Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nabożeństwa majowe były w wielu wsiach rejonu trockiego czymś więcej niż tylko modlitwą. Były spotkaniem całej wspólnoty, okazją do rozmów, śpiewu i budowania sąsiedzkich więzi. Dziś tradycja stopniowo zanika, ale w niektórych miejscowościach mieszkańcy nadal próbują ją podtrzymywać. O tradycjach majowych rozmawiamy z Władysławą Żukowską, byłą przewodniczącą koła ZPL w Małych Ligojniach.
Maj w wielu polskich domach na Wileńszczyźnie od pokoleń kojarzy się z Litanią Loretańską, śpiewem pieśni maryjnych i spotkaniami przy przydrożnych krzyżach. Choć współcześnie nabożeństwa majowe nie gromadzą już takich tłumów jak dawniej, dla wielu mieszkańców rejonu trockiego pozostają ważnym symbolem wspólnoty, pamięci i religijnej tożsamości.
– Nabożeństwa majowe pamiętam jeszcze od najmłodszych lat mojego dzieciństwa. Odkąd tylko sięgam pamięcią, w naszym domu co roku odbywały się modlitwy do Matki Boskiej – od 1 do 31 maja – opowiada mieszkanka Małych Ligojni, wsi, znajdującej się na styku rejonu trockiego i wileńskiego, Władysława Żukowska.
W jej domu, podobnie jak w wielu innych wsiach regionu, przygotowywano specjalny ołtarzyk. Wieczorami zbierali się domownicy i sąsiedzi, by wspólnie modlić się oraz śpiewać pieśni maryjne.
– Modliła się cała rodzina: ojciec, matka, dzieci. Był to u nas pewnego rodzaju obowiązek, ale też bardzo ważna tradycja – wspomina rozmówczyni.

Majówki były centrum życia wsi
Dawne nabożeństwa majowe miały nie tylko religijny charakter. Dla mieszkańców były również ważnym wydarzeniem społecznym. Po całym dniu pracy w gospodarstwie ludzie spotykali się wieczorami w jednym domu albo przy krzyżu, żeby pobyć razem.
– Przed wspólną modlitwą ludzie zawsze mieli o czym rozmawiać. Dzielili się codziennym życiem – rozmawiali o dzieciach, gospodarstwie, zwierzętach, o swoich troskach i problemach. Wieś była prawdziwą wspólnotą — mówi Żukowska.
Jak podkreśla, w dzieciństwie najczęściej nabożeństwa odbywały się jeszcze w domach, ponieważ przydrożne krzyże były skromne i zaniedbane. Dopiero później zaczęto częściej organizować modlitwy także na zewnątrz.
– Spotkania przy krzyżach nie były wtedy tak powszechne. Dopiero gdy przyszły bardziej wolne czasy i można już było swobodnie chodzić do kościoła, zaczęto organizować nabożeństwa także przy krzyżach. Takich kapliczek, jakie widzimy w Polsce z figurą Matki Boskiej umieszczoną na stałe przy krzyżu – u nas na wsi nie było – wspomina.
W czasach sowieckich religia była ograniczana, jednak – jak zauważa rozmówczyni – zakazy często jeszcze bardziej wzmacniały potrzebę wspólnej modlitwy.
– Myślę, że w tamtych czasach, kiedy wiele rzeczy było zabronionych, ludzie jeszcze bardziej chcieli się modlić i spotykać razem. Nawet jeśli trzeba było robić to po cichu, ludzie i tak znajdowali czas, chęć i tę miłość do Boga – opowiada.

Pieśni, które pamięta się przez całe życie
Jednym z najważniejszych elementów majówek były tradycyjne pieśni maryjne. Dla wielu mieszkańców do dziś stanowią one ważne wspomnienie dzieciństwa.
– W dzieciństwie bardzo lubiłam pieśń „Gwiazdo śliczna”. Łatwo się ją śpiewało i do dziś ją pamiętam. Bardzo często śpiewaliśmy też „Chwalcie łąki umajone”, „Zdrowaś Maryja”, „Wszystkie nasze dzienne sprawy”, „Zapada zmrok” – mówi Władysława Żukowska.
Wiejskie nabożeństwa miały swój rytm i atmosferę. Starsi prowadzili modlitwy i śpiew, młodsi uczyli się pieśni i odpowiedzi. Dzieci traktowały to jako ważne wydarzenie.
– Pamiętam, jak razem z siostrą stawałyśmy w pierwszych rzędach obok kobiety prowadzącej śpiew. Bardzo się starałyśmy śpiewać pieśni i odpowiadać „módl się za nami”. To było dla nas bardzo ważne – wspomina rozmówczyni.
Po nabożeństwie dzieci często dostawały cukierki albo były chwalone za zaangażowanie.
– Prowadząca czasami częstowała nas cukierkiem, głaskała po głowie i mówiła, że pięknie śpiewałyśmy i dobrze się modliłyśmy. Bardzo dobrze to wspominam – dodaje.

Przydrożne krzyże i wspólne przygotowania
Majówki były także okazją do wspólnego dbania o przestrzeń wokół przydrożnych krzyży i kapliczek. Mieszkańcy sprzątali teren, dekorowali figury Matki Bożej kwiatami i wstążkami.
– Zawsze staraliśmy się wszystko przygotować i upiększyć. Najpierw przy krzyżu odbywało się wiosenne sprzątanie. Ustawialiśmy kwiaty i dekorowaliśmy przestrzeń wokół figury Matki Boskiej – mówi Władysława.
– Pewnego roku, z mojej inicjatywy, ozdobiliśmy krzyż także wstążkami. Pomysł przyszedł do mnie po wyjeździe na Białoruś i do Polski, gdzie zobaczyłam pięknie udekorowane krzyże i kapliczki – dodaje.
Sama tradycja organizowania nabożeństw majowych w Małych Ligojniach była kontynuowana przez kolejne pokolenia kobiet z rodziny.
– Gdy przyszłam do tego domu, figura Matki Boskiej już tu była. Był to dar kościoła ze Starych Trok, podarowany przez księdza Tadeusza. Mama mojego męża zbierała mieszkańców wsi i wspólnie się modlili w domu. Ja po prostu kontynuowałam tę tradycję i zaczęłam wynosić figurę do krzyża i organizować nabożeństwa majowe – opowiada rozmówczyni.
Z czasem jednak liczba uczestników zaczęła maleć.
– Starsi mieszkańcy zaczęli odchodzić i została już tylko niewielka grupa ludzi. Młodsze pokolenie nie przejmowało tej inicjatywy i wtedy zrozumiałam, że dla wielu osób modlitwa nie jest już tak ważna jak dawniej – mówi mieszkanka Małych Ligojni.
Rozmówczyni podkreśla, że dla starszego pokolenia religia była naturalną częścią codziennego życia. Wiara pomagała przetrwać trudności i dawała poczucie wspólnoty.
– Moja babcia opowiadała, że ludzie chodzili do kościoła nawet boso, bo nie mieli obuwia. Nie potrzebowali samochodów – jeśli ktoś podwiózł ich koniem, to już było wielkie szczęście – wspomina Władysława Żukowska.
Wieczorna modlitwa była dla wielu rodzin codziennym rytuałem.
– Dla starszych ludzi modlitwa i pieśni religijne były ogromnym wsparciem duchowym. Wieczorna modlitwa była czymś najważniejszym pod koniec dnia – mówi.
Opowiadania starszych pokoleń podkreślają, jak obchody wpisywały się w tworzenie społeczności.
– Każde takie spotkanie było okazją, żeby pobyć razem i być blisko siebie. Przed majówką, ludzie zawsze mieli o czym rozmawiać. Dzielili się codziennym życiem – rozmawiali o dzieciach, gospodarstwie, zwierzętach, o mężach, o swoich troskach, szczęściach i problemach – mówi Władysława.
– Wieś była prawdziwą wspólnotą. A nabożeństwa majowe, podobnie jak modlitwy różańcowe, bardzo tę wspólnotę umacniały – dodaje.
Rozmówczyni wspomina także o tradycjach, które teraz są rzadkie.
– Z opowieści moich dziadków i pradziadków pamiętam, że kiedyś istniały nawet męskie kółka różańcowe. Dziś już praktycznie się o tym nie słyszy, ale dawniej było to coś naturalnego – podkreśla.
Dziś – jak zauważa rozmówczyni – młode pokolenie dorasta już w zupełnie innym świecie.
– Młodzi ludzie mają ogromny dostęp do różnych informacji, kultur i religii. Mogą sami wybierać, w co chcą wierzyć i jaką drogą podążać – podkreśla.
Jednocześnie przyznaje, że trudno przewidzieć, czy współczesna młodzież będzie chciała kontynuować dawne tradycje swoich dziadków.
– Czy odnajdą wiarę tak głęboko jak starsze pokolenia? Tego nie wiem. Na to pytanie chyba nikt dziś nie potrafi odpowiedzieć – dodaje.

Tradycja nadal żyje w niektórych wsiach
Choć nabożeństwa majowe nie są już tak liczne jak dawniej, w niektórych miejscowościach rejonu trockiego tradycja wciąż jest podtrzymywana.
– W Czarnobylach ludzie codziennie zbierają się przy krzyżu. W Skorbucianach mieszkańcy spotykają się z kolei w kaplicy. W parafii Starych Trok tradycja nabożeństw majowych wciąż jest żywa – mówi Władysława Żukowska.
Od kilku lat mieszkańców Małych Ligojni odwiedza także ksiądz ze Starych Trok, który wspólnie z mieszkańcami modli się w różnych wsiach regionu.
– Wiemy jednak, że nabożeństwa majowe, podobnie jak modlitwy różańcowe w listopadzie, są bardzo ważne, dlatego staramy się podtrzymywać tę tradycję. Bardzo podoba mi się jego inicjatywa, bo odwiedza różne wsie i wspólnie modli się z mieszkańcami. Był już w Gudelach, będzie też w Dużych Ligojniach, a 22 maja przyjedzie do nas, do Małych Ligojni – podkreśla rozmówczyni.
Choć dziś podczas nabożeństw zbiera się zaledwie kilkanaście osób, mieszkańcy nadal starają się przygotować ołtarzyk, udekorować krzyż i wspólnie zadbać o zachowanie tradycji.
– Staramy się także przygotować mały ołtarzyk przy krzyżu i zamawiamy białe kwiaty, które później przekazujemy do kościoła w Starych Trokach na ołtarz. Kilka rodzin wspólnie dba o to, żeby ta tradycja nadal trwała – mówi Władysława.
„Modlitwa we wspólnocie jest silniejsza”
Zdaniem rozmówczyni najważniejsze jest dziś przekazanie młodszemu pokoleniu wartości wspólnej modlitwy i budowania więzi między ludźmi.
– Dzisiaj mamy bardzo dużo wolności i wszystko jest ludziom łatwo dostępne. Często słyszę od wielu osób, że Boga mają w sercu. Oczywiście, to bardzo ważne – mieć Boga w sercu. Ale trzeba też pamiętać, że Bóg ma swój dom. Dlatego przyjście do domu Bożego również jest ważne – mówi.
Jak podkreśla, indywidualna wiara jest ważna, ale wspólna modlitwa daje ludziom poczucie jedności i siły.
– Zawsze uważałam, że modlitwa we wspólnocie jest silniejsza niż modlitwa jednej osoby. Inaczej modli się jeden człowiek, a inaczej cała wieś razem – podsumowuje mieszkanka Małych Ligojni.







