Naujienų srautas

Wiadomości2023.07.01 08:15

Balcewicz: gazetę próbowali zniszczyć zarówno obcy jak też swoi

70-lecie „Kuriera Wileńskiego“

Na mocy uchwały KC WKP(b) „O środkach poprawy pracy wśród polskich mieszkańców Litewskiej SRR” wydawany od 1 lipca 1953 r. „Czerwony Sztandar” nie spełnił zleconej mu misji - sowietyzacji ludności polskiej na Litwie. Po upływie 35 lat - w okresie odrodzenia narodowego - dziennik „Czerwony Sztandar”/„Kurier Wileński” przekształcił się z pisma „przemawiającego do ludu z pozycji władzy” w pismo „mówiące głosem polskiej mniejszości narodowej”. Dziś gazecie stuknęła już 70-tka!

Między tożsamością narodową a tożsamością obywatelską

W burzliwym okresie końca lat 80. i pierwszej połowie 90., kiedy przyszło mi kierować gazetą, z jednej strony próbowano nas oskarżyć, że publikacje „Czerwonego Sztandaru”/„Kuriera Wileńskiego” miały charakter „ antylitewski ”, a nawet „ antypaństwowy ”, z innej zaś, że z przyjściem nowego redaktora naczelnego dziennik stał się „prolitewski”.

Czy najbardziej poczytna gazeta wprowadzała dysonans między dążeniem litewskich Polaków do zachowania własnej tożsamości narodowej a lojalnością obywatelską wobec państwa litewskiego? - o tym łatwo byłoby się przekonać zaglądając do numerów pisma z tamtych lat. Wielu naukowców, zarówno litewskich, jak również polskich to czyni. „Czerwony Sztandar”/”Kurier Wileński” jest chyba jednym z najbardziej cytowanych przez naukowców pism, w którym, jako jedynym, można znaleźć potrzebną informację o stosunkach polsko-litewskich , czy też o życiu Polaków na Litwie.

Demony „antypaństwowości” oraz „antylitewskości” gazety dręczą do dziś

3 czerwca 2023 roku na konferencji naukowej, poświęconej 35. rocznicy powstania Litewskiego Ruchu na rzecz Przebudowy Sąjūdisu, występując z referatem „Dlaczego język litewski mógł być państwowym w Litewskiej SRR i nie może nim być w dzisiejszej Litwie?“ sygnatariuszka Aktu Niepodległości Litwy, emerytowana nauczycielka języka i literatury litewskiej z Onikszt, po wypunktowaniu etapów „ruchu automicznego“ na Wileńszczyźnie m.in. oświadczyła, że uchwała Rady Najwyższej z dn. 12 września 1991 r. o rozwiązaniu samorządów rejonów solecznickiego i wileńskiego oraz osiedla Sniečkus „nie położyła kres manipulacji „polską kartą“, bowiem autonomiści nadal mogli korzystać z publicznej trybuny, redagowanej przez deputowanego do RN RL, sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy Zbigniewa Balcewicza, dotowanej przez państwo gazety „Kurier Wileński“, który zamieszczał najbardziej skrajne, skierowane przeciw tej uchwale publikacje ...“.


Nawiasem mówiąc, dziennik w rzeczy samej niejednokrotnie sygnalizował o bezprawnych działaniach ówczesnego pełnomocnika rządu na rejon wileński Artūrasa Merkysa, który z naruszeniem ustalonego trybu rozdał w strefach podmiejskich 1 931 parceli gruntowych pod budownictwo indywidualne. Działki te przypadły głównie mieszkańcom Wilna. Średnia cena działki wynosiła wtedy 41 litów. Zdaniem specjalistów, państwu w ten sposób wyrządzono szkodę w wysokości ponad 5 mln litów. Nikt natomiast nie obliczył, jaka krzywda została wyrządzona byłym właścicielom ziemi. Najwięcej ziemi rozdano w starostwach Awiżeń, Bujwidz, Rzeszy, Wojdat i in. Po wojnie na kije, do czego omal nie doszło w niektórych okolicach Wilna, Departament Kontroli Państwowej na żądanie sejmowej Komisji badania przestępstw gospodarczych po pewnym czasie sprawdził, jak w rejonie w okresie zarządzania komisarycznego przydzielano działki pod budownictwo indywidualne. Sejmowa komisja przekazała wówczas materiały pokontrolne do Prokuratury Generalnej. Co z tego wyszło łatwo się domyślić biorąc pod uwagę fakt, że wśród uszczęśliwionych przez Merkysa darmową działką pod budownictwo w prestiżowej podwileńskiej Tarandzie prominentów znalazł się również Prokurator Generalny Litwy Artūras Paulauskas.

Sygnatariuszka od dawna drąży temat „Kuriera Wileńskiego“

W artykule sprzed ponad półtora roku na portalu voruta.lt zatytułowanym „Na drodze ustanowienia państwowości“ , I. Andrukaitienė stwierdza , że „Kurier Wileński” „...odegrał kluczową rolę w propagowaniu oraz teoretycznym rozwijaniu idei „polskiej autonomii” na Litwie, którą inspirowały struktury KPZR i KGB ”.W powyższej publikacji autorka odnotowała, że „4 września 1991 roku podczas obrad RN wiceprzewodniczący Państwowej Komisji do spraw Litwy Wschodniej (dalej: Państwowa Komisja) deputowany do RN, sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy Vidmantas Povilionis zaproponował dla Prokuratury Generalnej sprawdzić wszystkie drukowane w „Kurierze Wileńskim" materiały. Pod koniec grudnia 1991 roku grupa robocza Komisji przekazała dla Prokuratury szczegółową analizę publikacji na łamach „Kuriera Wileńskiego” w latach 1990-1991, jednakże w archiwum Komisji nie udało się odnaleźć jakiejkolwiek informacji o dalszych działaniach prawnych Prokuratury w tej sprawie“ - ubolewała Andrukaitienė
.
„Gazeta państwowa – przeciwko państwu“
- pod takim tytułem w gazecie „Lietuvos aidas” z dn. 24 lipca 1992 r. ukazał się artykuł Liny Pečeliūnienė, który właściwie zawierał streszczenie dokumentu „Przegląd tematyczny gazety państwowej „Kurier Wileński“ w latach 1990-1991“ ,przygotowanego przez „ ekspertkę grupy roboczej Państwowej Komisji do spraw Litwy Wschodniej“ Iniję Trinkūnienė – wówczas socjolożkę Litewskiego Instytutu Kulturoznawstwa, obecnie znana jako krive Litwy, przywódczyni litewskiego związku wyznaniowego Romuva. Był to ten sam dokument, który Państwowa Komisja przekazała do Prokuratury Generalnej ,
Opinia „ekspertki“ o naszym dzienniku, zawarta na 12 stronach maszynopisu, sprowadzała się do następujących wniosków:
„Kurier Wileński“ przedstawia zniekształcony obraz historii Litwy Wschodniej, czyni to świadomie i stale;

„Kurier Wileński“ żąda slawizacji bałtyckich nazw miejscowości, rzek i jezior;

„Kurier Wileński“ żąda statusu języka państwowego dla języka polskiego w Litwie Wschodniej;

„Kurier Wileński“ obszernie naświetla działalność utworzonego w drodze antykonstytucyjnej „zjazdu deputowanych Wileńszczyzny wszystkich szczebli, działającego etapami i wywierającego nacisk na Radę Najwyższa oraz powołanej na tym zjeździe „Koordynacyjnej rady do utworzenia Wileńskiego Polskiego Kraju Narodowo- Terytorialnego“;

Redakcja „Kuriera Wileńskiego“ odegrała decydującą rolę w propagowaniu i teoretycznym rozwijaniu idei „Autonomii polskiej“ na Litwie, którą inspirowały struktury KPZR i KGB oraz w podżeganiu niezgody między Polakami Litwy i Litwinami;

„Kurier Wileński“ nie publikuje wszystkich ustaw Państwa Litewskiego, uchwał i rozporządzeń rządu, a tylko te dokumenty, które chociaż w pewnym stopniu są pożyteczne dla uzasadnienia idei „autonomicznych“;

W gazecie często podkreśla się myśl, że jest ona przeznaczona nie tylko dla czytelników Litwy, ale też Polski, Kazachstanu, Łotwy, Białorusi i Ukrainy, tj. ma cele polonizacyjne.

Dokument ten zanim trafił na łamy gazety, przeszedł przez Prokuraturę Generalną i stał się powodem wezwań i przesłuchań dziennikarzy „KW“. A więc już wtedy była poczyniona próba oskarżenia samego dziennika i jego pracowników o zdradę interesów Państwa. Jak widać, Prokuratura Generalna po sprawdzeniu donosu nie znalazła podstaw prawnych, aby w czymkolwiek oskarżyć dziennikarzy. Prokuratorzy przesłali ten dokument do założycieli gazety – Rady Najwyższej RL oraz Rządu.

„Co dziwne, że założyciele nie wyrażają żadnych pretensji do swojej gazety nawet po otrzymaniu wniosków prokuratury. Jak powiedział doradca rządu do spraw oświaty, sztuki i kultury J. Jucys, nie wiedzą oni jakie środki podejmować“ - tymi słowy kończyła swój artykuł Lina Pečeliūnienė, wyrażając nadzieję, „że społeczeństwo polskie na Litwie samo zażąda innej gazety“. Życie wykazało, iż były to czcze nadzieje publicystki .

Pretensje oraz zarzuty kolaborantów pod naszym adresem
11 stycznia 1991 roku komandosi sowieccy wyrzucili redakcję „Kuriera Wileńskiego“ wraz z innymi redakcjami z Domu Prasy w Wilnie oraz pozbawili drukarni. Na zagarniętej bazie oddział KPZR na Litwie zaczął wydawać „ogólnozwiązkowy tygodnik społeczno-polityczny „Ojczyzna“, którego redakcja, pretendując do miana spadkobiercy byłego „Czerwonego Sztandaru“ w maju 1991 r. zamieściła „List zespołu redakcyjnego „Ojczyzny“ do redaktora naczelnego „Kuriera Wileńskiego“ Zbigniewa Balcewicza.

„...Czy zespół redakcyjny, który pod presją nowego Redaktora „zrobił w tył zwrot“: zmienił orientację i linię polityczną pisma, następnie - chlebodawcę, następnie - tytuł , czy ma prawo taki zespół wydający w istocie całkiem inną gazetę (co też zaznaczają czytelnicy), uważać ją za kontynuatorkę poprzedniego wydania?... - w imieniu nowego zespołu pytał prawdopodobnie B. Oszerow, który z jeszcze z kilkoma byłymi pracownikami „KW“ zapisał się do kolaborantów. „Czyż nie większe prawo do nazywania się kontynuatorem i spadkobiercą tego poprzedniego wydania będzie miało pismo, które zechce podnieść zdradzony, wdeptany w błoto sztandar i, niech nawet pod nowym tytułem, nieść go dalej? Tak uczynił zespół „Ojczyzny“...A „Kurier Wileński“, sprowadzony z drogi cnoty przez swego szefa, z czasem całkiem zapomni o swym czerwonym rodowodzie i uczepi się innego drzewa genealogicznego. Zacznie się może wywodzić z owego najpierwszego „Kuriera Wileńskiego“ i w metryce pisma będzie podawał: „Ukazuje się od roku 1840“ – pytali kolaboranci na zakończenie.

O pluralizmie i paraliżu

Nie wszystkim czytelnikom podobała się linia gazety wyraźnie otwarta na dialog z Litwinami. Wielki oddźwięk nie tylko wśród mieszkańców Litwy, ale też innych republik, wywołało moje przemówienie podczas wizyty Michaiła Gorbaczowa w Wilnie na początku roku 1990, kiedy to poprosiłem go, by zajął się problemami Polaków w Związku Radzieckim, zaś tu, na Litwie, nasze polskie sprawy będziemy załatwiać sami wspólnie z Litwinami.

6 lutego 1990 r. zamieściliśmy w „Czerwonym Sztandarze“ list otwarty do Redaktora, który otrzymałem od Czytelnika - absolwenta Wileńskiego Instytutu Inżynierów Budowlanych, 25 -latka Waldemara Tomaszewskiego. Pozwolę sobie dziś przytoczyć niektóre jego fragmenty. „Jestem bardzo zdziwiony „pluralizmem“ „Czerwonego Sztandaru“ ostatnich miesięcy. Nie chciałbym tu mówić o całej redakcji, którą bardzo cenię, jednak uważam, że w danym wypadku jedna lub kilka osób sparaliżowały gazetę, stąd mowa o redakcji, Gazeta stała się nie pluralistyczna, lecz prolitewska. Z proklamowaniem polskich rejonów narodowych „pluralizm“gazety osiągnął apogeum. Stopniowo poprzez różne rozważania gazeta wypracowała jednoznaczne stanowisko w sprawie polskich rejonów narodowych, nie zważając na opinię Polaków - przede wszystkim Czytelników, których interesy obiecuje p. Redaktor bronić przy każdej okazji . Ankietowanie Polaków na Litwie pokazało, że 80 proc. Polaków wypowiada się za autonomią, nie podważając przy tym niepodległości Litwy. Jednak p. Redaktor chyba potraktował ankietę jako „Akcję Moskwy“? Ciekaw jestem, kto upoważnił Pana zwracając się do Gorbaczowa mówić przeciwko autonomii, może Algirdas Brazauskas? Jestem oburzony tym, ponieważ niejednokrotnie zwracałem się o poparcie w tej sprawie do Moskwy, Warszawy, nawet do ONZ. Zresztą, jak i wiele moich kolegów i znajomych... Chciałbym przytoczyć także parę przykładów „pluralizmu“ grupy Balcewicza... Pan K.Śnieżko m.in. powiedział: „...Ażeby nie popełnić błędów rejonów wileńskiego i solecznickiego“. Czy Pan inżynier z góry już wie, co jest błędem, a może Panu ktoś z nowych przyjaciół podpowiedział? Osobiście nie miałbym odwagi tak kategorycznie oceniać działań, w których nie brałem udziału. Mam wrażenie, że nawoływanie do dialogu i pojednania ze strony Redaktora Z. Balcewicza, „Solidarności“, a w szczególności Okińczyca i „Sąjūdisu – to najprostsza gra w „durnia”. Tym „durniem” zawsze zostaną Polacy (i inni), ponieważ wymieniona ekipa ma asa kozyrnego w obrazie Rosjan, którym może grać w każdej sytuacji, a w szczególności, gdy Polacy „podnoszą głowy”. I nie trzeba nam zarzucać współpracy z Rosjanami, skoro działacze litewscy przez swój egoizm narodowy, sami nas ku temu popychają. Nie widzę w tym aż tyle zła. Imperialnie myślących Rosjan w Litwie można policzyć na palcach, a może już ich i zupełnie nie ma” - napisał Waldemar Tomaszewski pod koniec listu do mnie. Odpowiedziałem mu wówczas poprzez gazetę aż w trzech odcinkach. Po upływie 33 lat muszę stwierdzić, że raczej w niczym go nie przekonałem.

Tamte lata w 70-letnim istnieniu dziennika znaczą wiele
Nie tylko ze względu na kardynalne zmiany w jego treści oraz tytule, ale przede wszystkim – w autentyczności słowa drukowanego. Właśnie w tamtych latach gazeta wyzbyła się obłudy i kłamstwa w naświetlaniu tego, co się dzieje. I to zarówno na górze – w strukturach władzy, jak też na dole – wśród szerokich rzesz Czytelników. Zespół redakcyjny, chociaż i pozbawiony codziennej „opieki”, zawsze zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności za słowo drukowane – odpowiedzialności przed swoimi Czytelnikami oraz przed historią. Dobrze dziś wiemy, że niełatwe były to czasy, że wielu ludzi, zarówno wśród polityków, jak też szeregowych obywateli różnych narodowości, nie potrafiło zrozumieć chwili. Z tego właśnie powodu ludzie znaleźli się po różnych stronach barykady. Jeżeli chodzi o naszych Rodaków, to, jak dobrze pamiętamy, niektórzy z nich deskę ratunku dla Polaków widzieli w Moskwie, inni znów – w Warszawie. Niektórzy spośród naszych polityków orientacje promoskiewskie teraz zmienili na prowarszawskie, nadal jednak uważają, że nasze problemy ktoś za nas załatwi.

Z perspektywy lat śmiem stwierdzić, że ja osobiście jako redaktor, jak też dziennikarze „Kuriera ” nie mamy dzisiaj powodu do wstydu za to, co i jak pisaliśmy oraz robiliśmy. Nasze stanowisko zawsze było takie samo: za wolną i demokratyczną Litwę dla wszystkich jej obywateli niezależnie od narodowości oraz, że wszystkie problemy polskiej mniejszości na Litwie należy rozstrzygać tu, na miejscu, wspólnie z Litwinami – pozyskiwać wśród nich przede wszystkim sojuszników, a nie wrogów.


Z perspektywy minionych lat, z pewnością mogę stwierdzić, że „Kurier” w znacznym stopniu przyczynił się do tego, aby na Litwie nie było Karabachu ani Nadniestrza.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme