa, że najpierw należy rozwiązać „drobiazgi”, aby później nie przeszkadzały. Litwa zaś jest zdania, że trzeba je odłożyć na potem, bo teraz na nas czeka wielka geopolityka - tłumaczy ekspert.

Antonowicz wspomniał również o kwestii relacji personalnych prezydentów Litwy i Polski.

- Do tej pory Gitanas Nausėda znajdował się w pozycji komfortowej. Przez siedem lat miał u boku Andrzeja Dudę, z którym go wiązały bardzo dobre stosunki, które można określić mianem „chemii”. Wkrótce relacje osobiste między prezydentami trzeba będzie nawiązać od nowa. Nie wiadomo, czy to mu się uda. Litewskie władze wkładają bardzo mało wysiłku w powstanie dobrych międzynarodowych relacji do wyborów. Z kolei do litewskiej dyplomacji i polityków niejednokrotnie były wysyłane sygnały, nawołujące do nawiązywania kontaktów z Rafałem Trzaskowskim. Sam osobiście proponowałem wileńskim konserwatystom zorganizowanie dwustronnego spotkania Wilna i Warszawy. Jednak żadne kroki nie zostały podjęte. Gdy podobną propozycję usłyszał były już mer Remigijus Šimašius, jeden raz wyruszył na Campus Polska Przyszłości i na tym się skończyło. Wygląda na to, że pracy domowej nie odrobiliśmy - ubolewa wykładowca w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego.

Polskie media: Warszawa dostrzega pozytywną dynamikę

Polski dziennikarz związany z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Michał Wojciech Potocki uważa, że w podejściu do stosunków polsko-litewskich między rządami PiS a rządem PO wielkich różnic nie ma.

- Oba rządy traktują Litwę jako kraj, którego poglądy na politykę zagraniczną i sytuację w regionie są w zasadzie zbieżne z polskimi. Istnieją jednak pewne różnice, zwłaszcza w kwestii polityki wobec Chin, gdzie Polska nie posuwała się tak daleko w swojej retoryce jak Litwa – mówi Potocki.

Jedyną różnicę, jaką w rozmowie z LRT.lt podaje Potocki pomiędzy rządami PiSu, a rządami PO, czy rządami KO jest to, że „szeroko rozumiana ekipa PiSu była bardziej aktywna w utrzymywaniu relacji politycznych z Litwą niż ekipa KO”.

- To wynika z różnego podejścia do tego, z kim powinniśmy budować i utrzymywać najbliższe sojusze. O ile dla PO, czy później dla KO kluczowe było zawsze budowanie bliskich relacji z Niemcami i Francją jako największymi państwami Unii Europejskiej, to PiS jako partia, która podejrzliwie traktowała zwłaszcza politykę niemiecką starała się lewarować pozycje Polski poprzez bliskie relacje regionalne. Stąd wynikała bardzo duża aktywność zwłaszcza prezydenta Andrzeja Dudy wywodzącego się z PiSu. Duda ma bardzo bliskie, wręcz osobiste relacje z Gitanasem Nausėdą. W wielu przypadkach obaj politycy skutecznie wykorzystywali tę współpracę, wzajemnie się wspierając i doradzając sobie przy różnych międzynarodowych inicjatywach – podobnie jak Antonowicz zauważa Potocki.

Jego zdaniem, ta różnica nie wynika z samego stosunku do Litwy jako państwa, tylko raczej z różnego rozumienia tego, w jaki sposób powinniśmy budować pozycję Polski w Europie. Czy przez bliskie związki z dużymi państwami Unii Europejskiej, jak to robi Donald Tusk? Czy przez aktywną politykę regionalną i budowanie sojuszy regionalnych, takich jak Inicjatywa Trójmorza, czy Bukaresztańska Dziewiątka, jak to robiło PiS i prezydent Duda?

- Tusk zawsze był bardziej zainteresowany relacjami z dużymi państwami. Oni nigdy bardzo poważnie nie podchodzili do rozbudowy polityki regionalnej. To się trochę zmienia teraz, odkąd do władzy w USA doszedł Donald Trump. Tusk dostrzegł potrzebę koordynacji polityki wewnątrzeuropejskiej, obronnej, zagranicznej i bardzo wyraźnie widać jego aktywność, chociaż nie jest ona w zasadzie skierowana na Litwę, a głównie do państw nordyckich. Choć przypomnijmy, że premier Paluckas dopiero zaczyna urzędowanie, w związku z czym oni po prostu nie mieli też czasu na nawiązanie bliskich relacji z Tuskiem – tłumaczy Potocki.

Zwraca również uwagę na kolejny aspekt, mianowicie, że tradycja polskiej polityki zagranicznej zakłada, iż relacje z państwami, w których prezydenci mają silną pozycję ustrojową, tradycyjnie są domeną prezydentów.

- Tradycyjnie te relacje były zwykle bliższe pomiędzy prezydentami niż premierami. Tak zresztą też było w czasach PiSu, że to raczej prezydent Duda angażował się w relacje z prezydentem Nausėdą niż premier Morawiecki z premier Šimonytė – wyjaśnia.

Zapytany, jak można ocenić zaangażowanie Litwy w podniesienie relacji polsko-litewskich na wyższy poziom, Potocki zauważa, że sytuacja znacząco poprawiła się po 2016-2017 roku.

- Litwa zaczęła bardziej aktywnie działać na rzecz rozwiązywania spornych kwestii. Pierwszym ważnym gestem była eliminacja przeszkód związanych z rafinerią Możejki – odbudowa linii kolejowej, która umożliwiła normalne jej funkcjonowanie. Był to istotny krok, który przyczynił się do zbliżenia relacji między rządem PiS a rządem litewskim. Inicjatywa ta wyszła ze strony Litwy, co pozwoliło na odblokowanie dwustronnych kontaktów, a także stworzyło korzystny klimat dla realizacji polskich postulatów – w tym kwestii pisowni nazwisk i innych spraw dotyczących mniejszości. To działanie zostało dostrzeżone i docenione przez polskie władze – mówi rozmówca.

Przypomina też, że to rządząca ekipa PiSu ograniczyła swoje wsparcie dla AWPL-ZChR.

- PiS-owi mocno nie podobały się poglądy Waldemara Tomaszewskiego na politykę zagraniczną, na relacje z Rosją czy z Białorusią. Niezależnie od tego, że AWPL-ZChR i PiS są bardzo bliskie ideowo i światopoglądowo, jednak ta rozbieżność w podejściu do Rosji i Białorusi oraz pewne nieprawidłowości finansowe, które były wykrywane w partii Tomaszewskiego, sprawiły, że PiS zdystansował się od AWPL-ZChR. Co z kolei zostało też docenione również od litewskiej strony politycznej – mówi.

Potocki wskazuje też na inne pozytywne zmiany politycznego klimatu na Litwie.

- Coraz więcej przedstawicieli polskiej mniejszości narodowej zaczyna robić kariery litewskiej administracji, w partiach ogólnolitewskich, a polskie nazwisko w coraz mniejszym stopniu jest przeszkodą w karierze. Ministra Ewelina Dobrowolska, która przeforsowała ustawę otwierającą drogę do polonizacji nazwisk Polaków na Litwie, choć nie w pełni – bez znaków diakrytycznych – to jednak nawet dodanie litery „W” miało swoje symboliczne znaczenie. Przyjęcie ustawy o mniejszościach narodowych, choć zapewne nie jest doskonała i ma charakter ogólny, stanowi krok w dobrą stronę. Warto pamiętać, że przez 15 lat na Litwie nie było żadnych przepisów dotyczących mniejszości narodowych – zaznacza rozmówca.

- Jest mniej uprzedzeń, mniej podejrzliwości we wzajemnym traktowaniu, jest mniej dyplomatycznych wpadek, które wcześniej się zdarzały i politykom PiSu, i politykom Platformy, mam na myśli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ministra Radosława Sikorskiego – mówi Potocki.

Na pytanie, czy nadal aktualna będzie teza, o której niejednokrotnie mówił Sikorski, iż stosunki z Litwą zależne są od praw polskiej mniejszości, dziennikarz przypomina, że Litwa jako członek Unii Europejskiej i jako strona polsko-litewskiego traktatu z lat 90. zobowiązała się do pewnych kwestii, które „po prostu wymagają uregulowania”.

- Polskie władze naturalnie będą pamiętać o prawach polskiej mniejszości i dążyć do ich zapewnienia. Uważam, że minister Sikorski, podobnie jak inni przedstawiciele polskich władz, nie będą już publicznie stawiać sprawy w tak ostry sposób, jak miało to miejsce, gdy Sikorski pełnił funkcję ministra poprzednio. Z jednej strony, Sikorski trochę się zmienił, złagodniał pod tym względem. Z drugiej strony, zmieniła się sytuacja polityczna, a Litwa jako państwo, ma podobne podejście do kwestii Rosji, wojny i Europy. Dobre relacje z Litwą są zatem również ważne dla Polski. Z trzeciej strony, zmienił się również polityczny klimat na Litwie – wymienia dziennikarz.

Dodaje też, że nie mniej ważne są projekty nowego litewskiego rządu, m.in. od polityków większości.

- Mam na myśli projekt socjaldemokratów oraz Viktorii Čmilytė-Nielsen w sprawie znaków diakrytycznych. Pewne dyskusje na pewno będą trwały i będą jak zwykle burzliwe – prognozuje Potocki.

- W obu stolicach jest zrozumienie, że pewne sprawy trzeba załatwić i że to wymaga trochę czasu. Istnieje też przekonanie, że dynamika jest pozytywna i że idziemy raczej w dobrą stronę, a nie w złą – podsumowuje polski dziennikarz.

Czy Polska obroni Litwę?

W przestrzeni publicznej pojawiają się dyskusje czy Polska obecnie mogłaby w pełni zaangażować się w obronę Litwy.

Antonowicz: odpowiedź jest negatywna

- Dla Polski artykuł 5 NATO zawsze był kluczowy. Wbrew opinii Litwy, Polska nie jest w stanie samodzielnie się bronić przed Rosją. Nikt nie neguje gotowości Warszawy do obrony przesmyka suwalskiego. Jednak część obserwatorów chciałaby, aby polskie wojska były zaangażowane już na terenie samej Litwy. Jednak ten kraj nie jest w stanie tak działać - uważa Antonowicz.

- Giedrius Česnakas, doradca minister ochrony kraju, napisał artykuł, w którym zapewnił, że aby Europa stała się potęgą militarną, potrzebny jest hegemon, jakim mogłyby stać się Niemcy. Miałoby to wyglądać podobnie, jak w przypadku NATO, którym kierują USA jako hegemon i obok jest cała reszta. Nie da się jednak tego zrobić. Europejski sojusz obronny, jakkolwiek on by wyglądał, będzie kierowany koalicją państw, do której być może dołączy Polska. Tylko dzisiaj ten kraj nie pokazuje determinacji w objęciu przewodnictwa, jest zapraszany na szczyty, ale nie oferuje inicjatyw. Potencjał Polski jest nadal mniejszy niż może wyglądać, ponieważ skupia się na obronie granic, a nie misji pokojowej w Ukrainie. Na razie Polska nie może być eksporterem bezpieczeństwa. Ale dla części litewskich ekspertów i polityków taka sytuacja odpowiada. Oni nie chcą przyznać, że Polska może być jakimkolwiek liderem. Im jest o wiele bardziej komfortowy stary model, gdzie Zachodowi przewodzą USA z pomocą Niemiec. I nie chcą dostrzec postęp jaki na wiele płaszczyznach za ostatnie lata zrobiła. Widzą Polskę jak taki samy zacofany kraj, jakim był 20 temu - zaznacza politolog.

Valatka: to w programie litewskiego rządu obronność jest na czwartym czy piątym miejscu

Również Valatka, komentując stosunki między Litwą a Polską, odniósł się też do deklaracji prezydenta Andrzeja Dudy, który w swoim czasie zapewniał, iż Polska będzie bronić każdego centymetra terytorium NATO, w tym Litwy.

- Duda wygłosił te słowa jeszcze przed inauguracją Donalda Trumpa. Obecnie, w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, NATO stało się de facto organizacją polityczną, w której artykuł 5, gwarantujący wspólną obronę, przestał działać w pełni. Dodatkowo, USA wycofują się z aktywnego zapewniania bezpieczeństwa, a ich generałowie już nie będą dowodzić wszystkim operacjami wojskowymi. W tej nowej rzeczywistości Polska, mimo swoich dobrych intencji, nie ma już zdolności do obrony Litwy. Głównym zadaniem Polski jest ochrona własnego terytorium, a Polacy sami przyznają, że ich możliwości są ograniczone – mówi Valatka. Akcentuje też, że oczekiwanie, iż Polska wyśle swoje siły na Litwę, nie może być traktowane jako brak wsparcia.

- Co więcej, być może Polska nawet byłaby gotowa poświęcić się dla braci Litwinów, gdyby bracia Litwini przez ostatnie 35 lat zachowywali się w sposób przyzwoity. Tylko z powodu litery „W” bracia Litwini przez 30 lat walczyli, aby w paszporcie Polaka z Litwy tej litery nie było. Litery „Ł” nie ma do dziś. To są drobiazgi, a ile było innych, większych problemów – przypomina Valatka.

Valatka uważa, że powstanie europejski model NATO, który zastąpi stare NATO.

- Gdyby Litwa robiła przynajmniej tyle, co Polska — zaminowywała granicę, kopała okopy, betonowała rowy przeciwczołgowe i podejmowała inne podobne działania. Można bronić tego, kto sam się obroni. Polska nie może bronić Litwy, jeśli sama Litwa bardzo marnie przyczynia się do swojego bezpieczeństwa. W programie litewskiego rządu obronność jest na czwartym czy piątym miejscu. Wilno z kolei inwestuje miliard euro w transport publiczny. W państwie z czasów Winstona Churchilla taki mer zostałby aresztowany za marnotrawstwo pieniędzy w czasie wojny – wskazuje Valatka.

Zapytany, jakich kroków należy podjąć, aby poprawić jakość dwustronnych stosunków dyplomatycznych między Litwą a Polską, Valatka zaznacza, że konieczne jest pokazanie właściwych sygnałów.

- Polska ma przemysł militarny, posiada bojowe wozy „Borsuk”, zmodernizowaną wersję czołgów T-72, broń palną. Musimy kupować od nich, wspierać polski przemysł obronny. Wówczas można będzie liczyć, że ten sąsiad pomyśli o nas, gdy będziemy w potrzebie. Jednak wszystko to wymaga czasu, a budowanie prawdziwych, trwałych relacji to nie jest kwestia jednej czy dwóch kadencji. Nie mamy już na to czasu – kończy Valatka.

Potocki: Polska popiera realizację postanowień NATO, również w odniesieniu do Litwy

Również Michał Potocki przyznaje, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego jest z punktu widzenia polskiej obronności najważniejszym zapisem, jaki w ogóle istnieje.

- Ostatnio będąc na Litwie odebrałem dosyć duże zaniepokojenie tym, co się dzieje dookoła, niepewność tego, czy Trump nie porzuci NATO itd. Z obecnej sytuacji geopolitycznej wynikają też starania polskiego rządu o to, żeby skoordynować i skonsolidować politykę unijną. Rząd Tuska zdecydowanie popiera wszystkie pomysły obecnie dyskutowane w Brukseli, dotyczące stworzenia wspólnego funduszu na zakupy zbrojeniowe oraz rozwiązań technicznych, takich jak wyłączenie wydatków na obronę z klauzul ograniczających wzrost wydatków państwowych ponad ustaloną normę. Jeśli chodzi o obecnie rządzących, artykuł 5 pozostaje żelazną regułą polskiej polityki, a sojusznicy są zapewniani o tym, iż Polska konsekwentnie popiera realizację postanowień Traktatu Północnoatlantyckiego, również w odniesieniu do Litwy – kończy.

LRT.lt przypomina, że ostatnia wizyta Tuska na Litwie miała miejsce 4 marca 2024 r., kiedy spotkał się w Wilnie z premier Ingridą Šimonytė. Była to też pierwsza po wyborach w Polsce zagraniczna wizyta polskiego premiera. Tusk wówczas powiedział, że solidarność Polski i Litwy nie podlega żadnej dyskusji.

Z kolei marszałek Sejmu RP Szymon Hołownia odwiedził Litwę dwukrotnie od momentu objęcia urzędu w 2023 r. Pierwsza wizyta miała miejsce w dniach 5–6 lutego 2024 r., gdzie spotkał się z przewodniczącą Sejmu Litwy Viktoriją Čmilytė-Nielsen, omawiając m.in. współpracę parlamentarną, kwestie bezpieczeństwa oraz postulaty mniejszości polskiej.

Druga wizyta odbyła się w dniach 10–11 marca 2025 roku, podczas której uczestniczył w szczycie przewodniczących parlamentów Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy, Finlandii i Islandii, a także spotkał się z prezydentem Litwy Gitanasem Nausėdą i premierem Gintautasem Paluckasem.

Radosław Sikorski, który objął stanowisko ministra spraw zagranicznych w grudniu 2023 roku, odwiedził Litwę dotychczas dwukrotnie – w ramach spotkań Snow Meeting w 2024 i 2025 roku.

- Przypomnę tylko, że w 2007 roku wraz z premierem Donaldem Tuskiem do Wilna przyjechaliśmy w pierwszej kolejności. Szkoda, że wtedy to nie było docenione. I że tyle lat musiała zająć sprawa odblokowania dostępu do rafinerii w Możejkach, największej wtedy zagranicznej polskiej inwestycji i, jak rozumiem, największej inwestycji w historii niepodległej Litwy. Przypominam, Rosjanie odcięli rurociąg, a Litwa odcięła dostęp koleją. I sprawa paru literek, które ludzie mogliby sobie wpisywać do dowodów osobistych też mogła zająć krócej niż ćwierć wieku - podczas wizyty w 2024 roku, przed wylotem do Warszawy, powiedział dziennikarzom szef polskiej dyplomacji.

Kolejne wybory w Polsce, tym razem prezydenckie, odbędą się 18 maja – pierwsza tura, druga tura zaplanowana jest na 1 czerwca.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme