Naujienų srautas

Wiadomości2026.05.05 08:15

Poznański: relacje Polski i Litwy są strategiczne, ale niepozbawione problemów

Anna Grigoit, LRT.lt 2026.05.05 08:15

Polska od miesięcy pozostaje bez pełnej obsady ambasadorów w kluczowych stolicach – to efekt sporu między prezydentem Karolem Nawrockim a rządem i Ministerstwem Spraw Zagranicznych (MSZ). Głowa państwa nie podpisuje nominacji dyplomatycznych, a część placówek – w tym w Wilnie – pozostaje bez pełnoprawnego ambasadora. – Relacje polsko-litewskie mają charakter strategiczny i funkcjonują niezależnie od tego sporu – w rozmowie z LRT.lt przekonuje kończący przed terminem misję chargé d’affaires RP na Litwie Grzegorz Marek Poznański.

Wilno jest jednym z najbardziej widocznych przykładów impasu wokół powoływania polskich ambasadorów. W marcu 2024 r. MSZ RP zdecydowało o zakończeniu misji około 50 ambasadorów – wśród nich znalazł się także Konstanty Radziwiłł. Zakończył pracę 31 lipca i dzień później opuścił Litwę, jednak formalna decyzja prezydenta w tej sprawie do dziś nie zapadła. W praktyce nie pełni już funkcji i nic nie wskazuje na jego powrót do Wilna.

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał dotąd żadnego wniosku o powołanie nowych ambasadorów ani o odwołanie części dotychczasowych, mimo że – jak informują media – na jego decyzję czekają dziesiątki kandydatów, a wiele placówek kierowanych jest dziś jedynie przez chargé d’affaires. Spór między Pałacem Prezydenckim a MSZ dotyczy zarówno konkretnych kandydatur, jak i modelu podziału wpływów w polityce zagranicznej, a jego zakończenia na razie nie widać.

Podobna sytuacja dotyczy także innych placówek. Oprócz Poznańskiego z misji niedawno odwołani zostali m.in. Tomasz Szeratics z Rygi, Katarzyna Skórzyńska z Brukseli i Aleksander Pociej ze Strasburga (Rada Europy). Wszyscy pełnili funkcję chargé d’affaires krócej niż półtorej roku. Polski dziennikarz Cezary Gmyz ostro ocenia tę sytuację, mówiąc o „rzezi kierowników placówek w randze chargé d’affaires” i wskazuje, że to ich minister Radosław Sikorski chciał powołać na ambasadorów.

Grzegorz Marek Poznański jako chargé d’affaires placówką kierował od 13 stycznia 2025 r. Był to jego drugi pobyt w Wilnie – wcześniej pracował tu u boku ambasador Urszuli Doroszewskiej. Misję zakończył 30 kwietnia – jak podkreśla, z powodów prywatnych – pozostawiając ambasadę w tej samej, nie w pełni uregulowanej sytuacji formalnej. Obowiązki przejmuje jego zastępca, Andrzej Dudziński.

– Kończy Pan misję w Wilnie. To była Pana decyzja?

– Tak. Przyczyny są prywatne, rodzinne. Zostawiłem MSZ-owi wybór momentu wyjazdu, ale sama decyzja była wyłącznie moja.

Wokół tego pojawiło się sporo spekulacji, ale żadna nie miała związku z rzeczywistością.

– Nie czuje Pan niedosytu? Ta misja była krótka.

– Jeśli patrzeć tylko na ten ostatni okres – tak może się wydawać. Ale to był mój drugi powrót na Litwę. W sumie to około 4,5 roku pracy tutaj.

A jeśli spojrzeć szerzej – jestem poza Polską nieprzerwanie od ponad ośmiu lat. W pewnym momencie takie decyzje po prostu przychodzą naturalnie.

– Nie było w tej decyzji także elementu ambicji – chęci objęcia funkcji ambasadora?

– Nie. Jestem urzędnikiem służby zagranicznej i wykonuję zadania, które mi powierzono. Funkcja chargé d’affaires była jednym z nich.

To, czy ktoś ma przed nazwiskiem „ambasador”, naprawdę ma drugorzędne znaczenie. Przy tej intensywności relacji polsko-litewskich ta praca po prostu musi się toczyć – spotkania, wizyty, projekty dzieją się niezależnie od formalnego statusu. Oczywiście protokół dyplomatyczny bywa sztywny i w pewnych sytuacjach ma znaczenie. Ale jeśli ktoś jest skupiony na pracy, to nie jest rzecz, która cokolwiek realnie blokuje.

– Na ile spór o nominacje między polskim rządem a prezydentem przekłada się na codzienną pracę dyplomacji – także tutaj, w Wilnie?

– Ja tego wpływu nie widzę. Dynamika relacji polsko-litewskich – liczba wizyt, kontaktów, wspólnych przedsięwzięć – jest na tyle duża, że ta współpraca po prostu toczy się dalej.

W ciągu pięciu kwartałów doszło do pięciu wizyt prezydenckich – dwóch Andrzeja Dudy i trzech Karola Nawrockiego – oraz wielu kontaktów na najwyższym szczeblu. Wszystkie przebiegały bez zakłóceń.

Dla mnie bardzo symptomatyczne było Zgromadzenie Parlamentarne Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej Polskiej oraz Sejmu Republiki Litewskiej w Wilnie w grudniu. Politycy przeciwnych stron sporu w Polsce – zarówno Prawa i Sprawiedliwości (PiS), jak i Koalicji Obywatelskiej (KO) – mówili tam w zasadzie jednym głosem. To dobrze pokazuje, że spór wewnętrzny nie przekłada się na relacje dwustronne.

Oczywiście jest to konflikt polityczny, który jest intensywnie komentowany – także za granicą. Ale jeśli spojrzeć na realną tkankę relacji polsko-litewskich, one pozostają dobre i mają charakter strategiczny. Nie są pozbawione problemów, ale o tych problemach normalnie rozmawiamy.

Zresztą działa to w obie strony. Obserwując scenę polityczną na Litwie, widzę, że choć wewnętrzne spory bywają ostre, to w praktyce działania rządu i opozycji często się uzupełniają. Z polskiej perspektywy te różnice nie przekładają się zasadniczo na kierunek relacji między państwami.

– Latem ubiegłego roku zdecydował się Pan na publiczny list do litewskiego ministra kultury. To rzadki ruch w dyplomacji. Czy uznał Pan, że kanały nieformalne przestały działać?

– Najbardziej zaskoczyło mnie to, co wydarzyło się później – dyskusja skupiła się na samym fakcie, że zabrałem głos, a nie na treści tego listu.

Nie wchodziłem w żadne kwestie personalne ani kadrowe. Zareagowałem na konkretne słowa – określenie polskich szkół jako „gett”, które należałoby zamknąć. To jest język absolutnie niedopuszczalny, zwłaszcza w krajach takich jak Polska i Litwa, gdzie ma on bardzo konkretny, tragiczny kontekst historyczny.

O to chodziło w tym liście – o zwrócenie uwagi na standard debaty publicznej. Nie domagałem się żadnych decyzji personalnych, wbrew temu, jak później próbowano to interpretować. Zwróciłem się do ministra kultury, bo to on odpowiada za powołanie przewodniczącego Państwowej Inspekcji Językowej.

Zresztą późniejsza reakcja pokazała pewien problem – nałożona nagana nie dotyczyła tego, na co zwracałem uwagę, czyli samego języka wypowiedzi, tylko kwestii formalnych.

Nie komentuję tego, kto pełni jakie funkcje na Litwie i bardzo tego przestrzegam. Ale jeśli w przestrzeni publicznej pojawiają się sformułowania, które deprecjonują całą grupę społeczną ze względu na język czy narodowość, to trudno przejść obok tego obojętnie. To są kwestie podstawowych standardów, które obowiązują w demokratycznym państwie.

– Czy po tej misji ma Pan wrażenie, że Warszawa rzeczywiście rozumie specyfikę mniejszości polskiej na Litwie?

– Warszawa słyszy i – moim zdaniem – w dużej mierze rozumie. Jest jednak jedna rzecz, przed którą czasem przestrzegam: żeby nie patrzeć na Polaków na Litwie jak na monolit.

To bardzo zróżnicowana społeczność – społecznie i politycznie. Widać to choćby w litewskim parlamencie, gdzie Polacy są obecni nie tylko w Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR), ale też w innych ugrupowaniach. Podobnie jest w życiu społecznym – nie ma jednego środowiska ani jednego głosu.

Oczywiście są organizacje najbardziej reprezentatywne, jak Związek Polaków na Litwie (ZPL), ale obok nich funkcjonuje wiele innych środowisk, z różnymi poglądami i pomysłami na rozwój tej społeczności.

Dlatego ważne jest, by nie przenosić perspektywy jednego środowiska na całość. Taka pokusa czasem się pojawia – zwłaszcza gdy rozmowy prowadzi się tylko z wybranymi partnerami. Tymczasem siłą tej społeczności jest właśnie jej różnorodność i zdolność do wypracowywania własnych rozwiązań.

Natomiast przestrzegam przed uproszczonym podejściem do spraw Polaków na Litwie. To są złożone kwestie – powierzchowne diagnozy mogą prowadzić do błędnych wniosków i w efekcie bardziej szkodzić niż pomagać.

– Na początku misji powiedział mi Pan, że w relacjach polsko-litewskich nie ma tematów tabu. Nadal tak Pan uważa? Czy jest coś, co nie przebija się do oficjalnych komunikatów?

– Staram się unikać ocen typu „najlepsze” czy „najgorsze relacje”, bo to zawsze zależy od wielu czynników i bywa zmienne. Dla mnie ważniejsze jest to, że relacje polsko-litewskie zachowują stabilny, strategiczny wymiar i w tym sensie nie widzę większych wahań.

Widać to choćby po tym, że Polska i Litwa mówią jednym głosem w Unii Europejskiej i NATO, wspólnie wspierają Ukrainę i zabiegają o dalsze wsparcie dla niej, także na forum unijnym. W kluczowych kwestiach bezpieczeństwa jesteśmy zgodni i mamy jasną świadomość, skąd płyną zagrożenia.

Jeśli chodzi o tematy trudne – nie dostrzegam dziś tematów tabu. O sprawach takich jak szkolnictwo czy pisownia nazwisk rozmawiamy normalnie i otwarcie, na różnych poziomach – rządowym, parlamentarnym. Prezydenci również podejmowali te tematy w rozmowach.

– Co zostawia Pan swojemu następcy jako najważniejsze wyzwanie?

– Relacje między państwami to proces – zarówno rozwiązywanie problemów, jak i budowanie współpracy. W dyplomacji bardzo rzadko coś kończy się z dnia na dzień.

Miałem zresztą okazję zobaczyć to w praktyce. Kiedy wróciłem do Wilna po kilku latach, mogłem obserwować efekty działań, które podejmowaliśmy wcześniej, jeszcze z ambasador Urszulą Doroszewską. Część z nich zaczęła przynosić rezultaty dopiero po czasie.

Dlatego nie mam obaw, że coś zostanie porzucone. Sprawy się toczą, mają swoją ciągłość.

Jeśli miałbym wskazać obszar szczególnie ważny dziś, to jest nim szkolnictwo polskie. Wynika to nie tylko z naszych zobowiązań konstytucyjnych i traktatowych, ale też z szerszych wyzwań, z jakimi mierzy się dziś edukacja – zarówno w Polsce, jak i na Litwie.

Chodzi przede wszystkim o demografię. Dzieci jest coraz mniej, a szkoły są zamykane nie tylko z powodów politycznych, ale często z przyczyn obiektywnych. To proces, który obserwujemy w całym regionie.

Dlatego to będzie jedno z kluczowych wyzwań także dla kolejnych osób kierujących placówką. Tym bardziej że dialog w tej sprawie – zwłaszcza między ministerstwami oświaty – jest dziś lepszy i mam nadzieję, że będzie się dalej rozwijał.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane