Naujienų srautas

Wiadomości2022.08.11 13:00

Pomimo sankcji Rosjanie spędzają wakacje w Europie. „W Karlowych Warach czuję się jak w Petersburgu”

Anna Grigoit 2022.08.11 13:00
00:00
|
00:00
00:00

- To dziwne, wspieramy Ukraińców, ubolewamy nad każdym zabitym dzieckiem, z dnia na dzień obserwujemy jak ten kraj jest niszczony, a jednocześnie pozwalamy Rosjanom korzystać z walorów UE - mówi Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Rosyjska inwazja na Ukrainę i sankcje nałożone na Moskwę sprawiły, że Rosjanie nie mogą swobodnie podróżować po wielu krajach. W tym roku Europę odwiedzi zaledwie 5 proc. Rosjan.

Stowarzyszenie Organizatorów Turystycznych Rosji (ATOR) szacuje, że liczba turystów wyjeżdżających do Europy zmniejszyła się z „milionów do dziesiątek tysięcy” w porównaniu z rokiem przed pandemią. Większość rosyjskich turystów udaje się do Europy przez Stambuł i Dubaj. Stanowią niecałe 5 proc. wszystkich Rosjan, którzy mimo przeszkód, urlopują w popularnych kurortach na południu Europy. Nie mogą płacić za granicą kartami, a jedynie gotówką, bo Rosja została też wykluczona z międzynarodowego systemu przekazów pieniężnych SWIFT. Według unijnych szacunków przez sankcje do Europy przyjedzie w tym roku około 3 mln turystów mniej.

Nie oznacza to jednak, że Rosjanie są zamknięci we własnym państwie. Mogą podróżować na zasadach takich jak te, które obowiązywały przed wojną, o ile określona osoba nie jest objęta restrykcjami. W wielu krajach Unii Europejskiej Rosjanie nadal mogą aplikować o wizy.

Sporo rosyjskich turystów można też spotkać w Bułgarii i Chorwacji, Czechach i innych krajach UE. Jednak najwięcej Rosjan przebywa przede wszystkim w Turcji, Egipcie i krajach Zatoki Perskiej.

Na terenie Europy Rosjanie prowadzą i rozwijają swoje biznesy. Na przykład w Czarnogórze działa obecnie ponad 4 tys. firm należących do obywateli Rosji. To jest niespójne z oficjalnym stanowiskiem tego państwa, którego przedstawiciele w Kijowie zapewniali prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o finansowym i wojskowym wsparciu. A tym czasem ambasada Ukrainy w Czarnogórze w tych dniach zaapelowała do władz tego bałkańskiego kraju przeciwko działaniom kierownictwa kawiarni Ruski Bar w Podgoricy, gdzie pracownicy kawiarni są „przyozdobieni” symbolem agresji Rosji – literą „Z”.

- Rosjanie podróżują, naprawdę są wszędzie. To jest również zmora nasza, Europejczyków. Rozmawiamy o kwestiach militarnych. Rosjanom trzeba zabrać pieniądze i spokój wewnętrzny. Oni nie wyjdą na ulice, natomiast muszą czuć dyskomfort. Od tego my jesteśmy tu - w UE. Karlowe Wary, gdzie obecnie przebywam, wywołują u mnie szok. Czuję się jak na prospekcie w Sankt Petersburgu – napisy w większości są po rosyjsku, nawet 40 proc. nieruchomości tego miasta należy do Rosjan. „Wyprali” tu ogromną ilość swoich brudnych pieniędzy. Pozwalamy im na to, że mogą jeździć od Tallina po Lizbonę. Powinniśmy im odciąć tą możliwość jak najszybciej. Nie po wakacjach, a już teraz. Musimy ograniczyć ich możliwość bycia w normalnym, cywilizowanym świecie – stwierdza rozmówca.

Fińskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że Rosjanie wykorzystują Finlandię jako kraj tranzytowy. Polska, Estonia, Łotwa i Litwa już jakiś czas temu wprowadziły ograniczenia w zakresie udzielania rosyjskich wiz. Tylko ograniczenia.

Samsel wskazuje, że wciąż dla wielu Rosjan jedyną możliwością odpoczynku jest też aneksowany w 2014 r. Krym.

- Tu obecnie robi się ciekawie. Rosjanie codziennie żyjący nakładaną przez reżim Putina propagandą nie zdają sobie sprawy, że ta wojna jest naprawdę blisko i ta wojna może ich dotknąć. Wybuchy na terytorium aneksowanego Krymu propagandziści tłumaczą tym, że Wania znowu niepomyślnie zapalił papierosa – śmieje się rozmówca.

Do łask wraca spędzanie wakacji na działkach. Na wsi, w domku letniskowym lub na działce ogrodowej spędzi swoje wakacje 39 proc. Rosjan.

- My, Europejczycy, śmiejemy się z tej propagandy. Wiemy, co mogą zrobić Himarsy o zasięgu 230-300 km, pojawia się też wersja o nowych testowych ukraińskich Piorunach, które Ukraińcy wykorzystali pierwszy raz w wersji bojowej na tym dystansie. Oby tak było! Bo to znaczy, że bardzo dużo celów militarnych, strategicznych jest teraz już w zasięgu Ukraińców i ich atakowanie staję się znacznie łatwiejsze. To olbrzymi sukces Ukraińców. Przyznanie takich ukraińskich możliwości militarnych oznaczałoby dla Rosjan załamanie ducha. Oni nadal wierzą, że są drugą armią świata z najlepszą obroną przeciwlotniczą, najlepszymi systemami. Defilady na Planu Czerwonym straciłyby sens. W ich pojęciu źli i słabi Ukraińcy nie mogą tak precyzyjnie trafić w ich jedną z największych baz lotniczych na Krymie. Moskwa nie przyzna się to ataków, bo to będzie oznaczać, że ich armia jest słaba. Naród rosyjski nie może się o tym dowiedzieć – twierdzi Samsel.

Ekspert podkreśla, że sankcje nakładane na poszczególnych urzędników i oligarchów „świata nie zmienią”.

- Musimy przycisnąć absolutnie wszystkich urzędników rosyjskich, pracujących w ministerstwach i powiązanych z reżimem Putina, od dyrektorów poczynając wraz z ich rodzinami. Taką listę liczącą ponad 30 tys. osób przygotował już kiedyś Nawalny. Zamrozić ich majątki i ich konta, odebrać wszelaką możliwość wyjechania z Rosji. Monitorować firmy europejskie, które mają w swoich strukturach Rosjan, i odcinać ich od publicznych pieniędzy. My tego nie robimy. Musimy wprowadzić im ferment, muszą zacząć się czuć obywatelami nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii. Dopiero wtedy Putin poczuje presję swojego narodu, może i nie wyjdą na ulicę, ale rozpoczną się poważne niesnaski. Zwykli obywatele Rosji nie odczuwają skutków tej wojny, nie mówię, żeby ginęli, ale muszą poczuć, że ta wojna ich dotyka, że tracą przynajmniej gospodarczo. Tylko tak szybciej się skończy – podsumowuje Samsel.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane