Podczas Festiwalu Poezji „Maj nad Wilią” odbyło się wyjątkowe spotkanie – pokaz krótkometrażowego filmu „Kameleon”, połączony z dyskusją o rozwijającej się twórczości litewskich Polaków. W dyskusji wzięli udział reżyserka filmu „Kameleon”, laureatka głównej nagrody na Ogólnokrajowym Festiwalu Filmów Uczniowskich „Aurora”, młoda twórczyni programów filmowych w „Meno avilys”, działaczka społeczna i maturzystka Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie Aurora Degesytė, a także Bartek Urbanowicz – muzyk, fotograf, student Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz reporter telewizyjny. Uczestnicy spotkania dyskutowali, jak młode pokolenie wyraża swoją tożsamość w literaturze, filmie i muzyce, oraz jak tworzy swój wyjątkowy głos artystyczny.
„Kameleon” - to opowieść ukazująca poszukiwanie tożsamości i walkę ze stereotypami dotyczącymi wileńskich Polaków. Film przedstawia życie codzienne nastolatków. Jak w rozmowie LRT.lt twierdzi uczennica Gimnazjum im. św. Jana Pawła II Aurora Degesytė, „Kameleon” już był kilka razy prezentowany dla szerokiej widowni, najczęściej jednak odbiorcami była publiczność litewska. Tym razem oglądali go Polacy - w większości w starszym wieku. - Wybuchów śmiechu było mniej niż podczas poprzednich pokazów. Tym niemniej, od czasu do czasu patrzyłam przez plecy na widownię i widziałam zainteresowanie w oczach zebranych. Myślę zatem, że był to udany pokaz – ocenia reżyserka.
- Pamiętam, że podczas pierwszego pokazu na Ogólnokrajowym Festiwalu Filmów Uczniowskich „Aurora” czułyśmy z operatorką ogromną tremę. Podczas festiwalu leciał film po filmie, a nas pokaz był zaplanowany tak mniej więcej w połowie wydarzenia. Gdy się rozpoczął nasz film, wiedziałyśmy, iż już stąd nie uciekniemy. Oglądałyśmy „Kameleona” i zauważyłyśmy, że sala ożyła. Ludzie się śmiali, szeptali między sobą. Film naprawdę wzbudził duże reakcje, co mnie bardzo zdziwiło. Cieszy mnie, że ludzie wciąż dzielą się swoimi wrażeniami – do dzisiaj otrzymuję komentarze, że „Kameleon” bardzo się im spodobał. Czasami ludzie podchodzą do mnie i mówią, że film zmusił do zastanowienia się o pewnych ważnych rzeczach – dzieli się młoda twórczyni.
Jak dodaje, litewska publiczność podkreślała, iż spodobało im się to, że mogli zobaczyć życie młodych Polaków. - Owszem, mieszkamy w tym samym mieście, spotykamy się na ulicach i w innych miejscach publicznych, ale spojrzenie na codzienność właśnie z naszej perspektywy było dla nich czymś nowym. Litewscy widzowie mogli zobaczyć, jacy jesteśmy, kiedy nie musimy nikogo udawać. Dla mnie najważniejszym celem było pokazanie naszego prawdziwego życia. Nieraz słyszałam od widzów, że spodobała im się szczerość i autentyczność filmu. Dodawali, że utożsamiają się z bohaterami w przedstawionych sytuacjach i życiem nastolatków – cieszy się Degesytė.

Żadna z osób, które zagrały w „Kameleonie”, nie jest profesjonalistą – są to znajomi i przyjaciele Aurory. - Większość z nich zgodziła się na udział po prostu po to, by mi pomóc. Na początku było trudno każdego ustawiać i tłumaczyć, co należy robić, ale, na szczęście, aktorzy słuchali moich poleceń. Cieszę się z tego, że każdy bohater jest inny. Moi znajomi na co dzień nie mają okazji do grania, ale udało im się przekroczyć własne granice strefy komfortu i w sposób autentyczny przekazać swoje role – podkreśla reżyserka.
Podczas dyskusji padło pytanie, czy wszyscy Polacy na Litwie są w pewnym sensie kameleonami. – Po premierze zaczęły się wielokrotne, długie dyskusje o tożsamości młodych Polaków i cieszę się, że mój film również się do nich przyłożył. Ktoś uważa, iż jest Wilniukiem, a ktoś - że Polakiem. Inni sądzą, że są Litwinami polskiego pochodzenia. Uważam, że w pewien sposób rzeczywiście jesteśmy kameleonami. Jednak, jak dobrze zauważyła moderatorka naszej dyskusji Maryla Żukowska - kameleon to zwierzę, które przez cały czas zmienia kolor, ale jednocześnie pozostaje sobą. Myślę, że to określenie w stosunku do nas jest bardzo trafne – zauważa Degesytė.
Podczas dyskusji Aurora wspomniała, że pochodzi z rodziny mieszanej, co również mocno wpłynęło na rozumowanie tożsamości. – Moja rodzina się zmieszała, gdy miałam około 10 lat. Wcześniej nie było nikogo, z kim bym mogła rozmawiać, na przykład, po rosyjsku, więc tego języka uczyłam się od sąsiadów. Litewski poznałam w przedszkolu, a polski w domu, więc nigdy się nie zastanawiałam nad poszukiwaniem własnej tożsamości. Uczęszczam do polskiej szkoły i zawsze wiedziałam, że jestem Polką, ale podczas nastolatkowej „burzy mózgowej” zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym, kim jestem. Zostałam przy tym, że jestem Polką z Wilna. Nie z Litwy, tylko z Wilna, bo właśnie stolica jest moją małą ojczyzną i właśnie tutaj najbardziej czuję się Polką – wyznaje w rozmowie LRT.lt.

- Dzisiaj młodzież ma wyjątkową możliwość po prostu nie bać się pozostać sobą. Mogą być Polakami w Wilnie, a mogą się utożsamiać jako Litwini i nie muszą się tego wstydzić. Są tacy, jacy są, pochodzenie nie definiuje ich jako osoby. Żyjemy w coraz bardziej demokratycznym i tolerancyjnym społeczeństwie, przynajmniej tak mi się wydaje. Może po prostu pozostaję w tak optymistycznej „bańce” społecznej, ale staram się pozostać dobrej myśli – zaznacza.
Aurora jest również młodą programerką filmów w instytucji kulturalnej Meno Avilys. Dołączyła do tej grupy młodzieżowej rok temu i to było jej pierwsze poważne spotkanie z kinem. - Chciałam po prostu znaleźć czas na sztukę w moim życiu, bo wcześniej się zajmowałam głównie działalnością społeczną. Zaczęłam zatem oglądać niemało filmów dokumentalnych, krótkometrażowych oraz eksperymentalnych, wymagało to czasu – twierdzi.
Jak dodaje Degesytė, gdy po raz pierwszy usłyszała o Ogólnokrajowym Festiwalu Filmów Uczniowskich „Aurora”, czuła się już nieco obeznana w sztuce filmu. - Popchnęło mnie to do podjęcia się kolejnego wyzwania - tworzenia kina. Ogromny wpływ na moją miłość do sztuki miała nauczycielka teatru w Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie, Gabriela Andruszkiewicz. Jest bardzo młoda i zaczęła pracować w szkole od razu po studiach aktorskich. Po rozmowach z nią o jej nauce zaczęłam sama się zastanawiać nad podjęciem studiów z dziedziny sztuki. Miniony rok był dla mnie pod tym względem przełomowym – wyznaje.

Jako widz Aurora najbardziej lubi filmy biograficzne. - Jestem osobą, która bardzo się wciąga w fabułę. Gdy film się kończy, chcę poczytać więcej o przedstawionej osobie, poznać jej biografię. Staram się jednak oglądać filmy o różnych gatunkach, chodzę do kina, kiedy tylko się da – podkreśla.
- W obecnym etapie życia czuję się mocno przywiązana do kina, ponieważ po zdobyciu nagrody Ogólnokrajowego Festiwalu Filmów Uczniowskich „Aurora” chcemy nakręcić kolejny film. Jednak swoją twórczą energię chcę wykorzystać nie tylko w kinie. Staram się też czasami coś pisać, robić zdjęcia. Jestem amatorką w prawie wszystkich dziedzinach sztuki, ale bardzo ją lubię, staram się odkrywać jej elementy w każdej życiowej sytuacji – zaznacza młoda twórczyni.

W filmie „Kameleon” można usłyszeć utwory drugiego uczestnika dyskusji Bartka Urbanowicza – muzyka, fotografa, studenta Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz reportera telewizyjnego. Choć Bartka interesują różne gatunki sztuki, najwcześniejszym zamiłowaniem artysty było tworzenie filmików z biwaków harcerskich. - Każda z młodych osób na pewnym etapie życia marzy o staniu się youtuberem lub postacią internetową. Sam również chciałem być kimś takim. Jeszcze w wieku 9 lat zacząłem nagrywać głupie amatorskie filmiki, potem z tego wyrosły rzeczy poważniejsze. Głupia ciekawość do świata zachęcała do poszerzania swoich poszukiwań. Jednak dopiero w tym roku zacząłem się interesować obrazami i fotografią, ponieważ dowiedziałem się, że przy tworzeniu kadru filmowego inspiracja obrazem jest bardzo ważna. Niedawno zacząłem zwracać uwagę na rzeczy, które miałem przed nosem dosłownie przez całe życie, a dopiero teraz zaobserwowałem ich potencjał, dlatego przez cały czas się uczę i biorę od życia coś nowego – wyjaśnia w rozmowie LRT.lt.

- W fotografii lubię przedstawiać stan ducha za pomocą przedmiotów otaczających ludzi, bo myślę, że wiele można o kimś powiedzieć nie widząc twarzy. Posiadam taką dziwną cechę, że patrząc na człowieka najpierw zwracam uwagę na dłonie. Analizuję, jakie ma i dopiero potem kogoś rozpoznaję. Nie wiem, czy jest to zaburzenie, nie wnikam w to, ale myślę, że pokazywanie ludzi poprzez rzeczy ich otaczające jest bardzo ciekawe – wyznaje młody artysta.
Zdaniem Urbanowicza, jego zamiłowanie do kina jest związane z wyjątkową cechą - film łączy wszystkie możliwe gatunki sztuki. - Można wykorzystać zarówno słowo wypowiedziane, jak też muzykę, kadry, reżyserię. Film jest połączeniem wszystkiego, co się da, więc, aby stworzyć dobry film, należy najpierw ogarnąć inne rzeczy, które można później włożyć do jednego kotła i z tego wyjdzie jakościowe kino - zapewnia.
- Problem polega na tym, że zasady ograniczają, ale należy je poznać, aby później je złamać. Znając stare prawidła, można wymyśleć coś nowego i ustalić nowe zasady. Dotyczy to nie tylko kina, ale również fotografii. Wspaniały artysta fotograf Tomek Sikora, który prowadził warsztaty fotograficzne, w których miałem okazję uczestniczyć, często powtarzał, że nigdy nie wgłębiał się w żadne prawidła. Oczywiście, z czasem je poznał, ponieważ przygotowywał reportaże zdjęciowe. Tomek kiedyś mi powiedział, że często wychodzi na ulicę i ustawia na aparacie ISO, czyli sztuczną czułość matrycy, na poziom 8000, czego się nie robi i w taki sposób powstają ciekawe efekty. Dla mnie był to szok – dodaje.

Zapytany o ulubionych twórców, Bartek odpowiedział, że docenia filmy wybitnego polskiego reżysera Jerzego Hoffmana. Tworzone przez niego kino historyczne Urbanowicz chętnie oglądał z rodziną w domu. – Bardzo lubię też „Znachora” - genialne dzieło filmowe. Inspirują mnie również muzyk Taco Hemingway (Filip Szcześniak) oraz malarz Józef Czapski. Staram się szukać natchnienia wśród polskich artystów, ponieważ właśnie z polskich korzeni się wywodzimy i wyrastamy. Oczywiście, mógłbym się inspirować sztuką amerykańską albo angielską, aczkolwiek ci artyści nie dorastali w tych samych realiach, co ja. Prościej mi będzie zatem zrozumieć twórczość autora z Polski czy Litwy – uważa Urbanowicz.
Mimo pielęgnowanych tradycji wspólnego oglądania filmów, rozmówca nie sądzi, iż pochodzi z rodziny kinomanów. - Jednak zawsze w niedziele się spotykaliśmy, wybieraliśmy filmy. Podczas kwarantanny było tego szczególnie wiele, nawet seriali. Sam siebie też bym nie określił jako wielkiego miłośnika kina, ale pewnie teraz jest mi najbliżej do takiego statusu. Chcę obejrzeć bardzo dużo filmów. Mam strasznie dużą, szeroką listę filmów klasyków, których jeszcze nie obejrzałem, a powinienem znać. Ogółem, tak, zamiłowanie do kina pochodzi z przyzwyczajeń rodzinnych. Rodzice pokazywali mi m.in., dzieła Andrzeja Wajdy. Zresztą mój wujek chrzestny przez dwie sekundy zagrał w „Katyniu”. Jednak marzenie o studiach ze sztuki filmowej zrodziła się z podziwu pracy na planie. Właściwie na tym polega kino autorskie. Musimy odnaleźć ludzi, którzy rozumieją naszą wizję, bo na tym polega sztuka. Co z tego, jeżeli stworzę film, ale nikt go nie zrozumie? Na pewno będzie miał wartość osobistą dla mnie, ale nie będzie ważnym dla innego człowieka, dlatego takie dzieło nie będzie dobre – tłumaczy Bartek.

Młody artysta uważa, że litewskie pochodzenie jest ogromną szansą, z której nie wszyscy Wilniucy potrafią skorzystać. - Przez rok uczęszczałem na szkolenia reżysersko-operatorskie. Często mieliśmy zajęcia w Warszawie i jeden z wykładowców ciągle mnie nazywał Litwinem. A mówiąc poważnie, mieć korzenie na Wileńszczyźnie, mówić po polsku, ale jednocześnie posiadać litewski kod kulturowy – to klucz, który otwiera niemało możliwości. Może nie wszyscy w Polsce niezwłocznie się tym ekscytują, ale znajdzie się od czasu do czasu jakiś zaciekawiony tematem „koroniarz”. Faktycznie można znaleźć się w centrum uwagi będąc Polakiem z Wilna. Oczywiście, w takim wypadku trzeba wiedzieć też o czym mówić, na przykład, o problemach. Sam otrzymywałem bardzo wiele pytań dotyczących naszej społeczności i bycie Polakiem z Wilna zawsze traktowałem jako plus. Nigdy nie spotkałem się z jakimś odrzuceniem, najwyżej z obojętnością, ale strasznie rzadko – podsumowuje młody wileński artysta.









