Czechy sprzeciwiają się zaproponowanej przez Komisję Europejską w ubiegłym roku normie Euro 7 w zakresie emisji dwutlenku węgla z transportu. Czeski minister transportu Marian Kupka oznajmił, że chciałby jutro przedyskutować sprawę z unijnym komisarzem Thierrym Bretonem.
Zdaniem czeskiego rządu i przemysłu motoryzacyjnego propozycja KE negatywnie wpłynie na produkcję i dostępność nowych aut.
„Nasze zdanie o tej normie w jej obecnym kształcie jest jednoznacznie negatywne. Zdajemy sobie sprawę z zagrożenia (jakie ta norma niesie – red.) dla produkcji samochodów osobowych i ciężarowych oraz autobusów, jak również dla dostępności samochodów”, podkreślił Kupka.
„Będziemy domagać się wprowadzenia koniecznych zmian w normie (Euro 7 – red.)”, oznajmił, dodając, że jego niemiecki odpowiednik również sprzeciwia się radykalnemu zaostrzeniu norm emisji spalin.
Czytaj również
Proponowana norma Euro 7 ma znacząco zmniejszyć emisję tlenków azotu (NOx) i pyłu zawieszonego (PM) z samochodów. Jeśli propozycja Komisji zostanie przyjęta w obecnym kształcie, oznaczać to będzie konieczność dostosowania pojazdów do bardziej rygorystycznych standardów przez dłuższy okres, niż to jest teraz.
Na przykład w przypadku samochodów osobowych i dostawczych trzeba będzie monitorować emisję spalin do osiągnięcia przez pojazd wieku 10 lat lub przebiegu 200 tys. km. Obecnie taki obowiązek dotyczy samochodów nie starszych niż 5-letnie i o mniejszym przebiegu niż 100 tys. km.
Co więcej, norma odnosi się nie tylko do emisji spalin przez rurę wydechową, ale także do emisji pyłów powstających wskutek ścierania się klocków hamulcowych i opon samochodu.

Kupka zapowiedział, że sprawę normy Euro 7 chciałby przedyskutować jutro (10 lutego) w Brukseli z unijnym komisarzem ds. rynku wewnętrznego Thierrym Bretonem.
Zdaniem czeskiego ministra przepisy powinny dawać producentom wystarczający czas na dostosowanie się do nowej normy poprzez zaopatrzenie się w niezbędną technologię, np. w niskoemisyjne hamulce albo czujniki monitorujące emisję w czasie jazdy.
Czescy producenci samochodów twierdzą, że nowa propozycja przyczyni się do znaczącego wzrostu cen aut. Michal Kadeta, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w Škodzie, ostrzegł także, że nowa norma wcale nie przyczyni się do zmniejszenia emisji z transportu w takim stopniu, jak spodziewa się tego Komisja Europejska.
Wszystko dlatego, że konsumenci przestaną kupować nowe i drogie auta, a będą dłużej używali swoich starych, wysokoemisyjnych samochodów – albo będą kupowali używane samochody z silnikami diesla lub benzynowymi.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.com.



