Naujienų srautas

Wiadomości2023.06.08 08:28

Błaszkiewicz: nie jesteśmy lodówką, gdzie można przetrzymać dziecko kilka lat, żeby nie przeszkadzało w rodzinie

Anna Grigoit, LRT.lt 2023.06.08 08:28

Według czasopisma „Reitingai” wśród polskich szkół od lat najwyżej plasuje się Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie. W 2022 r. placówka zajęła 9. miejsce (w 2021 – 40. miejsce). W tegorocznych rankingach znalazła się na 18. miejscu. Jest to najlepiej oceniana polska placówka oświatowa na Litwie. - Szkoła zawsze musi być nastawiona nie na nauczyciela, który dobija do emerytury, ale właśnie na dziecko – mówi dyrektor gimnazjum Adam Błaszkiewicz.

Od dłuższego czasu debaty o jakości edukacji koncentrują się wokół różnego rodzaju rankingów i porównań. Jakie cele powinna mieć Pana zdaniem współczesna szkoła?

Współczesna szkoła powinna przekazać umiejętność uczenia się, czyli przyswajania wiedzy, wybierania tego, co nam jest potrzebne. To najważniejsze zadanie szkoły. Kolejne jest wychowanie. Z moich obserwacji wynika, że rodzice mają na nie coraz mniej czasu.

Dziecko tylko jeden raz w życiu ma 15 czy 16 lat. Pod tym względem czasy się nie różnią. Szkoła zawsze musi być nastawiona nie na nauczyciela, który dobija do emerytury, ale właśnie na dziecko, które przychodzi do szkoły. Tu akurat czasy zmieniają się, ciągle mamy nowe pokolenie uczniów.

Jakie jest teraźniejsze pokolenie?

Dobre. Może żyją trochę w innym tempie i mają inne oczekiwania od tego świata. Jest to normalne, gdyż świat idzie od przodu. Dobrze, że są inni niż było nasze pokolenie czy jeszcze wcześniejsze. W zmieniającym się świecie nie można zostawać takim samym i żyć według zasad, jakie wtedy panowały.

Nowe pokolenie jest też bardziej roszczeniowe, chce wszystkiego prędzej albo najlepiej naraz. To nie jest złe.

Od wielu lat Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie wiedzie prym w rankingach. Inne polskie placówki mogą tylko o tym pomarzyć. Co wyróżnia zarządzane przez Pana gimnazjum?

Zachęcałbym na te rankingi patrzeć bardzo ostrożnie, bo zależy co mierzą. Jeżeli porównujemy wyłącznie te wskaźniki, jakie preferuje „Reitingai”, faktycznie jest nieźle. Społeczność naszego gimnazjum na samym początku sformułowało myśl, że jeżeli szkołę z polskim językiem nauczania robić byle jaką, to nie będzie miała racji bytu i raczej nie przetrwa. Szkoła powinna być konkurencyjna w porównaniu do szkoły większościowej.

Niektórzy formułują to w ten sposób, że preferują przedsiębiorczość, inni ochronę przyrody. My na razie nie mamy takiej działki, nie pozycjonujemy się tak ostro. Mamy wszystkiego po trochu, ale może na niezłym poziomie.

Wielokrotnie słyszałam opinie, że w Gimnazjum im. św. Jana Pawła II są wysokie wymagania, jest ciężko, a dla mniej zmotywowanych uczniów raczej nie ma miejsca. Jak jest naprawdę?

Zgodzić się mogę tylko z tym, że mniej zmotywowanym rzeczywiście tu praktycznie nie ma czego szukać. Dlatego, że tracą czas. Praktycznie nie mają szans ukończenia i otrzymania świadectwa, jeżeli są niezmotywowani i jeżeli są oddawani przez rodziców jak do przechowalni. Proszę mnie usłyszeć, nie jesteśmy lodówką, gdzie można przetrzymać dziecko kilka lat, żeby nie przeszkadzało w rodzinie. Po prostu uważamy, że jeżeli przychodzi do szkoły, to musi przynajmniej minimum tego programu, który jest obowiązkowy, przyswoić. Dlatego wymagamy. Uważam, że każda szkoła musi stawić sobie taki cel.

Nasze gimnazjum jest dla wszystkich. Podkreślam, uczyć się jest nietrudno. Natomiast próbować przeżyć te cztery lata nie ucząc się jest trudno. Jest to złożony proces.

Mamy bardzo wielu uczniów, którzy i potrafią się skupić, i dobrze zarządzają swoim czasem. Mają osiągnięcia nie tylko w nauce, ale też w sporcie oraz innych działalnościach. Jest w naszym gronie reprezentantka Litwy na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, która pomimo tych morderczych dla siebie treningów, stawia najwyższe cele i wspaniale nadąża również w szkole. Mamy zwycięzców olimpiad i konkursów. Nie są to jakieś szczególne dzieci „wunderkindy”. Jest to pracujące, ciekawe świata dziecko, które ma te osiągnięcia i cieszy się z nich, a my razem z nim.

Czy nie próbował Pan oszacować, ile „pracujących, ciekawych świata” uczniów uczy się w gimnazjum?

Myślę, że jest to trzecia część. Kolejna trzecia część to są obojętni. Następna trzecia część, to uczniowie, z którymi trzeba pracować.

Czy wszyscy chętni mogą się dostać do Gimnazjum im. św. Jana Pawła II?

Na dzień obecny każdy chętny może złożyć podanie do naszego gimnazjum. Trzeba też rozumieć, że te cztery lata trzeba będzie z nami wytrzymać. Chcemy, żeby każdy przychodził świadomy, żeby nie przesiedział tego czasu, ale czegoś się dowiedział i nauczył. Wymagamy, żeby te przynajmniej minimalne chęci i możliwości uczeń posiadał. Najważniejsza jest chęć.

Polska społeczność na Litwie od dekad mówi o konieczności stworzenia elitarnej placówki. Może Gimnazjum im. św. Jana Pawła II siłą rzeczy taką szkołą się stała?

Może jest to trochę zbyt wygórowane mniemanie. Natomiast byłoby dobrze, żeby społeczność polska miała elitarną szkołę. Ale co zakłada elitarność? Uważam, iż elitarność zakłada, że jeśli przychodzimy do szkoły, to tak jak do dentysty. Przecież wybieramy dentystę i wiemy, że specjalista wie co zrobić z naszym uzębieniem. Gdy w krześle odontologicznym otwieramy usta, to nie mówimy „bardziej w prawo czy bardziej w lewo”. Jeżeli społeczność chce mieć elitarną szkołę, to musi zgodzić się na to, że w tej szkole będą pracowali zawodowcy, którzy wiedzą, jak wykonywać swój zawód. Nie będzie tak, że „moje dziecko nie może tego”, „moje dziecko przemęczone, dlatego chce dłużej pospać”, „za dużo prac domowych”, „nie będzie nosiło mundurka, bo mu nie odpowiada kolor”. Elitarność zakłada, że są jakieś rygory i jest określony poziom, że jest też statut szkoły. Oddając dziecko do tej szkoły, zgadzamy się z tym statutem.

Każda umowa szkoły z rodzicami zakłada, że dziecko punktualnie i regularnie przychodzi do szkoły. Spójrzmy, ile mamy rodzin, które przynajmniej ten punkt respektują. Jeżeli w przyszłości będą represje względem tego, że dziecko nie przyszło na przykład na ponad 30 proc. lekcji i dlatego nie jest promowane do kolejnej klasy, wyobraża pani sobie, co nasza społeczność zrobi z taką szkołą? Stałoby się to dużym skandalem, jakie biedne skrzywdzone polskie dziecko.

Myślę, że nasza społeczność jest już dojrzała i jest już nawet dość bogata, by mieć prywatną polską szkołę. Jednak, czy mamy chęć mieć prywatną szkołę z zasadami? Jest to podstawowe pytanie. Nie pieniądze, nie specjaliści są problemem. Czy jest zamówienie społeczne na szykowanie elit? Jeszcze do końca nie dorośliśmy, dlatego wątpię byśmy z Wileńszczyzny nabrali chętnych na całą szkołę.

Porozmawiajmy o przyszłości polskiej szkoły na Litwie. Obecne reformy w oświacie, w tym program tworzenia sieci szkół, Szkoły Tysiąclecia z pewnością podważą przyszłość wielu szkół w regionach. Jak Pan uważa, czy taka śmierć naturalna mniej konkurencyjnych placówek jest zasadna?

Jest to też kwestia zamówienia społecznego. Jeżeli mamy zamówienie społeczne w konkretnej miejscowości na polską szkołę, to ta polska szkoła ma być. Ale jeżeli rodzice dowożą dziecko nieraz nawet do litewskiej szkoły do miasta albo, a często tak się zdarza, nawet nauczyciele swoje dzieci kierują do szkół z innym językiem nauczania, pytanie brzmi czy taka szkoła ma rację bytu. Musi być społeczność, która chce szkoły.

Znowu wracamy do kwestii jakości nauczania. Jeżeli nie możemy zapewnić jakości, lepiej, żeby tej szkoły nie było.

Widzimy, że nawet bardziej bogate kraje nie dają rady z siecią drobnych szkół. Jest to poważne zagrożenie. Jeżeli będzie zmniejszać się ilość chętnych do nauki w języku polskim, to i ilość szkół będzie zmniejszała się.

Oczywiście, jeżeli do najbliższej szkoły jest 30 km, jest sens zachować taką szkołę. Nie widzę sensownego sposobu dowozu dzieci na takie odległości. Jest nas ponad 200 tys. Na te szkoły musi nas wystarczyć z nawiązką. Trzeba pracować z polską społecznością.

Trudno jest odpowiedzieć, dlaczego ciągle za mało ufamy polskiej szkole. Kiedyś bytowało zdanie, że trzeba skończyć rosyjską szkołę, dziś ktoś może myśleć, że jak ukończysz litewską, w przyszłości będziesz asem i akademikiem. Nie jest to prawda. Jak obserwujemy doświadczenia tych dzieci, które z rodzin z polskim bądź tutejszym językiem trafiają do szkoły litewskiej, widzimy, że na początkowym etapie zostają one w swojej poznawczej działalności mocno wyhamowani. Jeżeli dziecko nie nauczy się w swoim czasie tych rzeczy, które powinno przyswoić, potem bardzo trudno nadrobić.

Czy należy motywować nauczyciela i jak to zrobić?

Bolesny temat. Wierzę, że ci, którzy u nas pracują, są zmotywowani. Bardzo się cieszę ze współpracowników, których dzisiaj mamy. Reformy zakładają, że w 2025 r. na Litwie nauczyciel będzie mocno prestiżowym zawodem. Widzimy jednak jak bardzo jest to dalekie od faktycznego stanu. Mamy jednego studenta nauczyciela matematyki na całą Litwę. To wiele mówi. Gdy muszę znaleźć nauczyciela, to szukam w sąsiedniej szkole. Wolnych nauczycieli nie ma. Znaleźć matematyka czy fizyka graniczy z cudem.

Również w naszym polskim otoczeniu mamy wiele osób, które niegdyś ukończyły studia pedagogiczne, ale jakoś nie chcą przyjść pracować do szkoły.

Do postępu społeczeństwa potrzebujemy edukatorów, tych, kto zawodowo zajmuje się edukacją, którzy mogą przygotować podstawy programowe. Teraz raczej wszystko skupia się na nauczycielu i to nauczyciel ma wywieść reformę kosztem swego zdrowia, czasu, urlopu. Nowe programy zostały zatwierdzone w maju. Teraz mamy okres egzaminów, potem nauczyciel ma prawo do urlopu, a we wrześniu już ma być przygotowany do pracy według odnowionej podstawy programowej i mieć z czego pracować. W przypadku polskiej szkoły nawet podręczniki nauczyciel musi przygotować sobie sam. W takim wypadku, jeżeli będziemy wymagać jakości, będzie to wyglądało trochę śmiesznie.

Odważę na prognozę - oceniając jakość polskiej szkoły na Litwie, kolejny rok szkolny nie będzie lepszy. Za kilka lat się wygrzebiemy.

Bardzo dużo pomaga nam Polska. Podręczniki do nauczania z języka polskiego mamy sprowadzone z Polski. W większym lub mniejszym zakresie jako pomoc naukową wykorzystujemy też polskie podręczniki. Pamiętajmy, że podstawa naukowa jest trochę inna. Na przygotowanie się do lekcji w takim wypadku tracimy bardzo wiele czasu. To nauczycieli straszy. Niehonor jest pójść do klasy nieprzygotowanym do lekcji. Normalnie przygotować się do sześciu lekcji jest niemożliwością w tych warunkach i w tych układach. Jeżeli nauczyciel ma sześć lekcji i musi przygotować się do każdej lekcji na trzech poziomach – na słabego, średniego i mocnego ucznia – to już mamy 18 przygotowań, a jeszcze nie zapominajmy o dzieciach specjalnej troski. W jaki sposób to zrobić? Następnie narzekamy, że nauczyciele źle pracują, nie ma jakości nauczania. Na miły Bóg, jak?

Rozwiązanie w systemie oświaty naszego kraju leży w gestii władz. Trzeba rozwiązać to na dowolny sposób, nie robić dróg, ale zrobić warsztat pracy nauczyciela, żeby w końcu była ta szkoła, a wtedy pojawią się drogi, jak już będziemy mieli wykształcone społeczeństwo.

Czego możemy sobie życzyć z okazji końca roku szkolnego 2022/2023?

Możemy życzyć sobie nastawienia na to, że nikt nic nam nie da. To, co możemy osiągnąć musimy wypracować sami. Każde osiągnięcie jest poprzedzone ciężką pracą. Zarówno dla ucznia, jak i rodzica czy nauczyciela. Jeżeli nie inwestujemy, nie pracujemy, nie możemy czekać na rezultat.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane