Naujienų srautas

Wiadomości2023.10.31 16:24

Antysemityzm i antysyjonizm: czym się różnią?

Przedstawiciele izraelskich władz i ich zwolennicy stosują narrację, że antysyjonizm równy jest prostej nienawiści do Żydów. To kontrowersyjne stwierdzenie – a przeciwnicy polityki Izraela mają inne powody, niż antysemityzm, żeby jej się sprzeciwiać.

Antysemityzm i antysyjonizm to dwie różne postawy, reprezentowane przez ludzi na świecie. Antysemityzm to nienawiść i strach wobec Żydów, reprezentowany przez środowiska społeczne i polityczne różnego charakteru i afiliacji, głównie prawicowe.

Szczyt antysemityzmu miał miejsce w czasie II wojny światowej, kiedy nazistowskie Niemcy doprowadziły do wymordowania 6 mln Żydów w oparciu o swoje radykalne poglądy i pseudonaukowe „badania”.

Antysyjonizm zaś to sprzeciw wobec syjonizmu, czyli ideologii dążącej do utworzenia państwa żydowskiego na terenie biblijnego Izraela (m.in. dzisiejszej Palestyny). Antysyjoniści, w zależności od poglądów, oponują wobec polityki państwa Izrael, lub nawet sprzeciwiają się jego istnieniu w ogóle.

Antysyjonizm może wiązać się też z antyimperializmem, czyli sprzeciwem wobec istnieniu i poszerzaniu terytoriów państw kolonialnych; twierdzą tak np. przedstawiciele lewicy. W przypadku Izraela ma to zastosowanie w odniesieniu do nielegalnego osadnictwa żydowskiego na terytoriach muzułmańskich i wysiedlania Palestyńczyków z ich domów, jak i ogólnie represyjnej polityce izraelskich władz wobec Palestyny.

Antysemityzm wciąż istnieje

Na początku niniejszego tekstu zaadresować należy bardzo ważną kwestię – antysemityzm i ogólna nienawiść wobec Żydów wciąż jest problemem na świecie. Podkreślamy to, aby nikt nie uznał niniejszego artykułu za antysemicki właśnie. Historycznie antysemityzm doprowadził do ogromnej tragedii Żydów europejskich, których w brutalny sposób mordowały wojska i siły nazistowskich Niemiec w czasie II wojny światowej.

Żydzi nie padają już ofiarami masowej morderczej nienawiści, ale wciąż dochodzi do zamachów na synagogi, nienawistnych wpisów w Internecie czy pobić wyznawców judaizmu i osób pochodzenia żydowskiego.

Antysemityzm nie jest jednak równy antysyjonizmowi – to zupełnie dwie różne postawy, z których jedna dotyczy negatywnej opinii o Żydach, ich religii, kulturze i polega na uprzedzeniu opartym na stereotypach.

Antysyjonizm to krytyka polityki lub samego istnienia świeckiego państwa Izrael, którego władze i ich decyzje – jak każdy rząd na świecie – mogą (i, jak widać, padają) paść ofiarą krytyki. Mimo to o zbieżności tych dwóch zjawisk próbują przekonywać zwolennicy izraelskich władz, wojsk i polityki wobec Palestyńczyków.

Jak wspomnieliśmy wyżej – każda władza na świecie może paść ofiarą krytyki. Na tym polega demokracja. Krytykowanie władz USA nie znaczy o uprzedzeniach do Amerykanów, a niechęć do brytyjskiego premiera nie musi od razu świadczyć o czyjejś nienawiści do np. Anglikanizmu.

Tymczasem osoby, publicznie sprzeciwiające się izraelskiej polityce wobec Palestyńczyków, są określane mianem antysemitów a ich poglądy są zrównane z nienawiścią wobec wszystkiego, co żydowskie. Oczywiście istnieją antysyjoniści, dla których sprzeciw wobec polityki Izraela podyktowany jest jedynie nienawiścią wobec Żydów.

Poniżej widać wlepki, które znaleźć można na ulicach polskich miast, np. w Krakowie czy w Przemyślu. Rozklejają je środowiska narodowe, a dowodem tego, że ich stworzenie i wsparcie dla Palestyny dyktował antysemityzm, jest wykorzystanie nazistowskiej symboliki, przedstawiającej gwiazdę Dawida z czasów niemieckiej okupacji Polski.

Sprawa rozróżnienia antysemityzmu i antysyjonizmu jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, kiedy pod uwagę weźmiemy istnienie antysyjonistycznych Żydów.

W końcu w czasach II wojny światowej w nazistowskich obozach zagłady ginęli także Żydzi – antysyjoniści, np. przedstawiciele socjalistycznej partii żydowskiej Bund, reprezentującej poglądy diasporyczne.

Diasporyzm wciąż jest istotną postawą wśród społeczności żydowskich na świecie, żyjących poza Izraelem, i wrzucanie wszystkich Żydów do syjonistycznego worka można by uznać za antysemickie samo w sobie – ponieważ upraszcza skomplikowaną mapę polityczną Żydów i ucisza znaczną część z nich, niekoniecznie patrzących na politykę Tel-Awiwu przychylnym okiem.

Antysemityzm jako kara za popieranie Palestyny

Istnieje wiele mechanizmów umniejszania poglądom osób, niezgadzających się na nielegalne wysiedlanie Palestyńczyków z ich domów, przemocy Izraelskich Sił Obronnych (IDF) wobec muzułmańskich cywili czy uniemożliwianie im wyjazdów ze Strefy Gazy.

Jednym z nich jest chociażby narzucanie zwolennikom wolności Palestyny poglądów akceptujących działania organizacji terrorystycznej – Hamasu. Nie znaczy to bowiem, że wśród Palestyńczyków i osób ich wspierających nie ma woli poparcia dla brutalnych działań islamistycznej organizacji. To w końcu Hamas w 2006 r. wygrał wybory w Strefie Gazy – w sieci pojawiają się również opinie, według których Hamas istnieje jako sprzężenie zwrotne w ramach odpowiedzi na wieloletnią brutalność wojsk izraelskich.

Inną metodą umniejszania krytykom Tel-Awiwu jest łączenie ich poparcia dla życia Palestyńczyków z chęcią mordowania Izraelczyków. Syjoniści często patrzą na sytuację w bardzo czarno-biały sposób – albo my, albo oni.

Warto jednak zaznaczyć, że dotychczasowe starania rozwiązywania konfliktu metodą dwóch państw nie odnosiło zamierzonych, pokojowych skutków. Pamiętać trzeba jednak, że to Izrael powstał na terytorium arabskim nagle, po drugiej wojnie światowej – i od razu rozpoczął tam agresywne działania wobec ludności arabskiej (Nakba). W zamian Palestyńczycy i okoliczne państwa arabskie rozpoczęły zbrojenie się przeciw Tel-Awiwowi.

Kontrowersje w Europie

Przyjrzyjmy się dwóm kwestiom, które w ostatnim czasie wzbudziły niemałe kontrowersje w Europie.

Pierwszą z nich jest kwestia zakazu pro-palestyńskich demonstracji we Francji. Zasłaniając się chęcią walki z antysemityzmem, francuskie władze podjęły decyzje o blokowaniu manifestacji w obronie Palestyńczyków. Policja rozgoniła pikiety i zgromadzenia, na których pojawiały się palestyńskie flagi; używano nawet gazu łzawiącego w celu zniechęcenia manifestantów do uczestnictwa w demonstracjach. Aktywiści francuscy określili to „atakiem na prawa obywatelskie„.

Mimo zakazów organizowania demonstracji i związanych z tym kontrowersji, pro-palestyński ruch istnieje we Francji i gromadzi się w geście solidarności z Arabami pomimo ryzyka dostania policyjną pałką po głowie.

19 października francuski sąd najwyższy unieważnił zakaz organizacji demonstracji pro-palestyńskich.

Drugą kwestią jest postać i działalność Jeremy’ego Corbyna, polityka socjalistycznego, przewodniczącego brytyjskiej Partii Pracy w latach 2015-2019.

Polityk nie ukrywał swoich sympatii pro-palestyńskich, co miało wpływ na zniechęcenie do Labour tradycyjnego elektoratu żydowskiego partii. Corbyna oraz wspierające go lewe skrzydło Partii Pracy oskarżano o antysemityzm.

Corbyn zrezygnował ze stanowiska po sromotnej porażce wyborczej brytyjskich laburzystów w 2019 r. Jego następca, Keir Starmer, ogłosił, że walka z antysemityzmem w szeregach partii będzie jednym z priorytetów jego kadencji.

Od czterech lat Brytyjczycy zadają sobie pytanie: czy Corbyn rzeczywiście jest antysemitą, czy padł ofiarą pomówień, spowodowanych swoimi antysyjonistycznymi poglądami.

Nieco światła na sprawę rzuca dr Przemysław Biskup, analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Ekspert podkreśla, że nie może ocenić postawy Corbyna (czy jest antysemitą czy nie), jednak pewnego rodzaju napięcie rosło w Partii Pracy w latach 2015-2019.

„Corbyn afiszując się z poparciem dla wielu lewicowych organizacji terrorystycznych, takich jak IRA czy Hamas, podtrzymywał tym samym, że Partia Pracy pod jego rządami nie jest antysemicka tylko jest antyizraelska, pro-palestyńska” – mówi Przemysław Biskup.

„Nie da się jednak ukryć, że Partią Pracy za czasów Corbyna zainteresowały się takie organizacje odpowiedzialne za ochronę praw człowieka jak Equality and Human Rights Commission, które formułowały adresem tego ugrupowania zarzuty o systemowy charakter postaw antysemickich. Doprowadziło to za rządów Corbyna do ustąpienia z partii szeregu posłów żydowskiego pochodzenia, zwłaszcza kobiet: Louise Ellman, Luciana Berger, Margaret Hodge i Ruth Smeeth oraz faktycznego wotum nieufności dla niego ze strony Jewish Labour Movement ” – wyjaśnia.

„Efektem tego, ostatecznie, było zawieszenie Corbyna w prawach członka partii i praktycznie (choć nie formalnie) usunięcie go z listy członków Labour” – dodaje.

Corbyniści w obliczu ostatnich wydarzeń w Palestynie i izraelskiej propagandy przypominają jednak o sprawie swojego lidera sprzed lat, uważając, że jako pierwsi padli ofiarami dezinformacji, celowo mylącej pojęcie antysyjonizmu z antysemityzmem.

Antysemityzm a interesy Izraela

O opinię na temat dezinformacji, sianej przez izraelskich propagandystów, zapytaliśmy także u źródła: przedstawiciela społeczności żydowskiej oraz Palestyńczyka.

Przedstawiciel społeczności żydowskiej póki co nie odpowiedział na próby kontaktu EURACTIV.pl.

Otrzymaliśmy natomiast komentarz od przedstawiciela społeczności arabskiej. Palestyńsko-norweski dziennikarz, Hamad M. Nidal, zgodził się porozmawiać z EURACTIV.pl na temat izraelskiej propagandy.

„Syjonizm jest ruchem rasistowskim, faszystowskim i kolonialnym. W latach 70. XX w. Organizacja Narodów Zjednoczonych zaklasyfikowała go jako formę rasizmu. Klasyfikacja ta obowiązywała do upadku Związku Radzieckiego i przejęcia kontroli nad światem przez Stany Zjednoczone, co zmusiło ONZ do wycofania się z tej definicji” – tłumaczy Palestyńczyk.

„Syjonizm praktykuje wszelkie formy rasizmu, apartheidu, czystek etnicznych, osadnictwa i judaizacji w okupowanej Palestynie. Nie uznaje praw rdzennej ludności (Palestyńczyków), odrzuca pokój i zawsze troszczy się o ekspansję i totalitarną hegemonię na Bliskim Wschodzie. Dąży także do kontroli militarnej i gospodarczej nad wszystkimi krajami Bliskiego Wschodu” – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl.

„Dzieje się tak dlatego, że syjoniści obawiają się, że w przyszłości ich ideologia zostanie ponownie sklasyfikowana jako kolonialny ruch rasistowski” – dodaje.

Dziennikarz wyraził także pogląd nt. utożsamiania antysyjonizmu z antysemityzmem.

„Próba zrównania antysyjonizmu z antysemityzmem jest jedynie amerykańsko-europejskim marzeniem syjonistów, ponieważ świat dowiedział się, że Izrael jest państwem rasistowskim, terrorystycznym i faszystowskim, opartym na terroryzmie, krwi, morderstwach i ludobójstwie, podobnie jak Stany Zjednoczone, które go chronią i wspierają oraz uniemożliwiają położenie kresu terroryzmowi w okupowanej Palestynie i pociągnięcie Tel-Awiwu do odpowiedzialności. Izrael zademonstrował to z całą mocą w tym miesiącu poprzez czynne ludobójstwo w Gazie, którego dokonuje na palestyńskich dzieciach, kobietach, osobach starszych i chorych” – mówi Nidal.

„Izrael obawia się w przyszłości ścigania prawnego, sądów i spraw o zbrodnie wojenne przeciwko ludzkości. Izrael jest winny tysięcy ofiar od 1948 r. do dnia dzisiejszego” – wyjaśnia.

Co zatrzyma rozlew krwi?

Hamad M. Nidal opisał również, co, jego zdaniem, mogłoby zatrzymać izraelskie wojska i rozlew krwi palestyńskich cywili.

„Społeczność międzynarodowa musi być cywilizowaną i demokratyczną wspólnotą międzynarodową, która szanuje prawa człowieka i prawo narodów do samostanowienia, niepodległości i wolności. Powinna być społeczeństwem, które nie jest kontrolowane przez administrację amerykańską, agresywne rasistowskie grupy polityczne „Krzyżowców” ani prawicowe, izolacjonistyczne, populistyczne grupy islamofobiczne” – tłumaczy dziennikarz.

Zdaniem Palestyńczyka, społeczność międzynarodowa w dzisiejszych czasach to społeczeństwo niewolne w podejmowaniu decyzji i wyrażeniu niezależnych stanowisk wyrażających opinię swych narodów.

„Niestety społeczność międzynarodowa jest poddana agresywnej polityce kolonialnego imperializmu USA; wystarczy przeanalizować historię wielu ważnych krajów w Europie i na świecie. Kraje znane z otwartego wspierania Izraela to: USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Kanada. Natomiast reszta krajów europejskich milczy lub po cichu wspiera Izrael. Amerykańskie i europejskie media są syjonistyczne, a niektóre z nich bardziej rasistowskie, agresywne, oszukańcze i wprowadzające w błąd niż media izraelskie” – mówi.

Od początku eskalacji konfliktu między Palestyną a Izraelem zginęło już ok. 6,5 tys. palestyńskich cywili. Sytuacja w Strefie Gazy jest dramatyczna – a pomoc nie nadciąga znikąd.

Palestyńczycy w pełni doświadczają okrucieństw, zorganizowanych przez radykalnie prawicowy reżim Benjamina Netanjahu – są dehumanizowani, wyśmiewani, przesiedlani, głodzeni, zasypywani pod gruzami własnych domów, mordowani.

Jedyne, co pozostało ofiarom syjonistycznych sił, to nadzieja na to, że silne protesty w Europie nakłonią państwowe władze europejskie do wywarcia silniejszego wpływu na Tel-Awiw w celu załagodzenia sytuacji – choć doświadczając przemocy od 70 lat, trudno wierzyć w to, aby Palestyńczycy jeszcze wierzyli w jakąkolwiek pomoc.

Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane