Naujienų srautas

Wiadomości2026.07.08 08:42

Podpalacze Europy. Jak werbownicy z Telegrama działają w UE

Vot Tak 2026.07.08 08:42

Werbownicy, którzy za pośrednictwem Telegrama poszukują wykonawców aktów dywersji na Ukrainie, zaczęli oferować zlecenia także w państwach Unii Europejskiej. Jak ustalił portal Vot Tak pod pozorem „łatwej dorywczej pracy” obiecują 1500 dolarów za podpalenie wojskowego pojazdu NATO na Litwie, 3000 dolarów za atak na ukraiński obiekt w Polsce oraz tyle samo za podpalenie biura ukraińskiej organizacji na Łotwie. Jak działa ta sieć, dlaczego jej działalność nie ogranicza się już do Ukrainy i jaki jest w tej historii rosyjski ślad — przeczytacie w naszym śledztwie.

Tekst opublikowany w ramach współpracy z portalem Vot Tak.
Oryginał publikacji dostępny jest tutaj

Spalić jeepa NATO na Litwie

„Zróbmy tego jeepa natowskiego. Zainteresował. Powiedzieli mi, że jeśli go porządnie spalisz, dostaniesz bez targowania się półtora tysiąca dolarów. Najpierw zrób rozpoznanie, nagraj wszystko na wideo – wyślę to szefowi. Potrzebne będą trzy litry benzyny – polej przednią szybę, koła i maskę” – w taki sposób użytkownik Telegrama o pseudonimie Jan Pol instruował reportera Vot Tak, który odpowiedział na ogłoszenie o pracy dorywczej, przedstawiając się jako mieszkaniec Litwy.

Z tym werbownikiem skontaktowaliśmy się na jednym z czatów na Telegramie z ofertami pracy. To właśnie tam, pod przykrywką propozycji łatwego zarobku, poszukiwani są potencjalni wykonawcy aktów dywersji. Każdego dnia w takich kanałach publikowane są tysiące podobnych ogłoszeń. Przykładowo, tylko 12 maja pojawiło się około 10 tysięcy niemal identycznych wiadomości w językach rosyjskim i ukraińskim. W większości z nich jako osoba kontaktowa figurował właśnie Jan Pol.

W ogłoszeniach obiecywano „prostą pracę techniczną”, elastyczny grafik i regularne wypłaty bez opóźnień. Zapewniano także, że wykonywane zadania są bezpieczne. Jednak już pierwsza wiadomość od Jana Pola potwierdziła, że rzekoma praca dorywcza polega bezpośrednio na łamaniu prawa.

„Praca jest nielegalna. Powiedziałbym nawet, że konspiracyjna. Ale zarobki są wysokie. Zaraz wyślę ci instrukcję – sam wybierzesz, co ci najbardziej odpowiada” – taką odpowiedź reporter Vot Tak otrzymał po poproszeniu o szczegóły dotyczące „bezpiecznej pracy”.

W przesłanej instrukcji wprost proponowano dokonywanie podpaleń różnych obiektów na Ukrainie.

„Nie jest to takie straszne, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Zobaczcie nasz kanał, z kim walczymy i jakimi metodami” – czytamy w „dokumencie” Jan Pol.

Chodziło o rosyjskojęzyczny kanał na Telegramie „Podpolje/Siecz”. Jego twórcy przedstawiają się jako „społeczność aktywnych obywateli gotowych walczyć o prawdę i sprawiedliwość”. Kanał regularnie publikuje nagrania podpaleń samochodów należących do ukraińskich wojskowych centrów rekrutacyjnych (TCK), a także zamieszcza wezwania do walki z ich pracownikami i władzami Ukrainy. Jednocześnie w przypiętej wiadomości autorzy twierdzą, że „kanał nie jest rosyjską propagandą i tym bardziej nie ma z Rosją nic wspólnego”.

Instrukcja Jana Pola zawiera również szczegółowy cennik za różne rodzaje aktów dywersji na terytorium Ukrainy. Przykładowo, za zniszczenie masztu telefonii komórkowej oferowane jest 500 dolarów, za podpalenie samochodu należącego do TCK lub auta klasy premium – 1000 dolarów, za podpalenie budynku policji – już 7000 dolarów.

Przewidziano także wynagrodzenie za każdego nowo zwerbowanego dywersanta – 100 dolarów. Pieniądze miały być wypłacane na dowolny portfel kryptowalutowy lub kartę bankową w ciągu godziny od dokonania podpalenia i przesłania nagrania potwierdzającego wykonanie zadania.

Werbownik z Żytomierza

Profil werbownika dywersantów występującego pod imieniem Jan Pol jest zarejestrowany na afgański numer telefonu. Jednak ostatnie wiadomości w języku perskim z tego konta były publikowane na kanałach i czatach Telegrama jeszcze w październiku 2019 roku.

Reporterowi Vot Tak, który przedstawił się jako Ukrainiec mieszkający na Litwie, rosyjskojęzyczny werbownik powiedział, że ma na imię Sasza.

Według jego relacji mieszkał wcześniej w Kijowie, a następnie przeniósł się do Żytomierza. Twierdził, że żyje tam „jak w bunkrze”, ponieważ jest poszukiwany przez organy ścigania. Jego żona przebywa natomiast w Rosji i namawia go do opuszczenia Ukrainy.

„Żona cały czas suszy mi głowę: »Wyjeżdżajmy«. Ale mam problem, bo jestem poszukiwany. Nawet nie mogę normalnie pójść do kobiety – z tego robi się cała operacja specjalna. A przełożeni też strasznie mnie cisną. Na razie mam niewiele możliwości, żeby stąd uciec” – skarżył się Sasza.

Kiedy werbownik dowiedział się, że jego rozmówca mieszka niedaleko poligonu NATO w pobliżu litewskiego miasta Pabradė, zaproponował mu przeprowadzenie rozpoznania – nagranie żołnierzy oraz sprzętu wojskowego.

„Dasz radę podejść trochę bliżej poligonu? Coś tam ponagrywać. Rozmawiałem z szefostwem i powiedzieli, że mogą ci dorzucić trochę pieniędzy, jeśli dostarczysz rozpoznanie poligonu i pokażesz, co tam się znajduje” – powiedział Sasza.

Po konsultacji z „głównym szefem” pojawiła się kolejna propozycja. Reporterowi obiecano pieniądze za dostarczenie dowodów na to, że z terytorium Litwy rzekomo wysyłane są drony atakujące Rosję.

„Potrzebujemy stuprocentowej informacji, że drony są odpalane właśnie z Litwy. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby udało się nagrać ich przelot. Za taką informację jesteśmy gotowi zapłacić 500 dolarów” – dodał Sasza.

Propozycja nagrania dronów padła 15 maja. Cztery dni później rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) oświadczyła, że Ukraina rzekomo planuje ataki bezzałogowcami na rosyjskie obiekty z terytorium państw bałtyckich. Rosyjskie władze zagroziły wówczas odwetem.

Po kilku dniach rozmów Sasza zaoferował również reporterowi 1500 dolarów za podpalenie wojskowego pojazdu NATO. Nieco mniej – 1000 dolarów – proponował za podpalenie znajdujących się na Litwie samochodów klasy premium z ukraińskimi tablicami rejestracyjnymi.

Sam werbownik twierdził, że za swoją pracę otrzymuje 15 tysięcy dolarów miesięcznie, podkreślając jednak, że są to pieniądze okupione „ciężką pracą”:

„Muszę przez 18 godzin na dobę odpowiadać ludziom, pisać, tłumaczyć, siedzieć przed komputerem. Każdego dnia odzywa się do mnie od 100 do 150 osób, do tego jeszcze pracownicy. Gdzieś ktoś coś zrobi źle, a potem to ja dostaję po głowie.”

Miliony wiadomości w tysiącach czatów

Jak ustalił portal Vot Tak, na Telegramie prowadzona jest zakrojona na szeroką skalę kampania mająca na celu werbowanie wykonawców aktów dywersji. Tylko od początku 2026 roku w różnych czatach z ofertami pracy opublikowano ponad 20 milionów ogłoszeń, za którymi kryły się propozycje dokonywania podpaleń sprzętu oraz innych działań sabotażowych.

Większość czatów, na których Vot Tak znalazł takie ogłoszenia, serwis TGStat klasyfikuje jako należące do rosyjsko- i ukraińskojęzycznej części Telegrama. Zasięg tej kampanii jest jednak znacznie szerszy. Ogłoszenia o „łatwej” i dobrze płatnej pracy rozpowszechniane są także w rosyjskojęzycznych społecznościach działających w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Tajlandii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Polsce oraz w ponad dwudziestu innych krajach.

Mechanizm poszukiwania wykonawców jest w każdym przypadku taki sam. Setki ogłoszeń publikują nie sami werbownicy, lecz specjalnie utworzone konta, z których wiele funkcjonuje zaledwie kilka dni, po czym zostaje usuniętych.

Vot Tak przeanalizował kilkadziesiąt profili takich kont rozpowszechniających ogłoszenia. Większość z nich posługiwała się rosyjsko brzmiącymi imionami i nazwiskami. Nawet wśród kont publikujących ogłoszenia po ukraińsku ukraińska pisownia imion lub inne wyraźne oznaki związku z Ukrainą pojawiały się rzadko. Część profili miała natomiast imiona indyjskie lub arabskie, a w pojedynczych przypadkach zapisane były one pismem arabskim.

Dziennikarzom nie udało się znaleźć ani jednego konta rozpowszechniającego takie ogłoszenia, które byłoby powiązane z ukraińskim numerem telefonu. Najczęściej profile były zarejestrowane na numery z Indii, Iranu oraz krajów arabskich. To właśnie na nie przypadało ponad 80 proc. kont wykorzystywanych do publikowania ogłoszeń werbunkowych.

Typowym przykładem jest konto podpisane jako Ostap Sołohubow. Na różnych czatach opublikowało ono setki ogłoszeń po ukraińsku, oferujących dobrze płatną pracę dorywczą. Po otwarciu profilu okazywało się jednak, że w danych użytkownika widnieje żeńskie perskie imię Sharareh Shojaeian. Najprawdopodobniej należało ono do poprzedniej właścicielki konta – w galerii profilu znajdowało się kilkadziesiąt zdjęć przedstawiających prawdopodobnie irańską rodzinę oraz grafiki z napisami zapisanymi pismem perskim.

Samo konto zostało zarejestrowane na irański numer telefonu. Imię Ostap Sołohubow pojawiło się na nim dopiero 27 marca 2026 roku. Wkrótce potem profil zaczął intensywnie rozpowszechniać ogłoszenia werbunkowe.

Według ustaleń Vot Tak w ten sam sposób funkcjonują również pozostałe wykryte konta. Za ich pomocą tworzona jest także sieć nowych profili rozpowszechniających ogłoszenia. Oprócz publikowania ofert „pracy” użytkownicy ci masowo zamieszczają ogłoszenia o skupie kont Telegrama.

„Kraj nie ma znaczenia. Interesują mnie tylko konta, które mają co najmniej 10 lat” – powiedział reporterom Vot Tak użytkownik posługujący się pseudonimem Partyzant. Od początku roku w różnych czatach opublikowano około 1,9 miliona postów zawierających zarówno ogłoszenia o skupie kont, jak i oferty „łatwego zarobku”, w których jako osoba kontaktowa wskazany był właśnie profil Partyzanta. Według jego słów za konta spełniające wymagane kryteria gotów jest płacić nie więcej niż 20 dolarów.

„Podaję uczciwą cenę, ale potem jeszcze muszę przepiąć konto na siebie i zapłacić za to kolejne 6 dolarów. To i tak podałem ci maksymalną stawkę. Normalnie kupowałem od Arabów dziesięcioletnie konta po 12 dolarów, a dwunastoletnie po 15 dolarów” – powiedział mężczyzna.

Jak „zarobić” w Polsce

Na początku czerwca 2026 roku werbownicy, z którymi rozmawiali dziennikarze Vot Tak, zaczęli oferować zadania dywersyjne nie tylko na Ukrainie, ale również w Polsce. Na czacie „Wrocław / Usługi / Praca / Polska” użytkownik podpisujący się jako Walera zamieścił po rosyjsku ogłoszenie o „prostej pracy z elastycznym grafikiem, bez biura i bez dress code’u”. W ciągu jednej doby na tym czacie pojawiło się co najmniej sto podobnych ogłoszeń, głównie w języku rosyjskim.

Zapytany o charakter pracy Walera odpowiedział, że należy skontaktować się z inną osobą, po czym przesłał jej dane kontaktowe. Na Telegramie osoba ta posługiwała się pseudonimem Smitt.

Smitt od razu przesłał cennik wynagrodzeń za podpalenia na terytorium Ukrainy, proponując omówienie szczegółów w prywatnej korespondencji. Gdy dziennikarz Vot Tak poinformował, że przebywa we Wrocławiu, werbownik odpowiedział: „I co z tego? Tam też można.”

Następnie wyjaśnił, jakie obiekty interesują go na terenie Polski: „Maszty telefonii komórkowej, zagraniczne samochody, lokomotywy spalinowe, lokomotywy elektryczne. Mogą też być jakieś ukraińskie punkty zbiórki darowizn. Takie budynki mi odpowiadają. Za nie płacę naprawdę dobrze.”

Według werbownika w niektórych przypadkach był gotów zapłacić więcej, niż przewidywał cennik. Na przykład za podpalenie nowego samochodu zagranicznej marki – z rocznika 2023 lub 2025 – obiecywał dodatkową premię.

„Mnóstwo Ukraińców przeniosło się do Polski i innych krajów Europy. Najlepiej oczywiście, żeby samochód miał ukraińskie tablice rejestracyjne. Jeśli nie ma, to ocenimy na miejscu, zależnie od auta” – dodał.

4 czerwca na kanale Telegrama „Praca Polska Warszawa” dziennikarz Vot Tak znalazł ogłoszenie w języku ukraińskim z propozycją „niewielkiego zlecenia na dziś”.

Profil wskazanego w ogłoszeniu werbownika nosił nazwę „Twoje Marzenie” i był zarejestrowany na ukraiński numer telefonu. Sam rozmówca pisał jednak po rosyjsku. Gdy dowiedział się, że dziennikarz przebywa w Warszawie, zaproponował mu zebranie adresów obiektów związanych z Ukrainą:

„Potrzebujemy adresów ukraińskich partii politycznych, punktów zbiórki pomocy humanitarnej dla Ukrainy, punktów werbunku zagranicznych ochotników do Ukrainy i tym podobnych.”

Werbownik szczegółowo wyjaśnił potencjalnemu wykonawcy, co powinien zrobić. Najpierw należało wybrać odpowiedni obiekt i nagrać go za pomocą aplikacji Timestamp Camera, tak aby na filmie widoczne były sam budynek, tablica przy wejściu, otoczenie oraz – jeśli występują – ukraińskie symbole.

Następnie cel miał zostać zatwierdzony przez koordynatora. Zgodnie z dalszą instrukcją wykonawca powinien był wziąć trzy litry benzyny, wybić okno lub drzwi budynku, wlać paliwo do środka i podpalić obiekt.

„Nagrywacie wszystko od samego początku – pokazujecie tablicę, moment wylania paliwa oraz kartkę z hasłem na tle płonącego obiektu. Nagrywacie 10 sekund i wysyłacie mi film. Po 15 minutach dostajecie zapłatę – kryptowalutą albo na kartę – 3000 dolarów. Jeśli wszystko będzie w porządku, kontynuujemy współpracę.”

Podpalić biuro organizacji w Łotwie

20 maja reporter Vot Tak odpowiedział na jedno z ogłoszeń zamieszczonych na czacie „Weryfikacja Praca Europa”. Autor wpisu przekazał kontakt do werbownika posługującego się pseudonimem Moroz. Ten przesłał standardowy cennik z wynagrodzeniami za różne rodzaje aktów dywersji. Tym razem jednak po raz pierwszy znalazła się w nim informacja o poszukiwaniu wykonawców nie tylko na Ukrainie, ale również w krajach Unii Europejskiej:

„Mamy również akcje w Europie. W sprawie szczegółów piszcie bezpośrednio do koordynatora.”

Przez ponad pół roku obserwacji tej sieci werbowników dziennikarze Vot Tak ani razu wcześniej nie spotkali się z tym, aby już przy pierwszym kontakcie w przesyłanym cenniku pojawiały się zlecenia dotyczące Europy.

Werbownik podpisujący się na Telegramie jako Moroz korzystał z konta zarejestrowanego na rosyjski numer telefonu. Najbardziej interesowały go działania w Rydze.

„Kilka koktajli Mołotowa przez okno. Spokojny budynek, bez kamer. [Należy do] partii” – napisał, nie wyjaśniając początkowo, o siedzibę jakiego ugrupowania chodzi.

Moroz przesłał zdjęcie budynku i wskazał, że podpalić należy biuro znajdujące się na parterze. Za wykonanie zadania obiecał 3000 dolarów w kryptowalucie. Później ujawnił nazwę organizacji, którą proponował zaatakować. Chodziło o oficjalnie zarejestrowaną na Łotwie Konfederację Społeczności Ukraińców „Wicze”. Z przesłanego nagrania wynikało, że budynek został wcześniej poddany rozpoznaniu.

„Sam [zrobisz] kilka koktajli Mołotowa. Można też po prostu wybić okno, wlać do środka półtoralitrową butelkę benzyny i potem podpalić” – instruował Moroz.

W pierwszej wiadomości znajdował się również odnośnik do rosyjskojęzycznego kanału na Telegramie „Spal pracownika TCK” („Спали ТЦКашника”). Administratorzy tego kanału oferują wynagrodzenie za przeprowadzanie aktów dywersji na terytorium Ukrainy, w tym za podpalenia samochodów, wojskowych centrów rekrutacyjnych (TCK) oraz obiektów infrastruktury. Zimą kanał ten oferował 1000 dolarów za podpalenie generatorów prądu przekazanych Ukrainie przez państwa europejskie po rosyjskich atakach na ukraińską infrastrukturę energetyczną.

Czeski trop

Z kanałem „Spal pracownika TCK” powiązany był również inny werbownik, z którym reporter Vot Tak rozmawiał w lutym 2026 roku, podszywając się pod Rosjanina mieszkającego w Czechach. Na Telegramie posługiwał się pseudonimem Maks.

„Interesuje nas sprzęt wojskowy zmierzający na Ukrainę. Ale możecie nam pomóc na różne sposoby” – odpowiedział werbownik.

Po pewnym czasie zaproponował jedną z takich form „pomocy”. Zapytał rozmówcę, czy wie, czym są elektryczne zapalniki (tzw. elektrozapałki), po czym przesłał ich zdjęcie.

„Potrzebujemy ich do materiałów wybuchowych. Twoim zadaniem będzie kupić je [w Czechach], a potem wysłać autobusem do miasta, które wskażemy, wcześniej odpowiednio je maskując. Najważniejsze, żeby działały z baterii AA” – powiedział Maks.

Elektrozapałki, czyli elektryczne zapalniki, to urządzenia, które po doprowadzeniu prądu nagrzewają się i wytwarzają płomień. W pirotechnice wykorzystuje się je do zdalnego odpalania fajerwerków. Mogą one jednak również stanowić element zapalnika improwizowanego urządzenia wybuchowego.

Miesiąc po tej rozmowie w czeskim mieście Pardubice grupa aktywistów The Earthquake Faction, określająca się jako propalestyńska, podpaliła zakład przemysłu obronnego produkujący drony dla Sił Zbrojnych Ukrainy. Według jednej z hipotez za tym aktem dywersji mogły stać rosyjskie służby specjalne.

Armia podpalaczy

Przynajmniej na terytorium Ukrainy werbownikom wykorzystującym czaty na Telegramie regularnie udaje się znaleźć wykonawców. Analizując wyroki wydane przez ukraińskie sądy w 2026 roku i opublikowane w Jednolitym Rejestrze Orzeczeń, portal Vot Tak ustalił, że od początku roku zapadło 25 wyroków za dokonanie aktów dywersji na terytorium Ukrainy. W 19 przypadkach w uzasadnieniach wskazano, że sprawcy zostali zwerbowani za pośrednictwem Telegrama. (W kolejnych czterech sprawach treść wyroków nie została opublikowana).

Ponadto wydano 22 wyroki za przestępstwa o charakterze terrorystycznym, z czego w 14 przypadkach werbunek również odbywał się przez Telegram.

Jedna z takich spraw miała miejsce w lutym 2026 roku w Kałuszu, w obwodzie iwanofrankiwskim. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) razem z policją zatrzymały 19-letnią kobietę podejrzaną o podpalenie samochodu należącego do żołnierza. Według śledczych zlecenie otrzymała od nieznanej osoby poznanej na jednym z telegramowych czatów.

Innym przykładem jest sprawa dwóch mieszkańców Czerkasów. 4 maja 2026 roku Sąd Rejonowy Sosniwski w Czerkasach skazał ich na 15 lat pozbawienia wolności. Jak wynika z akt sprawy, mężczyźni szukali łatwego zarobku na czatach Telegrama. Tam nawiązali kontakt z niezidentyfikowanymi osobami, które – jak zapisano w dokumentach sądowych – „działały w kanałach z ofertami pracy, wykorzystując różne konta użytkowników”.

Mężczyznom zaproponowano wynagrodzenie za podpalenia „różnych obiektów”. Najpierw podpalili szafę przekaźnikową na linii kolejowej, a następnie dwa samochody należące do żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy. Swoje działania nagrywali i przesyłali zleceniodawcom jako dowód wykonania zadania.

Ukraińskie służby regularnie informują o kolejnych zatrzymaniach przebiegających według podobnego schematu: ktoś poszukuje łatwego zarobku na Telegramie, otrzymuje ofertę „prostej pracy” za wysokie wynagrodzenie, a ostatecznie dopuszcza się poważnego przestępstwa.

W Ukrainie odpowiedzialność karną ponoszą nie tylko wykonawcy, lecz także osoby rozpowszechniające ogłoszenia werbunkowe. W lutym 2026 roku przed sądem w obwodzie winnickim stanęła mieszkanka regionu, która zamieszczała na telegramowych czatach i portalach ogłoszeniowych oferty szybkiego zarobku dla młodych ludzi w Ukrainie, obiecując im 1000 dolarów za kilka godzin pracy. Została uznana za winną udzielania pomocy obcemu państwu w prowadzeniu działalności wywrotowej przeciwko Ukrainie.

Do niedawna głównym obszarem działalności tej siatki pozostawała Ukraina. Jesienią 2025 roku tylko jeden z czterech werbowników, z którymi rozmawiał dziennikarz Vot Tak, deklarował gotowość zapłaty za przeprowadzenie aktów dywersji poza granicami tego kraju. Jednak do maja 2026 roku sytuacja wyraźnie się zmieniła – propozycje wykonywania zadań w Europie zaczęły pojawiać się już w standardowych cennikach przesyłanych podczas pierwszego kontaktu.

Portal Vot Tak skierował oficjalne pytania do służb specjalnych Polski, Litwy, Łotwy, Czech oraz Stanów Zjednoczonych. Do chwili publikacji śledztwa nie otrzymano jednak konkretnych odpowiedzi dotyczących skali działalności dywersantów zwerbowanych przez Telegram na terytorium tych państw.

W oficjalnej odpowiedzi Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) określiła tę sieć werbunkową jako element planu o kryptonimie „Dywersyjny Szum” („Диверсійний шум”), realizowanego przez rosyjskie służby specjalne od 2023 roku. W tym czasie na Ukrainie udokumentowano ponad 1400 przestępstw popełnionych na zlecenie Rosji, z czego około 800 miało miejsce tylko w 2025 roku. Z treści cenników otrzymanych przez reportera Vot Tak wiosną 2026 roku wynika, że działalność określana jako plan „Dywersyjny Szum” nie ogranicza się już wyłącznie do Ukrainy, lecz obejmuje również państwa europejskie.

Redakcja Vot Tak

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane