Na Wileńszczyźnie nieodłącznym elementem ceremonii pogrzebowej są pieśni wykonywane przez śpiewaków. Mimo, że tradycja jest stara i znana, nie została wciąż dokładnie zbadana. Szkic dokumentalny „Būk jam gailėstingas“ („Bądź mu miłosierny“) jest poświęcony temu wyjątkowemu zjawisku.
Antoni Radczenko, autor filmu „Bądź mu miłosierny“, w wywiadzie LRT.lt wyjaśnia, że były dwie przyczyny powstania filmu. Jedna z nich jest związana z zainteresowaniami tożsamościowymi i antropologicznymi. – Nie jestem wielkim miłośnikiem twórczości ludowej, aczkolwiek rozumiem, że wszystkie tradycje i obyczaje kształtują społeczność. Chciałem się przyjrzeć zjawisku, które, jak wynika z moich rozmów, w Polsce już zanika. Natomiast na Litwie i Wileńszczyźnie nadal jest żywe. Pojawienie się śpiewaków na pogrzebie jest nieodłącznym elementem pożegnania – twierdzi autor.

Drugą przyczyną była inspiracja wydarzeniami z dzieciństwa. - Gdy miałem sześć lat, po raz pierwszy miałem do czynienia z pogrzebem - odszedł mój dziadek. Wykonanie śpiewaków mnie zachwyciło. Słowa pieśni słyszę w głowie do dziś. Od tej pory pogrzeby zawsze mi się kojarzyły ze śpiewem. Postanowiłem, że warto to utrwalić - dodaje.
- Konstrukcja naszego zarysu polega na tym, że składa się on z dwóch podstaw. Z jednej strony, są to wypowiedzi ekspertów, którzy przytaczają historię i transformację obyczaju. Z drugiej - utrwaliliśmy pieśni pogrzebowe, które wykonali prawdziwi śpiewacy pogrzebowi - podkreśla Radczenko.
Dziennikarz zaznacza, że płaczki i śpiewacy to dwa różne zjawiska. - Lament jest w gestii bliskiej rodziny zmarłego. Zazwyczaj były to kobiety, które swoim płaczem tworzyły pewien nastrój pogrzebu. Tymczasem śpiewak pogrzebowy jest swojego rodzaju reżyserem całego procesu pożegnalnego. Zaczyna się on od wystawienia ciała - kiedyś odbywało się ono w domach, teraz w zakładach pogrzebowych. W taki sposób śpiew stał się formą modlitwy. Są też rodzaje pieśni, które mogą być wykonywane wyłącznie w odpowiednich momentach - na początku jest jedna pieśń, przed zakończeniem pierwszego dnia ceremonii - inna. Pieśni wykonywane podczas miesięcznicy lub śmierci też się różnią - mówi Radczenko.

Czy śpiewakiem może zostać przypadkowa osoba? - W pewnym sensie tak. Generalnie jest to tradycja rodzinna: skoro te pieśni wykonywała babcia i mama, to po pewnym czasie przyjdzie czas córki. Córki - bo śpiewak mężczyzna jest rzadkością, choć jeden z nich pojawia się w naszym filmie dokumentalnym. Aby zostać śpiewakiem pogrzebowym, po prostu trzeba mieć słuch, tak naprawdę, nawet głos nie jest obowiązkowy. Jeden z rozmówców wyznał, że pewnego razu będąc dzieckiem po prostu poszedł z mamą na pogrzeb i tak się wszystko zaczęło. Na pewno trzeba mieć odpowiednie predyspozycje psychologiczne - jak w dowolnym innym zawodzie. Jednak to jest swoista misja. Jeżeli nie ma ważnej przyczyny, raczej się nie odmawia - odpowiada autor filmu.
- Z rozmów wynika, że kultura śpiewu na pogrzebach jest obecna także w mieście. Zwykle śpiewacy są poszukiwani przez krewnych i znajomych, aczkolwiek niektóre zakłady pogrzebowe udostępniają listę z namiarami śpiewaków. Oczywiście, taka tradycja na wsi jest bardziej żywa, chociaż wyraźnego podziału między miastem a wsią nie ma - stwierdza publicysta.

Radczenko jest zdania, że chociaż pieśni pogrzebowe zawierają elementy twórczości ludowej, można je określić raczej jako adaptację. - Większość pieśni pochodzi z Biblii, bo właściwie są psalmami. Mogą to być również pieśni religijne, zazwyczaj wykonywane w kościele. Jak stwierdzili sami śpiewacy, melodia różni się od tej wykonywanej podczas nabożeństwa. W zależności od tożsamości zmarłego wybierane są oddzielne pieśni. Mogą tworzyć odpowiednią atmosferę, aby człowiek się zamyślił nad własnym życiem i losem. Z drugiej strony, gdy dochodzi do strasznej tragedii, pieśni mogą przygłuszyć atmosferę. Na Wileńszczyźnie - terenie, do którego przenikały różne kultury - pewne pieśni zostały zaadoptowane przez litewskich śpiewaków. Był też proces odwrotny. Na przykład, do jednej z pieśni słowa napisał poeta Maironis, a dzisiaj brzmi tak samo w obu językach - zapewnia rozmówca.

Duża część filmu dokumentalnego jest poświęcona przesądom i zwyczajom - od snów po czarne ptactwo krążące nad procesją pogrzebową. - Jeżeli kruki i wrony latają nad orszakiem, można w najbliższej przyszłości spodziewać się kolejnego pogrzebu. Jest też wierzenie, że w ciągu trzech dni dusza zmarłego żegna się nie tylko z członkami rodziny, ale z całym swoim gospodarstwem. Mężczyzna mógł pożegnać ziemię, kobieta - zwierzęta domowe. Jeżeli w tym czasie coś zakwitnie albo zdarzy się coś, co nie musiało mieć miejsca, miał to być znak, że dusza zmarłego chce przekazać wiadomość dla żyjących - opowiada Radczenko.
Pokaz szkicu dokumentalnego „Būk jam gailėstingas“ („Bądź mu miłosierny“) odbędzie się 3 listopada o godz. 14.00 w Centrum Kultury w Niemenczynie. Film w języku polskim z litewskimi napisami. Dyskusja odbędzie się w języku polskim.
Opracowała Ewelina Knutowicz






