Sąd Konstytucyjny ogłosił, że poseł do Sejmu Petras Gražulis, który głosował na innego parlamentarzystę, naruszył przepisy Konstytucji i złamał przysięgę.
W związku z decyzją sprawa impeachmentu Gražulisa powróci do Sejmu, który podejmie ostateczną decyzję w sprawie wygaśnięcia mandatu parlamentarzysty.
Sąd ocenił, że Gražulis, świadomie oddając głos w imieniu innego posła, naruszył ustanowioną w Konstytucji przysięgę posła na Sejm oraz obowiązek uczciwego wypełniania zadań przedstawiciela narodu.
Sąd Konstytucyjny zauważył, że nawet jednorazowe oddanie głosu w imieniu innego posła wypacza wagę Sejmu.
Sąd stwierdził także, że głos Gražulisa był działaniem zamierzonym i nie mógł zostać oddany przez pomyłkę.

Po tej decyzji parlament będzie głosował nad odwołaniem Gražulisa z obowiązków poselskich. Za zniesieniem mandatu musi głosować co najmniej 85 ze 141 parlamentarzystów.
Z kolei sam polityk zapewnia, że nie zamierza rezygnować z mandatu.
- Nie będę przed nimi klękać – ani przed Trybunałem Konstytucyjnym, ani przed konserwatystami. Niech zabiorą mi mandat – ja na pewno sam go nie oddam – zapewnił dziennikarzy Gražulis.
- Eksperci z dziedziny prawa nie widzieli, jak głosowałem. Tymczasem sędziowie Sądu Konstytucyjnego pewnie podczas sesji spirytyzmu zaprosili złe duchy i ustalili, że tak głosowałem i rażąco naruszyłem Konstytucję – nie krył zaskoczenia decyzją sądu.
Tomas Vytautas Raskevičius z Partii Wolności zapewnia, że koalicja rządząca jest gotowa na impeachment.

- Potrzebujemy 85 głosów. Liczba ta jest gwarantowana. Kariera Gražulisa w Sejmie dobiegła końca (...) Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego orzeczenia Sądu Konstytucyjnego – powiedział dziennikarzom Raskevičius.
Jednak starosta frakcji Ruchu Liberałów Eugenijus Gentvilas zauważa, że najpierw trzeba poczekać, aż sprawa trafi na salę obrad. Gražulis nadal może samodzielnie zrezygnować z mandatu. W takim przypadku Gražulis uniknąłby 10-letniego zakazu kandydowania do Sejmu.




