Już wkrótce nowy rok szkolny – czas pełen oczekiwań, ale i wyzwań. W placówkach oświatowych kraju wciąż brakuje setek nauczycieli, część podręczników nie dotarła na czas, a dyskusje o reformach oświaty nie milkną. Szczególne miejsce w tym kontekście zajmują szkoły mniejszości narodowych, w tym polskie, które od lat są ważnym elementem systemu edukacji na Litwie. – Cel jest jeden – zwiększenie zainteresowania szkołami z polskim językiem nauczania, aktywność, otwartość tych placówek – w rozmowie z LRT.lt mówi Krystyna Dzierżyńska, prezeska Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.
Jak Pani ocenia tegoroczne wyniki matur w porównaniu z rokiem ubiegłym?
Trudno tak do końca podsumować, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę egzamin państwowy z języka polskiego jako ojczystego, w porównaniu do roku ubiegłego roku „setek” mieliśmy mniej. W 2024 r. było ich 28, w tym roku tylko 14.
Ogólny poziom zdawalności egzaminu jest naprawdę wysoki, dlatego że uczniowie zdali go w granicach od 70 do 97-99 punktów. Nie jest to źle i co najważniejsze, że maturzyści z polskich szkół egzamin państwowy z języka polskiego jako ojczystego złożyli wręcz gremialnie. Potwierdza to, że ten egzamin jest jak najbardziej potrzebny i bardzo się cieszymy, że możemy go zdawać.
Dobre wyniki są nie tylko z języków, takich jak angielski czy wcześniej rosyjski. W tym roku pomyślnie zdano chemię, biologię, fizykę i matematykę. Wśród naszych maturzystów mamy „elitę”, która zdobyła trzy, cztery lub nawet pięć „setek”. Maturzyści się starają, mają motywację, ale doskonałości nigdy dość, więc oczekujemy, że wyniki będą się pięły dalej w górę.

Podsumowania egzaminów wyglądały różnie. Ktoś się chwalił dobrymi wynikami, inni wskazywali na pewne mankamenty. Z jednej strony widzimy, że była dość wysoka liczba uczniów z maksymalnymi wynikami. Czy to świadczy o lepszej jakości nauczania, czy raczej o wyjątkowej specyfice tegorocznych egzaminów?
Myślę, że to po raz kolejny podkreśla, że w oświacie nie wolno eksperymentować, a wszystko poszło według linii najmniejszego oporu. Programy zostały znowelizowane, a pomoce naukowe i podręczniki nie zostały przygotowane. To wpłynęło negatywnie na poziom uczniów.
Kolejną rzeczą są dodatki do ocen egzaminacyjnych. Skoro dodajemy punkty do wszystkich egzaminów, to niech tak i zostanie. Jednak się okazuje, że w przypadku języka litewskiego i ojczystego już nie dodajemy, tylko sprawa dotyczy wszystkich innych przedmiotów. Wprowadziło to niepotrzebne zamieszanie. Oczywiście, jest lepiej, gdy możemy pochwalić się dobrymi wynikami bez żadnych dodatków. Jednak wtedy sytuacja wymaga, żeby Narodowe Centrum Egzaminacyjne oraz Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu pochyliło się nad tym i odpowiedzialnie podjęło decyzję, czy można nagle zwiększyć próg zdawalności do 35 punktów.
Tak, maturzysta będzie się starał, ale do tego potrzebne są narzędzia. Niepotrzebne są zatem nieprzemyślane i tak troszeczkę grane na widownię decyzje, które odbijają się negatywnie na uczniach i nauczycieli. Pedagog odpowiada za przygotowanie uczniów, a w rodzinach również panuje nerwowa atmosfera.
W związku z brakiem odpowiedniego przygotowania idziemy na ratunek. Komitet egzaminacyjny po sprawdzeniu prac zauważył, że nawet na poziomie podstawowym ponad 60 proc. maturzystów nie zdałoby matematyki. Dla młodej osoby jest to tragedia.
Wynik powinien odzwierciedlać istotę wiedzy ucznia. Miejmy nadzieję, że dodatki do wyników były wyłącznie eksperymentem, choć niezbyt udanym. Minister oświaty, nauki i sportu Raminta Popovienė już zapowiedziała podjęcie większej odpowiedzialności w przygotowaniu przyszłych egzaminów. Trzymamy za słowo.

Pani Krystyno, jakie przedmioty okazały się najtrudniejsze i dlaczego? Czy chodzi wyłącznie o matematykę i fizykę?
Myślę, że sytuacja była trudna, szczególnie podczas egzaminu z języka litewskiego, ale w przypadku matematyki jeszcze bardziej, bo tam nastąpiły ogromne zmiany. Zresztą, czasami maturzyście się wydaje, że jest on bardzo mocny z tego lub innego przedmiotu, czasami pobiera korepetycje, ale na końcowym etapie nie zawsze to się kończy dobrym wynikiem.
Kolejnym problemem jest brak nauczycieli, który również rzutuje na przygotowanie uczniów. Jeśli się nie załatwi czegoś u podstaw, to będziemy dalej narzekali.
Minister oświaty zapowiedziała dyskusję, czy na pewno matematyka ma pozostać przedmiotem obowiązkowym. Usłyszymy jeszcze niemało nowych rzeczy. Najważniejsze jest, abyśmy nie byli pasywni i również mówili, co jest dla nas ważne.
Jak dziś wygląda kwestia znajomości języka państwowego w polskich szkołach na Litwie? Czy można powiedzieć, że uczniowie radzą sobie z nim coraz lepiej? Tegoroczni maturzyści po egzaminie z litewskiego byli w dobrym nastroju, bo rozprawka okazała się prostsza, niż się spodziewali. Jak Pani ocenia te wyniki?
Ujednolicony egzamin z języka litewskiego zaczął obowiązywać w 2013 r. Na przeciągu prawie 12 lat wyrosło nowe pokolenie, które już nie zostało rzucone na głęboką wodę.
Po drugie, każdy absolwent polskiej szkoły opuszczą ją z dobrą znajomością języka litewskiego. Pytanie dotyczy tego, czy mamy odpowiednich specjalistów, program i podręczniki, czy zaczynamy się uczyć języka od podstaw lub nie. Litewski nie jest językiem obcym, a państwowym, ale jego nauka potrzebuje odpowiednich narzędzi. Dopiero wtedy możemy mówić, że młodzież się stara. Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale sporo rzeczy jeszcze trzeba poprawić.

Przejdźmy do tematu nowego roku szkolnego. Jakie najważniejsze reformy są planowane w najbliższym czasie? Które z nich będą miały największy wpływ na uczniów oraz nauczycieli polskich szkół?
Na uczniów szkół mniejszości narodowych będzie miała wpływ optymalizacja sieci szkół - wymóg posiadania odpowiedniej liczby uczniów w klasie. Ministerstwo „uratowało” mniejsze gimnazja, gdy podjęło decyzję, że do powołania klas 11-12 wystarczy 12 osób.
Jako Macierz Szkolna prosimy o to, by dla mniejszości narodowych ten pułap był mniejszy. W gimnazjach, które się znajdują w rejonach, w miejscowościach z obok działającymi placówkami z litewskim lub innym językiem nauczania, trudno jest pozyskać 12 osób w klasie. Czasami szkoła ma tylko 200 osób itd. Wtedy w klasach 11-12 może być 9 albo 10 uczniów. W takim wypadku należy zamknąć całą klasę i dowozić uczniów. Nie ma to wielkiego sensu. Należałoby zatem do sprawy podejść bardzo elastycznie.
W kontekście zwiększenia liczby godzin lekcji języka litewskiego, wystąpiliśmy z propozycją, żeby po sześć godzin tego przedmiotu wykładano w klasie pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej. Okazało się, że nie jest to możliwe z bardzo prozaicznej przyczyny - normy higieny na to nie pozwalają. Nie możemy po prostu zrezygnować z nauczania innych przedmiotów, dodając język litewski. Również nie zgodziliśmy się z propozycją zmniejszenia godzin języka ojczystego na rzecz litewskiego. Uważam, że zarówno język ojczysty, jak i państwowy są niezwykle ważne dla naszych dzieci, więc podobnych eksperymentów robić nie wolno.
Trzecią sprawą pozostaje kwestia podręczników. Szkoły mniejszości narodowych potrzebują większego dofinansowania. Należy lepiej je dostosować do potrzeb dziecka, by podręczniki go nie odstraszały, ale pomagały, szczególnie, jeżeli przychodzi z rodziny niekoniecznie znającej język litewski.
Jeszcze jedną ważną rzeczą pozostaje kadra pedagogiczna. Średnia wieku nauczycieli stanowi 50 i więcej lat. Niewiele osób podejmuje się studiów pedagogicznych, nawet ze zwiększonym stypendium. Zawód nauczyciela powinien być odbierany z pełnym szacunkiem, ale czasy się zmieniły i traci on na prestiżu. Bez ulepszenia strony ekonomicznej na pewno trudno będzie zachęcić młodzież do podjęcia tej pracy.

Wracając do kwestii liczebności klas – czy wszystkie polskie szkoły mają dziś wystarczającą liczbę uczniów, by móc bez przeszkód kontynuować działalność?
Liczba szkół polskich nie zmniejsza się, ale pozostaje mniej placówek samodzielnych. Na przykład, Szkoła Podstawowa im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach stała się filią Gimnazjum w Trokach. Tymczasem Szkoła Podstawowa im. Kiejstuta stała się progimnazjum i dalej nie zmienia tego statusu. Z Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu faktycznie pozostała tylko nazwa. Uczęszczają do niego wyłącznie klasy pierwsza - dziesiąta, gdyż maturzyści i klasa jedenasta dołączyły do filii Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie.
Tymczasem w rejonie wileńskim zmian większych nie ma. Co prawda, zapowiadano remont szkoły w Duksztach, która teraz jest filią Gimnazjum w Awiżeniach. Otrzymaliśmy informację, że pierwsze klasy przychodzą do Gimnazjum w Awiżeniach, więc działalność szkoły jest pod znakiem zapytania.

Wiemy, że część podręczników dostosowanych do zaktualizowanych programów nauczania wciąż nie została wydana. Czy sytuacja z dostępnością podręczników uległa przynajmniej minimalnej poprawie?
W tym roku szkolnum dojdzie m.in., podręcznik z matematyki, a dla klas 10. kolejne podręczniki z historii. W tym roku dochodzi podręcznik z matematyki dla klas dziewiątych, jak też podręcznik z fizyki.
Nowością będzie podręcznik z informatyki w tłumaczeniu na język polski. Dla klas szóstych i ósmych pojawi się druga część podręcznika z geografii. W taki sposób cały cykl tego przedmiotu dla polskich uczniów zostanie zakończony - pod warunkiem, że szkołom wystarczy środków na zakupienie wszystkich tłumaczonych podręczników.
Gdy podręczniki ukazują się w języku litewskim, wydawnictwa od razu dokonują tłumaczeń. Dalszy proces jest wyłącznie kwestią posiadania finansów na zakup. Zawsze słyszymy, że szkoły mniejszości mają nieco więcej pieniędzy, ale mimo to, dotyczą ich dodatkowe wydatki. To nie jest tak, że szkoła może po prostu wydać wszystkie środki na tłumaczone podręczniki. Dlatego ubiegamy się o to, by szkoły posiadały większy budżet na nowe książki.
Przed rokiem do klas pierwszych przystąpiło około tysiąca uczniów. Co pokazują tegoroczne liczby? Czy polska szkoła na Litwie wciąż cieszy się popularnością?
Uważamy, że w klasach pierwszych będzie się uczyło ponad 800 dzieci. Przyjdą dzieciaki z rocznika 2017-2018. W tym okresie odnotowano najniższy przyrost naturalny na Litwie. W tym roku na pewno nie będziemy mieli tego tysiąca.
Oczywiście, zachęcamy rodziców do wyboru polskich szkół organizując imprezy, festiwale i inne wydarzenia. Pokazujemy, jakie możliwości zapewniają nasze szkoły – nie tylko od strony oświatowej, ale również z zajęciami pozalekcyjnymi i atrakcjami w postaci wyjazdów kolonijnych i udziału w zespołach artystycznych. Zawsze się staramy podpowiedzieć rodzicom, a jest to możliwe wyłącznie wskazując na oczywiste przykłady. Mamy nadzieję, że nasze przykłady jednak skłonią rodziców do zastanowienia się nad szkołami polskimi.

Czy rodziny mogą liczyć na wyprawki dla pierwszaków, jak również na Bon pierwszaka, który stał się tradycyjnym prezentem ze strony polskiej?
Potwierdzam, że tzw. Bon Kolbego w postaci wyprawki dotrze do każdego ucznia klasy pierwszej. Właśnie jesteśmy w toku przygotowania na odbiór transportu i w końcu tygodnia wyprawki trafią do każdej polskiej placówki.
Tymczasem sytuacja ze wsparciem finansowym się zmieniła. Teraz nosi nazwę Bonu szkolnego i warunki otrzymania również są inne. Takie dodatki są przyznawane dla uczniów uzdolnionych lub pochodzących z rodzin znajdujących się w trudniejszej sytuacji materialnej. Faktycznie teraz środki z budżetu państwa na programy edukacyjne są przekazywane przez Instytut Rozwoju Języka Polskiego im. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Warszawie. Bonu szkolnego nie możemy mylić z wcześniej przyznawanym Bonem pierwszaka.
Czy są liczby dotyczące tego, ilu maturzystów w tym roku ukończy szkołę?
Myślę, że liczby są podobne - ponad 800 maturzystów. W ubiegłym roku mieliśmy przeszło 700 abiturientów. Faktycznie odnotowujemy dwa spadki – tych, którzy przychodzą do klas pierwszych i ci, którzy opuszczają szkoły.
Ważne jest to, ilu dzieciaków w tym roku przybędzie do szkół na całej Litwie. Często mówimy, że wyłącznie w polskich placówkach odsetek się zmienia. Niekoniecznie – wskaźnik na przeciągu lat zazwyczaj bywa bardzo podobny, ale to zależy od ogólnej liczby uczniów. Różnice w liczbach mogą być duże, a procentowo podobne do lat ubiegłych.
Jakie zadania i cele w tym roku stoją przed polską szkolą na Litwie?
Myślę, że cel jest jeden - zwiększenie zainteresowania szkołami z polskim językiem nauczania, aktywność, otwartość tych placówek. Chcemy pokazać, że mamy czym się pochwalić, bo tu są naprawdę fajni i młodzi ludzie.
Opracowała Ewelina Knutowicz









