Ważne, by społeczeństwo nie wpadło w znieczulicę, która niszczy wszystkich i zachęca agresora, by szedł dalej, bo nikt nie reaguje. Auschwitz nie spadł z nieba – przestrzega w wywiadzie udzielonym LRT.lt prof. Marian Turski. 97-letni były więzień Auschwitz-Birkenau, historyk, publicysta i działacz społeczny odwiedził Wilno w związku z forum „Czworokąt Lubelski”, w którym wziął udział.
Czy jako były więzień Auschwitz-Birkenau mógł pan sobie kiedyś wyobrazić, że za wschodnią granicą wybuchnie wojna? Że znowu będzie Pan świadkiem ludzkiego bestialstwa, odczłowieczania?
Z okazji 80. rocznicy powstania w getcie warszawskim miałem wystąpienie. Na uroczystości zebrali się prezydenci Izraela, Polski, Niemiec. I powiedziałam coś, co być może niektórym moim rodakom się nie spodobało, ale mam nadzieję, że zrozumieli o co chodzi. Powiedziałem im, że zostałem wyzwolony przez Armię Czerwoną. I moja wdzięczność dla niej będzie mi towarzyszyła do końca mojego życia.
Ale czy mogę milczeć, kiedy ludzie, którzy są następcami tamtych - często trzecim, czasami czwartym pokoleniem, którzy mnie wyzwalali, dokonują takich czynów? Dla nas w Europie są synonimem Oradour we Francji, Lidice w Czechach, Michniowa w Polsce czy Katynia na Białorusi. Chodzi, oczywiście, o Buczę. Nie mogę przemilczeć. I dlatego wtedy sobie nie mogłem tego wyobrazić. Wszyscy mieliśmy wówczas jakieś wielkie nadzieje, że doświadczenia okrucieństw nie mogą pozostać bez echa. Czy myśmy się mylili? I tak, i nie.

Po zakończeniu Zimnej Wojny, po roku ‘89, po rozpadzie Imperium Sowieckiego, wydawało się, że następuje coś, co widzieliśmy w XIX wieku. Mam tu na myśli Wiosnę Ludów.
Wydawało się, że z epoki myślenia robespierowskiego, jakubińskiego, które ciążyło na Europie, przechodzimy w okres aksamitny. Okazuje się, że jednak to, co leżało u podstaw poprzednich wojen niezupełnie wygasło.
Więc nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z Holocaustu?
Nie, nie powiem, że nie wyciągnęliśmy. Dam przykład. Układ Monachijski, po którym, jak wiadomo, Francja i Anglia, reprezentowane przez Daladier i Chamberlaina, ustąpiły Hitlerowi i zgodziły się na aneksję przez niego ziemi Sudetów. Chamberlain wracał do Londynu i na lotnisku wymachiwał układem, jak jakąś wielką zdobyczą. Z kolei Churchill w swoich notatkach napisał, że Chamberlain, zanim pojechał do Monachium, miał do wyboru wojnę albo hańbę. Wybrał hańbę, a wojny jak wiemy nie uniknął.
I teraz proszę popatrzeć. Mamy luty 2022 roku. Agresja rosyjska. Wszyscy jesteśmy przerażeni, jesteśmy przekonani, że tu nastąpi coś, co było w Polsce w 1939 roku – została natychmiast zajęta przez Niemcy. I wobec tego kraje zachodnie prawdopodobnie przyjmą nowy układ sił i zaczną na jego bazie pertraktować. Trudno, tak jest. A jednak człowiek, którego Putin uważał za słabeusza, bo wycofał się z Afganistanu, nigdzie nie interweniował i jak to się mówi po polsku, olewał, jednak się postawił. Powiedział, że nie będzie nowego Monachium. I to już jest jakaś nauka.
Czy działania Rosji można nazwać faszyzmem? Ostatnio w przestrzeni publicznej pojawia się również określenie „raszyzm”.
Faszyzm nie ma jednej twarzy. Kiedy razem z Martinem Lutherem Kingiem brałem udział w wielomilionowym marszu ludności afroamerykańskiej, ludzie mnie pytali, czy coś takiego u nich może się zdarzyć. Powiedziałem, że to się może zdarzyć wszędzie.

Ale tam były inne elementy, m.in. obrona prostego, afroamerykańskiego człowieka. Bo on nie był uprzywilejowany. Dlaczego? Bo nie był biały. Biały kolor skóry dawał to, co Amerykanie nazywają state-minded, czyli funkcję społeczną. Czy to już był faszyzm? Nie można powiedzieć. Ale mogło się w to przerodzić.
Poza tym faszyzm, faszyzmowi jest niepodobny. Faszyzm Salazara był inny niż faszyzm Franco. Pewne rzeczy u Mussoliniego uchodziły, co nie uszłoby u Hitlera. A jednak są to oblicza faszyzmu. Czy w Buczy był faszyzm? Tak.
W swoim słynnym przemówieniu w ramach obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz-Birkenau mówił Pan o pogardzie i nietolerancji wobec innych, łamaniu praw człowieka, o manipulacji polityków historią. Dzisiaj, nie trzeba mieszkać w Polsce, żeby dostrzec wojnę polsko-polską. Ostatnio głośnym echem w kontekście praw człowieka, człowieczeństwa odbił się film Agnieszki Holland „Zielona granica”, dzisiaj ta wybitna reżyserka korzysta z ochrony, bo się boi o własne bezpieczeństwo. Jest nazywana „polakożercą”, kolaborantką, „szmatą niemiecko-żydowską”.
W każdym kraju są politycy i są mężowie stanu. Polityk patrzy tylko na najbliższe wybory. Szuka tylko tego, co mu da zysk poprzez rozbudzenie emocji, często złych, żeby tylko się nachapać głosów, wpłynąć na niezdecydowanych. Mąż stanu myśli o tym, jak będzie wyglądała Polska za kilkadziesiąt lat.
Polska i Litwa są granicą strefy Schengen, granicą Europy. I w jakimś sensie chronimy się przed zbyt spontanicznym, masowym napływem migrantów. Chcemy go zrównoważyć, żeby nie był intensywny, jak to było w dawnych czasach - ataki Hunów, ataki Gotów. Gwałtowne wędrówki ludów są niebezpieczne, wywracają porządki. Ale sztuczne podsycanie tych obaw nie może zasłonić katastrofy moralnej. Bo jeżeli poszczególni ludzie szukają u nas azylu, należy to rozpatrzyć. Nie można zostawić ich, żeby umierali w bagnach czy wisieli na murach. To są tylko jednostki.

Ci, którzy atakowali Agnieszkę Holland, filmu nie widzieli. Ci, którzy widzieli jej film, mówią, że ludzie ze służb są tam pokazani ze swoimi obawami, lękami, nadziejami, rozterkami. Czasem stoją w obliczu strachu, bo muszą wykonywać złe rozkazy wobec jednostek.
Więc na tym polega przekroczenie pewnego, powiedziałbym, progu między kontrowersją, między atakowaniem i krytykowaniem przeciwnika, a wytworzeniem elementu nienawiści, kiedy przeciwnik zaczyna być dehumanizowany, odczłowieczany. Na przykład, jeżeli przywódca partii rządzącej nazywa przywódcę głównej partii opozycyjnej człowiekiem, który jest narzędziem niemieckim, to jest element dehumanizacji. Znaczy on wrzuca go poza próg polskości. To jest niedopuszczalne.
Panie profesorze czy można się nauczyć człowieczeństwa?
W Lublinie na Majdanku jest taka wielka kamienna czasza, w której są prochy kilkudziesięciu tysięcy zamordowanych. Jest umieszczony na niej napis: „Niech los nasz będzie dla was przestrogą”. To znaczy, żeby następcy zrozumieli, jak często skrada się do nas autokratyzm, jak często skradają się do nas rządy dyktatury, często maskowane, często niewidoczne. Hitleryzm też nie był widoczny. Też na początku dawał duże benefity robotnikom i trzeba to przyznać. Oni wiedzieli o tym, jak zyskać dusze ludzkie. Po to, żeby je później zniewolić.

Pamięć po tych, którzy zginęli, jest obowiązkiem każdego z nas. Największe znaczenie ma natomiast wyciągnięcie wniosków - jakie przyczyny doprowadziły do tego, że końcowym etapem był Auschwitz. Rzecz polega na zrozumieniu tego.
Niedawno w Polsce był koncert Ukrainian Freedom Orchestra, jej patronkami są dwie pierwsze damy – Agata Kornhauser-Duda i Ołena Zełenska. W swoim przesłaniu wideo Pierwsza Dama Ukrainy powiedziała: „Nie oswajajcie się z naszym cierpieniem”. Chodzi o to, żeby ludzie nie wpadli w znieczulicę. Jest ona groźna dla tego, kto w nią popada i oczywiście dla tego, który wymaga współczucia i współodczuwania. Niszczy wszystkich i zachęca agresora, by szedł dalej, bo nikt nie reaguje.
Na tym polega sens zrozumienia, że Auschwitz nie spadł z nieba.






